Mentionsy Mentionsy
Nowy Ład
Nowy Ład

Malwina Gogulska - Frankenstein, czyli o pięknie bestii

30.11.2025 ·18 min 44 s

Kiedy Mary Shelley siadała do pisania swojej najsłynniejszej powieści, epoka oświecenia chyliła się ku końcowi. Wraz ze swym najważniejszym owocem – religią rozumu, zaczęła być wypierana przez coraz częstsze skłanianie się ku ludzkiej duszy, zaś w centrum rozważań filozoficznych i literackich zaczęto stawiać uczucie i mistycyzm. Już więc Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz z 1818 roku jest odpowiedzią na oświeceniowe idee, jednak stricte chrześcijańskie przesłanie tej opowieści ujrzeliśmy dopiero teraz, gdy swoją interpretację przedstawił Guillermo Del Toro. Reżyser nowej ekranizacji Frankensteina unaocznia, dlaczego nie powinniśmy eksperymentować z ludzką naturą, wypaczając sens zdania: „Skoro śmierć przyszła przez człowieka, to przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie” (1 Kor 15:21).

Za chwilę wysłuchasz wersję audio najnowszego tekstu z naszego portalu. Frankenstein, czyli o pięknie bestii. Tekst Malwiny Gogulskiej. Kiedy Mary Shelley siadała do pisania swojej najsłynniejszej powieści, epoka oświecenia chyliła się ku końcowi. Wraz ze swym najważniejszym owocem, religią rozumu, zaczęła być wypierana przez coraz częstsze skłanianie się ku ludzkiej duszy, zaś w centrum rozważań filozoficznych i literackich zaczęto stawiać uczucie i mistycyzm. Już więc Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz z 1918 roku jest odpowiedzią na oświeceniowe idee.

Jednak stricte chrześcijańskie przesłanie tej opowieści ujrzeliśmy dopiero teraz. gdy swoją interpretację przedstawił Guillermo del Toro. Reżyser nowej ekranizacji Frankensteina unaocznia, dlaczego nie powinniśmy eksperymentować z ludzką naturą, wypaczając sens zdania, skoro śmierć przyszła przez człowieka, to przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. Zemsta skrzywdzonego Shelley wyjaśniła nam dość jasno, skąd wziął się pomysł napisania opowieści o ambitnym doktorze Frankensteinie, który pogrążony w rozpaczy po śmierci ukochanej matki zaczyna zastanawiać się nad sensem ludzkiego istnienia, by w końcu stworzyć istotę nieśmiertelną.

Projekt ten wymyka się mu spod kontroli. Młody Wiktor sam ucieka przed swoim dziełem, przez resztę opowieści bijąc się z wyrzutami sumienia, oskarżając się o obrazem boskiego porządku. Popada w odchłań cierpienia, które sam sobie zgotował. Długie, nocne rozmowy z Byronem i Persim Shelejem o ideach filozoficznych, medycznych, a w końcu drastyczna wizja senna, doprowadziły pisarkę do przekonania, że nową książkę należy zacząć od kultowych słów. Była posępna noc listopadowa. Najsłynniejsza powieść gotycka dzieli się na dwie części, z których pierwsza jest opowieścią doktora Frankensteina, druga historią opowiedzianą nam przez potwora, ale właśnie kto jest tym potworem?

Oś całej powieści stanowi pytanie, które nasuwa się po kontemplacji pierwszych rozdziałów opisujących dramat wewnętrzny genialnego naukowca. Czy potworem jest on sam, czy może jednak jest nim ów twór, skonstruowany na potrzeby zaspokojenia ludzkiej ambicji i oświeceniowego założenia, że rozum ludzki ma nieograniczoną władzę i może sobie porządkować świat. Odpowiedź wydawałaby się oczywista. Niekoniecznie jednak taka była dla wyznawców wolności naukowej, takich jak Giovanni Aldini czy Johann Konrad Dieppel, którymi inspirowała się Shelley, szkicując portret powieściowego Frankensteina. Co ciekawe, odbiór społeczny tego typu eksperymentów, dokonywanych na martwych ciałach zwierząt, a potem skazańców, był zdecydowanie negatywny.

Sam epilog powieści pozostawia nas z poczuciem pustki i, koniec końców, beznadziejności całej sytuacji, z której wyjściem była tylko śmierć, zarówno twórcy, jak i jego tworu. Piękna i bestia. Del Toro natomiast zrobił coś zupełnie innego i warto o tym szerzej napisać. Oprócz hollywoodzkich głupotek, które pojawiły się również w Nowym Frankensteinie, jest tu bowiem inteligentna, zbuntowana, wywrotowa kobieta. Strzelająca jak z rękawa logicznymi, choć niezbyt głębokimi argumentami, by zaimponować geniuszowi. Pojawiły się też elementy wartościowe. Elementy, które pozwalają nam lepiej zrozumieć ducha oświecenia, ducha przełomu epok, a wreszcie proces myślowy człowieka, który uważa się za Alfę i Omegę, zbawcym świata współczesnego Prometeusza.

W filmie to rozum miał być dla Frankensteina ostatecznym potwierdzeniem, że eksperyment się udał. Potwór jednak, mimo ewidentnych przejawów głębokiej wrażliwości, przez które postrzegać go można trochę jak małe dziecko, staje się dla Frankensteina symbolem jego naukowej nieudolności. To w związku z tym Wiktor postanawia ten przykry symbol zniszczyć, a jednak pierwsze ujęcia Frankenstein Potwór są absolutnie przepiękne i del Toro, Za samą scenę spotkania tych dwóch postaci w gotyckiej, pełnej krwistych draperii, skąpanej w promieniach porannego słońca komnacie powinien dostać, jeśli nie Oscara, to chociaż Biennale. Każdy gest, każde spojrzenie, a w tych ujęciach są to spojrzenia, których chyba nigdy już nie zapomnę, mają w sobie ogrom niewysłowionego zdziwienia, euforii, niebiańskiego wręcz błogosławieństwa.

Del Toro pragnął odpowiednio wyjaśnić, skąd u Frankensteina wzięła się zimna, egoistyczna i pozbawiona duchowości naleciałość w relacjach nie tylko z potworem, ale również z innymi ludźmi, których spotyka na swojej dramatycznej drodze. Dlatego też w prologu zaprezentował nam dzieciństwo szalonego naukowca, chłodny, surowy ojciec, najlepszy lekarz w kraju, nie będący jednak w stanie uratować swej żony. Powoduje, że chłopak, męczony koszmarem, kolejny fantastyczny motyw, w którym pojawia się ognisty, mosiężny Michał Archanioł, postanawia naprawić błędy ojca i zrewolucjonizować tanatologię. Krzywdy z dzieciństwa pozostają głębokie i ostatecznie wpływają na to, jak dorosły dr Frankenstein obchodzi się ze swoim jedynym dzieckiem.

Istota krucha, delikatna, uczuciowa, której jednak Frankenstein nie rozumiał. Obchodził się z nią raczej jak z rzadkim okazem pięknego motyla, zamkniętego w bogato inkrustowanym kaganku. Denerwowały go dziecinne zachowania potwora to, że musiał poświęcać czas na naukę, na przysposobienie go do życia wśród ludzi. Zabrakło mu nie tylko cierpliwości, ale również, a może przede wszystkim miłości. Elisabeth. Wspaniała, powłóczysta postać, którą na zawsze zapamiętam jako olśniewającą mimozę w piórach indygo w malarskiej scenie z martwą naturą. Czy siedzącą niczym pani z szalot przy kryształowym lustrze tryptyku, ubraną w białe wstążki jak w bandarze, przepiękne nawiązanie do pierwszych scen z potworem, jest właśnie tą brakującą tkanką w sercu Wiktora, tkanką, którą ów odrzuca.

Sam twór Frankensteina zresztą podczas lektury Raju utraconego dzieło Miltona jest bardzo ważnym odniesieniem w powieści Shelley, gdy chodzi do takich wniosków. Jak Adam z pozoru nie byłem związany żadnym ogniwem z jakąkolwiek żyjącą istotą, ale jego sytuacja znacznie różniła się od mojej pod każdym innym względem. Wyszedł z rąk Boga. jako stworzenie doskonałe szczęśliwe otoczone wszelkim dobrem i specjalną troską swego stwórcy mógł obcować z istotami wyższego rzędu i zdobywać od nich wiedzę gdy zaś ja byłem nieszczęśliwy bezradny i samotny Często myślałem sobie, że szatan byłby bardziej trafnym symbolem mego jestestwa, nieraz bowiem widząc szczęście moich protektorów, czułem, tak jak on, że żółć zazdrości zalewa mi serce.

Co można więc zrobić w tak beznadziejnej sytuacji? Jak poprowadzić taką tragiczną opowieść o zemście, przemianie serca, raju utraconym? Można jak Szeli zabić mrocznego Prometeusza i jego dzieło gdzieś na pustkowiach lodowego piekła, dokonać osądu obu postaci, a można też jak Del Toro w tym samym śniegu odrysować pokraczny kształt i twarz z nadzieją spoglądającą w polarny, seledynowy horyzont dziękuję del toro za symbolikę na długo zapamiętam scenę gdy potwór którego ciało pierwotnie zabrane zostaje przecież z pobojowiska błąkając się później po lasach zarzuca na siebie szary płaszcz martwego żołnierza Dziękuję za ferię barw, bajeczne suknie Elizabeth, wschody słońca w korytarzach Starego Zamku, czerwone rękawiczki Frankensteina, rozmyte odbicie lichtarzowych świec w weselnym lustrze.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.