#23 Dom Stu Tajemnic 1/3 Rodzina
Dwójka chłopców bawiąca się wśród uliczek i murów pradawnego miasta Gravina in Puglia nie wraca do domu. Rozpoczynają się nerwowe poszukiwania, a następnie pełne zakrętów śledztwo.Zachęcam do wsparcia kanału:https://buycoffee.to/mondocaneRozdziały:00:00 rys krajoznawczy04:56 zaginięcie13:30 poszukiwania15:40 pierwsi świadkowie21:05 rodzinne sekrety26:34 ojciec pod lupą33:34 nowi świadkowie40:58 aresztowanieużyty motyw muzyczny:“Tangos de lo zingaro” – Mascarimirì (2020)Produced by Arra Produzioni MediterraneeBibliografia:M.Valentini, L.Garofano - "Ciccio e Tore - Il mistero di Gravina"https://www.iene.mediaset.it/video/le-iene-pecoraro-ciccio-e-tore_1372383.shtmldotyczy (tagi): Puglia, Gravina, Matera, Filippo Pappalardi, Ciccio, Tore
Szanowni słuchacze, w kolejnym odcinku, który ponownie ukaże się w trzech częściach, ale jedna tuż po drugiej, przeniesiemy się do regionu Włoch, w którym jeszcze nie byliśmy, to jest do Apulli i zagłębimy się w sprawę sprzed 20 lat. Sprawę dość nietypową, wielokrotnie zaskakującą i która jest historią zagadek skrywanych do dziś w zakamarkach miasta, w sąsiedztwie, wśród znajomych, a nawet rodzin ofiar. Historia bardzo ludzka i rozgrywająca się w miejscu, gdzie ludzkość mieszka nieustannie od niezliczonej w zasadzie liczby pokoleń. Gravina in Puglia to jest miasteczko, którym będziemy się dzisiaj zajmować i jest to w istocie jedno z najdłużej nieprzerwanie zamieszkałych miejsc na Ziemi, gdzie osady ludzkie istnieją od paleolitu, czyli już ponad 10 tysięcy lat.
To miasteczko znajduje się na samym południu Włoch, nie nad morzem, a w centrum kontynentu, niedaleko Matery, miasta, od którego jest mniej znane. Matera to miejsce bardziej turystyczne, bardziej rozpoznawalne, które zwłaszcza w ostatnich latach stało się jedną z ikon Włoch w ogóle, a w szczególności południa Półwyspu. Charakterystyka i historia tych dwóch miasteczek, czyli Matery i Graviny, jest jednak bardzo podobna. Przede wszystkim są to miejscowości, w których ludzkość mieszkała od tysięcy lat, a ich fenomen bierze się stąd, że jest tam ukształtowanie terenu oraz typ skał wapiennych, w których łatwo było drążyć jaskinie, jakieś zakamarki, gdzie ci pierwotni mieszkańcy mieszkali, ale i gdzie o zgrozo ludzie mieszkali nawet jeszcze do lat 50. ubiegłego stulecia.
Matera i okolice wreszcie dostały, w wyniku którego chociażby ludzie przestali mieszkać w tych grotach, wybudowano nowe dzielnice. Cywilizacja faktycznie dotarła do Matery, natomiast również i później nie była to kraina mlekiem i miodem płynąca. Bezrobocie, przestępczość, przestępczość organizowana, doraźne interwencje ekonomiczne państwa, takie trochę w gierkowskim stylu. To wszystko powodowało, że Gravina i Matera do dziś tak naprawdę są jednymi z najbiedniejszych i wciąż wyludniających się regionów Włoch. Przy czym w ostatniej dekadzie Pewne pozytywne zmiany jednak zaczęły w końcu następować. Miejscowości te stały się nie tylko metą turystyczną, ale Matera chociażby była europejską stolicą kultury.
Kręcono tam wiele filmów, choćby ostatnio Nie Czas Umierać, w którym Daniel Craig w roli Jamesa Bonda odwiedza Materę, a potem w charakterystycznej scenie skacze na linie, rzucając się w dół mostu Ponte della Quedotto. Sędującego się właśnie w Gravina in Puglia, która tutaj w tamtej scenie udaje materę. Również i historyczne centra tych miasteczek są dość podobne. Składają się właśnie z takich budynków częściowo wzniesionych z kamienia, a częściowo wydrążonych w skalę. Tak właśnie przedstawia się rzeczywistość Graviny, tej powiedzmy młodszej siostry Matery, dużo mniej rozpoznawalnej, dużo rzadziej odwiedzanej. W jednym jednak aspekcie od Matery jest bardziej znana i tym aspektem jest właśnie jej największa zagadka kryminalna.
A zagadką tą są losy trzynastoletniego Francesco i jedenastoletniego Salvatore. Francesco Pappalardi nazywany Ciccio oraz jego młodszy brat Salvatore zwany Tore mieszkali w Gravina in Puglia wraz ze swoim ojcem Filippo Pappalardi, a także z żoną ojca Marią Ricupero. Ciccio i Torre nie są to jakieś przezwiska czy ksywki, to w istocie zdrobnienia od imienia Francesco i Salvatore, które jednak na tyle przylgnęły do tych dwóch chłopców, że tak właśnie byli znani w sąsiedztwie i tak też zostali zapamiętani przez opinię publiczną śledzącą ich sprawę.
Różnica wieku pomiędzy nimi nie była duża. Chłopcy chętnie trzymali się razem, dobrze się dogadywali. Ich charakter był odpowiedni do ich wieku. Starszy Francesco, czyli Ciccio, był bardziej spokojny. Czuł się też odpowiedzialny za młodszego brata, który z kolei był dużo bardziej żywy, niespokojny, chętniejszy do zabawy. 5 czerwca 2006 roku. Wstają rano, idą do szkoły. Jest to poniedziałek. Do szkoły idą na piechotę. Gravina jest miasteczkiem małym, ale też przede wszystkim bardzo gęsto zabudowanym. Ciccio i Torre nie mieszkają w tym samym historycznym centrum tej, powiedzmy, starówcy, ale niedaleko obok. Wszędzie chodzą na piechotę.
Dziennik telewizyjny się kończy, robi się coraz później, mija już 20.30, ale chłopców wciąż w domu nie ma. U Fili porośnie poirytowanie, nie tak się z synami umawiał. O godzinie 21.00 ubiera się i wychodzi na ulicę szukać synów, zagonić ich z powrotem do domu, dać im odpowiednią reprymentę. Zaczynę od miejsc, gdzie zazwyczaj dzieci się bawią. On sam zna przecież Gravinę jak własną kieszeń. Na ulicach jednak jest już o tamtej porze w ogóle mało ludzi, nie ma żadnych dzieci. W dodatku zerwał się zimny, nieprzyjemny wiatr. Ani żywej duszy, ani śladu Ciccio i Tore. O godzinie 22 błąkający się po uliczkach Filippo zaczyna się już naprawdę niepokoić.
Wskazała Filippo, w którą stronę poszli, niestety również i tam śladów synów nie znalazł. Rodzice innych dzieci, z którymi miał kontakt, również nie mogły mu pomóc. Rozpięlił więc pieniądze na drobne i zadzwonił z budki telefonicznej do matki swoich synów. Rodzice Ciccio i Tore byli bowiem rozwiedzeni i matka mieszkała poza Graviną, jakieś pół godziny drogi w miejscowości Santeramo in Colle wraz ze starszą córką z małżeństwa z Filippo. Stosunki pomiędzy byłymi małżonkami nie były najlepsze. Nie wiadomo więc, może matka jakoś zabrała te dzieci, może nic nie powiedziała, może będzie wiedzieć coś więcej.
Filippo faktycznie to zrobił, ale szybko pożałował, bo ta wizyta okazała się stratą czasu. Nie byli u swojej mamy. Przez jakiś czas jeździł jeszcze samochodem po centrum Graviny, wypatrując synów coraz bardziej desperacko, po czym znów wrócił na policję i zaczął kolejny raz błagać o pomoc. Tam jednak w szarckich słowach kazano mu dać spokój i wrócić następnego dnia rano o 10. Reakcja policji doprawdy niewiarygodna, biorąc pod uwagę, że mowa tutaj o dzieciach 11 i 13 letnich, a więc scenariusz jakiejś całonocnej imprezy jest dość mało prawdopodobny. Bezradny Filippo wraca więc do domu.
Ciccio i Torre szuka się w miasteczku, również w opuszczonych budynkach, w piwnicach, w studniach. Wszystko na próżno. Zresztą sprawdzenie wszystkich zakamarków tego prastarego miasteczka to zadanie bardzo trudne, wymagające tak naprawdę tygodni zaangażowania i to często specjalistów. To nie jest tak jak na równinach, na przykład często w Polsce, kiedy jakieś dziecko zaginie, to mamy takie obrazy w telewizji, że tłum wolontariuszy idzie taką ławą przez pole albo przez jakiś las i dosłownie przeczesuje jakąś okolicę. Wokół Graviny takie podejście jest dużo trudniejsze chociażby przez ukształtowanie terenu. A jednocześnie z każdym dniem nadzieja na znalezienie chłopców żywych maleje.
Maleje też przekonanie, że oddalili się gdzieś samowolnie. Policja musi brać pod uwagę udział osób trzecich i takim dropem podąża śledztwo. Zobaczmy jakie fakty i jakie poszlaki śledczy mieli w swoich rękach w tych pierwszych dniach po zaginięciu. Kilkoro świadków widziało Ciccio i Torę łażących po centrum historycznym Graviny. Było to jednak jeszcze przed godziną 20.00. O 19.00 widział ich mechanik wchodzących schodami na wyższą i starszą część miasteczka. O godzinie 19.20 widział ich nawet syn szwagra ich ojca.
Ten zapamiętał tę okoliczność, ponieważ rozmawiał wtedy przez telefon właśnie ze swoim ojcem i na chwilę przerwał rozmowę, żeby powiedzieć cześć chłopaki. A potem wyjaśnił ojcu, że właśnie przechodzili Ciccio i Torre i tej właśnie rozmowie telefonicznej przesłuchiwał się ojciec Ciccio i Torre, Filippo Pappalardi, który właśnie przebywał wtedy ze swoim szwagrem. Tak to już jest w takich miasteczkach jak Gravina, że jak widać wszyscy się jakoś tam znają, a nawet często są spokrewnieni. Te dwa zeznania są solidne, ale niczego tak naprawdę nie zmieniają, a jednocześnie w sprawie pojawiają się pierwsze problemy, pierwsze nieścisłości i pierwsze fałszywe tropy. Do niczego nie prowadziło chociażby wypytywanie kolegów Ciccio i Tore, innych chłopców z Graviny.
Wszyscy twierdzą, że nie widzieli Ciccio i Tore tamtego wieczoru i nie wiedzą, gdzie mogli pójść. Pytanie o miejsce, gdzie zazwyczaj chodzą, bywają, bawią się, wskazują cały szereg różnych miejsc, które są ze sobą niezbyt związane i często znajdują się poza ścisłym centrum Graviny, gdzie przecież świadkowie jeszcze między 19 a 20 dwójkę zaginionych widzieli. Policja przesłuchuje małoletniego chłopca o imieniu Francesco, który twierdzi, że wieczorem 6 czerwca, a więc dzień po zaginięciu, od innych chłopców usłyszał, że Ciccio i Torre ukrywają się w Giulianello. Chodziło o Largo Giulianello, taki placyk poza centrum historycznym,
Czym były te zeznania? Czy to wytwór dziecięcej wyobraźni, czy jakaś farsa, zabawa, czy też umyślne mylenie śladów? A jeśli tak, to na korzyść kogo? Po co wskazywać tak konkretne miejsce i twierdzić, że widziało się tam dwójkę chłopców dwa dni po ich zaginięciu? Niestety każde zaginięcie nieuchronnie wiąże się z mnóstwem powstających w ten czy inny sposób fawszywych tropów, które pozostawiają po sobie potem jedynie właśnie takie pytania. I kolejnym takim epizodem, może nawet jeszcze bardziej zastanawiającym, jest telefon. Telefon, który dostaje sąsiadka siostry Filippo, również mieszkanka Graviny. Po drugiej stronie słuchawki odzywa się dziecko.
Miał telefon do osoby jednak nie do końca przypadkowej. Musiał wiedzieć, kto jest ciotką tej dwójki chłopaków, gdzie mieszka i mieć numer do jej sąsiadki. Telefon ten ewidentnie nastawiony był na zrobienie zamieszania. Kto wie, może zmilenie śladów to też będzie jedną z tajemnic tej sprawy. Tymczasem to właśnie sytuacja rodzinna, w jakiej wychowywali się małoletni Ciccio i Tore, trafia pod lupę policjantów. Nie wydaje się bowiem, żeby chłopcy mieli z własnej woli i własnymi środkami oddalić się z Graviny, żeby mieli się gdzieś ukrywać, zresztą jak długo mogliby to robić? Jeśli stało im się coś złego albo
Z kolei inna córka Filippo, rodzona siostra Ciccio i Tore, mieszkała z matką poza Graviną. Ona była z całej tej ferajny najstarsza, Wtedy już prawie dorosła. Dlaczego tak mieszkają? No, jest to między innymi efektem decyzji sądu, który tak po długiej batalii ich stosunki ustalił. Batalii, która dotyczyła przede wszystkim właśnie małoletnich Francesco i Salvatore i która skończyła się kilkanaście dni przed ich zaginięciem, kiedy to sąd przyznał opiekę nad nimi właśnie ich ojcu Filippo. Czy więc chłopcy mogli np. uciec do mamy będąc przeciwni zostaniu z ojcem, a może zostali przez nią uprowadzeni?
Ale jeszcze większe podejrzenia skupiły się na innej kobiecie, obywatelce Rumunii, która właśnie z matką jako taka współlokatorka mieszkała. Ta Rumunka zaledwie dzień przed zaginięciem chłopców wyjechała właśnie do Rumunii i ten zbieg okoliczności skłonił śledczych do podejrzeń, że mogła ona odegrać jakąś rolę w uprowadzeniu dzieci, że mogą one się znajdować w Rumunii. Ten trop rumuński potraktowany był bardzo poważnie, zresztą podsycany też przez przeróżne plotki. Nawet i burmistrz Graviny nie umieszkał dorzucić trzech groszy i samemu wypowiedzieć, że według niego to właśnie ta Rumunka jest odpowiedzialna za uprowadzenie dzieci.
Po którą pojechał w wyznaczonym miejscu, wsiadł do niej i pojechał zatankować ją do Taranto. Miejscowości o ponad godzinę drogi w jedną stronę od Graviny. Ma ona zresztą polską nazwę Tarent. Tak więc dopiero po tej wycieczce do Tarentu i z powrotem dokonał zgłoszenia zaginięcia swoich dzieci. Bez wątpienia, jeśli miał on coś wspólnego z tym zaginięciem, ze śmiercią, niekoniecznie morderstwem z premedytacją, ale chociażby jakąś karą cielesną, która skończyła się tragicznie, to miał on bardzo dobrą sposobność do całkiem skutecznego pozbycia się ich zwłok. A właśnie kwestia zwłok dzieci, bo już mało kto po tych wszystkich miesiącach wierzył w odnalezienie ich żywych, bardzo śledczych frapowała.
Jednak prawdziwe kłopoty dla ojca Ciccio Ettore pojawiły się wraz z innym, nowym zeznaniem nowego świadka, które pojawiło się dopiero w późniejszym czasie i które przesunie to miejsce, gdzie dzieci były ostatni raz widziane, na Piazza Quattro Fontane w południowo-zachodniej części miasteczka. Gdyby ktoś miał ochotę na wycieczkę do Graviny, chociażby przez Google Maps, ale nie tylko, to ten plac tak naprawdę nazywa się Piazza Notar Domenico, a te cztery fontanny to właściwie jedna fontanna, Oficjalnie Fontana Ferdinandea, z której wychodzą cztery krany, cztery miejskie żudełka, gdzie dzieci często nabierały wodę chociażby do zabawy.
Do odwołania nie mogli wychodzić z domu. 5 czerwca 2006 roku szlaban wciąż obowiązywał, ale chłopcy wyszli z domu za zgodą macochy. Jednak kiedy Filippo Pappalardi wrócił do domu i dowiedział się, że dzieci nie ma, bardzo się wściekł, że w tym zakazie pojawił się wyłom. Wyszedł z domu, wszedł w samochód i zaczął szukać dzieci na ulicach Graviny. Odnalazł ich przy Piazza Quattro Fontane, tam gdzie chłopcy bawili się rzucając balonami na wodę wraz z kilkoma kolegami, z których jeden z nich został później kluczowym świadkiem, gdyż Filippo zbeształ go za oblanie jego syna wodą. Następnie Filippo samochodem udał się w nieustalone miejsce, tam ukarał dzieci i coś poszło nie tak, przesadził z siłą.
Dzieci zginęły, następnie Pappalardi wywiózł je z Graviny i ukrył zwłoki. Potem zaczął odgrywać rolę zatroskanego ojca, robił zamieszanie, sprowadził do Graviny telewizję, interferował w śledztwie. I tak oto Filippo Pappalardi trafia za kraty, w więzieniu, w bari, w izolacji, oczekuje na proces. 90 dni później nadchodzi data 25 lutego 2008 roku. Wtedy to ma miejsce wydarzenie, które połączy los zaginionych Ciccio i Tore z losem jeszcze innego dziecka.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podróż do Apulii, opowieść o zagadkach i historii Graviny, miasteczka z długiej historii zamieszkania ludzkiego.
Opis zniknięcia 13 i 11 latolwych chłopców Ciccio i Tore, relacje rodziców i pierwsze poszukiwania.
Przesłuchania świadków, teorie o ukrywaniu się chłopców i pierwsze podejrzenia dotyczące ojca.
Opis sytuacji rodzinnego konfliktu, rozwód rodziców i sytuacja opiekuńcza nad dziećmi.
Podejrzenia dotyczące ojca, śledztwo i teorie o ukrywaniu dzieci, areszt Filippo Pappalardiego.
Rekonstrukcja wydarzeń z 5 czerwca, teorie o zabójstwie dzieci i ukrywaniu zwłok.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dwójka chłopców bawiąca się wśród uliczek i murów pradawnego miasta Gravina in Puglia nie wraca do domu. Rozpoczynają się nerwowe poszukiwania, a następnie pełne zakrętów śledztwo.
Zachęcam do wsparcia kanału:https://buycoffee.to/mondocane
Rozdziały:
rys krajoznawczy
zaginięcie
poszukiwania
pierwsi świadkowie
rodzinne sekrety
ojciec pod lupą
nowi świadkowie
aresztowanie
użyty motyw muzyczny:“Tangos de lo zingaro” – Mascarimirì (2020)Produced by Arra Produzioni Mediterranee
Bibliografia:
M.Valentini, L.Garofano - "Ciccio e Tore - Il mistero di Gravina"
https://www.iene.mediaset.it/video/le-iene-pecoraro-ciccio-e-tore_1372383.shtml
dotyczy (tagi): Puglia, Gravina, Matera, Filippo Pappalardi, Ciccio, Tore