77. Mark Rothko: abstrakcja emocjonalna
Mark Rothko to jeden z najwybitniejszych artystów abstrakcyjnych! Jego życie skupiało się na ciągłym poszukiwaniu emocji i próbie przekazania ich z płótna do ludzkiej świadomości. Bywało, że jego obrazy wywoływały łzy w odbiorcach. Wspaniała droga ku legendzie, którą do dzisiaj możemy podziwiać zakończona krwawym samobójstwem w odcieniach czerwieni. Miłego słuchania, Marika Szwal.
Cześć, witam Was w kolejnym niewinnym odcinku. Dzisiaj opowiem Wam o Marku Rodko. I wiecie co, myślę, że razem z Jacksonem Pollockiem byli jednymi z najbardziej kontrowersyjnych artystów, którzy zszokowali nie tylko świat sztuki, ale też takiego zwykłego, przeciętnego odbiorcę dzieł sztuki. bo ile razy słyszałam, że nawet mój trzyletni syn mógłby to namalować. Moi drodzy, ja Wam dzisiaj opowiem, dlaczego jest to absurdalny frazes powtarzany przez ludzi, no niestety o wątpliwej wrażliwości, ponieważ ich trzyletni syn zapewne w tej chwili rysuje słoneczko w prawym rogu kartki. I nie ma co ukrywać, że abstrakcja to bardzo ciężki temat, ciężki w odbiorze i zrozumieniu, chociaż chyba nie tak bardzo jak performance.
Słuchajcie, Mark Rodko, a tak naprawdę Markus Rodkowicz urodził się w Rosji w 1903 roku, ale kiedy miał 10 lat wyprowadził się z rodzicami do USA i zamieszkali w Oregonie. Jego tata był farmaceutą, a mama prowadziła dom, czyli klasycznie jak każda kobieta w tamtych czasach, niestety. I co ciekawe, w każdym jednym źródle w ogóle nazywany jest on amerykańskim malarzem, ale przecież urodził się w Rosji i mieszkał tam przez 10 lat swojego życia. Także mnie to mocno zastanawiało, dlatego tutaj rozwiewam Wasze wątpliwości, jeżeli kiedykolwiek w ogóle je mieliście. Jeżeli chodzi o edukację, no to był podobno wybitnym i bardzo inteligentnym człowiekiem, studiował nawet na Yale.
Zresztą w momencie, kiedy dostał amerykańskie obywatelstwo, to właśnie wtedy uprościł swoje nazwisko, bo w tamtych czasach panowały niestety bardzo antysemickie przekonania, więc wolał się nie wychylać i zmienił swoje nazwisko na Mark Rodko. Więc przejdźmy do sztuki, no bo to jest istota tego podcastu. Wszyscy albo większość z nas kojarzymy Rodko z wielkimi abstrakcyjnymi obrazami, a on zaczynał od sztuki figuratywnej. A to jest, moi drodzy, istotne, bo nikt mu nie może zarzucić, że bazgrze plamami, bo nie umie nic innego. A bardzo często w obecnych czasach tak jest, że ludzie robią pseudoabstrakcje, ponieważ nie mają żadnych podstaw technicznych, jeżeli chodzi o malarstwo czy sztukę.
Także Mark tworzył przez lata nieabstrakcyjne obrazy, w których... Były takie zawarte scenki z codzienności ludzi, gdzieś tam w mieście, nacechowane taką tajemniczością. Wstawię Wam oczywiście pod postem na Instagramie kilka zdjęć, bo sama widziałam je pierwszy raz. I przyznam Wam, że bardzo mi się one podobają, są tak bardzo lekko namalowane, a jak wiecie z innych podcastów, ja już zawsze zazdroszczę takiej lekkości w malarstwie. No ale w życiu bym nie powiedziała, że to co zobaczyłam namalował Mark Rotko, bo kojarzy mi się on wyłącznie z tym najbardziej znanym okresem w jego życiu, dlatego cieszę się, że mogę i sama się czegoś dowiedzieć, tworząc dla Was niewinny podcast. I kiedy przeglądałam obrazy z tamtego okresu, no to zobaczyłam bardzo wiele nawiązań do Vermeera.
Mimo, że te nawiązania nie są takie bardzo oczywiste, ale chyba po Rodko nikt by się oczywistości nie spodziewał, ale jest na przykład taki obraz, który przedstawia kobietę z obrazu Vermeera i on jest inspirowany obrazem Allegoria malarstwa. Tam jeszcze są różne inne nawiązania, na przykład do Rembrandta, więc też możecie na nie trafić. Ale to co najciekawsze, no to około 1945 roku on zmienił swój styl, ale jeszcze nie na ten, który znamy obecnie, czyli na takie malarstwo barwnych płaszczyzn, w angielskim mówią na to colour-filled painting. bo on przestał malować rzeczywistość, a w tamtym momencie skupił się na formach biomorficznych, czyli na takich roślinach nie z tej ziemi, na różnorodnych stworzeniach takich nieziemskich i w tym momencie mocno inspirował się Maxem Ernstem i João Miró.
A jak wiecie, było wielu artystów, którzy robili grube bailando w tych swoich pracowniach i bardzo lubili, kiedy dużo osób się kręciło w danej pracowni. Na przykład Boznańska albo Picasso. Myślę, że Łempicka Chociaż Łempicka to ona tam lafirindowała się. Teraz w ogóle czytam taką książkę o Łempickiej z perspektywy jej takiej młodej kochanki. Bardzo ciekawe. Ciekawe, bo nie jest to stricte biografia, tylko właśnie książka, która opowiada historię Łempickiej widzianej oczami swojej kochanki. Wypadałoby powiedzieć, że tytuł książki to ostatni akt, jakbyście byli zainteresowani. Dobra, ale wracamy do Rodko. Ja tutaj już popłynęłam jak zwykle na grubo.
Bo to, co istotne a propos jeszcze jego tworzenia, to on uwielbiał wielkie, pionowe płótna. I dobrze wiecie, co ja teraz powiem, ponieważ bigger is better. Ja tak uważam, szczególnie jeżeli chodzi o płótna. I kiedy po raz pierwszy tak naprawdę namalował na takim płótnie kilka tych prostokątnych, kwadratowych form w prostych kolorach, no to poczuł, że to jest właśnie to, że w końcu znalazł nieskończoną różnorodność kolorów i proporcji, co dawało różne nastroje i efekty, które były bardzo istotne w późniejszych jego latach. I to co jeszcze fajne, no to dla Rodko jako malarza bardzo ważne były pędzle. Zresztą jak dla każdego faceta.
Nie wiem, czy dlatego, że po prostu robił to na oko, czy nie chciał zdradzać jakichś swoich tajnych technik, nie wiem. Ale możecie nawet zwrócić uwagę, jak kiedyś będziecie na wystawie, na której są obrazy Marka Rodko, że te prostokąty zdają się jakby poruszać wraz z nami, kiedy oglądamy je z bliska czy z daleka. Wiem, że to trochę głupio brzmi, ale ja naprawdę jestem pewna, że Wy wiecie, o co mi chodzi. Ja osobiście wiem, że ja widziałam na żywo pracę Marka Rodko w Museum of Modern Art w Nowym Jorku, ale wtedy nie skupiałam się na Rodko. Ja to tylko wiem, dlatego że kręciłam wtedy vlogi z Nowego Jorku i jak oglądałam ostatnio vloga właśnie z wyprawy do Momy, jako moje największe marzenie, to widziałam, że była cała ogromna, piękna wystawa.
I ja będę tu zawsze powtarzała po prostu słowo emocje, ale to będzie clue w ogóle tworzenia tego, co tworzył Mark Rothko. Bo zobaczcie, na przykład wyżej wspomniany Pablito Picasso nie był artystą abstrakcyjnym, mimo że często jego prace były tak zniekształcone, że mogliśmy podpiąć to pod jakiś pewien odłam definicji tej abstrakcji. Bo tak naprawdę nie rozpoznawaliśmy wielu rzeczy, które znajdowały się na płótnach Picassa. No ale Pablo miał ogromną swobodę w zniekształcaniu tej rzeczywistości, ale jednak nadal przedstawiał coś. I pomysł wychodził z danej rzeczy, która istniała.
I jestem pewna, że wyłącznie na żywo prace Rodko robią takie wrażenie, jak on oczekiwał, żeby robiły w momencie, kiedy tworzył tę pracę i w momencie, kiedy ona już poszła do galerii, żeby człowiek mógł ją oglądać. Bo Rodko bardzo dbał o każdy detal, nie tylko obrazu, ale tego, w jakim zestawieniu i konfiguracji znajduje się jeden obraz przy drugim. jak one będą oświetlone i z jakiego miejsca będą podziwiane. Z premedytacją tak naprawdę tworzył te wielkie formaty i nigdy nie oprawiał swoich prac, co jest też ciekawe i o tym nie wiedziałam, bo on chciał właśnie sprawić wrażenie wejścia w obraz, takiej dostępności, integracji z tym widzem.
Może już weszłam w taki... ton mędrca, ale wiecie o co mi chodzi. Bo sam Rodko mówił tak. Kolor służy tylko wyrażeniu podstawowych ludzkich emocji. Tragedii, ekstazy, zagłady. Fakt, że wielu ludzi wybucha płaczem stojąc przed moimi obrazami, świadczy o tym, że potrafię tego dokonać. I to bardzo często się powielało, że właśnie ludzie oglądający pracę Rodko na żywo płakali. Nie powiecie, że to nie jest interesujące, prawda? A w ogóle teraz taka dygresja, czy kiedykolwiek stojąc przed jakimś dziełem sztuki płakaliście? Ja jestem bardzo emocjonalna i potrafię płakać na błahych rzeczach, no bo wiadomo, że to wtedy się nie płacze z tego powodu, tylko gdzieś tam odnosimy się do naszych wewnętrznych przeżyć, co zresztą też Rodko potem wspominał o takim mechanizmie, ale to na końcu Wam powiem, bo ja sobie nie przypominam, w sensie może teraz bym inaczej odczuwała sztukę,
W sensie, że mogłabym się wzruszyć. Jestem bardzo ciekawa, weźcie mi napiszcie, czy kiedyś się popłakaliście, widząc dane dzieło sztuki. Przenosimy się do roku 1958 i to dopiero w tym momencie tak naprawdę orotko staje się głośno w świecie sztuki, w bohemce artystycznej Nowego Jorku. Teraz to nie zdziwi, ale oczywiście za sprawą skandalu, bo jakby inaczej. I nie wiem, czy kojarzycie, ale są takie ekskluzywne restauracje, które nazywają się Four Seasons. Jedna z nich właśnie w Nowym Jorku zleciła mu, by ozdobił ich ściany swoimi dziełami sztuki. Rodko bardzo się podekscytował. Myślę, że nie tylko ze względu na pieniądze, które na pewno były ogromne, ale też na skalę tego zlecenia.
Powiedział nawet, że stworzy takie dzieła, które odbiorą apetyt na dętym i bogatym sukinsynom. I Four Seasons zamówiło u niego siedem dzieł, ale Rodko z rozpędu namalował aż trzydzieści. Faktycznie chyba nie umiał w biznesy. I kiedy pewnego wieczoru jadł kolację wraz ze swoją pierwszą żoną właśnie w tej restauracji, no to stwierdził, że ludzie, którzy tam przebywają, załatwiają biznesy, absolutnie nie skupiają swojej uwagi na sztuce. Tylko ją ignorują, zapychając te swoje usta ekskluzywnymi małymi baby potrawami. A jak wiemy, ego artysty jest bardzo wrażliwy i Rodko stwierdził, że to luksusowe, co prawda miejsce, ale pełne ignorantów absolutnie nie jest odpowiednim miejscem dla jego sztuki.
która tak naprawdę z założenia miała skłaniać do refleksji, a nie być tłem płytkich rozmów. I tu taka kolejna dygresja, bo od razu powiem, że bardzo często sztuka abstrakcyjna kojarzona jest ze zwykłym dekorowaniem ścian, że jest formą właśnie dekoracji, a nie całościowym, pełnym dziełem sztuki. W każdym razie Mark postanowił nie dopełniać umowy i zabrał wszystkie płótna do swojej pracowni. Oczywiście oburzyło to zarówno biznesmenów, jak i świat sztuki i wszystkich ludzi, którzy płacili za te dzieła sztuki. I może Wam się wydawać, że to nie jest ogromny skandal, bo mówiłam zapewne o dużo większych, ale pomyślcie teraz o tym w ten sposób, że Rodko został okrzyknięty ostatnim artystą, który nie sprzedał swoich ideałów i wizji za pieniądze.
To jest wspaniałe, prawda? Chciałabym w to wierzyć, naprawdę, bo coraz mniej jest ludzi wierzących w swoje przekonania ponad dobra materialne. No też świat się teraz zmienił, ale no zawsze światem rządziły pieniądze, to jest istotne, żeby prowadzić fajne życie, a nie praktycznie głodować jak na przykład Modigliani, który umarł po prostu w syfie jedząc sardynki. No ale z ciekawostek Wam powiem, że mówi się, że tak naprawdę ta cała akcja była zaplanowanym marketingiem, bo już wtedy Rodko był prezentowany przez jakiś tam, nie wiem czy galerię, ale na pewno marszandów i to oni wszystko prawdopodobnie zaplanowali, w sensie taka jest legenda, ale póki co nie ma na to dowodów i ja będę wierzyła w pierwszą wersję, w wersję ideałów po prostu i w moc sztuki.
I mam jeszcze jedną ciekawostkę, bo jest na Netflixie taki dokument, który nazywa się Nabrani. Jeszcze nie oglądałam, ale jest to historia o największych przekrętach w świecie sztuki i m.in. jest tam historia o podrobionych dziełach Rodko. Więc stwierdziłam, że będzie to idealny temat na któryś tam kolejny podcast. Z tego co czytałam, to tam była naprawdę gruba historia i to związana z jedną z największych galerii sztuki w Nowym Jorku. I pewnie większość z Was obejrzy to przede mną, ale wolałam Wam o tym wspomnieć, bo jak pytałam się Was o to, co wiecie o Marku Rodko na Instagramie, bo zawsze tak robię przed podcastem, no to ktoś mi napisał, że Mark Rodko to jest jeden z największych skamów w historii sztuki, więc mnie to zafrapowało, bo nigdy o tym nie słyszałam i wydaje mi się, że albo ktoś źle sformułował zdanie, albo po prostu to jest jakaś tam legenda, która...
została tej osobie przekazana, ponieważ tam w ogóle nie chodziło o to, że Mark Rotko był jakimś wymysłem i nieprawdą, tylko właśnie chodziło o to, że oni tam sprzedawali podrabiane obrazy najwybitniejszych artystów. Jestem mega ciekawa tego, także znajdę niedługo czas. Zmieniając temat, bo jest taka książka, która nazywa się The Artist's Reality Philosophies of Art i jest to książka z zapiskami artysty właśnie Marka Rodko na temat własnej sztuki i nie tylko. Więc myślę, że nic wspanialszego nie może się trafić nam, fanom sztuki. I co ciekawe, została ona opublikowana dopiero 30 lat po śmierci Marka przez jego dzieci, bo miał dwójkę.
I wybrałam dla nas kilka fragmentów, bo muszę przyznać, że jakby cały proces stworzenia i ten romans, jaki wytwarzał pomiędzy swoimi dziełami a odbiorcami Rodko, mnie bardzo zaintrygował, bo też zbyt wiele o nim nie wiedziałam. Na pewno nie tyle, co się dowiedziałam dzisiaj, bo on ciągle skupiał się na emocjonalności. Także posłuchajmy, co nam Rodko miał do powiedzenia na ten temat. Postrzeganie piękna jest zdecydowanie przeżyciem emocjonalnym. Nie oznacza to wyłącznie ludzkiego emocjonalizmu, sentymentów czy zmysłowości, lecz raczej to, że proces ten obejmuje uniesienie, które jest nam przekazywane poprzez system emocjonalny. To uniesienie składa się zwykle z uczucia, doznania i w najważniejszym stanie z intelektualnej aprobaty.
Piękno odpowiada wymaganiom ducha. Doświadczenie piękna może być także oznaką odbioru impulsu twórczego. Umiejętności same w sobie nie są wyznacznikiem piękna. Tu jest inny cytat, ale nawiązuje właśnie do tego, w jaki sposób on tę swoją sztukę tworzył. Oczywiście artysta musi dysponować wystarczającymi środkami, aby osiągnąć swój cel, aby jego dzieło stało się przekonująco komunikatywne, ale najwyraźniej sztuka musi przekazywać coś więcej, zanim jej autor zasiądzie wśród nieśmiertelnych. I wiecie, to jest też to, o czym ja często mówię, kiedy gdzieś tam... Wspominam o abstrakcji, że nie jest to malowanie zwykłych plam albo chlapanie czy bazgranie. Jeżeli abstrakcja, w tym przypadku Marka Rodko, stała się jedną z najwybitniejszych abstrakcji w historii sztuki,
Tak to było nazwane. którego jakby wszystkie przejawy są po prostu różnymi aspektami. I naprawdę się to ciekawie czyta i ma niesamowitą w ogóle okładkę, to też muszę Wam powiedzieć, bo na to oczywiście zwracamy uwagę, skoro jesteśmy wrażliwi na piękno, na sztukę, bo ona wygląda jak brudny szkicownik wyjęty wprost z pracowni Rodko. Jest dostępna tylko w języku angielskim, także jak chcecie, jak umiecie, to polecam Wam, bo fajnie się naprawdę czytało. I wiecie co, bo chciałam dla Was znaleźć jakiś też wątek lafieryndowy, no bo zazwyczaj taki się znajduje w moim podcaście. Ale do żadnego konkretnego, ciekawego nie dotarłam, najwidoczniej nicy na świecie, a na pewno żadna Lafirynda nie była, nie wiem, no jakby ważniejsza dla marka Rodko od sztuki.
Chociaż wiem, że miał dwie żony i dwójkę dzieci. I właśnie jego syn, Christopher, w jednym z wywiadów opowiedział o czymś, co mnie zainteresowało. O czymś, co nie było w ogóle podjęte w żadnym z innych artykułów, jakie czytałam. To, że Rodko miał obsesję na punkcie Mozarta. I w tym artykule, czy tam wywiadzie, Christopher zastanawiał się nad tym, co połączyło jego ojca i Mozarta, bo jakby on mówił o tym, że ich biografie bardzo się różniły, ich życiorysy, bla, bla, bla. I oni nie mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego. A jednak Rodko w ogóle zachwycił się, no tak naprawdę i zatracił w kompozycjach Mozarta, bo on w nich odnalazł zasady stylistyczne i formalne.
a zwłaszcza w ogóle taki sposób artykułowania idei. Bardzo mi się podoba to sformułowanie, bo ten sposób artykułowania idei miał wpływ na rozwój tak naprawdę całego artystycznego języka Marka Rodko. To jest w ogóle mega. Także pisząc ten podcast też słuchałam sobie Mozarta, bo robiło to mega klimat, szczególnie przy wszystkich wspaniałych świecach. Szczególnie tych, które sama tworzę. I jeszcze znalazłam fragment, który dotyczył książki, którą przytoczyłam, tej pierwszej, tego pamiętnika. Jego syn powiedział, że wielokrotnie stwierdzałem, że pisma mojego ojca na temat sztuki zapowiadały rozwój jego twórczości o kilka lat wcześniej, że wygenerował i uzewnętrznił pomysły, zanim w ogóle odkrył, jak mógł je zrealizować w farbie.
I to jest też bardzo ciekawe, że znowu potwierdza się fakt, że Mark Rodko zwyczajnie to, co zaczął tworzyć, robił to z zamysłem, że nie był to przypadek. Chociaż jestem bardzo ciekawa, jak powstał pierwszy obraz, w sensie... Co się wydarzyło? Czy na przykład, ja sobie teraz tak myślę, że on sobie stoi w pracowni, maluje tło i odchodzi od obrazu, żeby zobaczyć, czy wszystko jest ok. I nagle mówi, ok, to jest prawie skończone dzieło, nie muszę dodawać totalnie nic innego. Także myślę, że prawdopodobnie tak to wyglądało, bo często przypadki właśnie sprawiają, że się odkrywa coś nowego. Ja na to mówię, nie, przypadk. I jeszcze muszę Wam przyznać, że bardzo ciekawie wnika się w takie intymne dyskusje Rodko z samym sobą, czytając właśnie te jego zapiski, ale też wypowiedzi jego syna, który bądź co bądź bardzo dobrze znał swojego ojca, bo tam nie było żadnych dram pomiędzy nimi.
Bo dzisiaj przeczytałam tak dużo rzeczy o Rodko, że nie wiem, czy będziecie w ogóle usatysfakcjonowani tym, o czym Wam opowiadam. Czy odbierzecie to tak, jak ja bym chciała, ale ja sama nawet nie wiem, jak to będzie wyglądało, dopóki tego nie skończę nagrywać i montować. Ale mam nadzieję, że tak, bo po pierwsze, kiedy chodziło o sprzedaż jego dzieł, no to jako artysta z wielkim ego, on był bardzo wybredny. On był wybredny sprzedając swoje dzieła, bo on wykonywał test, o którym nie wiedział żaden kupujący. I jeżeli mu się nie spodobali, zareagowali w sposób, który go nie przekonywał, ci kupujący, to Mark im nie sprzedawał obrazu, nawet jeżeli proponowali horrendalne kwoty za dzieło sztuki.
Także widzicie, że jednak ten mit artysty, który nie sprzedaje swoich ideałów za pieniądze, był ciągle żywy, co na maksa mi się podoba i po prostu wierzę w to, że ta akcja marketingowa to był jakiś wymysł współczesnych czasów, gdzie... Ludzie zawsze muszą doszukiwać się drugiego dna, bo Mark Rodko bardzo lubił, kiedy obrazy były kupowane w parach albo w kilku sztukach, ponieważ, no to zabrzmi śmiesznie, ale właśnie on lubił, że... Te wszystkie jego dzieła sztuki były jak takie art rodzeństwo, które powinno trzymać się razem. I zastanawiam się, czy to właśnie chodzi o to, że one na siebie wzajemnie oddziaływały, czy po prostu taką miał wizję, bo mógł mieć, ponieważ był właścicielem, jakby ojcem tych dzieł sztuki.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Mark Rothko to jeden z najwybitniejszych artystów abstrakcyjnych! Jego życie skupiało się na ciągłym poszukiwaniu emocji i próbie przekazania ich z płótna do ludzkiej świadomości. Bywało, że jego obrazy wywoływały łzy w odbiorcach. Wspaniała droga ku legendzie, którą do dzisiaj możemy podziwiać zakończona krwawym samobójstwem w odcieniach czerwieni. Miłego słuchania, Marika Szwal.