Holy FAQ (23.08.2026)
Dlaczego w Kościele tak dużo mówi się o budowaniu wspólnoty, skoro tyle osób i tak czuje się samotnych na niedzielnym nabożeństwie? Czy to nie jest hasło bez pokrycia? Posłuchaj odpowiedzi na te pytania w kazaniu pastor Igi Liziniewicz. Wesprzyj nas: https://patronite.pl/lifepodcast
Zanim wypiliśmy ten sok, zanim zjedliśmy tą macę, nie wiem jak to się mówi. Zanim właśnie to spożyliśmy, zadziało się pewne wyznanie wiary. I ono zadziało się w ten sposób, że Maciek czytał, my powtarzaliśmy za nim, niektórzy powtarzali, niektórzy nie powtarzali, ale było to wyznanie wiary. I tak sobie myślałam, słuchając tego, jak on nas prowadził w tej modlitwie, ilu z nas Tak w rzeczywisty, prawdziwy sposób wyznaję każdego dnia to, co powiedzieliśmy. Bo były tam części, gdzie było mówione o krwi, było mówione o życiu wiecznym, ale były też tam inne elementy, elementy tego błogosławionego, tego pełnego dobroci życia, które Bóg nam prowadzi.
Była wzruszona na nabożeństwie, przechodziła proces uzdrowienia, uwolnienia, proces zakochiwania się w Jezusie, ale relacyjnie, jeśli chodzi o ludzi, było pusto, nic się nie działo. Wiecie, ta osoba miała takie podejście, że ok, przychodzę do kościoła, jestem tutaj dla Boga, ale odpowiedzialnością innych jest to, żeby zbudować ze mną relację. Odpowiedzialnością tej większej grupy, no bo ja jestem jednostką, tu jest grupa, jest to, żeby zainteresować się tym, co dzieje się w moim życiu. Czy to było
Czy to był odpowiedni sposób myślenia? Myślę, że nie. I choć to jest może trywialny przykład, to jest przykład z mojego życia. Dlatego, że tak ze mną było na początku. W momencie, kiedy zaczęłam chodzić do kościoła, byłam zakochana w Jezusie, ale nie miałam ochoty być zakochana w ludziach, którzy są częścią społeczności, do której chodziłam. Byłam zakochana w tym, co Bóg robi w moim życiu, w jaki sposób mnie prowadzi, co zmienia się w moim życiu, ale byłam przerażona tym, że jakaś nieznana mi grupa osób ma nagle wiedzieć o mnie więcej, bo przecież byłam przyzwyczajona do tego, że Kościół jest po to, żeby wejść, żeby się pomodlić, żeby może pośpiewać, a potem po prostu z niego wyjść.
I myślę, że to pierwsze pytanie jest w pewien sposób połączone z moim doświadczeniem, ze sposobem myślenia. Może niektórzy z was dzisiaj są w takim miejscu, może byliście w takim miejscu, gdzie mieliście poczucie, zaczynaliście żyć, oddychać wiarą, oddychać relacją z Bogiem, ale ludzie Ludzie nie do końca może są ci potrzebni dlatego, że masz tych ludzi bardzo dużo wokół siebie w innych dziedzinach swojego życia. Więc dzisiaj chciałabym zadać takie dwa pytania. Pierwsze, czy wspólnota i uczniostwo to w ogóle jest coś realnego? I jak to w ogóle ma działać w Kościele, gdzie jest nas coraz więcej, a pastor nie jest fizycznie w stanie znać historii każdego z nas.
W dziejach apostolskich, ja nie będę wszystkiego czytała, bo tak jak mówię, tutaj zostawiam wam wersety, ale w dziejach apostolskich w II rozdziale 42 werset napisane jest, trwali oni w nauce apostołów, we wspólnocie, razem łamali chleb. I nie ustawali w modlitwie. Każda osoba była przejęta lękiem przed Panem, ponieważ za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków. Działo się wiele cudów i znaków. I oto, kochani, się tutaj wszystko rozchodzi. Rozchodzi się o zrozumienie tego, że z jednej strony w fizyczny sposób jesteśmy społecznością, jesteśmy miejscem, jesteśmy grupą ludzi, rodziną duchową powołaną przez Boga,
I myślę sobie, że wiele osób, W naszym Kościele, w ogóle w Kościele, nie raz była w miejscu, w którym myślała sobie, OK, może łatwiej jest nie przyjść, dlatego że wtedy tę samotność będę odczuwał mniej, bo nie będę widział tego tłumu, nie będę widział tej grupy ludzi. No nie, tego dla ciebie nie chcemy, dlatego że jako dzieci Boga albo jako ci, którzy poszukujemy, zadajemy sobie pytania, zastanawiamy się nad wiarą, I chcemy w ponadnaturalny sposób, może najpierw naturalny, ale potem doświadczać cudów i znaków, jesteśmy powołani do życia razem w społeczności. Więc moim zdaniem diagnoza jest taka, że słowo uczniostwo, słowo wspólnota nie jest puste, ale bardzo często umniejszamy to słowo,
I nie rozumiemy czasami znaczenia tego, co ono tak naprawdę za sobą niesie, bo ono niesie za sobą niesamowite rzeczy, ono niesie za sobą nie tylko brak samotności, ale przede wszystkim niesie za sobą to doświadczenie znaków i cudów, rozumienie, na czym polega relacja z niesamowitym Bogiem. I drugie słowo, patrząc też, wiecie, na te pytania, które czasami nadużywamy, to jest uczniostwo. Bo tutaj w tym pytaniu, które było dotyczącym pastora, jak pastor ma poznać, jak ma budować relacje, jak ma poznawać tych ludzi, chodzi tak naprawdę o uczniostwo. I wiecie, w dzisiejszych czasach w ogóle słowo uczniostwo jest takie trochę mało współczesne, bo bardziej będziemy mówili o mentoringu, o coachingu.
O jakimś, nie wiem, wspólnym spotykaniu się jeden na jeden. Ale chodzi tutaj o uczniostwo, dlatego że Biblia jest bardzo klarowna na wiele tematów. I coś, co wydaje się proste, często jest tak naprawdę trudniejsze w wykonaniu, a z drugiej strony coś, co jest bardzo proste i klarowne w Biblii, jak uczniostwo, jak wspólnota, niesie za sobą olbrzymie i wspaniałe owoce. Ponadnaturalne owoce w momencie, kiedy to zrozumiemy. I wiecie, wracając do mojej historii, kiedy zaczęłam przychodzić do kościoła, kiedy patrzyłam na Jezusa, nie chciałam patrzeć na ludzi, nie wiedziałam, w jaki sposób budować tą relację, nie było to niby też dla mnie ważne, Wierzę w to, że w takiej mojej duchowej podróży, przez którą Bóg przeprowadza mnie przez wiele, wiele lat, były sezony, w których nawracałam się na konkretne rzeczy.
To były wręcz takie stacje. Z jednej strony nawróciłam się na Jezusa, nawróciłam się na Boga, zrozumiałam kim jest, co zrobił, co jest w stanie mi dać i co ja powinnam dać Jemu, jak będzie wyglądała nasza relacja. Wiecie, to był proces. Był też moment, kiedy nawracałam się na zrozumienie, czym jest miłość daje, ofiara, składanie tej ofiary, dziesięciny, oddawanie Bogu tego wszystkiego, co i tak jemu się należy. Ale był też taki moment, kiedy miałam zrozumienie tego, zaczęłam chodzić w tym przekonaniu, że jest to sezon, w którym nawracam się na uczniostwo. Nawracam się na bycie częścią wspólnoty.
I to wcale nie oznacza, że ja tracę swoją tożsamość. To wcale nie oznacza, że ja zawodowo nie zajmuję się tym, czym się zajmuję. To wcale nie oznacza, że zatracam swoich przyjaciół. Ale zaczynam chodzić w mojej relacji z Bogiem, w zrozumieniu, że Kościół nie jest tylko budynkiem, jest wspólnotą i jest miejscem uczniostwa, z którego powinnam korzystać. Amen? Trudne, co? Trudny to jest temat. To jest mega trudne. Bo to jest tak, jakbym opowiadała Wam o tym, co jest na tym stoliku, a Wy przecież widzicie, co jest na tym stoliku, no to niby po co o tym mówić? Tylko mówimy o czymś, co jest ponadnaturalne, coś, co czasami nie jest widoczne, ale kiedy zrobisz ten jeden, drugi krok, zaczniesz po prostu tego doświadczać.
Więc dzisiaj takie pytania do was, bo wiecie, tak jak wspomniałam, uczniostwo to jest po prostu proces, to nie jest etykieta, to jest zrozumienie tego, że w swojej wierze jestem uczniem, jestem tym, który chce się uczyć, ale z drugiej strony nie uczę się tylko z czytania Biblii, z modlenia się, z uwielbiania Boga oczywiście, ale uczę się również z tego, że jestem częścią społeczności. Uczę się z tego, że ta społeczność w tym miejscu, na tej ulicy została stworzona przez Boga i tak jak ja staję się Jego częścią, ona jest również po to, żeby służyć mnie. Dobra. Przygotowałam sobie kilka pytań. Jak sprawdzić, czy jestem uczniem, a nie widzem?
Ale jeśli nic sobie nie możesz przypomnieć, czujesz w pustynie, czujesz pustkę, to prawdopodobnie w swojej wierze w tym sezonie jesteś widzem. Jesteś widzem. Jesteś tym, który widzi, jesteś tym, który może słyszy, ale może to się od ciebie odbija. I nie wiem, czy zauważyliście, Maciek często mówi, jeśli przyszedłeś do naszego kościoła pierwszy raz, jeśli jesteś tu kilka tygodni, miesięcy, zostań z nami 12 miesięcy, daj nam ten czas. I wiecie, to nie chodzi o to, żeby dać nam ten czas, bo pastor Maciek będzie się z tobą spotykał na kawę raz w tygodniu, ale daj nam ten czas, daj Bogu ten czas, żeby z miejsca widza zacząć być uczniem.
Ale żeby żyć tym, żeby oddychać tym tu i teraz. I znowu wracam do tego, co działo się przed komunią. My wyznawaliśmy konkretne rzeczy. Wyznawaliśmy, że Bóg jest osobą, jest Bogiem, który będzie nas zaopatrzał, jest tym, który nas kocha, jest tym, który będzie nas prowadził. Więc w momencie, kiedy jesteś w miejscu i siedzisz jako widz, jak ma cię prowadzić? Będziesz tylko obserwował i będziesz widział, jak prowadzi innych. Będziesz obserwował, ale nie będziesz doświadczał tego, czego doświadczają inne osoby. Bycie w Kościele, bycie uczniem, bycie we wspólnocie wymaga pewnego przygotowania.
Wiecie, nie zawsze mi się to udaje, bo często po prostu jadę z dziećmi, które krzyczą i nie mają do końca jeszcze tego zrozumienia, ale dzisiaj miałam moment, w którym mogłam jechać sama samochodem do kościoła. I to było piękne. Kocham moją rodzinę. Ale to był najpiękniejszy moment tego dnia. Drugi jest teraz z wami. Wiecie, ja się mogłam na to przygotować. Mogłam sobie włączyć uwielbienie. Mogłam jechać i wyglądać jak wariatka, jak ktoś na mnie patrzył. Prowadząc prawie stopą i podnosząc ręce do góry i uwielbiając Boga. Bo chciałam przygotować się w sposób duchowy na to, co tutaj będzie się działo. Nie tylko dlatego, że ja dzisiaj mówię, ale dlatego, że ja też nie chcę być tylko widzem, chcę być tym, który uczestniczy, chcę być tym, który odbiera to, co Bóg przygotowuje dla nas na tym miejscu w każdą niedzielę.
Sloganu, takiej metafory, że wierzę, że Bóg w tym miejscu robi operację na naszym sercu. I wierzę, że tak jest, że w momencie, kiedy schodzimy z tego krzesła bycia widzem i zaczynamy być w miejscu ucznia, Bóg zaczyna zmieniać nasze myślenie, zaczyna zmieniać nasze przekonanie, zaczyna zmieniać nasze emocje. I wiecie, moją największą modlitwą jest to, żebym nie mówiła do widzów, ale żebym mówiła do uczniów. Amen. Dlatego, że wtedy to nie jest teoria, to nie jest jak mówienie o jakimś równaniu matematycznym. Zaczynamy wchodzić w czucie, zaczynamy wchodzić w odczuwanie ponadnaturalnej obecności Bożej. A Bóg stoi z otwartymi rękoma po to, żebyś tego doświadczał, żebyś tego doświadczała w swoim życiu osobistym, w swoim związku, w swoim małżeństwie, w swoim rodzicielstwie, w swojej pracy.
I to wcale nie muszą być złe rzeczy. To mogą być olbrzymie radości, to mogą być wielkie sukcesy. Może stałeś się teraz nowym rodzicem, może masz awans w pracy, może kupiłaś, kupiłeś mieszkanie, a może właśnie przechodzisz przez coś naprawdę bardzo trudnego. Kościół jest też odpowiedzią na to, Nie dlatego, żeby ktoś o Tobie plotkował, bo wie, co dzieje się w Twoim życiu, ale dlatego, żeby Ci po prostu mógł błogosławić. Żeby w momencie, kiedy to widzisz albo nie, nakładał ręce na Twoją sytuację, nakładał ręce na miejsce, w którym teraz jesteś, po to, żeby dzięki tym znakom i cudom i wierze odpowiedzi Boga na modlitwę, żeby mogły dziać się niesamowite rzeczy.
Ale znowu zobaczcie, jakie to jest trudne, bo w momencie, kiedy jesteś w miejscu doświadczania tego albo chociaż jak raz tego doświadczyłeś, to wiesz, o czym mówię, a jeśli jesteś w miejscu, w którym jeszcze tego nie oświadczyłeś, ja cię nie oceniam, ja cię zachęcam do tego, żeby zaczynając ten nowy sezon, zaraz wchodzimy w miesiąc wrzesień, wrzesień, nowy styczeń, ble, ble, ble, żebyś wszedł w ten sezon z nową postawą, Boże, ja nie jestem widzem, ja chcę być uczniem. Boże, ja nie chcę być ekspertem, ja chcę być uczniem. Boże, ja nie chcę wszystkiego wiedzieć, bo i tak nie wiem wszystkiego na Twój temat, bo przecież to Ty jesteś Bogiem. Ja jestem uczniem i chcę być uczniem. Chcę nauczyć się, co to znaczy być częścią wspólnoty,
I chcę nauczyć się tego, co dzięki temu mogę otrzymywać, doświadczać znaków i cudów. I oczywiście, nie czarujmy się. Wspólnota to nie są same super rzeczy, bo się zdarzają różni ludzie. I to jest okej, to znaczy to nie jest okej, jak się źle czujesz. Ale ja nie mówię o tym. Ja nie mówię, że, nie wiem, Marek i Kazik się nie dogadują. Ja mówię o wspólnocie w takim kontekście duchowym. Ja mówię o wspólnocie, która jest stworzona nie przeze mnie i przez Maćka, a ciągnięta przez Was. Tylko ja mówię o wspólnocie, która jest stworzona przez Boga. Amen. Czy inwestujesz w kogoś czas, uwagę, modlitwę poza sobą?
Czy tylko konsumujesz to, co dostajesz w niedzielę, jeśli przychodzisz? I to myślę też jest ważne. Wiecie, wiele rzeczy przeszliśmy w tym kościele. Naprawdę jestem Bogu wdzięczna za sezon, w którym jesteśmy, bo myślę sobie, że to jest piękny sezon. Ale wiele rzeczy próbowaliśmy kiedyś robić na siłę, tłumaczyć ludziom, że fajnie jest z kimś pogadać po nabożeństwie, uśmiechnąć się, zadać pytanie w ogóle, jak masz na imię. Często ludzie byli w ogóle niezainteresowani tym, o czym do nich mówimy. Właśnie dlatego myślę, bo chodzi o to zrozumienie. Chodzi o to zrozumienie, że nie powinniśmy być w miejscu tylko widza, ale w miejscu kogoś, kto jest powołany do tej społeczności. W konkretnym sezonie, w konkretnym czasie i z konkretnego powodu.
I wierzę, że Bóg to wie. Wierzę, że jak ten rok będzie się kończył, wiem, że są jeszcze wakacje i cieszmy się z tego, ale trochę mało czasu już zostało do końca tego roku. Wierzę, że do końca tego roku Bóg ma w tej społeczności przygotowane dla wielu z nas niesamowite rzeczy. Tylko po prostu musimy być częścią tej społeczności, a nie tylko widzami. Wiecie, ostatnio miałam taką rozmowę i pewna osoba mi mówi, wiesz, no ja jestem teraz w takim sezonie, taki jestem wkręcony w Boga, w ogóle tak mnie wszystko interesuje, tak się wkręciłem, dawno nie miałem tego sezonu, teraz jest super. Super, że się wkręciłeś, tylko ja sobie tak myślę, Czy ty jesteś w stanie wkręcić się w wodę albo jesteś w stanie się wkręcić w powietrze?
Bo jak się wkręcisz w powietrze, to super, ale jak nie jesteś wkręcony, to nie masz jak oddychać. Jak się wkręcasz w wodę, to się możesz nawadniać i twój organizm będzie tracił zbędne kilogramy, ale jak nie będziesz pił, piła przez wiele tam godzin, tygodni, nie wiem, nie sprawdziłam, to jesteś w stanie umrzeć. Więc ja nie mówię o tym, żeby mieć fazę na Boga. Ja mówię o tym, żebyśmy chodzili i żyli w zrozumieniu tego, że uczniostwo i bycie synem, córką Jezusa nie jest fazą, jest stylem życia, który nie powinno się kręcić wokół półtorej godziny w tygodniu. Ja nie chcę być córką Najświętszego Boga przez półtorej godziny w tygodniu.
Ja chcę być Jego ukochaną córką. Ja chcę mieć niesamowitego Ojca. Ja chcę być poruszana przez Ducha Świętego. Chcę, żeby Bóg robił operację na moim sercu. Chcę, żeby do mnie mówił. Chcę, żeby zmieniał moje życie, żeby zmieniał życie mojej rodziny. Więc nie chodzi tutaj o to, ile osób jest w kościele. Nie chodzi o to, czy pastor Maciek się z tobą spotka albo ja. Chodzi o to, czy jesteś uczniem. I chodzi o to, czy jesteś córką, jesteś synem Najświętszego Boga. Zobaczcie, jest pewna rzecz, którą łatwo przeoczyć. I będziemy niedługo wchodzili w sezon mówienia więcej o live groupach.
I tutaj mówię o tym samym, mówię o tym, że jest coś takiego, jest najpierw lokalnie, a potem jest globalnie. I w Twoim życiu, w Twojej relacji z Jezusem też tak będzie. Najpierw będzie lokalnie, potem będzie globalnie. Najpierw Jezus będzie przychodził do Ciebie, najpierw będzie Ciebie przemieniał. Jako matkę, jako ojca, jako męża, jako dziewczynę, jako chłopaka najpierw Jezus chce przyjść do ciebie lokalnie, a potem to się będzie rozlewać i wylewać, żeby było globalnie. Czy doświadczaliście czegoś takiego w swoim życiu? To jest niesamowite, Bóg przychodzi z pewnego rodzaju uzdrowieniem, przychodzi z pewną myślą, przychodzi do Ciebie, zmienia coś w Twoim życiu i to się nagle zaczyna rozlewać i wylewać i Ty nie jesteś w stanie tego trzymać i Ty chcesz to mówić dalej, Ty chcesz dalej to przekazywać innym, ponieważ w ponad naturalny sposób Jezus coś zrobił.
Oczekujcie wielkich rzeczy od swojego Boga, bo my jesteśmy dla was, ale my nie jesteśmy Bogiem. Ja mogę się z tobą spotkać, mogę z tobą porozmawiać, mogę się z tobą pomodlić, ale ja nie jestem Bogiem. Bóg ma dla Ciebie niesamowity plan, ale ten plan to nie jest plan bycia widzem, to jest plan bycia uczniem, plan bycia córką, plan bycia synem. I tak jak wspomniałam, synem ani córką nie jesteśmy przez półtorej godziny. Myślę, że w Kościele potrzebujemy też uczyć się Takiego zrozumienia, że jesteśmy też po to, żeby nieść jedni drugich.
Bo wiecie, my możemy tutaj głosić, możemy czytać mnóstwo wersetów. Ja was zachęcam do tego, żebyście sobie w wolnej chwili przeczytali te wszystkie wersety. Zobaczcie, ich jest naprawdę bardzo dużo, ale Biblia mówi jedną bardzo ważną rzecz. Biblia mówi o tym, Bóg patrzy na serce. Bóg patrzy na serce. Nie patrzy na to, ile zrobiłaś, ale patrzy na twoje serce, w jakiej jest kondycji, co myślisz, jak czujesz, jak żyjesz. O tym mówi Biblia. Bóg patrzy na serce. I wiecie, kiedy jest dobrze, to jest dobrze. Ale czasami, kiedy przychodzą te trudniejsze momenty, a wierzę, że wielu z was tego też doświadczało, albo może to jest właśnie jakaś część waszego świadectwa, że w momencie, kiedy było trudniej,
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Witamy słuchaczy i przedstawiamy podcast Kościoła LIFE.
Podróżnica opowiada o trudnościach związanej z budową wspólnoty i uczestnictwem w niej. Podkreśla znaczenie bycia uczniem Jezusa i uczestnikiem wspólnoty lokalnej.
Podróżnica opisuje wyznanie wiary podczas komunii i jej znaczenie dla duchowej relacji z Bogiem.
Podróżnica zada dwie kluczowe pytania: czy wspólnota i uczniostwo są rzeczywiste i jak powinno wyglądać uczestnictwo w kościele z powyższymi zrozumieniami.
Podróżnica omawia konsekwencje zrozumienia uczestnictwa lokalnego i jego znaczenie dla duchowej relacji z Bogiem.
Podróżnica zada pytania dotyczące realności relacji w kościele i sposobu ich budowania.
Podróżnica dziękuje Bogu za okazję do modlitwy i uczestnictwa w kościele, a także za możliwość bycia uczniami Jezusa.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dlaczego w Kościele tak dużo mówi się o budowaniu wspólnoty, skoro tyle osób i tak czuje się samotnych na niedzielnym nabożeństwie? Czy to nie jest hasło bez pokrycia? Posłuchaj odpowiedzi na te pytania w kazaniu pastor Igi Liziniewicz.
Wesprzyj nas: https://patronite.pl/lifepodcast