OLO: Krwawa spowiedź bosa z miasta K.
Jak to możliwe, że jeden z najbrutalniejszych liderów świata przestępczego, człowiek, który bez mrugnięcia okiem stosował najbardziej drastyczne metody wymuszania haraczy, nagle stał się „najlepszym przyjacielem” prokuratury?
Co istotne, Robert wykazał się wtedy niezłomną lojalnością wobec swojego wspólnika. Przez całe śledztwo milczał jak głaz nie dając policji żadnego punktu zaczepienia, który mógłby prowadzić do kota. Za ten czyn Robert usłyszał wyrok 13 lat pozbawienia życia, co w tamtych czasach zyskało mu ogromny szacunek w środowisku przestępczym. Lata spędzone w izolacji stały się dla niego swoistym uniwersytetem zbrodni. Robert nie tracił czasu, choć zdobył zawód spawacza, znacznie bardziej interesowały go tajniki przestępczości na dużą skalę. To tam nawiązał kontakty z bosami podziemia, którzy obiecali mu wsparcie po wyjściu na wolność. W celi poznał także Piotra o nazwisku na literę A, znanego jako Spoko.
Każdy z nich wybrał dla siebie po kilka par, a resztę partii szybko przekazali do dalszego obrotu. Było to działanie typowe dla grupy, która nie gardziła żadnym łupem, biorąc dosłownie wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość rynkową, od markowej odzieży, przez sprzęt elektroniczny, aż po prozaiczne przedmioty codziennego użytku. Robert o nazwisku na literę O nie ukrywał w swoich zeznaniach fascynacji kinem sensacyjnym, co często znajdowało odzwierciedlenie w metodach działania jego grupy. Wraz ze swoim najbliższym współpracownikiem, Piotrem o pseudonimie Spoko, postanowili pewnego dnia odegrać scenę, której nie powstydziłby się żaden scenarzysta filmów o tematyce kryminalnej.
W trakcie trwania skomplikowanych i wielowątkowych procesów sądowych, na jaw wyszły także inne, pozornie mniejsze, ale równie bulwersujące wątki kryminalne. Jeden z nich bezpośrednio dotyczył Piotra o pseudonimie Spoko, który będąc prawą ręką bosa, uznał w pewnym momencie, że tradycyjna nauka przepisów ruchu drogowego jest stratą czasu. Robert o nazwisku na literę O, zaoferował mu pomoc w nielegalnym uzyskaniu prawa jazdy co miało kosztować 1000 zł przeznaczonych na łapówki. Mechanizm oszustwa był niezwykle prosty. Podczas egzaminu teoretycznego spoko miał jedynie siedzieć przed monitorem komputera i nie podejmować żadnych działań, aby nie popełnić błędu. Gdy pozostali zdający opuścili salę egzaminacyjną, jeden z egzaminatorów działając w porozumieniu z grupą przestępczą miał osobiście wypełnić test za niego.
Choć oskarżony urzędnik do końca zaprzeczał tym doniesieniom, szczegółowe zeznania skruszonych bandytów rzuciły na tę sprawę zupełnie nowe światło, obnażając skalę korupcji w lokalnych instytucjach. Sądowy finał wieloletniej działalności Grupy Roberta o nazwisku na literę O, był procesem o niespotykanej dotąd w mieście K. skali. W grudniu 2005 roku zapadł jeden z pierwszych istotnych wyroków, który dotyczył tragicznego w skutkach pobicia Grzegorza o pseudonimie Gała w kompleksie leśnym. Sąd Okręgowy, uznając winę oskarżonych wymierzył im kary, które w dużej mierze uwzględniały nadzwyczajne złagodzenie w zamian za pełną współpracę z organami ścigania. Robert oraz Piotr usłyszeli wyrok zaledwie 11 miesięcy pozbawienia wolności za ten konkretny czyn, co było bezpośrednią nagrodą za ich wylewność i ujawnienie setek innych przestępstw popełnionych przez grupę.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Jak to możliwe, że jeden z najbrutalniejszych liderów świata przestępczego, człowiek, który bez mrugnięcia okiem stosował najbardziej drastyczne metody wymuszania haraczy, nagle stał się „najlepszym przyjacielem” prokuratury?