Mentionsy Mentionsy
LIFE Podcast
LIFE Podcast

Jest Więcej: zrób miejsce (11.10.2026)

15.10.2026 ·41 min 35 s · 3 rozdziały

Jonasz uciekał przed Bożym powołaniem, a Eliasz stracił siły, by iść dalej. Obaj doświadczyli jednak Boga, który nie rezygnuje z człowieka. Co dziś powstrzymuje Cię przed kolejnym krokiem wiary? Posłuchaj kazania pastora Maćka z serii „Jest Więcej”! Wesprzyj nas: https://patronite.pl/lifepodcast

1:37 · Historia Jonasza i Eliasa 5

Nie jest słowem dla zwycięzców. To słowo nie padło dla kogoś, kto już jest człowiekiem, który jest pozytywnie nastawiony do życia. To słowo przyszło do zniszczonej Jerozolimy, ale również do niepłodnej kobiety, porzuconej, zawstydzonej. Bóg nie mówi nigdy najpierw urośnij, będziesz jak już będziesz za duża, to wtedy powiększ swój namiot. Bóg mówi poszerz swój namiot zanim urośniesz, poszerz teraz, bo jest więcej. Po hebrajsku jest to słowo, którego prorocy używają, żeby opisać tą Bożą obietnicę i to słowo brzmi rabim, więcej, pomnożenie. W tym kontekście oznacza liczność cudu, które Bóg chce, żeby się stało.

Czyli zasada jest bardzo prosta, tego się nauczyliśmy W zeszłym tygodniu najpierw musimy poszerzyć nasz namiot, poszerzyć nasze myślenie, poszerzyć nasze serce, poszerzyć naszą wiarę i nasze oczekiwania, żeby Bóg mógł działać, żeby mógł wypełnić to, co my poszerzamy. Ale Bóg w partnerstwie z nami, w swojej łasce zachęca nas do tego, bądź gotowy na więcej. Moja córka wczoraj miała swoje szkolne urodziny na spółkę ze swoją koleżanką. Wynajęliśmy salę z trampolinami w Warszawie po to, żeby po prostu zrobić te urodziny wspólnie. Przyszły wszystkie dzieci z klasy, zrzucili się wspólnie na prezenty, co było bardzo dobrym pomysłem, ponieważ nikt nie musiał pytać się oddzielnie co kupić, tylko była cała lista. Dzieci z rodzicami się pozrzucały i myślę, że to jest świetny model dla każdego, kto szuka szybkich rozwiązań na urodziny wspólne.

Jezus zachęca nas do obfitego życia, mówiąc nam o tym, że On przyszedł po to, żeby dać nam obfite życie. I dokładnie to słowo obfite pochodzi od tego czasownika rabim, pomnożyć. Od tego czasownika, który również jest rzeczownikiem, który oznacza więcej. I przymiotnikiem, który oznacza więcej. A rzeczownikiem, który oznacza Nie wiem, chyba mylę te polskie stwierdzenia, nieważne. Spisałem to sobie, ale to jest nieistotne. Słowo rabim oznacza liczni, więcej. Ale pytanie na dziś, które mam do nas w Kościele jest następujące. Czy Bóg powiedział ci kiedyś coś, co uznałaś za niemożliwe? Co uznałeś za absolutnie niewykonalne? Czy miałeś przeświadczenie, że Bóg mówi do twojego życia i myślisz sobie, ok, ale nie jestem w stanie tego uchwycić?

I będziemy mieć dzisiaj dwie historie pokrótce, które omówimy. To będzie historia Jonasza i historia Eliasza. Oni w Starym Testamencie to było dwóch bohaterów, którzy obaj, obydwaj byli prorokami, obydwaj znali Boga i obydwaj od Niego uciekli na różny sposób i dzisiaj pomówimy sobie o tym zanim przejdziemy do grande finale na końcu tego kazania, ponieważ do obu przychodzi Bóg z pytaniem i dzisiaj to pytanie poszerzy też nasze serce. Zacznijmy sobie od historii Jonasza, którą dosłownie opowiem 7 minut. Kochani, jest Jonasz, jest prorok. I prorocy są powołani do tego, żeby mówić do Ludu Bożego, przekazywać im treści, które Bóg chce. Jest to zazwyczaj nadzieja, informacja o transformacji, którą ludzie mają dokonać, żeby być w dobrym miejscu z Bogiem, żeby byli owocni w swoim życiu, żeby odwrócili się od swoich grzechów, złych zachowań, upadków.

Jonasz dostaje taką misję, mówiąc pokrótce. Ale dostaje tą misję i ma iść do konkretnego miasta, nazywa się ono Niniwa. Bóg mówi do niego, słuchaj Jonasz, idź do Niniwy. Idź do Niniwy. Tam jest 120 tysięcy ludzi, wszyscy są grzesznikami, żyją fatalnym życiem. To są ludzie, którzy są po prostu mordercami, gwałcicielami. To jest miasto, które po prostu jest najgorszą wersją miasta dzisiaj. To są po prostu miasto slumsy, zdegradowane mentalnie, zdegradowane duchowo. który absolutnie jest totalną jedną wielką patologią na mapie. I co robi Jonasz, który jest zachęcony do tego, żeby pójść do miasta Niniwa? Jonasz kupuje bilet na statek do Tarshishu. Niniwa jest na wschodzie, Tarshish jest na drugim końcu Morza Śródziemnego, prawie 4000 km.

7:01 · Zakończenie modlitwy 20

Powiem wam tak, żeby wam to zobrazować, mamy tutaj mapę. Mapa, która pokazuje, co zrobił Bóg i co zrobił Jonasz. Jonasz jest tutaj, w Jafie, to jest port w Jerozolimie. Mówi do niego, słuchaj, Jonasz, chciałbym, żebyś poszedł do Niniwy. Są drogi przygotowane. Generalnie to jest taki trakt kupiecki, który bardzo łatwo przemierzyć. Zajmuje to kilka tygodni i można po prostu dojechać z Jerozolimy do Niniwy. Niniwa to jest miasto pogańskie, ale chcę, żebyś tam poszedł i głosił o tym, że jest jeden Bóg, jeden Bóg kocha ludzi i chce, żeby oni się odwrócili, ponieważ ten jeden Bóg chce, żeby ci ludzie byli w dobrym miejscu. Co robi Jonasz w swoim stresie? Kupuje bilet na statek. Jak widzicie odległość jest znacząca. Jest to prawie cztery razy dłużej niż do Niniwy i płynie do Tarshishu, dzisiejszej Malagi.

Malaga, tikitaki i kasztanki powiedział Jonasz, kiedy wchodził na statek. Natomiast Tarshish Tarsisz słynął z tego, że był bardzo daleko i nikt do niego nie pływał, chyba tylko kupcy, którzy chcieli handlować jakimiś rzeczami. Wydaje mi się, że tak naprawdę Jonaszowi chodziło o to, żeby być może zahaczyć o Ibizę, a być może popłynąć dalej na Kanary. Nie wiem, o co chodziło, natomiast patrzę sobie na tą mapę i myślę sobie, To jest niesamowite, że ktoś w swoim sercu odwraca się od Boga tak bardzo i boi się tak bardzo zadania, które daje mu Bóg, że decyduje się na poświęcenie aż tak ogromnej ilości czasu i kilometrów, żeby nie znaleźć się w miejscu, do którego powołuje go Bóg. 900 kilometrów, a 4 tysiące. I on aż wstał, ale po to.

Pan do niego mówi i on wstaje. On wstał, ale po to, by uciec, dotarć i znaleźć się jak najdalej od Pana. Kochani, to jest historia każdego z nas. Zastanawiam się, czy jeszcze w ogóle Jonasz na tym statku modlił się, żeby Pan pobogosławił jego podróż. Stąd wiecie, wsiadł do samolotu czy tam na statek, tak, Panie, jeszcze daj nam spokojne morze, dobrą pogodę. Więc Jonasz wstał, ale po to, żeby uciec. Ile razy wstajemy, kiedy Bóg do nas mówi, ale wstajemy po to, żeby uciec. Uciec od niekomfortowej sytuacji. Od sytuacji, w której musimy poświęcić swój czas, swoją energię, swoje myślenie. Poświęcić się dla kogoś, kogo nie znamy. Ja nie mówię o sytuacjach,

Pracownik, klient, nie mówię o sytuacjach, tylko kolega ze studiów. Mówię o sytuacjach, w których wiesz, że jako chrześcijanin, jako wierząca osoba, jest mandat nad twoim życiem do tego, żeby zrobić coś, co jest niewygodne, ale Bóg cię do tego powołuje, ponieważ Bóg nas powołuje do tego, żebyśmy poszerzali Jego Królestwo, żebyśmy mówili innym o Jego miłości. To jesteśmy my, kochani. Bóg daje nam wizję, a my mówimy, panie, mam kilka ulepszeń pokazać ci. Na przykład moim ulepszeniem jest to, żeby popłynąć w drugą stronę. Niesamowite jest to. W tym fragmencie o Jonaszu tam jest takie słowo milifnei adonai, milifnei adonai. Jonasz dosłownie jest opisany jako ten, który milifnei adonai, czyli znika sprzed oblicza Pana w swojej głowie.

Mówi, nie no, jak Bóg nie patrzy, to ja idę w drugą stronę. Bóg mi coś powiedział, teraz jest zajęty czymś innym, no to ja jadę do Malagi. Opalać się i chcę zniknąć sprzed oblicza Pana. I to nie jest żadna pomyłka w nawigacji, kochanie. To jest po prostu radykalna ucieczka od obecności Boga, bo wie, że obecność Boga go zmieni i wie, że obecność Boga go rozciągnie i wie, że obecność Boga zatrzyma rzeczy, które On uwielbia robić albo których nie chce robić i obecność Boga wpłynie na Niego tak, żeby robił rzeczy, których nie chce, ale które chcą lepsze dla Niego. Innymi słowy, prorok Pana, używając takiego zwrotu miliwnei Adonai, mówi nie chcę Cię widzieć, Boże. Nie chcę Cię widzieć w swoim życiu, nie chcę absolutnie się rozciągać, nie chcę widzieć więcej, a szczególnie nie chcę widzieć więcej ludzi, którzy są zgubieni i jeszcze ja mam im głosić o Twoim miłosierdziu.

Dzisiaj myślę sobie, że taka współczesna wersja, pobożna wersja to jest taka warszawska. Wiesz, no nie jestem pewien, czy to jest takie od Boga. Potrzebuję troszeczkę rozeznania, daj mi kwartał. Takie myślenie w stylu, nie wiem czy naprawdę Bóg teraz mówi do mnie, nie wiem czy w ogóle w tym kościele Bóg mówi do mnie, nie wiem czy ja się spotykam z tymi ludźmi, ja jestem w jakiejś takiej Bożej dynamice zmiany, że ja zmieniam ich poprzez swój przykład, swoją miłość, swoje słowo, czy oni zmieniają mnie. Jonasz nie uważał, kochani, że Bóg jest za mały. W żaden sposób. Nie to, że Bóg jest za mały, to ja sobie pojadę do tej malagii Tarshishu. Bóg i tak nie zwrócił uwagi. Posłał mnie tam, ale on i tak zapomnił. On ma tyle na głowie, jest tylu grzesznych ludzi w tylu grzesznych miastach. Przytłoczony jest Pan Bóg, to ja naprawdę się nie będę narzucał, też nie będę wchodził w tą podróż.

Ale to nie chodzi o to, że Bóg jest za mały. Tak naprawdę wydaje mi się, że patrząc na kontekst tego tekstu, wiemy, że Jonasz uważał, że Niniwa jest za duża do tego, żeby Bóg uczył tam swój cud i jest niewłaściwym miejscem, żeby w ogóle Jonasz się tam spalał. Są dwie rzeczy w Bożym powołaniu nad naszym życiem. Wierzę, że jesteśmy w miejscu, w którym często myślimy sobie, to nie jest miejsce, w którym się chce rozciągać, nie chce służyć w Kościele, nie chce służyć innym ludziom, nie chce się angażować w nowe rzeczy i uważam do końca, że nie wiem, czy Bóg jest w ogóle potrzebny w życiu tej osoby, więc ja absolutnie nie będę zanosił tej osoby Panu Bogu. Mamy takie myślenie i myślimy sobie, Bóg jest niepotrzebny.

Ponad 120 tysięcy ludzi, czytamy w Jonasza IV rozdziale. To były kilka tygodni drogi, żeby ją obejść. Wiemy dzisiaj historycznie, że Niniwa była w okrutnym imperium. A Jonasz w swoim sercu miał listę tego, kogo Bóg powinien ratować i jak wielki powinien być Bóg w Jego myśleniu. My chcemy, żeby Bóg był wielki w naszych marzeniach, ale absolutnie nie chcemy być partnerem Boga w Jego marzeniach dla nas, żeby Bóg mógł nas użyć w konkretnym wielkim dziele. Myślę sobie, że jest więcej, to nie jest tylko wspaniała nowomowa, jest więcej, to nie jest tylko język współcześniony, coachingowy, motywacyjny dla mnie, że jest więcej dla mnie jako jednostki, ale kiedy jesteśmy Bożym Ludem, kiedy jesteśmy chrześcijanami, jesteśmy razem włączeni we wspólny świat, stajemy się żywym organizmem.

Apostoł Paweł porównuje Kościół do jednego ciała, do małżeństwa męża i żony z Chrystusem. My żyjemy wspólnie, musimy oddychać wspólnie. Żyjemy w bardzo wyindywidualizowanych czasach, w których każdy człowiek czuje się jakby był głównym bohaterem, ale tak nie jest. My nie jesteśmy głównymi bohaterami życia. Nie jesteś głównym bohaterem swojego życia. Nie jesteś. Nie wiem, kto cię okłamał, kultura cię okłamała, ale nie jesteś. Życie nie kręci się wokół ciebie. My jesteśmy dziećmi Boga, mamy żyć wspólnie, Ale mamy też służyć sobie nawzajem. Najwięksi z nas to są ci, którzy stają się najmniejsi i służą innym. Prawdziwe przywództwo, prawdziwe kochanie, prawdziwe życie to jest życie, które się poświęca i życie, które kładzie się za innych.

Składam ofiary żywą nie tylko Bogu, ale składam ofiary żywą przed innymi ludźmi, żeby służyć, żeby widzieć potrzeby świata wokół siebie i żeby te talenty, które mam, Mogły dołożyć się do fabuły zbawienia, do Bożego planu, który Bóg ma na życie. Oczywiście jesteś cenna, jesteś cenny. Tak. Ale nie jesteśmy bohaterami. Jest tylko jeden bohater. Chrystus Wiktor. Jezus Chrystus Zwycięzca. Ten, który nas uratował. To jest to, w co wierzymy jako chrześcijanie. To jest ten Chrystus, który nas uratował do tego, żebyśmy żyli pełnym życiem, ale nie żyli pełnym życiem w samotności. Miałem rozmowę ostatnio duszpasterską i ta osoba nie chce przychodzić do kościoła. Mówi, że ja cieszę się, że są takie rozmowy, znalazłem tamten, zachęcony byłem.

Spotkałem się z tą osobą jeden, drugi raz, nawet nie tutaj w biurze, tylko już na mieście. I on mówi, nie, ale absolutnie, ja uwielbiam dyskutować teologię, uwielbiam dyskutować filozofię życia, ja chcę po prostu zrozumieć Boga w głowie. I wydaje mi się, że jak go już pojmę, to będę szczęśliwy. Wiesz co, Bóg nas powołuje do tego, żebyśmy żyli wspólnie w Kościele, żebyśmy żyli wspólnie po to, żeby chodzić do różnych miejsc, w których są ludzie i rozciągać się dzięki tym ludziom, żebyśmy mogli być lepsi, bo to ludzie sprawiają, że jesteśmy lepsi, bo to ludzie nas rozciągają. Biblia mówi o tym, że żelazo ostrzy żelazo. Inaczej jesteśmy tępi. Dosłownie i w przenośni. Jonasz nie uważał, że Bóg jest za mały. Uważał, że obrał zły cel. I niektórzy mogą powiedzieć, że Jonasz miał rację.

Wygląda na to, że ta Niniwa faktycznie była w takiej historycznej Asylii, to byli zbrodniarze wojenni. Jak spojrzymy sobie na Niniwę, to faktycznie 120 tysięcy ludzi, bardzo historycznie rozpuszczone miasto, jeszcze gorsze niż Korynt. Jak spojrzymy tysiąc lat później na Azję Mniejszą, do którego też Potem idzie apostoł Paweł do Koryntu i widzi, jak zniszczone jest to miasto moralnie. W ogóle kilkadziesiąt lat później ludzie z Niniwy zniszczą Izrael Północny, najadą go. Jak spojrzymy sobie na całą tą historię, to sobie pomyślimy, czy Bóg w swojej myślenie i łasce naprawdę wysyła Jonasza w dobre miejsce. Nie każdy zasługuje na szanse, no już na pewno nie taka Niniwa. Może po prostu trzeba mieć zdrowe granice, Panie Boże. Może Jonasz tak naprawdę to pomyśla, może on po prostu zadba o siebie, popłynął sobie do Malagi odpocząć.

Wiesz co, ja teraz muszę pomyśleć o sobie, to jest mój sezon teraz. To jest mój sezon, wiesz, takiej wyciszenia, odpoczynku teraz. No już nie mam, wiesz, straszny to był ten sezon w ogóle w korpo, toxic, varied, a nie, ludzie są, nie, po prostu muszę się skupić na sobie, self-love. Jakby okej, to jest jakby okej, ale to jest jakby nie okej, jeżeli chodzi o perspektywę naszego powołania i naprawdę naszego życia. Ponieważ są momenty, które Bóg chce wykorzystać w twoim życiu, konkretny okres czasu, żeby posłać cię w bardzo niewygodne miejsca, żebyś mógł się rozciągnąć, żebyś zobaczył, że jest więcej, że Bóg użyje cię w konkretnym większym miejscu, ale ty celowo powstrzymujesz Boga, uciekając w inne. I to jest najtrudniejsze.

Bóg nie twierdzi, że Niniwa była niewinna. Bóg twierdzi, że Jego miłosierdzie jest większe niż zło. Jego miłosierdzie jest większe niż zło, jakiekolwiek dostrzegasz, więc Bóg cię chce posłać do zła, Bóg chce cię posłać do zła, które ty myślisz jest absolutnie niewybaczalne, jest absolutnie niekonkretne i chce, żebyś powiększył swój namiot, chce, żebyś rozciągnął swoje sztury, chce, żebyś wbił mocniej paliki, stając na Bożym miłosierdziu, które jest większe niż zło, które panuje na tym świecie. Po to i dlatego Kościół istnieje już dwa tysiące lat, dlatego że on przynosi miłosierdzie do świata, który jest złamany. Absolutnie nie rozumiem dzisiejszego feminizmu. I powiem to na głos, dlatego że feminizm jest

Oczywiście z zasady serduszka wspaniałą inicjatywą, ale dzisiejszy feminizm gnębi kobiety i mówi im nie, chrześcijaństwo jest fatalne, zobaczcie jak chrześcijaństwo związało kobiety, zobaczcie jak chrześcijaństwo zrobiło to z kobietami, zobaczcie czego chrześcijaństwo zabrania, zabrania ci być w pełni kobietą, zabrania ci wolności, zobacz jaka to jest po prostu manosfera to chrześcijaństwo, tylko że Spojrzymy na historię Kościoła i spojrzymy na Nowy Testament i spojrzymy na wszystko, co zrobiło chrześcijaństwo. I to chrześcijaństwo było pierwsze, które uwolniło kobiety. Dało im równe prawa. Chrześcijaństwo uczyniło je równymi. I myślę sobie, mamy bardzo zaburzony pogląd tego, co jest złe i co myślimy, że jest złe, a co jest dobre. Żyjemy w świecie, w którym bardzo dużo filozofii przychodzi nam do głowy i myślimy sobie, nie, to jest złe, Pan Bóg nie powinien tam wchodzić.

Ja mógłbym poruszyć dzisiaj bardzo dużo tematów, które są absolutnie zanurzone w fatalnym myśleniu. Natomiast dzisiaj chcę wam powiedzieć, nikt nie twierdzi tutaj, że Niwa jest niewinna, ale Bóg jest większy w swoim miłosierdziu niż jakiekolwiek większe zło, które nam się wydaje, że istnieje. A Jonasz, kochani, tak jak my, chciał Boga, który kocha sprawiedliwie. Czyli tak jak Jonasz. Ja kocham sprawiedliwie. Ja wiem, kogo kochać, a kogo nie. Panie Boże, nie posyłaj mnie do Niniwy, bo ja wiem, że tam nie wolno kochać ludzi. Jonasz nie postawił granicy przed krzywdą. On postawił sobie granicę przed łaską. A to jest granica, którą Bóg musi przesunąć w Twoim życiu. Masz łaskę do jakiejś granicy i myślisz sobie, to wystarczy mi tyle łaski, bo już dalej tej łaski nie chcę mieć dla innych ludzi. Ale teraz Bóg nas rozciąga, żeby było więcej w naszym życiu i żebyśmy naprawdę otworzyli się na nowych ludzi.

Przyprowadzili ludzi, którzy są niespodziewani dla Ciebie, ale spodziewani dla Pana Boga. Kogo zaprosisz w Twoim życiu, w swoim świecie do Kościoła, żeby przyszedł i spotkał się z Bogiem? Kogo zaprosisz? Komu będziesz głosić Ewangelię? I zrobimy warsztaty z głoszenia Ewangelii, ponieważ wierzymy, że jest więcej. Zrobimy warsztaty z modlitwy o ludzi nawzajem, poza prayer roomem. Zrobimy warsztaty z tego, żeby zrobić z nas wojowników. Jest więcej, ale musicie mieć dzisiaj gotowe namioty na to, że chcecie przyjąć. Jest więcej i chcecie być używani przez Boga miłosierdzia. Kochani, znajomość Boga nie sprzeciwia cię I nie chronić się przed sprzeciwianiem się Bogu. Ja znam Boga, a często mówię Bogu nie. Ty też znasz Boga i często mówisz Bogu nie. Możesz chodzić w namaszczeniu, a iść w zupełnie innym kierunku.

Tak jak Jonasz. Problem Jonasza to nie był problem geograficzny, że ta ani niwa to przez góry i tam w ogóle na północ 900 kilometrów. Problem nie był geograficzny. Problem był sercowy. A w Biblii serce to są zawsze To jest centrum naszej duszy, które wyznacza Bogu granice. My się obrażamy, że Bóg działa u innych, a nie u nas. Działa w kościele obok, działa w innych kościołach globalnie. U ludzi, których nie lubimy często. Nie wiem, jak na przykład Załóżmy, że nie lubię jakichś pastorów. Załóżmy. I myślę sobie, ale Bóg u nich działa, a u nas tak nie. Przychodzą mi takie myśli, że jest inny sezon w jakimś innym kościele, a w naszym kościele jest taki sezon. Bogu wdzięczny jestem za ten wspaniały kościół, który mamy. Tu się dzieją cudowne rzeczy, tutaj dochodzi do uzdrowień.

Tutaj dochodzi do nawróceń, do chrztów, ludzie kończą alfy. Jesteśmy wspaniałym kościołem, mamy rosnącą grupę rodziców i dzieci, mamy rosnącą grupę cudownych 20-30-latków, którzy są w tym kościele. Mamy wspaniałą grupę 40-, 50- i 60-latków, którzy odnaleźli dom w tym miejscu. I Bogu dziękuję za naszą wspólnotę, ale myślę sobie, czasami się patrzę, myślę sobie, no ale tam też Bóg działa, a tutaj u nas tak jakoś średnio. A ci nagrali na YouTubie jakiś koncert, a my jeszcze nie. A tamten kaznodzieja jest taki wysportowany, a ja jestem w połowie wysportowany. Możesz wierzyć w wielkiego Boga i mieć małe serce. Bardzo mały namiot. No dobra, ale ktoś może mi powiedzieć, no ale bądźmy realistami, Pastorze Maćku. Zacznijmy bezpiecznie. Zacznijmy od tego, że od razu nie będziemy szli do jakiejś Niniwy Warszawskiej i głosili Ewangelię tysiącom upadłych ludzi.

Może zacznijmy od naszych rodzin, od naszych znajomych. Kochani, rodzina i znajomi to świetny początek, ale nawet tego nie robicie. I problem zaczyna się wtedy, gdy wasz początek staje się waszą granicą. No, ja jeszcze nie doszedłem tutaj w relacji ze swoim ojcem do pogodzenia się, a pastor już mnie rozciąga do tego, żebym wychodził na Bemowo i głosił Ewangelię. No właśnie, bezpieczne to nie jest kategoria w Biblii, okej? Problem zaczyna się, kiedy twój początek staje się twoją granicą i zaczynasz myśleć, że to jest bezpieczne, a bezpieczne nie jest kategorią biblijną. Wierność jest. I chciałem was zachęcić do tego, żebyście powiedzieli, Boże, jeżeli mam rozciągnąć swój namiot, pokaż mi, gdzie mam być wierny. Dla kogo mam być wierny? Gdzie masz mnie rozciągnąć? Co mam ponaprawiać? Ale w międzyczasie pokaż mi od razu większą wizję. Będę naprawiał jedno, ale poślij mnie tam, gdzie jest więcej.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.