#44 O podejmowaniu inicjatywy w relacjach
Czy w związku zawsze trzeba przejmować inicjatywę? A jeśli tak, to kiedy zaczyna jej być za dużo? 🎙️W tym odcinku rozmawiamy o dawaniu, pomaganiu i wychodzeniu ze swojej strefy komfortu. O tym, czy warto brać na siebie więcej, czy raczej zostawiać przestrzeń drugiej stronie. Poruszamy też temat wyrzutów sumienia i kompleksów, które pojawiają się, gdy ktoś „robi dla nas tak wiele”, że zamiast wdzięczności czujemy ciężar. Czy umiemy doceniać gesty drugiej osoby? Czy dajemy sobie nawzajem przestrzeń na inicjatywę i na własne tempo? To rozmowa o równowadze, intencjach i o tym, że w związku nie zawsze chodzi o to, kto daje więcej, ale czy obie strony mają miejsce, żeby dawać.👐🩷Zapraszamy do odsłuchania całej rozmowy!😚
Dowodzę, dowodzę. A właśnie będę dowodzić. Bądź dowodzącym. Będę dowodzić, dlatego że dzisiejszy odcinek będzie trochę o tym. A mianowicie o... A poczekaj, nie, nie powiem jeszcze. A powiem może. A powiedz. A powiem. A przejmij. Właśnie, przejmę. Właśnie powiem. O podejmowaniu i przejmowaniu inicjatywy w związku i nie tylko, oczywiście, bo tematy się mogą, prawda, pokrywać z różnymi innymi rzeczami. Co mi pokazujesz, Natalka? No głośniej mów troszkę. Aha, ja i głośniej, proszę. Pierwsze raz w życiu prosisz o to chyba. Tak, bo ty jesteś z rana taka zaspana, że na niskich decybelach jedziesz, a ja tutaj już rozbujana. No ale może to jest kwestia tego, że ja wstałam pół godziny wcześniej. Może właśnie chodzi o to, że przyjęłaś inicjatywę i zrobiłaś kanapki do pracy.
A widzisz, rozruszałam się w kuchni. Tak i zauważyłam, że ty bardzo lubisz. To nie jest żadne odkrycie, pewnie dla nikogo już na tym etapie naszego podcastu. No ale... Przepraszam, przepraszam, bo tutaj moment. No, musisz... Bo jest małe pitu-pitu. Musisz jechać wolniej. Ale spokojnie. No i właśnie to, co ciebie charakteryzuje, to że oprócz tego, że lubisz gotować... Lubię jeść, tak? Niepytana, niepytana, z automatu zawsze jakąś taką czynność pragmatyczną i pożyteczną podejmujesz. Dla kogoś. To prawda. Tak, myślę, że to prawda, tak, tak. Podejmuję inicjatywy szeroko pojęte względem moich najbliższych.
A czy do siebie też taka jesteś, podejmująca inicjatywy? Jesteś chyba. Jestem. Jesteś. A przeszkadza ci to na przykład, jak ktoś za bardzo ci zabiera poletko i na przykład staje się też bardzo inicjujący i taki, nie chcę powiedzieć kontrolujący, czy rządzący się w związku, nie? Ale taki też aktywny. Czy mi to przeszkadza? No. Nie. Nie przeszkadza mi to, wręcz potrzebuję tego. Bo dla mnie takie przejmowanie inicjatywy to jest jakby równoznaczne też... Ja to po prostu tak odbieram, że ja potrzebuję tej inicjatywy, bo wtedy wiem, że komuś też zależy, że coś też daję z siebie.
Ja nie chcę być zawsze tą osobą, która zawsze coś, wiesz, proponuje, inicjuje, a zróbmy to, zróbmy tamto, albo robi jedno, robi drugie. Fajnie po prostu, jak to jest... Z obu stron? Jakoś się to przeplata? Taka dynamika wzajemna, tak? A jak mnie ktoś w ogóle zaskoczy i sam z siebie tak totalnie coś zrobi, to jest dopiero wow. Wow. No. Wow. Aha, no dobrze. A powiedz mi, a nie miałeś nigdy takiej sytuacji, że na przykład ktoś bardziej się, bardziej zabiegał o ciebie, czy... W tym kontekście, że się starał i czuła się taka, kurczę, trochę niepotrzebna, bo w zasadzie ta osoba wszystko już robi, planuje ci wakacje, robi ci śniadanka, no bo to jest taka twoja naturalna część, że ty lubisz być taka pomagająca.
I jeżeli ty jesteś osobą, która zazwyczaj rano robi to, nie wiem, organizuje dojazd do pracy, Czy planuje później wolny czas albo w weekendy jakieś wyjścia kulturalne? No to nic z tym złego. No po prostu to lubisz, tak działasz i jest to zgodne z twoją naturą. Jeżeli druga osoba umie się do tego dopasować, też jej to leży, jej to gra, no to w porządku, że to ty częściej to robisz. Ale ja mówię właśnie o oddawaniu tej inicjatywy w tych naturalnych twoich odruchach, bo to, że ty poszłaś w kokon, się zawinałaś i partnerka się tobą zabiegła, to jest miłe i to jest przyjemne, to jest fajne, ale tak jeden do jeden potraficie zamienić się rolami, o to mi bardziej chodzi.
I przede wszystkim, czy ja jestem w stanie odpuścić. Bo myślę, że to jest coś, z czym ja mogę mieć największy problem. I myślę, że często jeszcze go mam, ale bardzo nad tym pracuję, żeby puszczać to. Ale przypomniała mi się taka rozmowa z początków naszej relacji. Ty mnie już dobrze znasz, wiesz, że ja zawsze z siebie dużo daję dla drugiej osoby. I tak też było tutaj od samego początku, tak na dobrą sprawę. I miałyśmy raz taką rozmowę, że ona do mnie powiedziała, wiesz co, ale ty tyle dla mnie robisz, że ja nie widzę tutaj już przestrzeni na to, żebym ja mogła coś dla ciebie zrobić.
Że nie ma nawet czasowej po prostu takiej przestrzeni, żeby coś zrobić. No nie dajesz mi takiej szansy nawet. Ale rozmawiałyśmy wtedy o tym i mówię, słuchaj, ale to się nie wyklucza. Też może być tak, że dwie osoby w tym samym czasie coś robią dla siebie, tak? Ja robię coś dla niej, bo mi na niej zależy i daję jej to, czego ona potrzebuje, co jej sprawi przyjemność, ale ona w tym samym czasie może mi dać coś, co mi sprawia przyjemność, a to mogą być zupełnie dwie różne kwestie, tak? I jest to możliwe, żeby dwie osoby jednocześnie po prostu miały inicjatywę w czymś. Tylko niekoniecznie w tym samym. Okej. Tylko zależy w czym. A nawiązując do tego, o czym ty zaczęłaś mówić, to na pewno mam duży problem z tym, żeby puścić taką inicjatywę przykładowo.
To taki jest paradoks troszeczkę, no nie, bo ta osoba powinna się czuć zaopiekowana i zatroszczona i w zasadzie luźno i komfortowo z tym, ale jeżeli ktoś jakąkolwiek ma potrzebę wykazania się też w związku, to możesz go wprowadzić w takie właśnie poczucie, no tak, oczywiście, ona wszystko, ja znowu nic i znowu wejdę na najgorszą. Na szczęście myślę, że moja partnerka nie ma takich... Nie ma takich myśli? Nie zaprząta sobie tym w żaden sposób swojej pięknej główki? Tak, bo to bardzo dużo oczywiście zależy od naszych temperamentów i osobowości. Ktoś nawet może tego nie zauważyć, ja tylko tak teoretyzuję, że to nie zawsze jest czarno-białe, że skoro ja pomagam i ja jestem super dowodząca, to ta druga osoba może czuć tylko i wyłącznie wdzięczność i komfort i zadowolenie.
A ona mówi, nie, ja lubię jak jest czysto. I ja, tak jak powiedziałaś teraz, że ja lubię wkręcać żarówki i tak dalej. Mówię, no prawda, ja nie lubię takich rzeczy, ja po prostu lubię jak jest na przykład działająca żarówka. Albo jak jest po prostu światło, albo jak jest po prostu... Wiesz, że wszystko jest poprawione, załatwione. Tak, lubię jak wszystko po prostu działa, jest na swoim miejscu, tak? Więc to nie zawsze wynika z tego, że ja coś robię, bo to lubię, tylko przejmuję inicjatywy, bo na przykład wiem, że ja mam większe skille w danym temacie, albo... A skąd wiesz, że masz większe skille? Bo rozmawiamy na przykład o tym, albo to wychodzi naturalnie, tak? Że, nie wiem, mi z większą łatwością na przykład przychodzi, nie wiem, wyregulowanie okna, czy jakieś tego typu majsterkowe jakieś rzeczy, a jej na przykład łatwiej przychodzi, nie wiem, zrobienie prania, posprzątanie mieszkania i tak dalej, tak?
Więc ja się grzecznie nie wpierdalam w takie rzeczy. Po prostu. Jeśli, wiesz, to jej daje jakąś też satysfakcję, że no może sprzątać nie lubi, ale lubi jak jest czysto, no to okej, to niech ma to poczucie, że ma przestrzeń na to też, żeby to zrobić, bo ja też patrzę na to z drugiej strony. Jak ja coś robię, to raz, że lubię jak jest to po prostu zrobione, jak jest to naprawione i tak dalej, ale Ja myślę, że ja mam dużo też takiej inicjatywy często do robienia jakichś rzeczy w sobie, bo dla mnie bardzo istotnym jest takie poczucie, że ja lubię widzieć efekt swojego działania, swojej pracy. No ale to znowuż ty lubisz widzieć efekt. No tak, dlatego ja wykazuję inicjatywę w jakichś rzeczach i to nie jest tak, że ja mam do drugiej strony, wiesz, jakieś pretensje w takich sytuacjach.
Ja nigdy w żaden sposób nie zarzuciłam jej, że a, bo cały czas ja gotuję, a ty nic nie gotujesz, tak? Tak, ale ja chcę odwrócić tą sytuację, właśnie chcę ci powiedzieć o troszkę innej scenie z waszego życia, bo ty słusznie mówisz, że okej, ja chcę pomóc i I ja to robię, bo lubię jak jest zrobione, czuję się w tym dobrze, moja partnerka to docenia i wszyscy żyjemy w zgodzie. Ale czasami jest tak, że właśnie przez to, że ja chcę, ja widzę, ja potrzebuję, ja uważam, że to jest dobre. Znaczy, umówmy się, ja nie mówię o waszym związku, tylko jakby na bazie tego, że... No to dobrze, że nie mówisz o naszym związku, bo u nas wszystko jest poukładane, wszystko działa jak powinno. Chcę, żebyś właśnie wyszła z głowy z tego, że to jest twój związek, bo wiem, że nie wejdziesz w ten temat, który ja chcę przez to.
Dobra, wychodzę. Wyjdź i nie jesteśmy w tym związku. Dobra. Że Kasia i Basia, bo to wasze ulubione ostatnio bohaterki podcastu, to kiedy Kasia po prostu w swoim przekonaniu zrobi wszystko dobrze, że przecież moja dziewczyna na pewno jest z tego zadowolona, może czasami to i ten wewnętrzny głos może zagłuszyć to, czego tak naprawdę Basia potrzebuje. I to jest trochę egoistyczne, nie? Że przecież my chcemy dobrze, a wiesz, znamy powiedzenie, kto chciał dobrze, a wiesz, jak wyszło. To Basia nawet może czasem nie mieć śmiałości właśnie tej przestrzeni i zaczyna się czuć troszkę skrępowana. Cieszę się, że kupiłaś wszystkie rzeczy na obiad i w zasadzie już nawet wiesz, co ugotujesz i ja nawet, kurde, chciałam coś zaproponować, nawet nie zdążyłam, rozumiesz?
Bo ta Kasia była w takim przekonaniu, że robi wszystko perfekt i jedzie i załatwia i no przecież kupiłam, no wystarczy ugotować, ty nawet z domu nie wyszłaś, a ja wszystko ogarnęłam i teraz to, no tak, ale może, kurczę, ja chciałam to trochę inaczej zrobić, może... Wiesz o co mi chodzi? Tak. Że czasem się tak zapędzamy i zapominamy, że warto odłożyć swoją inicjatywę, swoje pomysły na półkę, chociaż na chwilę, żeby dać tej osobie przestrzeń na to, żeby właśnie się wykazać, ale niech to będzie w jej sposób. W jej stylu. W jej stylu. No to teraz mi przyszły do głowy dwie rzeczy, że ta osoba po pierwsze może czasami się zblokować z inicjatywą, bo widzi, że tamta robi to tak dobrze, że nigdy i tak ja nie zrobię tego. Bo się porozumie.
Tak. I ja nigdy nie zrobię tego tak dobrze jak ona. To myślę, że to może też ludzi często w czymś takim blokować. Jakieś takie poczucie, że Boże, ja i tak nie jestem aż tak kreatywna jak ona i nie wymyślę nic spektakularnego, żeby jakoś ją zaskoczyć czy sprawić jej przyjemność, więc myślę, że to też mogą być takie myśli, które mogą kogoś nakręcać, że to paradoksalnie może zablokować. Mhm. Z tą inicjatywą. Miałam jeszcze jakąś myśl, ale mi wypadło teraz. Spokojnie, bo ja nie miałam takiej sytuacji. Nie mówię na właśnie, tylko znowuż tak spekuluję sobie, bo wydaje mi się, że tak jesteśmy zakorzenione w tym, że robimy coś dobrze i że to jest wartościowe.
Chyba ci dobrze idzie. Jeżeli widzę, że, wiesz, moja partnerka widzi, że ja mam ochotę to zrobić. Daj mi tą możliwość. Rozumiesz? Rozumiem. Można? Tak, teraz ty. Bo zaraz mi ta myśl w ogóle ucieknie. Właśnie poruszyłaś... Kwestia, która mi się działa w głowie odnośnie też docenienia. Tego, żeby dać przestrzeń to jedno, ale też jak my reagujemy na to, jak ta druga strona to zrobi albo jak jest w trakcie robienia. Tutaj możemy zostać przy tej kuchni. Żeby nie było na takiej zasadzie, że widzisz, że ktoś coś robi, no ale nieporadnie i masz z tyłu głowy taką myśl, kurde, zrobiłabym to już 10 razy szybciej, 10 razy sprawniej i tak dalej. I teraz pytanie, jak ty zareagujesz? Czy zdusisz to w sobie i dasz jej się wykazać, czy będzie to na zasadzie, że dobra, weź już, zostaw, ja to dokończę za ciebie, bo w życiu nie zjemy tego śniadania na przykład.
I to jest taka kwestia, że z jednej strony chcemy, żeby ta druga strona przejęła inicjatywę, a często gęsto ją potem gasimy. No właśnie o to mi chodziło od samego początku. Albo nie doceniamy. Jeśli ktoś robi coś dla nas, to też musimy mieć w sobie jakąś taką reakcję, żeby podziękować. I też taką wyrozumiałość. I wyrozumiałość, tak, oczywiście, ale chodzi mi o to, żeby docenić tą drugą osobę, bo jeśli będzie taka reakcja, że ty na przykład coś dla mnie zrobisz i na przykład ty byś wstała rano i dzisiaj zrobiła kanapki, tak, i ja bym ci walnęła tekstem, no Jezu, nareszcie, chociaż raz ty wstałaś wcześniej i te kanapki zrobiłaś. Oczywiście. I to są takie sytuacje, zamiast cieszyć się tym, że ktoś w końcu właśnie sam z siebie wykazał tą inicjatywę, bez zwracania przez ciebie uwagi, że ty nigdy nic nie robisz, albo że zawsze ja coś muszę.
Tylko w końcu jest ten moment, że ta osoba zrobiła to sama z siebie, pewnie z jakąś taką też ekscytacją i radością, że w końcu Tym razem ja to zrobię. I na to słyszy, no nareszcie, no w końcu pomyślałaś, no to myślę, że każdemu by witki opadły i już by się odechciało, tak? No tak, mnie by niechęciło to na pewno, ale właśnie to też jest kwestia wychodzenia ze swojej strefy komfortu, kiedy ja, no tu już ten swój przykład był najłatwiej, zrobię obiad, mi nie chodzi o to, żeby tutaj na moją część był rozkładany czerwony dywan, Ale mogliby, Magda. Mogliby, ale chodzi o to, że skoro ktoś robi dla ciebie rzecz, która nie jest dla niego naturalną czynnością, nie czuje się w niej komfortowo, dobrze, płynnie, sprawnie, ale mimo to podejmuje się tych działań i zadań, to znaczy, że coś chce ci powiedzieć.
Ja też jestem kierowcą. Ja też lubię jeździć. No chyba śnisz, że ja zawsze wolę być kierowcą. Ale ty sprawiasz zawsze takie wrażenie. Tak? Tak, zawsze ja prowadzę, ja prowadzę. I pamiętam, że wracałyśmy raz z pracy, właśnie była taka obrzydliwa pogoda i tak dalej. Mi się wcale też nie chciało jechać. Ale ja mówię, no zaproponuję ci to. I to właśnie było wyjście z mojego serca komfortu. Zaproponuję ci to, bo widzę, że jesteś zmęczona. I to była najgorsza decyzja mojego życia, bo ta podróż była okropna. Tak lało, było ciemno, jeszcze mam astygmatyzm. Mówię, Boże, nie dojadę do tego domu. Ale mówię, chciałam zrobić coś dla ciebie, żeby ci pokazać też, że ja cię też mogę w tym odciążyć. Ale mam zawsze przekonanie, że to ty taka jesteś. Ja prowadzę, ja jestem kierowcą. Bo ja się zleczyłam w ogóle wtedy, nie? Tak, coś tam ci było. Ja prawie odleciałam w sumie na tym fotelu. To chyba zosnęłaś tam później.
Już. Bo kiedyś miałam coś takiego, że ja uwielbiałam prowadzić i tak dalej. Nadal lubię, ale może przez to, że dużo mam jeżdżenia samochodem właśnie w pracy, to jestem już troszkę tym przemęczona. Więc teraz dużo łatwiej oddaję kierownicę. I przysłowiowo i w życiu. Tak. I chętnie po prostu siedzę na miejscu pasażera i daję się prowadzić. I to jest umiejętność życiowa, żeby móc dać się też poprowadzić właśnie. Tak. Żeby móc oddelegować zadanie. Na pewno miałam wcześniej właśnie duże takie... To też jest związane z taką potrzebą kontroli, tak? O której wielokrotnie...
Ale w związku z tym, że już posiadasz te umiejętności, to przyszedł czas na to, by powiedzieć sobie, mam od tego ludzi. Teraz jestem menadzerem, tak? Menager. Bo kiedy nigdy nie ogarnęłaś to sama, a wierzę, że się kimś wyręczasz, no to nie za specjalnie fajne. No ale właśnie w momencie, kiedy dobra, ja wiem, że bym to zrobiła, ja bym to ogarnęła, zrobiłabym to może nawet i szybciej, ale teraz pozwolę, żeby ktoś inny pomyślał. Dlatego cały czas ja mam myśleć. I może ten pomysł tej drugiej osoby nie będzie taki genialny jak twój? Ale już zaszczędziłaś energię i czas i może sprawiłaś nawet komuś przyjemność, że komuś zaufałaś i dałaś to zadanie nawet, nie? Bo są ludzie, którzy się świetnie dzięki temu poczują, że właśnie poprosiłaś ich o pomoc.
To tutaj mogę ci podać taki świeży przykład z własnego życia. Ja zawsze byłam, czego też już doświadczyłaś, takim ogarniaczem na podróżach. Tu auto wynajmę, tu zaplanuję trasę, tu coś tam, tu przygotuję wszystko, tu zapakuję i tak dalej i tak dalej. No ale teraz był szczególny weekend, bo urodzinowy mojej partnerki i oczywiście ja tam pewne rzeczy zaplanowałam. Wiedziałam, że ona chce jechać w góry, więc faktycznie pojechałyśmy w góry, ale ja skończyłam moje planowanie tego na tym, że po prostu zarezerwowałam nam nocleg, ale całą resztę powiedziałam, że Proszę, wybierz. Niech to będzie właśnie wyjazd... Po twojemu. Tak, po twojemu.
No. No, dokładnie. No, ale właśnie... Ale rosół od mamusi, ale szarlotkę to ona robi debesciarsko. O kurczę, że mama nie słucha. Bo mama nie robi szarlotek. Nie, żartuję. Mama robi rosół. Słaby komplement. Moja dziewczyna robi lepsze szarlotki niż moja mama. Dlaczego? Bo moja mama nie gotuje i nie piecze szarlotek. Nie, moja mama też robi z jasta, ale śmiejemy się po prostu zawsze z moją partnerką, że jak rosołek to do mamusi, ale... Ona po prostu, szarlotka to jest the best i byłyśmy teraz w tych górach, to poszłyśmy do schroniska tam w Dolinie Pięciu Stawów i wszędzie były opinie, że tam jest najlepsza szarlotka ze wszystkich schronisk i tak dalej. No to dobra, bierzemy szarlotkę, tak, jak już dotarłyśmy.
Wiadomo, że zawsze troszeczkę oceniamy w głębi duszy, ale ja tego nie czuję, krytycznego spojrzenia i to mi daje właśnie możliwość wykazania się. Jeżeli będzie tak dalej, to kto wie, może będę kulinarnym mistrzem za chwilę. Tak, tak, tak. A ja właśnie chciałam powiedzieć to, żebyśmy się tak tutaj w tych twoich kulinarnych zachwytach nie rozpędzały, bo też dostaję takie wiadomości. No zobacz, zobacz, pół Biedronki wykupiła, cały blat w kuchni zapełniony zakupami i będzie mi gotowała. No tak, bo... To jest związane z czymś innym, przejmowanie inicjatywy. Nie wiem dlaczego, ale ludzie uwielbiają chodzić do tej Biedry. Wszyscy z mojego otoczenia, tylko chodźmy do Biedonki.
Ja to rozumiem. A ja nie lubię zakupów spożywczych. Mnie one denerwują, nużą mnie, nie chce mi się. Ale chodzę jako rozrywka, że spacer i żeby sobie z kimś spędzić też czas pogadać. Ale same zakupy nie są, nie ten. To ja wolę takie niż ciuchowe. Ja ciuchowych też nie lubię. Ale to akurat wtedy się śmiałam, że znowu trzeba było pójść do Biedronki, bo ktoś wpadł na wspaniały pomysł z ugotowaniem czegoś pysznego. No więc ja się cieszę, bo będzie super jedzonko. Bardzo mi jest to gorąco w tym aucie. Proszę mi tutaj wyłączyć przepływ, ogrzewanie. Dziękuję. Dobrze, proszę, proszę. Ale to był taki żart, że żeby było dobrze, Patti, to trzeba też włożyć wysiłek. Trzeba pójść do Biedroneczki.
No i teraz mieć ciastko i zjeść ciastko. Chcę mieć obiad, chcę być zaopiekowana, ale trzeba zrobić ten wysiłek. Ja się z tego śmiałam, że tak, kolejna wizyta w Biedronce. A powiedz mi, jak to generalnie tak, jak sobie spojrzysz na całe twoje... Na całe twoje życie. To czy ty byłaś taką osobą raczej właśnie inicjującą, wykazującą się w relacjach większą inicjatywą? Czy bardziej jesteś tą, no nie chcę, żeby to tak zabrzmiało, miało negatywną konotację, ale tą bardziej bierną? Ja bardziej bym pomyślała, że byłam tym ratownikiem większość czasu, więc samo przez się tą inicjatywę podejmowałam, ale też ja jestem osobą, która lubi wyzwania.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
🎙️W tym odcinku rozmawiamy o dawaniu, pomaganiu i wychodzeniu ze swojej strefy komfortu. O tym, czy warto brać na siebie więcej, czy raczej zostawiać przestrzeń drugiej stronie.
Poruszamy też temat wyrzutów sumienia i kompleksów, które pojawiają się, gdy ktoś „robi dla nas tak wiele”, że zamiast wdzięczności czujemy ciężar.
Czy umiemy doceniać gesty drugiej osoby? Czy dajemy sobie nawzajem przestrzeń na inicjatywę i na własne tempo?
To rozmowa o równowadze, intencjach i o tym, że w związku nie zawsze chodzi o to, kto daje więcej, ale czy obie strony mają miejsce, żeby dawać.👐🩷
Zapraszamy do odsłuchania całej rozmowy!😚