Czechy. Śladami sagi Krzywy kościół
Odwiedziliśmy Śląsk Cieszyński, krainę o złożonej tożsamości, gdzie od pokoleń splatają się dwie kultury, dwa języki i wspólna pamięć.Z Karin Lednicką, autorką czeskiego fenomenu „Krzywy kościół”, najlepszej śląskiej powieści od czasu „Dracha” Szczepana Twardocha, rozmawiał Jerzy Jop. Z autorką zaproponowaliśmy spacer po nieistniejącym już mieście w starej Karwinie. Zajrzeliśmy do przechylonego o 6,8 stopnia kościoła. To więcej niż wynosi krzywizna wieży w Pizie (5,1 stopnia). Wybraliśmy się do Uzdrowiska Darkov, głównego ośrodka uzdrowiskowo-rehabilitacyjnego w Czechach, jednego z najstarszych uzdrowisk jodowych w Europie.W kopalni Michał w Ostrawie zobaczyliśmy jak wyglądała droga górnika nim zjechał na dół. Zajrzeliśmy do drewnianych chat na Borku z 1878 roku, będących pozostałością kolonii robotniczej Huty Trzynieckiej.Na naszej trasie znalazł się Czeski Cieszyn, w którym poznaliśmy historię jednego z niewielu miast na świecie, przez którego środek przebiega granica państwowa.Byliśmy w Żywocicach pamiętających o cierpieniu i walce mieszkańców Śląska Cieszyńskiego w czasie II wojny światowej, a także w Stonawie, jednym z najważniejszych miejsc pamięci dotyczących wojny polsko-czechosłowackiej. Zatrzymaliśmy się również przy Żwirkowisku, w miejscu tragicznej śmierci polskich pilotów Stanisława Wigury i Franciszka Żwirki.
Na przykład czeski oficer, który był w tym XXI Pułku Legii Czechosłowackiej francuskiej, ponieważ tak jak nasza armia Hallera, to Czesi wcześniej ściągnęli swoje wojska z Francji i one tutaj też atakowały. Z Francji, z Włoch, ale były też tak zwane domacji wojsko, czyli wojska czeskie złożone z byłych żołnierzy austro-węgierskich pułków. Głównie ci legioniści byli bardzo brutalni i oni się w taki sposób obchodzili, ale ci oficerowie, niektórzy w swoich pamiętnikach, co mamy do dzisiaj, czeskie relacje, które mamy potwierdzone przez polskich świadków, naprawdę brutalnie się zachowywali i na przykład niektórych jeńców zamordowali po bitwie. Po spacyfikowaniu Karwiny, bardzo brutalnym, jeszcze w nocy zamordowali jednego z polskich jeńców. 25 stycznia nie było większych walk, ponieważ Czesi mieli za mało wojska. Oni zaczynali wojnę z około 7 tysiącami żołnierzy. Gdyby się ten ich fortel, to oszustwo udało, to dla obsadzenia administracyjnego całego regionu by to było tak akurat.
Ale jak trzeba było walczyć z polskim wojskiem, a jednocześnie spacyfikować robotników i górników, którzy masowo, setkami się zgłaszali i walczyli, no to było za mało. A Polacy też oczywiście mieli za mało sił, ponieważ zaczynali wojnę z około 3000 żołnierzy i żandarmów uzbrojonych i umundurowanych plus około 1200 milicjantów i ochotników. Więc 26 rano rozpoczęto to działania na pełną skalę od nowa. Najpierw uderzono na Zebrzydowice i Kończyce Małe z Karwiny dzisiejszej, czyli z Frysztatu. Tam zginął brat generała Józefa Hallera, kapitan Cezary Haller w tych walkach. Całkowicie rozbili te oddziały. Też przez dłuższy czas taka informacja była, że kapitan Haller został dopity. To jest nieprawda. Jego siostra to potwierdziła, że został zastrzelony, a kilka lat temu znaleziono relację jednego z oficerów, na którego rękach kapitan Haller zmarł w czasie tych walk, w czasie tego odwrotu, więc absolutnie nie jest ofiarą zbrodni wojennej, tylko zginął normalnie z bronią w ręku w walce.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.