Eksperyment X29 - CreepyPasta
Scenariusz: Krzysztof RypułaLektor: Jakub Rutka☛ Instagram: / jakubrutka ☛ TikTok: / jakub_rutka ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: / 1224303840974662 ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected] Obserwuj i słuchaj również na:☛ SPOTIFY: https://spoti.fi/3hy4JFx☛ APPLE PODCASTS: https://apple.co/39dnRph
Nie wszystko, co zrodzone w cieniu, pozostanie tam na wieki. Doktor Lena Earth, główny projektant systemów infekcji biologicznych Ring Corporation. Ze śluzy powietrznej wydobył się przeciągły, metaliczny syg. Segmenty wrót zaczęły się rozsuwać, obracając zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Kapitan Nathan Mercer, dowódca ochrony kompleksu badawczego Ring Corporation, w bezruchu obserwował grupę naukowców opuszczających komorę. Ubrany był w zaawansowany kombinezon taktyczny, którego grafitowe panele idealnie przylegały do ciała, tworząc wrażenie zbroi poruszającej się z ciałem.
Przeleciał wzrokiem po ich twarzach. Na każdej z nich malowało się zmęczenie. Rozpoczynam kontrolę osobistą. Proszę stanąć w rozkroku, unieść ręce i pozostać nieruchomo. Rozległ się stukot uruchamianych jedna po drugiej jarzeniówek. Uczeni zasłonili oczy dłońmi, podczas gdy Mercer pozostawał niewzruszony. Kompletnie na to nie zareagował. Światło zalało komorę. Za plecami Nathana rozbrzmiał charakterystyczny świst. Nim zdążył się odwrócić, dron zbliżył się do uczonych. Maszyna przypominała smukłego, segmentowanego owada. Z przodu znajdował się kryształ pulsujący bladym światłem, który w momencie zbliżenia do ludzi zmienił barwę na intensywną zieleń.
Mercer, żałując, że nigdy nie udało mu się zaprosić jej na kawę, stanął przed Izabelą. Po krótkim wahaniu odezwał się cicho. – Jak minął dzień? Hartmann wzruszyła ramionami i spojrzała mu prosto w oczy. Na smutnej dotychczas twarzy kobiety wydobył się uśmiech. – Tak sobie. Kontrola przebiegła pomyślnie. Świeże ubrania czekają na Was w szafkach. Jeśli poczujecie się gorzej, proszę niezwłocznie mnie powiadomić. Wasze zdrowie jest dla mnie niezwykle ważne. Ring Corporation dba o swoich pracowników, zwłaszcza tak elitarnych jak Wy. Uczeni zniknęli za drzwiami. Mercer uniósł dłoń i spojrzał na konsolę nadgarstkową.
Sztywny jak skóra martwego zwierzęcia. Zakładała go metodycznie. Nogi, tułów, rękawy, hełm. Co chwila słysząc metaliczny trzask. Stanęła przed śluzą powietrzną prowadzącą do laboratorium. Drżącymi lekko z napięcia palcami wystukała kod dostępu. Czekała, aż kapitan Mercer potwierdzi jej obecność. Rozległ się syk zasysanego powietrza, a wrota zaczęły się rozsuwać. Gdy weszła do środka, śluza zamknęła się za nią z głuchym trzaskiem. Laboratorium było rozległe, duszne. Światło jarzeniówek odbijało się od sterylnych powierzchni, tworząc iluzję, jakby wszystko było zbyt czyste i martwe jednocześnie.
Nikodem Lebedev. Człowiek, którego widziała tylko raz. Siedem lat temu, podczas ostatniego etapu rekrutacji, Pamiętała tamten dzień aż na zbyt dobrze. Zgłosiło się ponad trzystu kandydatów. Dział HR wyłonił trzydziestu, dyrektor generalny wskazał pięciu. Lebediew wybrał ją. Muszę cię poprosić o oddanie wszystkich urządzeń elektronicznych, powiedział Nathan zatrzymując się przed bramką. Izabel zmarszczyła brwi i rzuciła mu zniecierpliwione spojrzenie. Mercer wskazał na wykrywacze metalu, a potem na czerwony znak z przekreśloną ikoną telefonu umieszczony na drzwiach. Czujniki cię nie przepuszczą, jeśli wykryją jakiekolwiek urządzenie.
Pani Izabel, najchętniej bym jeszcze podyskutował, ale muszę lecieć do Nowego Jorku. Potem do Szanghaju, Tokio i Moskwy. Podsumowując, zasłużyła się pani dla firmy, więc daję pani jeszcze jeden miesiąc. Proszę dać mi jakiś konkretny argument, abym mógł panią tu zatrzymać. W innym przypadku się pożegnamy. No, skończyliśmy, panie Mercer. Odprowadź panią doktor do laboratorium. Szła korytarzem tuż za żołnierzem, starając się nie zdradzać, jak bardzo była roztrzęsiona po rozmowie.
Słowa, które padły, wciąż odbijały się echem w jej głowie. Czy to był tylko motywacyjny blef? A może naprawdę chciał ją zwolnić? Może i była dobra, ale przecież nikt nie jest niezastąpiony. W najgorszym wypadku jeszcze miesiąc, setki podpisanych klauzul poufności i wreszcie czas, by zająć się własnym życiem. Mercer co jakiś czas zerkał na nią przez ramię, jakby próbował ocenić, czy się trzyma. Wszystko w porządku? Rozmowy z przełożonymi nigdy nie są łatwe. A co dopiero z samym szefem? Ta zdecydowanie należała do tych mniej przyjemnych.
Co się dzieje? Odwróciła się w stronę monitora, gdzie pojawiło się nazwisko Nathan Mercer. Najgorsze jest to, że... nic. Nie bardzo rozumiem? Od zakażenia minęło 240 godzin. W tym czasie wirus powinien się już namnożyć.
Rozpoczęła się walka o przetrwanie. Nagle ciało Aleksa wygięło się w potwornych konwulsjach. Z jego ust wydobył się przenikliwy charkot, który przeszył powietrze. Skóra Izabeli ścierpła. Rzuciła się do ściany i wcisnęła czerwony przycisk. Z klaustrofobicznego korytarza wydobył się jednostajny terkot sprężarek wtłaczających powietrze. Kapitan Nathan Mercer pędził na złamanie karku. W jednej dłoni ściskał karabin, drugą nerwowo sięgnął po magazynek. Palce ślizgały się po metalu.
Inicjuje protokół izolacji. Trwa analiza. Laboratorium numer 2. Grodzie rozsuwały się przed Mercerem bez oporu. System rozpoznawania personelu działał w trybie awaryjnym. Drzwi ustępowały bez kodów, bez skanowania, bez pytań. W normalnych warunkach musiałby zatrzymywać się przy każdym punkcie kontroli. Teraz sztuczna inteligencja nadała mu pełny priorytet. Uwaga! Wykryto zagrożenie biologiczne. Wysyłam przeszkolony personel medyczny. Aktualizacja statusu zagrożenia. Niegroźne. Mercer zmarszczył brwi. Coś tu było nie tak. Niegroźne?
Cholera wie, co się stało z personelem. Niegroźne. Dla nas. Dla firmy. Mercer odruchowo machnął ręką zirytowany. Gdy to wszystko się skończy, osobiście odwiedzi dział IT. System rozpoznawania zagrożeń ewidentnie zawodził i to w najgorszym możliwym momencie. Groć rozsunęła się, odsłaniając korytarz pogrążony w trupim świetle jarzeniówek. Mercer dostrzegł sylwetki żołnierzy w kombinezonach ochronnych, wchodzących do laboratorium. Reszta jego oddziału stanęła obok w milczeniu. Nathan podszedł bliżej, wpatrując się intensywnie w to, co działo się za grubą szybą.
W półmroku wnętrza laboratorium widział wojskowych i ratowników, zbliżających się do leżących na podłodze naukowców. Mercer wstrzymał oddech. Ruchy podwładnych stały się powolne, ostrożne, jakby sama podłoga miała się pod nimi otworzyć i ich pochłonąć. Wreszcie zespół ratunkowy ukląkł przed naukowcami. Żołnierze stanęli obok. Bezwładni i porzuceni naukowcy, niektórzy z twarzami wciśniętymi w zimną podłogę, jakby próbowali przed czymś się schować. Medycy wyciągnęli skanery, przyłożyli je do kombinezonu poszkodowanych i wymienili się zagadkowymi spojrzeniami.
Natan z doświadczenia wiedział, że nie wróżyło to niczego dobrego. Ratownicy ostrożnie wciągali pracowników na nosze, unikając gwałtownych ruchów. Mercer wpatrywał się w pomieszczenie, wodząc wzrokiem po zakamarkach laboratorium, aż zatrzymał się na czymś, co wcześniej umknęło jego uwadze. Klatki. Rzędy metalowych konstrukcji ustawione pod ścianą. Wszystkie puste. Drzwiczki uchylone. Zawiasy drżące lekko. Wewnątrz nic. Tylko pustka. Natan nie był pewien, czy to strach, czy przeczucie, ale jedno wiedział na pewno. Coś tu nie gra.
I wtedy to się zaczęło. Z szybu wentylacyjnego dobiegł dźwięk zwiastujący zagładę, przeszywający duszę pisk. Z wnętrza kanału wysypały się stworzenia. Gryzonie, ale nie takie, jakie znał, tylko rany boskie. Zdeformowane, pokryte śluzem ciała. Oczy błyszczały jak krople rtęci, inteligentne i głodne. Mercer zamarł. Stał nieruchomo, sparaliżowany, gdy żołnierze otworzyli ogień. Seria wystrzałów rozdarła powietrze. Kule powędrowały w stronę szczurów. Gryzonie rzuciły się w chaotyczny śmiertelny taniec.
Na powierzchni ukazały się pęknięcia. Cienkie, pajęcze linie, rozchodzące się niczym żyły. W końcu Mercer odzyskał głos i wrzasnął do mikrofonu. Natychmiast odetnij dopływ powietrza! Wpuść ciekły azot, teraz! Weryfikacja głosowa potwierdzona. Aktywacja systemu cryogenicznego. Wiedział, że jeśli szyba pęknie, wszyscy zginą. Wtedy dysze otworzyły się z sykiem, wyrzucając niebieskie obłoki ciekłego azotu. Pomieszczenie zamarzło w mgnieniu oka. Gryzonie zatrzymały się nagle. Ich ciała pokryła warstwa lodu. Nathan już miał odetchnąć z ulgą, gdy zawyły syreny.
Już miał ruszyć za swoimi ludźmi, gdy rozbrzmiał sygnał połączenia. Głos w słuchawce drżał, przesiąknięty strachem i błaganiem. Mercer? Błagam, pomóż nam! Jesteśmy w śluzie prowadzącej do laboratorium numer pięć! W komorze rozległ się głuchy, ochrypły i nieludzki dźwięk, przypominający jęk istoty z innego świata. Izabel odruchowo spojrzała na naukowca. Źrenice kobiety rozszerzyły się w przerażeniu. Coś nienaturalnego działo się z ciałem Aleksa. To... to niemożliwe. Inkubacja wirusa powinna trwać co najmniej tydzień. Coś tu ewidentnie nie gra.
Świat zawirował. Przed oczami pojawiły się ciemne plamy, a dźwięki wokół zaczęły się rozmywać. Ostatkiem sił krzyknęła do mikrofonu. Mercer, błagam! Pomóż nam! Jesteśmy w śluzie prowadzącej do laboratorium numer pięć! Próbowała wciągnąć powietrze, ale nadaremnie. Uderzyła w maskę raz, drugi, trzeci. Aż w końcu system zaskoczył. W ostatniej chwili nabrała tchu. Spojrzała na Aleksa. Bestia wstała o własnych siłach. Nie było już w nim człowieka, tylko masa mięśni. Nagle potwór rzucił się na Tomasza. Uderzenie było brutalne, bezlitosne.
Natan, ale nie ten, którego znała. Poruszał się z nieludzką płynnością. Metaliczna kończyna lśniła w pulsującym świetle awaryjnych lamp. Każdy jego ruch był zbyt doskonały, zbyt wyrachowany. Izabel poczuła wolno spływający po plecach lodowaty pot. Zastygła. Mercer zbliżył się do Leny. Jego dłoń, stalowa i bezduszna, zacisnęła się na jej szyi z chirurgiczną precyzją. Naczen! Co ty wyprawiasz do cholery?
Palce zacisnęły się mocniej, aż chrząstka pękła z dźwiękiem przypominającym kruszone szkło. Lepka i ciepła krew trysnęła. Ciało opadło na podłogę z głuchym plaśnięciem. Izabel spojrzała na Mercera. Z jego oczu zionęła pustka, jakby patrzyła w obiektyw kamery. Zerwała się do ucieczki. Chowała się przed czymś co miało ją chronić. Biegła korytarzem, który z każdym kolejnym krokiem zdawał się kurczyć. Ściany pulsowały jak żywe tkanki. Światło migotało w rytmie paniki. Próbowała nawiązać kontakt przez słuchawki. Cisza.
Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Scenariusz: Krzysztof RypułaLektor: Jakub Rutka☛ Instagram: / jakubrutka ☛ TikTok: / jakub_rutka ODWIEDŹ NASZ SKLEP NA WWW.MYSTERYTV.PLZamów unikatowe audiobooki i soundtracki!☛ NASZA GRUPA NA FACEBOOKU: / 1224303840974662 ☛✉ KONTAKT [WSPÓŁPRACA/CREEPYPASTY]: [email protected] Obserwuj i słuchaj również na:☛ SPOTIFY: https://spoti.fi/3hy4JFx☛ APPLE PODCASTS: https://apple.co/39dnRph