Mentionsy Mentionsy
Mondo Cane — Kryminalne Tajemnice Włoch
Mondo Cane — Kryminalne Tajemnice Włoch

#22 Zaginiona Rzymianka 1/3 Tropy papieskie

16.03.2026 ·49 min 50 s

Do mieszkania państwa Gregori dzwoni domofon. Odbiera ich piętnastoletnia córka Mirella. Pospiesznie zjada obiad i wychodzi. Jej dalsze losy pozostają zagadką po dziś dzień. Po kilku miesiącach tropy zdają się wiązać zaginięcie ze Stolicą Apostolską. Zachęcam dowsparcia kanału:https://buycoffee.to/mondocaneRozdziały:00:00 wstęp05:29 popołudnie zaginięcia12:46 początki śledztwa17:08 pierwszy podejrzany18:40 pierwsze tropy21:52 wydarzenia dnia poprzedniego25:57 Zaginięcie Watykanki31:50 Marco Accetti35:17 dowody na porwanie42:37 inny papieski trop Bibliografia:R.Bruzzone,R.Catania, M.Di Biagio, L.Genovesi - „Viaggio in un’indagine imperfetta. Studioe analisi degli atti.” F.Rossi – „MirellaGregori,la ragazza inghiottita dalla terra” Podcast:https://youtu.be/p5YD2WcFLVA?si=_gfKo9yiNp7Of8ys Muzyczneinspiracje, czyli śpiewający po hiszpańsku mediolańczycy:https://youtu.be/Sy2MqQ_uNIY?si=NClG52NIydZkKYv9https://youtu.be/sTsVJ1PsnMs?si=15_skI73Gff9BtmL użyty motywmuzyczny:“Tangos de lozingaro” – Mascarimirì (2020)Produced by ArraProduzioni Mediterranee dotyczy (tagi):Mirella Gregori, Emanuela Orlandi, Marco Accetti, Raul Bonarelli

Szanowni słuchacze, w tym odcinku, podzielonym na trzy części, opowiem o jednym z najbardziej znanych, najbardziej medialnych zaginięć w historii Włoch. To odcinek o zaginięciu z pierwszej połowy lat 80., które jednak zyskało z czasem taką rangę, że w momencie nagrywania tego odcinka, czyli w roku już 2026, Działa parlamentarna komisja śledcza mająca za zadanie to zaginięcie wyjaśnić. Mowa bowiem o sprawie zaginięcia Mirelli Gregori, piętnastoletniej mieszkanki Rzymu. Zaginięciu, które swoją rozpoznawalność zawdzięcza, nie oszukujmy się, przede wszystkim temu, że zostało ono skoligacone z zaginięciem Emanueli Orlandi.

Dziewczyny z Watykanu. Sprawy o charakterze międzynarodowym, o której napisano dziesiątki książek i nagręcono drugie tyle dokumentów. Również niespomniana komisja śledcza w samej swojej nazwie ma dwa nazwiska. Emanuelli Orlandi, można powiedzieć celebrytki wśród zaginionych oraz właśnie Mirelli Gregori. O sprawie Emanueli już mówiłem. Jest cały długi odcinek numer 10. Do tej sprawy też wróciłem niedawno przy okazji oceniania serialu Netflixa o tej właśnie sprawie. Dziś więc skupimy się wyłącznie na Mirelli Gregori. Oderwiemy ją od tej jej bardziej znanej w cudzysłowie siostry.

Poznamy szczegółowo przebieg śledztwa, okoliczności zaginięcia, a także samą Mirellę, jej środowisko, jej znajomych, traktując tę sprawę jako cold case do analizy. Tytułem wstępu warto powiedzieć kilka rzeczy, które wydają się oczywiste, kiedy już się je usłyszy, a jednak trzeba brać je pod uwagę przy patrzeniu na tę i właśnie podobne sprawy. Sprawy zaginiąć. Otóż zaginięcie z samej swojej istoty nastręcza bardzo wielu problemów w ustaleniu przebiegu czegoś, co wiemy, że musiało być zbrodnią, ponieważ minęło 50 lat i Mirella nie wróciła do domu, nie została odnaleziona w żaden sposób, jednak musimy zakładać, że jej życie po prostu się zakończyło.

Jakże wiele wskazówek, które pozwalają rozwiązać nawet już zapomniany cold case, nie istnieją z tego tylko powodu, że nie jesteśmy w stanie znaleźć i zbadać miejsca zbrodni. Sprawy zaginięć, w tym bez wątpienia również sprawa zaginięcia Mirelli Gregori, są też jak takie jątrzące się rany. Przede wszystkim dla rodzin tych ofiar. Oczywiście każda zbrodnia wiąże się Zaginięcie jest o tyle specyficznym przypadkiem, że nie daje ono szansy na takie realne zamknięcie pewnego etapu w ich życiu, na zamknięcie żałoby, w ogóle sensu stricto żałobę.

Po kilku latach te rodziny tak naprawdę wiedzą, że ich bliska osoba nie żyje. Oczywiste jest, że tli się w nich jakaś fałszywa nadzieja, że całymi latami, kiedy słyszą, że ktoś puka do drzwi, ich pierwsza myśl, mimo że tłumiona, nieuchronnie brzmi, być może to moja córka, być może to moja siostra. W takim limbo rodziny ofiar na zawsze są zawieszone. I w takim właśnie zawieszeniu rodzina Gregori znajduje się od sobotniego popołudnia 7 maja 1983 roku.

W sobotnie przed południe Mirella spędziła w szkole, technikum handlowym. We Włoszech szkoła w sobotę nie była niczym dziwnym. Do tej pory wiele szkół w ten sposób działa. Mirella miała trzy lekcje, dwie godziny matematyki i godzinę scenografii, a następnie po godzinie 13.30 zaczęła wracać w kierunku domu, wstępując po drodze do baru Coppa d'Oro, czyli Złoty Puchar przy Via Volturno nr 2F. Jest to bar należący do jej rodziców. Tutaj pora na krótką dygresję językowo-kulturalną. Akcja tej historii będzie toczyć się wielokrotnie w dwóch barach, tak więc istotne jest, żeby określić, co dokładnie to słowo oznacza, ponieważ zazwyczaj bar w tym kontekście tłumaczy się jako kawiarnię, natomiast w rzeczywistości jest to we Włoszech coś o wiele więcej niż taka kawiarnia polska.

Zresztą te słowa też wskazują na takie różnice kulturowe. Po polsku barista to jest osoba, która przyrządza kawę. Natomiast we Włoszech to będzie każda osoba pracująca za barem, czyli po prostu barman. Przy czym to słowo barman, oryginalnie używane również we Włoszech, nie podobało się faszystowskim ideologom i tak od lat 30. powstało to włosko brzmiące słowo barista, które potem trafiło do Polski oznaczając już coś trochę innego. Ale wróćmy do 7 maja 1983 roku i do baru Coppadoro. Mirella używając znajdującego się tam telefonu dzwoni do domu i mówi swojej mamie, że poczeka chwilę w barze i razem z ojcem, który tam pracował, wrócą na obiad.

Około godziny 2 Mirella przychodzi do domu, ale przychodzi sama. Na pytanie matki, dlaczego nie wróciła z ojcem, odpowiada, że w ostatniej chwili zdecydowała się pójść sama i zatrzymać jeszcze na chwilę w barze rodziców swojej przyjaciółki Soni De Vito, która w tymże barze pracuje i który znajduje się tuż obok mieszkania państwa Gregorich, a dokładniej przy Via Nomentana 81. Co ciekawe, oba te bary działają do dnia dzisiejszego, choć nie są już zarządzane przez te dwie rodziny. O 14.30 Paolo Gregori, czyli ojciec, wraca do domu i cała trójka zbiera się, czekając aż Wittoria Arcenton, czyli matka Mirelli, a żona pana Paolo, przygotuje obiad.

Starsza córka państwa Gregori, czyli Maria Antonietta, jeszcze przed przyjściem Mirelli wyszła z domu, aby zastąpić ojca za barem rodzinnego biznesu. Na około kwadrans przed godziną 15 w mieszkaniu dzwoni domofon. Słuchawkę podnosi Mirella, która wedle zeznań swojej matki po prostu była wtedy w pobliżu. Treść rozmowy przez domofon i jej konsekwencje będą analizowane przez kolejne dekady. Przytoczę więc słowa, które do słuchawki mówiła Mirella na tyle, na ile zdołała je zapamiętać jej matka. Kto tam? Jeśli mi nie powiesz, kim jesteś, odkładam słuchawkę. Trzecie gimnazjum? Dobra, ale powiedz mi, kim jesteś.

Alessandro? Cześć! Oszalałeś? Muszę jeszcze zjeść obiad. Widzimy się o 15.30 przy Porta Pio na schodach? Okej. Oczywiście matka Mirelli nie mogła wiedzieć, co dokładnie mówi osoba po drugiej stronie domofonu, ani też usłyszeć jej głosu. Ale Mirella powiedziała jej, że musi szybko zjadać obiad, ponieważ ma spotkanie z kuzynem niejakiego Mauro Kozency, czyli z Alessandro De Luca, którego kojarzyła jeszcze z gimnazjum. Mirella w pośpiechu zjada posiłek i około godziny 15.25 wychodzi z domu, mówiąc do rodziców, że zaraz wróci. Wychodzi bez dokumentów i bez pieniędzy.

W niektórych zeznaniach Victoria Arcenton poda nawet sformułowanie, wracam za 10 minut. Jednak te 10 minut zaczyna zamieniać się w godziny. Od córki nie ma żadnych wiadomości i rodzina Gregori zaczyna się coraz bardziej martwić o swoją piętnastoletnią córkę. Ok, jest ona nastolatką, ale to nie jest zachowanie w jej stylu. Matka jest tym bardziej zaniepokojona, że znała, a przynajmniej takie się wydawało, plany córki na popołudnie. Wraz ze swoją koleżanką Giovanną Manetti miała ona iść na zakupy we dwie, aby kupić prezent na Dzień Matki, który we Włoch obchodzi się w drugą niedzielę maja, czyli w tamtym roku 8 maja, a więc dnia następnego.

Ok. 17.00 pani Wittoria udaje się do baru rodziny De Vito i tam nie zastaje Soni, ale rozmawia z jej matką. Ta jednak mówi, że nie widziała Mirelli i nie ma od niej żadnych wieści. Wittoria Arcenton, czyli matka, tak bardzo się niepokoi, że dzwoni do swojej starszej córki i prosi ją, żeby wróciła do domu. O godzinie 20 starszej córce udaje się znaleźć numer do Alessandro De Luca, czyli właśnie chłopca, z którym Mirella miała się spotkać, który miał dzwonić do niej domofonem. Nie ma go w domu, a kiedy pół godziny później przychodzi, na pytanie swojej matki nie wie, o co chodzi. Mówi, że nie widział dziewczyny od już dłuższego czasu.

Po dziewiątej udaje się nawiązać kontakt z Sonią de Vito, ta mówi, że Mirella była w jej barze jeszcze o godzinie 15.30 i powiedziała jej, że idzie na spotkanie właśnie z Alessandro De Luca i jego znajomymi, z którymi umówiła się o 15.30 przy Porta Pia. Jako że matka Alessandro poinformowała matkę Mirelli, że jej syn czemuś takiemu zaprzecza, państwo Gregori zyskali pewność, że coś jest bardzo nie w porządku, że mogło stać się coś złego. O godzinie 22 matka Mirelli idzie na policję. Można powiedzieć dosyć wcześnie, ale to też świadczy o tym, jak bardzo ta sytuacja była nietypowa i że rodzina była realnie zaniepokojona tym, co się stało.

Nie spodziewali się, że Mirella mogłaby z własnej inicjatywy oddalić się z domu nic nie mówiąc i wrócić na przykład dopiero rano. Tym niemniej oprócz krótkiej notatki w zasadzie prace policji nie ruszają. Dopiero w poniedziałek ta sprawa oficjalnie zostaje przyjęta. Dlaczego? Powodów jest kilka. Pierwszy jest taki, że proszę sobie wyobrazić, w latach 80. przepisy regulujące pracę służb w takich przypadkach przewidywały, że zaginięcie może zgłosić Co szokujące, dopiero w 2012 roku wprowadzono ustawę, która usunęła tę konieczność czekania.

Do szukania Mirelli rąk było niewiele, a też w tych rękach niewiele się znajdowało. Właściwie głównie co śledczy na porządku mają to to, co powiedziała im matka Mirelli o tym zagadkowym domofonie, który zadzwonił do ich mieszkania w sobotę przed godziną 15. Domofon, pod którym stał wedle słów samej Mirelli Alessandro De Luca. Nieco starszy od niej chłopak, z którym chodziła ona do gimnazjum, choć nie miała jakiejś bliskiej relacji. Pierwszym krokiem było przesłuchanie właśnie jego. Ale Sandro de Luca niewiele jednak policjantom pomaga. Mówi, że on generalnie z Mirellą nie utrzymuje żadnych kontaktów.

Ukończywszy gimnazjum, ponownie Mirellę zobaczył dopiero po roku, przy okazji kolacji w pizzerii, na której było jeszcze wielu innych znajomych z tamtej szkoły. Natomiast ostatni raz widział ją 5 miesięcy przed dniem jej zaginięcia. I było to spotkanie zupełnie przypadkowe na ulicy Corso Sempione, gdzie Mirella tylko się z nim przywitała i powiedziała, że jest umówiona z jakimś kolegą. Z kolei popołudnie 7 maja spędził w mieszkaniu swojego kolegi, gdzie razem się uczyli. Stanowczo zaprzecza, żeby dzwonił domofonem do mieszkania państwa Gregorich i nie jest w stanie powiedzieć, kto właściwie mógłby posłużyć się jego imieniem, żeby wywabić Mirellę.

Kto mógł więc dzwonić? Tego nie wiadomo. Najlepszy potencjalny świadek, czyli portier mieszkający w budynku, akurat od 13 do 15 miał przerwę. Nie miał więc jak zobaczyć ani Mirelli wracającej do mieszkania, ani jej tajemniczego rozmówcy. Czy ktoś wiedział, że właśnie to okno czasowe może być okazją? Zobaczmy, co jeszcze mogą mieć w rękach śledczy po pierwszych dniach śledztwa. Pani Wittoria Arcenton opowiada, co usłyszała od Woźnej pracującej w technikum Mirelli. Otóż kilka dni przed jej zaginięciem dwójka mężczyzn w wieku lat około dwudziestu kilku, trzydziestu szukało jakiejś dziewczyny z klasy 2B albo 2D.

Woźna nie pamiętała, jakiego dokładnie nazwiska szukali, ale twierdzili, że są rodzeństwem tej dziewczyny. Powiedziała im, żeby wrócili po godzinie 16, kiedy otwarty będzie sekretariat. Więcej już w szkole się nie pojawili. Czy mogli jej szukać Mirelli? Czy miało to coś wspólnego z jej zaginięciem? Właśnie zaginięciem, a może czymś innym? Może samowolną ucieczką z domu? Hipotezą z każdym dniem coraz mniej prawdopodobną. A może Mirella została porwana? Nie jest to może pierwsza rzecz, czy pierwszy pomysł, który teraz przyszedłby nam do głowy w dzisiejszych czasach, ale w tamtym okresie, w latach 80., we Włoszech porwania dla okupu były jednak częstsze i bardziej medialne.

Odsyłam chociażby do odcinka nr 7 o sardyńskich bandytach. Przy czym rodzina Mirelli nie była rodziną bogatą. Miała bar. Bar ten został ostatnio gruntownie wyremontowany. Ale to była taka inwestycja, dla której musieli oni się dużo wycierpieć i dużo swojego majątku zaryzykować. Prawdopodobnie mieli w tamtym momencie więcej długów niż majątku. Tym niemniej do matki Mirelli zgłosiła się pewna pani, przyszła do ich baru na 20 dni po zaginięciu, mówiąc, że jest w stanie zapewnić powrót Mirelli do domu w zamian za 100 tysięcy lirów. Był to odpowiednik obecnych około 200 euro, a więc wartość kupu była dosyć skromna na tyle, że została zapłacona.

Tyle, że po przyjęciu pieniędzy kobieta zniknęła. Stoło ją jednak wytropić chłopak siostry Mirelli. Wtedy kobieta zaczęła mówić, że Mirella jest przetrzymywana gdzieś pod Neapolem, podała nawet adres i że okup wynosi 100, ale nie tysięcy, a milionów lirów, czyli dzisiejsze 200 tysięcy euro. Ten geokup, rzecz jasna, nie został wpłacony, sprawa trafiła na policję i niedługo później pani Giuseppina, bo tak miała na imię, wszystko odwołała, przyznała się, że historia została zmyślona, żeby wyłudzić pieniądze od rodziny Gregori, a samą Mirellę znała tylko z widzenia.

Cała ta sytuacja była jednak pewnym zwiastunem tego, co w śledztwie w sprawie zaginięcia Mirelli miało nastąpić niedługo później. Najpierw jednak, badając tę sprawę, skupmy się na tym, co zdarzyło się wcześniej, a dokładniej na dzień przed zaginięciem, 6 maja 1983 roku. Również i w piątek przed południe Mirella była w szkole, a następnie wróciła do domu razem ze swoją przyjaciółką Cincyą w Walencji. Cincya zostaje u państwa Gregorich na obiad. Wedle jej relacji matka Mirelli w rozmowie z nią, kiedy akurat Mirella była w swoim pokoju, zwierzyła jej się, że w ostatnim czasie jej córka bardzo zmieniła się w porównaniu z tym, jaka była wcześniej.

Co dokładnie mogła mieć na myśli pani Arcenton, wypowiadając te słowa, nigdy tak naprawdę się nie dowiemy. Czy był to niepokój, czy też po prostu stwierdzenie faktu, jak szybko jej dziewczynka staje się kobietą. Po południu natomiast miało miejsce wydarzenie ważne, iż wtedy w życiu państwa Gregorich, całej rodziny, a nawet Wspomniałem bowiem, że lokal państwa Gregorich został niedługo wcześniej wyremontowany. I to właśnie na piątek 6 maja zaplanowano uroczyste ponowne otwarcie baru po remoncie. Na to przyjęcie zaproszono najbliższych znajomych, rodzinę, właścicieli okolicznych sklepów, czyli z natury stałych klientów, a także wielu przyjaciół Mirelli, których jeszcze w tej historii przybliżymy, na czele z jej chłopakiem Massimo Fortim.

Tak, Mirella miała chłopaka, jednak tenże istotny fakt w początkowym rozwoju śledztwa został w zasadzie kompletnie pominięty, tak więc do Massimo wrócimy nieco później. W czasie tego przyjęcia, tego uroczystego otwarcia miały miejsce dwie dziwne sytuacje. Po pierwszej z nich opowiada matka Mirelli. Stwierdzi, że w pewnym momencie do lokalu wszedł mężczyzna w wieku około 30 lat i zapytał, czy chcą może, aby zrobił w czasie tej uroczystości zdjęcia. Pani Arcenton, która na tę propozycję odmówiła, zauważyła, że w czasie tej rozmowy mężczyzna utrzymywał też kontakt wzrokowy z drugim mężczyzną znajdującym się na zewnątrz baru i obserwującym

To co dzieje się w środku. Następnie obaj mężczyźni razem oddalili się z lokalu. Drugim nietypowym epizodem zapamiętanym przez więcej świadków było nietypowe zachowanie Mirelli względem swojego chłopaka Massimo. Otóż w czasie przyjęcia nie tyle doszło do jakiejś kłótni, co po prostu Mirella traktowała teoretycznie bliską sobie osobę, choć chodzili ze sobą od niedawna, w sposób bardzo zdystansowany, można powiedzieć chłodny. Nie zwracała na niego uwagi, co zaczęło wywoływać u niego irytację czy też rozczarowanie, ale nawet zwróciło uwagę innych znajomych. Ostatecznie wychodząc z lokalu Massimo nawet się z Mirellą nie żegna.

Te kilka niejasnych epizodów to w zasadzie wszystkie ustalenia do jakich doszła policja w pierwszych tygodniach po zaginięciu. Można powiedzieć, że rzymskim policjantom lato 1983 roku minęło w rytm przebojów. Które właśnie w tamtym okresie zdominowały włoskie radia przebojów autorstwa zespołu Ringeira, Notengo, Dinero oraz Vamos a la Playa. Nie mieli pieniędzy, nie mieli środków na śledztwo, lepiej im było zająć się czymś innym, pojechać na plażę. Tym niemniej wcześniej tego lata, a dokładniej 22 czerwca, zdarzyło się coś, co na śledztwo o sprawie Mirelli Gregori miało ogromny, ogromny wpływ.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.