Malwina Gogulska - Frankenstein, czyli o pięknie bestii
Kiedy Mary Shelley siadała do pisania swojej najsłynniejszej powieści, epoka oświecenia chyliła się ku końcowi. Wraz ze swym najważniejszym owocem – religią rozumu, zaczęła być wypierana przez coraz częstsze skłanianie się ku ludzkiej duszy, zaś w centrum rozważań filozoficznych i literackich zaczęto stawiać uczucie i mistycyzm. Już więc Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz z 1818 roku jest odpowiedzią na oświeceniowe idee, jednak stricte chrześcijańskie przesłanie tej opowieści ujrzeliśmy dopiero teraz, gdy swoją interpretację przedstawił Guillermo Del Toro. Reżyser nowej ekranizacji Frankensteina unaocznia, dlaczego nie powinniśmy eksperymentować z ludzką naturą, wypaczając sens zdania: „Skoro śmierć przyszła przez człowieka, to przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie” (1 Kor 15:21).
Alchemicy, którzy podejmowali się takich prób wynalezienia sposobu na życie wieczne, byli traktowani, nawet w czasach oświeceniowych, jak szaleńcy. W brytyjskiej i amerykańskiej prasie w XIX wieku publikowano ryciny satyryczne dotyczące ożywiania zwłok. Jedną z najsłynniejszych jest rycina Henry'ego Robinsona z 1836 roku, na której wydawca Francis Preston Blair wstaje strumny ożywiony prymitywną baterią galwaniczną. Ze względu na paradygmat epoki, w której żyła Shelley, w książce nacisk położony jest głównie na przejmujące poczucie grozy, horror i wrażenie beznadziejności. Bohater, ambitny doktor pogrąża się coraz bardziej w rozpaczy i poczuciu winy za to, że stworzył prawdziwego potwora, demona, plagę świata.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Kiedy Mary Shelley siadała do pisania swojej najsłynniejszej powieści, epoka oświecenia chyliła się ku końcowi. Wraz ze swym najważniejszym owocem – religią rozumu, zaczęła być wypierana przez coraz częstsze skłanianie się ku ludzkiej duszy, zaś w centrum rozważań filozoficznych i literackich zaczęto stawiać uczucie i mistycyzm. Już więc Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz z 1818 roku jest odpowiedzią na oświeceniowe idee, jednak stricte chrześcijańskie przesłanie tej opowieści ujrzeliśmy dopiero teraz, gdy swoją interpretację przedstawił Guillermo Del Toro. Reżyser nowej ekranizacji Frankensteina unaocznia, dlaczego nie powinniśmy eksperymentować z ludzką naturą, wypaczając sens zdania: „Skoro śmierć przyszła przez człowieka, to przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie” (1 Kor ).