Mentionsy Mentionsy
Mondo Cane — Kryminalne Tajemnice Włoch
Mondo Cane — Kryminalne Tajemnice Włoch

#23 Dom Stu Tajemnic 1/3 Rodzina

07.06.2026 ·45 min 9 s · 6 rozdziałów

Dwójka chłopców bawiąca się wśród uliczek i murów pradawnego miasta Gravina in Puglia nie wraca do domu. Rozpoczynają się nerwowe poszukiwania, a następnie pełne zakrętów śledztwo.Zachęcam do wsparcia kanału:https://buycoffee.to/mondocaneRozdziały:00:00 rys krajoznawczy04:56 zaginięcie13:30 poszukiwania15:40 pierwsi świadkowie21:05 rodzinne sekrety26:34 ojciec pod lupą33:34 nowi świadkowie40:58 aresztowanieużyty motyw muzyczny:“Tangos de lo zingaro” – Mascarimirì (2020)Produced by Arra Produzioni MediterraneeBibliografia:M.Valentini, L.Garofano - "Ciccio e Tore - Il mistero di Gravina"https://www.iene.mediaset.it/video/le-iene-pecoraro-ciccio-e-tore_1372383.shtmldotyczy (tagi): Puglia, Gravina, Matera, Filippo Pappalardi, Ciccio, Tore

0:21 · Wprowadzenie do historii Graviny 3

A zagadką tą są losy trzynastoletniego Francesco i jedenastoletniego Salvatore. Francesco Pappalardi nazywany Ciccio oraz jego młodszy brat Salvatore zwany Tore mieszkali w Gravina in Puglia wraz ze swoim ojcem Filippo Pappalardi, a także z żoną ojca Marią Ricupero. Ciccio i Torre nie są to jakieś przezwiska czy ksywki, to w istocie zdrobnienia od imienia Francesco i Salvatore, które jednak na tyle przylgnęły do tych dwóch chłopców, że tak właśnie byli znani w sąsiedztwie i tak też zostali zapamiętani przez opinię publiczną śledzącą ich sprawę.

Również i ich koledzy, z którymi od najmłodszych lat się wychowują, w taki letni wieczór jeszcze nie śpią, biegają po ulicach, grają w piłkę, wyobrażając sobie, że uczestniczą w Mistrzostwach Świata, które za 4 dni mają zacząć się w Niemczech. Oglądający w tym czasie dziennik telewizyjny ich ojciec Filippo Pappalardi jeszcze nie wierzy do reprezentacji Włoch, która właśnie tego dnia rozpoczyna zgrupowanie przed mundialem, który potem wygrają. Włoscy kibice wzdychać będą przez kolejne 20 lat. Filippo je kolację z żoną w dzienniku po wiadomościach z mundialu w Niemczech. Przykre wieści z Iraku, atak na włoski kontyngent, jeden żołnierz ponosi śmierć, czterech zostaje rannych.

Ten zapamiętał tę okoliczność, ponieważ rozmawiał wtedy przez telefon właśnie ze swoim ojcem i na chwilę przerwał rozmowę, żeby powiedzieć cześć chłopaki. A potem wyjaśnił ojcu, że właśnie przechodzili Ciccio i Torre i tej właśnie rozmowie telefonicznej przesłuchiwał się ojciec Ciccio i Torre, Filippo Pappalardi, który właśnie przebywał wtedy ze swoim szwagrem. Tak to już jest w takich miasteczkach jak Gravina, że jak widać wszyscy się jakoś tam znają, a nawet często są spokrewnieni. Te dwa zeznania są solidne, ale niczego tak naprawdę nie zmieniają, a jednocześnie w sprawie pojawiają się pierwsze problemy, pierwsze nieścisłości i pierwsze fałszywe tropy. Do niczego nie prowadziło chociażby wypytywanie kolegów Ciccio i Tore, innych chłopców z Graviny.

21:22 · Zaginioni chłopcy Ciccio i Tore 12

Przez chwilę dzieci przebywały nawet w opiece zastępczej w instytucji, którą możemy opisać jako dom dziecka. W międzyczasie sprawdzano, czy mogą wrócić do ojca, czekano na decyzję sądu. Sprawdzano rzecz jasna, czy na przykład ten nagły wyjazd matki nie był spowodowany jakąś przemocą ze strony ojca dzieci, ze strony Filippo Pappalardiego. No ale nic takiego nie znaleziono. Dzieci wróciły pod dach ojca. Natomiast batalia sądowa o opiekę nad nimi, jak wspomniałem, wciąż trwała w kolejnych latach, aż ostatecznie sąd w Bari przyznał Filippo opiekę nad Ciccio i Torę kilkanaście dni przed czerwcem 2006 roku. Matka dzieci stawała się więc naturalnie podejrzaną o ich ponowne uprowadzenie,

Jednak po przeprowadzonym dochodzeniu okazało się, że zarówno matka dzieci, jak i ta obywatelka Rumunii są czyste, nie mają tutaj nic na sumieniu, na te pogłoski nie należy zwracać uwagi, a energię w śledztwie należy skupić na innych tropach. I mimo, że Filippo Pappalardi jeszcze długo miał nadzieję, że faktycznie jego synowie są z matką albo są w Rumunii, bo to przynajmniej znaczyłoby, że nie stało im się nic złego, to jednak działania śledczych i podejrzenia zaczęły krążyć gdzie indziej. Bliżej jego samego, bliżej ojca Ciccio i Tore.

Wydawałoby się, że to rozstrzygnięcie sądu rodzinnego, które przyznawało Filippo Pappalardiemu opiekę nad dwójką jego synów, powinno świadczyć na jego korzyść. W końcu częściej sądy, zarówno w Polsce jak i we Włoszech, w sytuacjach spornych przyznają dzieci matce, Filippo udało się wygrać tą sądową batalię o dwójkę chłopców. Zrobił to zresztą, jak sam się chwalił, bez pomocy żadnych adwokatów. Czuł więc, że sędziowie osobiście mu uwierzyli, że mu zaufali. Zdawałoby się też, że jego sytuacja i on sam został dokładnie sprawdzony. Mijają jednak kolejne miesiące, dzieci wciąż nie ma, hipoteza o ich porwaniu przez matkę została zbadana.

Jeżeli matka tego nie zrobiła, jeżeli nie zrobiła tego rzekomo współpracująca z nią obywatelka Rumunii, a też i wciąż nie odnaleziono ciał dzieci, gdyby np. przydarzył im się jakiś wypadek. Coraz bardziej dojrzewa myśl, że nie mamy do czynienia ani z porwaniem, ani z zaginięciem, a może z morderstwem, a potem starannym ukryciem lub innym pozbyciem się ciał. A kto w takiej sytuacji miałby być pierwszym podejrzanym, jak nie ich ojciec? Policja coraz bardziej mu się więc przygląda, słucha różnych świadków też i z przeszłości Filippo Pappalardiego i zastanawia się, czy dzieci nie były przez niego czasem źle traktowane, żeby nie użyć łacińskiego odpowiednika tego słowa, który zyskał jeszcze bardziej negatywne znaczenie, czyli mal tretowane.

Psychologowie śledczych piszą o aktualnej sytuacji, czyli już po zaginięciu Ciccio i Tore, że cytuję, nie gwarantuje ona właściwych warunków dla równowagi psychicznej małoletniej córki, z którą mieszka Filippo. Tu mowa o tej trzyletniej dziewczynce. Pappalardi wykazywał sporadycznie silny niepokój i wahanie nastroju, a także ciągłe zaniepokojenie połączone ze stanem pobudzenia psychomotorycznego. Okresowe napady płaczu oraz wypowiedzi skupione na powtarzających się hipotezach dotyczących zaginięcia dzieci, ujawniające w ten sposób nękające go myśli. Zgłaszał ponadto bezsenność i trudności w wykonywaniu rutynowych czynności rodzinnych, choć mimo to wykonywał normalnie obowiązki zawodowe. Był, przypomnę, kierowcą ciężarówki.

W szczególności nierzadko wyrażam w sposób polemiczny i agresywny krytykę dotyczącą sposobu prowadzenia śledztwa. Tak Filippo był oceniany, o to był podejrzewany, ale to było wciąż zdecydowanie za mało, żeby przedstawić mu chociażby jakieś zarzuty. Policja potrzebowała dowodów i to najlepiej mocnych, że mógł być on sprawcą zaginięcia czy nawet śmierci swoich synów. Zaczęto się przyglądać, jak właściwie wyglądały te poszukiwania synów przez Filippo Pappalardiego. Gdzie dokładnie był i co robił w tych pierwszych dniach i godzinach po zaginięciu. Czy na pewno był na policji już wieczorem 5 czerwca? Tak twierdził, ale w papierach nie ma po tym żadnego śladu, nie ma żadnej notatki.

Jak to jest możliwe, że nie zostały wciąż znalezione? Filippo, obiektywnie rzecz biorąc, miał też dogodną pozycję do kontrolowania przebiegu śledztwa, do sugerowania policjantom miejsce, gdzie szukać, czy możliwych tropów, do śledzenia postępów, chociażby wypytując znajomych, którzy byli przesłuchiwani, co wiedzą, o co pyta policja. To wszystko oraz jego niejasna przeszłość związana z sytuacją rodzinną Powodowało, że Filippo Pappalardi był potencjalnie niezłym podejrzanym. Przesłuchując świadków w tej sprawie, ta historia opowiedziana przez ojca odnośnie pierwszych godzin poszukiwań i całego wieczoru 5 czerwca 2006 roku, zaczęła mieć coraz więcej dziur, coraz bardziej się sypać.

Nad portalem znajdują się rzeźby przedstawiające dwa szkielety. Rzeźby te przedstawiające, jak rozumiem, dusze czyśćcowe, okażą się w tej sprawie bardzo mrocznym proroctwem. Ale wróćmy do tego zeznania, które w tak trudnej pozycji, w tak złym świetle postawiło Filippo Pappalardiego. Małoletni Carlo De Martino, jeden z rówieśników Ciccio i Torre, zostaje przesłuchany przez policję i opowiada swoją wersję wydarzeń z tamtego wieczoru 5 czerwca 2006 roku. Mówi, że około godziny 20.30, szwędając się po mieście razem z dwójką kolegów Vito i Mirko, kierowali się w południowej części Starówki w stronę północną, przechodząc pod łukiem św. Augustyna, kiedy zauważyli, że kilkadziesiąt metrów dalej, na Piazza Quattro Fontane, znajdują się Francesco i Salvatore Pappalardi, Ciccio i Tore.

Tam zauważył, że jego koledzy Vito i Mirko są już kawałek dalej, dokładnie obok restauracji Zia Rosa, obok tego łuku, spod którego kilka minut wcześniej przyszli. Nie zdołał ich jednak dogonić, ponieważ na piazza Quattro Fontane wjechała ciemnoniebieska Lancia Dedra, kierowana przez ojca Ciccio Itorre, przez Filippo Pappalardiego. Obok niego w samochodzie była również przyrodnia siostra tychże braci. Z samochodu właśnie ta siostra wysiadła, podeszła do Carlo i powiedziała, że ojciec Ciccio Itorre chce mu coś powiedzieć. Carlo nieśmiało podszedł do samochodu. Wtedy zauważył, że oprócz Filippo i tej dziewczynki w samochodzie znajdują się też na tylnej kanapie właśnie Ciccio i Torre.

Ojciec spytał Carlo, dlaczego tak mocno ochlapał jego syna. Na to Carlo zaczął się tłumaczyć, że to była odpowiedź na wodną agresję właśnie z jego strony. Na to Filippo powiedział takim grożącym tonem, że tym razem nic mu nie zrobi, ale jak to się powtórzy, to następny raz mu przyleje i to nie mowa o polewaniu go wodą. Po tej groźbie wystraszony Carlo odbiegł i dołączył do swoich kolegów, a samochód z Ciccio i Torre na pokładzie zawrócił i odjechał na zachód w kierunku Piazza della Repubblica. Zeznanie to, rzecz jasna, zupełnie nie współgra z tym, co twierdził na temat tamtego wieczoru Filippo Pappalardi.

Wedle tego zeznania Filippo znalazł synów. Co więcej, miał co najmniej dwa powody, żeby być na nich zły. Po pierwsze, bo się spóźnili, po drugie, bo byli cali mokrzy. Śledczy próbują dociec, czy Carlo jest pewien, że to było właśnie tego dnia. Ten potwierdza, jest tego pewien, ponieważ pamięta, że następnego dnia, który był jego ostatnim dniem szkoły, bolało go ucho i dlatego wrócił do domu wcześniej. Być może bolało go właśnie od tej wody. I pamięta, że właśnie tego ranka w szkole była już plotka, że Ciccio i Torre nie wrócili do domu. Krąg podejrzeń wokół Filippo Pappalardiego się zacieśnia. 26 listopada 2007 roku, a więc półtora roku po zaginięciu Ciccio i Tore, ich ojciec Filippo Pappalardi zostaje aresztowany.

Kontekst tych słów, zresztą wypowiedzianych w dialekcie grawińskim, nie jest do końca jasny. Śledczy przedstawiają jednak swoją rekonstrukcję wydarzeń. Według nich Pappalardi miał zabić swoje dzieci zbyt surowo je karząc, za nieposłuszeństwo. Francesco i Salvatore byli już ukarani wcześniej, mieli szlaban. Ten szlaban dostali za to, że wrócili do domu zbyt późno, kilka dni wcześniej. W trakcie święta krucyfiksu w Gravinie, czyli odpustu, zamiast o 21 wrócili o północy. Po powrocie zastali swojego ojca i macochę bardziej rozgniewanych niż zwykle. Według policji zostali dotkliwie ukarani fizycznie i nałożono na nich szlaban.

42:13 · Przesłuchania świadków i teorie 3

Do odwołania nie mogli wychodzić z domu. 5 czerwca 2006 roku szlaban wciąż obowiązywał, ale chłopcy wyszli z domu za zgodą macochy. Jednak kiedy Filippo Pappalardi wrócił do domu i dowiedział się, że dzieci nie ma, bardzo się wściekł, że w tym zakazie pojawił się wyłom. Wyszedł z domu, wszedł w samochód i zaczął szukać dzieci na ulicach Graviny. Odnalazł ich przy Piazza Quattro Fontane, tam gdzie chłopcy bawili się rzucając balonami na wodę wraz z kilkoma kolegami, z których jeden z nich został później kluczowym świadkiem, gdyż Filippo zbeształ go za oblanie jego syna wodą. Następnie Filippo samochodem udał się w nieustalone miejsce, tam ukarał dzieci i coś poszło nie tak, przesadził z siłą.

Dzieci zginęły, następnie Pappalardi wywiózł je z Graviny i ukrył zwłoki. Potem zaczął odgrywać rolę zatroskanego ojca, robił zamieszanie, sprowadził do Graviny telewizję, interferował w śledztwie. I tak oto Filippo Pappalardi trafia za kraty, w więzieniu, w bari, w izolacji, oczekuje na proces. 90 dni później nadchodzi data 25 lutego 2008 roku. Wtedy to ma miejsce wydarzenie, które połączy los zaginionych Ciccio i Tore z losem jeszcze innego dziecka.

Dziecka w podobnym wieku, dwunastoletniego Michele Di Nardo. Na czym polegało to połączenie? Co stało się z Michele? I jaki wpływ miało to na przyszłość przebywającego w areszcie Filippo Pappalardiego? O tym w drugiej części odcinka, która ukaże się za dwa dni. Tymczasem proszę uprzejmy o wszelkiego rodzaju youtubowo-streamingową pomoc i do usłyszenia.

Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.