Jak Ślązacy trafili do Teksasu? Rozmowa z Ziemowitem Szczerkiem
W połowie czerwca podcast I taki to jest miesiąc w kulturze w czerwcu przenosi się do Teksasu i do Krakowa. Do Teksasu w połowie XIX wieku dotarła sprowadzona przez księdza Moczygembe grupa Ślązaków, a ich osada dała początek istniejącemu do dziś miasteczku Panna Maria. Z Krakowa łączy się z nami Ziemowit Szczerek, który na łamach Mint recenzował reportaż Ewy Winnickiej „Miasteczko Panna Maria. Ślązacy na Dzikim Zachodzie”. Rozmawiamy nie tylko o książce ale i o polskich legendach dzikiego zachod i o tym, kto to mógłby nakręcić western o Ślązakach. O tym i nie tylko o tym posłuchacie w najnowszym odcinku podcastu I taki to jest miesiąc w kulturze. Powadzącym jest redaktor naczelny magazynu, Aleksander Hudzik. Program realizuje Katarzyna Sienkiewicz, a montuje Izabela Smelczyńska. Nagrywamy w studio newonce.
Ja się nazywam Aleksander Hudzik, jestem redaktorem naczelnym magazynu Mint, a to jest podcast i taki to jest miesiąc w kulturze. Nazywam się Alek Hudzik, a to jest podcast i taki to jest miesiąc w kulturze magazynu Mint. Podcast, w którym raz w miesiącu rozmawiamy o tym, co ważne i co ciekawe, co wydarzyło się w kulturze, a tym razem, razem z Ziemowitem Szczerkiem porozmawiamy o temacie niecodziennym, bo o tym, co robią Ślązacy w Teksasie. Powodem tej rozmowy jest książka Miasteczko Panna Maria Ewy Winnickiej, reporterki, która już nie raz do Stanów zaglądała, bo napisała chociażby książkę Milionerka, zagadka Barbary Piaseckiej-Johnson, czy książkę o Green Poincie, Kroniki Małej Polski.
A teraz pojechała nieco dalej, poszukać Polaków w Teksasie. Miasteczko Panna Maria to, no właśnie, miasteczko oddalone na wschód od San Antonio. Miasteczko, w którym w 1854 roku ksiądz Moczygemba sprowadził do Stanów Zjednoczonych kilkadziesiąt osób, czy nawet kilkaset osób ze Śląska. Miasteczko o tyle ciekawe, że jego notatka na Wikipedii jest znacznie dłuższa w języku polskim niż po angielsku, a pewnie będzie jeszcze dłuższa po tym, jak książka w Winnickiej nieco się po rynku rozejdzie. Ziemowit napisał dla magazynu Mint recenzję i czy jakiś taki szerszy tekst o tej książce?
Jakby z tym samym mamy do czynienia dzisiaj w Niemczech, gdzie Ta stara turecka emigracja rzymańska ma spore problemy z tymi nowymi migrantami. Zresztą podobnie też było z polską starą emigracją w Stanach Zjednoczonych, kiedy to zaczęli przyjeżdżać po tym, jak wyjechali Ci polityczni starzy imigranci, jak zaczęli przyjeżdżać potem ci młodsi ekonomiczni, no to ci starzy polityczni tak patrzyli na nich tak trochę jakby jak na zagrożenie i tak dalej, więc tak samo jest z tymi teksanczykami i z tymi Meksykanami, ale... Ale to ja się tutaj postawię kropkę po... Ty podejmujesz ten wątek trochę, właściwie ten wątek wybrzmiewa w samej książce, ponieważ Nie chciałbym tutaj jakiegoś wielkiego europejskiego nawiasu budować, ale jednak ta ucieczka ze starego kontynentu na nowy spowodowała, że ci Ślązacy też stali się obywatelami w jakiś sposób drugiej kategorii, przynajmniej Winnicka w jakimś sensie to wyciąga, a ty to mocno w tekście sugerujesz, że wyjazd z Europy pewnie przez pryzmat, który się patrzyło też jako na Europę drugiej kategorii,
To jest bardzo ciekawe. To jeszcze zatrzymując się na chwilę w tym XIX wieku, ja sobie przypomniałem czytając tę książkę o W takim tekście Ryszarda Koziołka, który wyciągnął kiedyś z jakichś annałów polskiej literatury taki tekst Ludwika Powidaya, który się nazywał Polacy i Indianie, gdzie jeszcze w połowie XIX wieku twierdzono, że Indianie i Polacy to mniej więcej jest ten sam typ człowieka. Spolegliwy, który nie bardzo chce się buntować i który szuka sobie generalnie spokoju, a co za tym idzie jest jakby skazany na niemożliwość istnienia i na jakby wyniszczenie. I jakoś mi się to oczywiście zgrywa w czasie i też z tą opowieścią o tym, że to były takie dwa, nie chcę powiedzieć, naznaczone jakimś cierpieniem, bo pewnie tak też było, ale że w XIX wieku na Polaków się patrzyło w jakiś sposób z tej samej góry, z jakiej się spoglądało na Indian i co było, co jest oczywiście być może tylko jednym z miliona tekstów, które akurat tutaj wybrzmiał, no ale taka to była perspektywa.
A przecież wszystko dzięki błogosławieństwu wiadomo kogo, Jana Pawła II, który miał Miał udzielić zdalnie błogosławieństwa i dzięki temu, przynajmniej tak pisze Winnicka, w końcu ropa się odnalazła. Wrócę na moment do tego, co poruszyliśmy już w tej rozmowie, bo powiedziałeś o pierwszej i drugiej falach emigracji i tak dalej. Ja sobie myślę o tym, że w latach osiemdziesiątych, a szczególnie w dziewięćdziesiątych była jakaś taka fala też fascynacji tym, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych i takim przeszczepianiem tego i opowiadaniem o tej swojej polskości przez Stany Zjednoczone, jak film Szczęśliwego Nowego Jorku, czy właśnie próby zrobienia zresztą western, czy krótki film o tych Polakach w Teksasie powstał w 1999 roku.
Jeżeli popatrzysz na estetykę, która się pojawiała w Twin Peaksach, ona też bardzo często była właśnie taką hiperamerykańską. Na przykład Hank się nazywał, ten facet, który pracował w barze razem z Shelly. Przecież to była taka emanacja tego amerykańskiego cool'a. Ja śpiewałem na prawdę blue jeans, white shirt. I wszystko leci, no bo czy imigrant Andres potem już od razu jest. I chyba też taka jest puenta twojego tekstu, że w zasadzie w książce Winnickiej, a w zasadzie w opowieści o Polakach z Panny Marii dokonuje się cud przeistoczenia. Tej nudnej polskiej historii na coś, co jest cool i myślisz, że to Stany właśnie są konieczne do tej przemiany?
Bo wiesz, bo to jest historia wielu europejskich historii. To właśnie przypomniałem sobie teraz w tamtym roku czy dwa lata temu w Polsce wyszła książka Hernana Diaza. Który opowiada o tym jak jego przodkowie ze Szwecji przybyli do Stanów Zjednoczonych i też się to zmienia w cool historia. A co oni by w tej Szwecji robili? Siedzieli? Budowali domy z Ikei? No wiesz. Wiesz co, no ja przede wszystkim nie uważam, że należy starać taką opozycję, że nudna polska historia kontra cool amerykańska historia, bo tak naprawdę to co jest nudne, a co jest cool to jest wokół obserwatora, ale Faktem jest, że z jakiegoś powodu oni umieją skutecznie tę swoją historię pokazywać jako cool, a my sobie najwyżej fantazjujemy na temat jakiejś mabeny, z której wychodzą takie cuda jak, nie wiem, jak tam to, co u nas tam powychodziło, nie wiem, Smoleńsk, czy różne tego typu produkcje, które były bardziej żenujące niż cool.
A to jest ciekawe, bo wracając na moment do książki, wydaje mi się, że trochę w tej książce właśnie to jest, że może Ewa Winnicka to nie jest autorka, która w jakiś ciepły sposób traktuje swoich bohaterów i bohaterki, ale ta historia jest ciepło potraktowana i zastanawiam się, czy też trochę mi się to, być może zbieżność właśnie z tym amerykańskim anturażem kojarzy jednak z filmem Kos, który też jest Użyliśmy tego słowa o 100 razy za dużo, czyli cool. I wydaje mi się, że film Kos też trochę taki jest. I to się zgadza po prostu, to jest historia, jaką się pojawiła. Jak ja zobaczyłem, jak wysypują się z tego pocztowego wozu, Polscy chłopi i razem z tymi zdegradowanymi tam postszlacheckimi typami, tam z Kościuszką na czele, tułką ruskich sołdatów, no to po prostu aż miałem ciarki na rękach i ja wcale tutaj nie ukrywam tego.
To wcale nie jest wąsatość żenująca, tylko... No i też jest kompojem. No więc właśnie, no tak, to jest też w ogóle bardzo niewykorzystany jednak ten potencjał tego polskiego isternu, czy tam, nie wiem, czy tych polskich historii z pogranicza naszego, porównując je do tych historii kowbojów. Przecież Boże, jedyne, jeżeli porównamy sobie jakby skład społeczny, o którym można opowiadać tego, co się tutaj działo z tymi pograniczami bydła, których, jak to przypomina Winnicka, ze sceny dziejów zwykły drut kolczasty, którym po prostu zaczęto Ten szlak wytyczać, którym wcześniej kowboje musieli pędzić bydło, to przecież my mamy tutaj o wiele więcej. No nie wiem, przecież chłopi uciekający do kozaków, na dzikie pola, potem jakby te kozackie ruchy na Konstantynopol, cały ten szlachecko-mieszczańsko-klebejski koncert, który tam się przecież widział na wschodzie Rzeczpospolitej.
Przecież to są historie, które są do opowiedzenia na milion różnych sposobów. A my to opowiadamy tak jakoś, nie wiem, jakiś tam jeden prawicowy pisarz coś tam robi, trochę było w trylogii, ale w gruncie rzeczy mało mamy takiej fajnej, krytycznej, ale takiej właśnie kulowatej opowieści o tych naszych tutaj, to już przecież w końcu pogranicznych historiach. A ta historia Winnickiej spełnia te kryteria? Ona chyba nie jest w ogóle po to. Ona jest po to, żeby opowiedzieć historię o Pannie Marli. To właściwie wszystko, co ja tutaj teraz mówię, to jest bardziej moje impresje na temat tej książki. Ona jest w momencie rzeczy zupełnie inna. Ona po prostu z miejsca, bo ona jednak siedziała, Winnicka, tam dość długo,
Jesteś muzycy, pisarzy i tak dalej. A książka Saigona przypomina o tym, jak to wygląda od samego dołu. Przypomina o tym, kto tak naprawdę w swojej masie w największych liczbach broni Ukrainy. To jest naprawdę dobra książka. Wydało ją wydawnictwo H-Art ostatnio. I ten facet też jest bardzo ciekawy. Zresztą można z nim przeczytać wywiad na dwutygodniku. Tam ostatnio krąży, więc bardzo polecam. Dziękuję serdecznie. Naszym gościem był Ziemowit Szczerek. Rozmawialiśmy o książce Miasteczko Panna Maria. Ślązacy na dzikim zachodzie. Autorem której jest Ewa Winnicka. Dzięki wielkie. Dzięki. Trzymajcie się. A ja zapraszam Państwa do słuchania naszego podcastu na Spotify i na innych platformach. Gościliśmy w studiu Nuance. Dziękuję serdecznie i do usłyszenia.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Aleksander Hudzik przedstawia podcast i rozmawia o temacie Ślązaków w Teksasie z Ziemowitem Szczerkiem.
Ziemowit opisuje książkę Ewy Winnickiej o Ślązakach w Teksasie, podkreślając ich tożsamość i historię.
Ziemowit opowiada o trudnym przejściu Ślązaków z Europy do Teksasu i ich integracji w lokalną społeczność.
Ziemowit analizuje, jak tożsamość polska i śląska wpłynęła na integrację Ślązaków w Teksasie.
Ziemowit omawia historię polskiego osadnictwa w Teksasie i proces ich integracji w lokalną społeczność.
Ziemowit porównuje historię polskiego osadnictwa w Teksasie do innych grup etnicznych i kulturowych.
Ziemowit omawia współczesne wyzwania i problemy polskiej społeczności w Teksasie, w tym integrację i tożsamość.
Ziemowit rozmawia o potencjalnych kulturach i filmach opartych na historii polskich osadników w Teksasie.
Ziemowit i Aleksander Hudzik reflektują nad fascynacją Ameryką i jej kulturą, podkreślając jej perwersyjne aspekty.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W połowie czerwca podcast I taki to jest miesiąc w kulturze w czerwcu przenosi się do Teksasu i do Krakowa. Do Teksasu w połowie XIX wieku dotarła sprowadzona przez księdza Moczygembe grupa Ślązaków, a ich osada dała początek istniejącemu do dziś miasteczku Panna Maria. Z Krakowa łączy się z nami Ziemowit Szczerek, który na łamach Mint recenzował reportaż Ewy Winnickiej „Miasteczko Panna Maria. Ślązacy na Dzikim Zachodzie”.
Rozmawiamy nie tylko o książce ale i o polskich legendach dzikiego zachod i o tym, kto to mógłby nakręcić western o Ślązakach.
O tym i nie tylko o tym posłuchacie w najnowszym odcinku podcastu I taki to jest miesiąc w kulturze.
Powadzącym jest redaktor naczelny magazynu, Aleksander Hudzik.
Program realizuje Katarzyna Sienkiewicz, a montuje Izabela Smelczyńska. Nagrywamy w studio newonce.