Zabójstwo 14-latka w Białym Dunajcu i kolejny “polski Fritzl”. RAPORT KRYMINALNY
Podcast kryminalny Radia ZET "Materiał dowodowy". Zaprasza Mateusz Kapera
Materiał dowodowy. Podcast kryminalny Mateusza Kapery. Dzień dobry. Mateusz Kapera. Mamy początek września, a więc czas na podsumowanie najgłośniejszych wydarzeń kryminalnych ubiegłego miesiąca w Polsce. Sierpniowe wydanie raportu kryminalnego zacznę od wstrząsającej zbrodni na Podhalu. W połowie sierpnia w jednym z pensjonatów w Białym Dunajcu znaleziono ciało 14-latka. W sprawie zatrzymany został 45-letni ojciec chłopca. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa. Początkowo nie przyznawał się do popełnienia zbrodni.
Mężczyzna trafił na oddział psychiatryczny aresztu śledczego w Krakowie. Z relacji właściciela pensjonatu wynikało, że rodzina już w przeszłości przyjeżdżała na wakacyjny odpoczynek do pensjonatu w Białym Dunajcu. Dwa lata temu zmarła jednak żona 45-latka, która miała chorować na raka. Mężczyzna załamał się i cierpiał na depresję, o czym mówił dziennikarzom gospodarz pensjonatu. Mężczyzna wraz z trojgiem dzieci przyjechał do Białego Dunajca z województwa mazowieckiego. Według relacji gości pensjonatu rodzina od początku przyjazdu sprawiała problemy. Najmłodsze dziecko krzyczało i biegało po pensjonacie, ojciec nie reagował na zachowanie swojego dziecka oraz uwagi i prośby innych wczasowiczów.
Kolejnego dnia przyszedł na śniadanie tylko z dwoma młodszymi synami. Brakowało 14-letniego dziecka. Ojciec twierdził, że nie wie gdzie jest syn. Zaniepokojona córka właściciela pensjonatu weszła do pokoju wynajmowanego przez rodzinę z Mazowsza, aby sprawdzić czy chłopca nie było w środku. Na miejscu została przykryte kołdrą zwłoki dziecka. Ratownicy medyczni stwierdzili, że do zgonu musiało dojść wiele godzin wcześniej. Po dokonaniu morderstwa mężczyzna miał spędzić noc z młodszymi synami w innym pokoju. Zajął go samowolnie, bo wiedział, że jest wolny. Pozostałej dwójce dzieci nic się nie stało. Po zatrzymaniu zaopiekowali się nimi pracownicy społeczni, a następnie dziadkowie.
45-letniemu mężczyźnie za zabójstwo syna grozi dożywocie. Zarzut zabójstwa usłyszał Emil Ern. 49-latek przyznał się do zamordowania swojej żony Małgorzaty. Do zbrodni doszło w niedzielne popołudnie w Gdańsku. Małżeństwo, które przebywało w separacji, mówiło się na spotkanie. Podczas niego w samochodzie mężczyzna zaatakował nożem kobietę. Ofiara wyskoczyła z pojazdu i próbowała uciekać. Mężczyzna jednak ponownie ją zaatakował. Kobieta była bez szans. Policję zawiadomili świadkowie. Po zabójstwie Emil R. uciekł do lasu i ukrywał się całą noc na terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego w okolicach gdańskiego zoo.
Policja zatrzymała go następnego dnia ranem po zgłoszeniu świadków, którzy widzieli go na przystanku autobusowym. Dotarła do nas informacja o tym, że mężczyzna jest widziany w okolicy ulicy Karwieńskiej. Tam natychmiast pojechali policjanci. Dyżurny skierował w to miejsce kilka policyjnych radiowozów. Mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do jednostki. Czy ten mężczyzna stawiał opór podczas zatrzymania? Zatrzymanie odbyło się szybko, sprawnie i skutecznie. Z Mariuszem Chrzanowskim z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku rozmawiał reporter Radia Z, Maciej Bąk. Świadkiem zatrzymania Emila R. była pani Natalia, która opowiedziała naszemu reporterowi o tym, jak zachowywał się mężczyzna podejrzany o morderstwo. Tak, że niby go pochowali, nie wiem, w amoku, w strasznym amoku, cały się trząsł.
Był we krwi cały? Nie. Nie było. Przynajmniej nie było widać, że miał jakąkolwiek chęć, bo nie miał ani ciuchów, ani nic. Po prostu nagle go znaleźliśmy. On siedział, nie zachowywał się jakoś tak relatywnie? Nie. Spokojny. Tak jak teraz z panem rozmawiam. Więc powinnam się bać, bo jednak o takie coś... Ani strachu nie czułam nic. Tego samego dnia została przeprowadzona sekcja zwłok 45-letniej Małgorzaty R. Przyczyną śmierci kobiety było wykrwawienie. Podczas oględzin ujawniono liczne rany cięte i kłute. Prokuratura rejonowa Gdańsk-Oliwa postawiła Emilowi R. zarzut zabójstwa w zamiarze bezpośrednim 45-letniej żony. Mężczyzna przyznał się do zabójstwa ale stwierdził, że go wcześniej nie planował.
Przez kilka godzin składał wyjaśnienia. Złożył bardzo obszerne wyjaśnienia, w których przedstawił relacje, jakie panowały między nim a małżonką, z których wynika, że nastąpił rozpad tego małżeństwa. Przyznał się, przedstawił okoliczności, jakie miały dojść do tego zdarzenia, samego zdarzenia, momentu ataku na kobietę. Tak jak twierdzi, nie pamięta, ocknął się, jakie było po tym zdarzeniu i momencie, kiedy stamtąd oddalił się. Przekazał też również, gdzie przebywał po tym ataku na swoją żonę. Mówiła prokurator Grażyna Wawryniuk. Jak ustalili śledczy, mężczyzna pracował jako zawodowy kierowca ciężarówki. Wyprowadził się z rodzinnego domu około 2-3 tygodni przed tragicznym zdarzeniem. Obydwoje byli małżeństwem od około 20 lat.
Posiadali dwoje dzieci. Kilka lat temu Polską wstrząsnęła historia polskiego Fritzla Mariusza Esch, który przez dwa lata więził swoją żonę w piwnicy rodzinnego domu. Horror miał miejsce w kaszubskiej wsi liczącej zaledwie 180 mieszkańców. Niestety ta porażająca historia znów się powtarza. W miejscowości Gajiki koło Głogowa na Dolnym Śląsku 35-letni Mateusz J. przez ponad 5 lat więził, bił, gwałcił i głodził poznaną przez internet 30-latkę. Wszystko działo się w stodole kilkanaście metrów od domu mężczyzny, w którym mieszkał z rodzicami.
W ciepłej wodzie tylko wtedy, gdy dobrze się sprawowała. Tak wynika z relacji samej poszkodowanej, do której dotarli dziennikarze portalu majgłogów.pl. Sąsiedzi oraz rodzice Mateusza J., którzy mieszkali kilkanaście metrów od miejsca, w którym przetrzymywana była Małgorzata, zarzekają się, że o niczym nie wiedzieli i nic nie słyszeli. Kobieta była tak bardzo zastraszona przez swojego oprawcę, że bała się nawet zastukać w drewniane drzwi. Oprawca trzymał swoją ofiarę w bardzo małym pomieszczeniu bez światła i ogrzewania. Sąsiedzi nazywali Mateusza J. dziwakiem. Mężczyzna nie utrzymywał z nikim bliższych kontaktów. Po nocach miał kręcić się w lesie z latarką.
Nie przyznał się do winy. W sierpniu cała Polska żyła poszukiwaniami Izabeli P. 35-letnia kobieta zaginęła 9 sierpnia i odnalazła się po 11 dniach w Bolesławcu. Mimo, że wszczęto śledztwo w sprawie porwania Izabeli, ostatecznie okazało się, że nikt jej nie zagrażał. To dlaczego prokuratura zdecydowała się na wszczęcie śledztwa w sprawie porwania, Tłumaczył w specjalnym wydaniu materiału dowodowego Rafał Diller, Naczelnik Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Ona była sama w momencie zaginięcia, nie było żadnych jakichś tam świadków i tak dalej. Też jakby nic nie wskazywało, czy rodzina nic nie wiedziała na temat tego, że tak powiem, że ona by miała świadomie coś tam zerwać, kontakt z nimi i tak dalej.
Takich przesłanek na początku nie było i w związku z tym jej działanie jakby, sądząc teraz już jakby po finale, że jednak się odnalazła, co prawda wycieńczona i tak dalej, Spowodowało to, że pewne przesłanki wskazywały na to, że mogło dojść tutaj do tak zwanego zaginięcia z udziałem osób trzecich, czyli tak zwanego zaginięcia właśnie kryminalnego. Bo świadczyło o tym właśnie to nagłe zniknięcie, ten zostawiony samochód z telefonem i tak dalej w środku. No i powiedzmy ślad po niej zaginął, a nic nie wskazywało na to, że gdzieś tam miała jakieś problemy i tak dalej. Jakby częściowo sama ta zaginiona sprokurowała taką sytuację, że można było na początku sądzić, że coś się musiało stać, tak, a nie, że ona sama jakby dobrowolnie gdzieś tam, nie wiem, zatrzymała ten samochód, zostawiła w pewnym miejscu i gdzieś poszła sobie po prostu, tak, na tej zasadzie.
Kobieta złożyła oświadczenie, że nie chce by media informowały o miejscu jej pobytu. Nie chciała także kontaktować się z rodziną. Izabela P. została odnaleziona we wtorek 20 sierpnia. 35-latka zapukała do drzwi mieszkania swoich znajomych w Bolesławcu. Na miejsce przyjechała policja. Tego samego dnia 35-letnia kobieta trafiła do szpitala w Bolesławcu. Była wycieńczona i wygłodzona, Ale jej życie nie było zagrożone. Prokuratura cały czas prowadzi śledztwo dotyczące zaginięcia kobiety. Śledczy chcą dowiedzieć się co kobieta robiła i z kim przebywała. Na pewno trzeba by było tutaj wyjaśnić te wszystkie okoliczności. Czyli po pierwsze dlaczego tak powiedzmy się zachowała, że zostawiła ten samochód i gdzieś tam nie dawała znaku życia.
Co robiła w międzyczasie i tak dalej. I właśnie tutaj, no, co się z nią działo. I to trzeba wyjaśnić na pewno. Wykonując czynności z tą zaginioną, przesłuchaniu, na pewno trzeba, powiedzmy, przeprowadzić to w ten sposób, żeby ona szczerze powiedziała, czyli po prostu na tyle ją otworzyć, żeby szczerze powiedziała, co się stało i tak dalej. Mówił policjant Rafał Diller. W czasie, gdy kobieta była poszukiwana, w mediach pojawiły się doniesienia, że Izabela mogła uciec od Świadków Jehowy, do których należała. Już po jej odnalezieniu dziennikarze gazety Fakt dotarli do nowych informacji związanych z życiem prywatnym Izabeli P.
Wynika z nich, że kobieta chciała opuścić wspólnotę. Wiadomo, że należeli do niej także członkowie jej najbliższej rodziny, m.in. mąż i ojciec. Sąsiedzi rodziców Izabeli powiedzieli dziennikarzom, że w domu kobiety panowały surowe zasady związane z wiarą. Jej ojciec miał zakazywać jej słuchania muzyki. Izabela P. miała mieć również problemy w małżeństwie. Zawsze przyjeżdżała do rodziców sama. Zdaniem sąsiadów miało to wskazywać na złe relacje z mężem. Jak tłumaczył policjant Rafał Diller takie informacje są kluczowe dla funkcjonariuszy szukających zaginionych osób. Ważnym elementem w sprawie zaginięcia, czy tam przy sprawach zaginięć jest też stworzenie tak zwanego profilu psychospołecznego osoby zaginionej, czyli poznania jej, jej sposobu funkcjonowania, relacji powiedzmy ze środowiskiem wokół niej.
Co mogłaby zrobić, czego by nie mogła zrobić, jakie były jej zainteresowania, jakie były jej nawyki, jakie były jej nałogi, na czym była powiedzmy tutaj, nie wiem, zafiksowana, nazwijmy to tak kolokwialnie i często właśnie tutaj tego rodzaju właśnie elementy są ważne, tak, bo Gdy 9 sierpnia Izabela zaginęła, okazało się, że nie mieszkała ze swoim mężem. Była z nim w separacji. To wszystko w dzisiejszym wydaniu Raportu Kryminalnego. To były najgłośniejsze wydarzenia kryminalne ubiegłego miesiąca. Ja się nazywam Mateusz Kapera. Dziękuję za uwagę i do usłyszenia.
Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podjęcie wyjaśnień przez podejrzanego o zabójstwo swojego syna, areszt i badania psychiatryczne.
Zabójstwo 45-letniej kobiety nożem, zatrzymanie podejrzanego i przeprowadzona sekcja zwłok.
Znalezienie 35-letniej kobiety, która zaginęła 11 dni wcześniej, a jej historia i okoliczności zaginięcia.
Analiza okoliczności zaginięcia i relacje osoby zaginionej, a także informacje o jej życiu prywatnym.
Podsumowanie najważniejszych wydarzeń kryminalnych ubiegłego miesiąca.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.