Mentionsy Mentionsy
Nauka To Lubię
Nauka To Lubię

Co zmieni polska bomba atomowa ?

15.05.2026 ·56 min 45 s

W obliczu wojny w Ukrainie, pęknięć w Ładzie Transatlantyckim i powracających nuklearnych gróźb ze strony Rosji, to pytanie pada w naszym kraju coraz częściej. W tym filmie kompleksowo analizujemy, czy Polska mogłaby – i czy powinna – wejść w program budowy własnej broni jądrowej. Tłumaczymy, jak w dzisiejszych realiach działa doktryna wzajemnego gwarantowanego zniszczenia (MAD) i czym różni się broń strategiczna od taktycznej. W materiale omawiamy: * Technologiczne wyzwania: Od wydobycia polskiego uranu i produkcji „żółtego ciastka”, przez skomplikowane kaskady wirówek do wzbogacania, aż po trudności z pozyskiwaniem plutonu metodą PUREX. * Prawo i geopolitykę: Czy traktat NPT blokuje nasze […]

Od nieco ponad roku nad czymś, co określamy ładem transatlantyckim, pojawiają się coraz wyraźniejsze pęknięcia, coraz ciemniejsze chmury. America is back! Gospodarz Białego Domu w paręnaście miesięcy zdążył postawić pod znakiem zapytania cały system zachodnich sojuszy, którego częścią jest dziś także Polska. Stąd w Polsce, państwie frontowym NATO, mającym za miedzą wojnę Ukrainy z dysponującą ogromnym arsenałem atomowym Rosją, coraz częściej pada pytanie, czy nie powinniśmy wejść w program budowy własnej bomby atomowej. Dziś spróbuję przeanalizować ten zagmatwany i niełatwy temat.

Cały czas działa jednak dla mniejszych atomowych szachistów Indii, Pakistanu, Izraela czy później także Korei Północnej. Broń atomowa wciąż udowadniała, że tam gdzie istnieje groźba jej zastosowania, tam jednocześnie jej odstraszający potencjał po prostu działa. Jednak czas względnego cywilizacyjnego spokoju pod koniec pierwszej dekady XXI wieku zaczął się chyba kończyć. Buty dawnego ZSRR, strategicznego przeciwnika Stanów Zjednoczonych, otwarcie wskoczyły Chiny. Ale w kontekście nuklearnym ważniejsze było to, że Rosja odżyła na tyle, żeby znów uwierzyć w swoje imperialne przeznaczenie. Atom i MAD wróciły na Kremlu początkowo w ściśle defensywnej formie, ale z biegiem czasu Moskwa coraz bardziej poszerzała te papierowe granice jej użycia.

Gdy jednak w 2022 roku okazało się, że rosyjski skansen technologiczny nie daje rady na Ukrainie, Putin zmienił strategię i postanowił wykorzystać atom jako ofensywny straszak. Robiono to głównie ustami różnych odklejonych indywiduów z państwowej telewizji czy mającego psychiczne i alkoholowe problemy Miedwiediewa, ale od czasu do czasu ten temat lansował także sam Ławrow czy nawet Putin, a wtedy ten przekaz oczywiście tej kwestii szedł dalej świat. Ta nowa narracja dała Rosji pewne sukcesy, głównie w zakresie samoograniczeń Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych w dostawach ofensywnej broni na Ukrainę. Te samoograniczenia z czasem, często zresztą przy udziale Polski, były przełamywane i wydawało się, że pomysł Putina spali ostatecznie na panewce.

Wtedy jednak na ratunek przyszły mu amerykańskie wybory prezydenckie. Wspomniane ponownie pojawienie się w Białym Domu Trumpa i błyskawiczne wywołane przez niego obaw o spójność NATO dało Rosji nowe karty w tej grze. Na wiarygodności zyskała np. operacja sugerująca możliwość wykonania przez Rosję konwencjonalnego ataku na należące do NATO kraje bałtyckie, a może nawet ograniczone uderzenie na Polskę. Rosja sugeruje, że sojusz miałby zawieść właśnie ze względu na groźbę doprowadzenia do konfliktu nuklearnego. Wcześniej taki scenariusz był uważany za nieprawdopodobny, ale z Trumpem u steru optyka może ulec zmianie, czy może nieco się zmieniła.

To w dużym uproszczeniu doprowadziło nas do punktu, w którym w przestrzeni publicznej, a nawet politycznej pojawiły się rozważania na temat możliwości stworzenia własnej bomby nuklearnej. Bomby, która w ocenie zwolenników tej koncepcji pozwalałaby samodzielnie szachować. na przykład Rosję przed ewentualną napaścią na nasz kraj. Dodatkowo pozwalałaby lepiej zarządzić poziomami eskalacji hipotetycznego, gorącego polsko-rosyjskiego konfliktu. MAT bowiem wciąż działa, ale tym razem w formie wypaczonej przez zmienioną sytuację geopolityczną. Rosja próbuje dziś stworzyć wrażenie, że może zaryzykować taktyczne uderzenie nuklearne na kraje nieposiadające takiej broni,

To wraz z rozwojem precyzyjnej broni konwencjonalnej umożliwiającej bardzo efektywne rażenie celów przeciwnika spowodowało, że zachodni posiadacze broni nuklearnej nie poszli w tę stronę. Zrobiła to za to Rosja, która, jak się szacuje, może posiadać kilka tysięcy głowic tego typu. Wynika to z faktu, że Moskwa zdaje sobie sprawę ze statusu technologicznego skansenu. Ich konwencjonalne środki rażenia ani ilościowo, ani jakościowo nie dorównują temu, czym dysponuje NATO. W doktrynie rosyjskiej taktyczna broń nuklearna pozwala złamać atomowe tabu przy pomocy takiego uderzenia, wywołać szok u przeciwnika, który spowoduje jego wycofanie się z konfliktu.

Znacznie mroczniej przedstawia się sytuacja na rynku przerobu zużytego paliwa jądrowego głównie metodą Purex. Ze względu na skrajne trudności inżynieryjne i problemy z odpadami realizują go w praktyce niemal wyłącznie kraje o dużych złożonych programach jądrowych. Największe działające instalacje tego typu są we Francji, Rosji i Japonii. Stany Zjednoczone dekady temu zamknęły swoje państwowo-publiczno-wojskowe zakłady produkcji plutonu, a próby przeprowadzenia technologii PUREX w sektorze cywilnym okazały się katastrofalnie nieudane. Kilkukrotnie projekty komercyjnych zakładów PUREX bankrutowały jeszcze przed rozpoczęciem produkcji, a ze względu na koszty problemy technologiczne

Wiedza na temat tych bomb, na każdym piętrze, począwszy od fizyki cząstek przez ich konstrukcję, jest dość dobra, jest bardzo dobra, można nawet powiedzieć, że jest dogłębna, a ich architektura na tyle sprawdzona, że rozwój łowic dzisiaj nie wymaga już testów jądrowych. Czy w przypadku debiutanta byłoby podobnie? Cóż, wydaje się, że pewna doza niepewności po polskiej stronie musiałaby istnieć. Czy w praktyce wszystko zadziała tak jak powinno? Czy jednak odstraszanie bez testów przestaje być wiarygodne? Rosja na forum publicznym zapewne starałaby się używać argumentów, że to bomba wydmuszka, ale wewnętrznie będzie musiała kalkulować, że jej skuteczne działanie jest wielce prawdopodobne.

Szacuje się, że koszt utrzymania programów atomowych w krajach poza Stanami Zjednoczonymi i Rosją, że te koszty wynoszą od 1 mld do 10 mld dolarów rocznie. Czy dla Polski, której PKB wynosi około 800 mld dolarów, jest to poza zasięgiem? Cóż, no wszystko zależy od priorytetów, no bo przecież wydajemy na różne rzeczy znacznie więcej. Ale jest to kwota tak duża, że z pewnością wymagałyby podjęcia sporej liczby decyzji, które skutkowałyby poważnym przebudowaniem budżetu i wstrzymaniem wydatków w wielu istotnych segmentach gospodarki. Ważnym tematem jest też potencjał intelektualny. Bomby atomowe i tego całego procesu, o którym tyle opowiadam, nie wybudują przy całej sympatii i przy całym szacunku licealiści.

Co może być prostsze i bezpieczniejsze, bo dla Rosji stworzenie przez Polskę głowicy może być trudne do przełknięcia. Podsumowując, zbudowanie własnego, w pełni autonomicznego arsenału przez Polskę byłoby dziś ekstremalnie trudne, niezwykle drogie i według specjalistów optymistów zajęłoby co najmniej 15 lat. Może nas jednocześnie narazić na międzynarodową izolację, wściekłość Waszyngtonu, a nawet groźbę wyprzedzającego uderzenia ze strony Rosji. Dlatego wydaje się, że najrozsądniejszą drogą jest tzw. hedging nuklearny. W krótkim terminie powinniśmy dążyć do głębokiego wejścia w program nuclear sharing.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.