Kto stał pod domem dziennikarki BBC? | 364.
[autopromocja] Specjalna seria o największych sprawcach. Dewianci - zamów tutaj. ---------------OPIS SPRAWY Z ODCINKA: Pod koniec kwietnia 1999 roku, tuż przed swoim własnym domem, zastrzelona została jedna z najbardziej znanych i lubianych brytyjskich prezenterek telewizyjnych. Jill Dando zginęła będąc u szczytu sławy, a jej śmierć wstrząsnęła całym krajem. Sprawca nie pozostawił na miejscu zbrodni żadnych śladów. Policyjne śledztwo mające zidentyfikować zabójcę okazać się miało najtrudniejszym, najdroższym i najszerzej zakrojonym śledztwem w historii londyńskiej policji.
Była twarzą, którą znała i kochała cała Wielka Brytania. Jill Dando, uwielbiana prezenterka telewizyjna BBC, uśmiechająca się z ekranów do milionów widzów. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Co wydarzyło się, że życie tej złotej dziewczyny telewizji skończyło się tak nagle i w tak tajemniczych okolicznościach? To pytanie przez lata nie dawało spokoju śledczym, mediom i całemu krajowi. Zadanie schwytania sprawcy okazało się znacznie trudniejsze niż początkowo sądzone. I nic w tym dziwnego, bo jak schwytać człowieka, którego nikt nie widział i który nie pozostawił na miejscu żadnego śladu? Ja nazywam się Marcin Myszka, a to Kryminatorium. Nowe odcinki podcastu możecie wysłuchać w każdy poniedziałek.
Premiery z samego rana na Spotify, a w poniedziałki o 17 na YouTube. Gdy brytyjska prezenterka wiadomości kanału BBC, Jill Dando, po raz ostatni stanęła przed swoim domem, miała 37 lat. Było ciepłe poniedziałkowe popołudnie, 26 kwietnia 1999 roku. Dochodziła 11.30, kiedy zaparkowała swój samochód na chodniku tuż przed rzędem szeregowych domów w londyńskiej dzielnicy Fulham. Jest to dość elegancka dzielnica mieszkalna, bardzo charakterystyczna dla Londynu.
Zwykle w ciągu dnia panuje tam cisza i spokój, ponieważ zdecydowana większość jej mieszkańców jest wtedy w pracy. Mieszka tam wiele rodzin z dziećmi. Swoje domy ma tam wielu brytyjskich dziennikarzy oraz pracowników telewizji. Tak kilkanaście lat temu opisano tamto miejsce w jednym z odcinków brytyjskiego serialu dokumentalnego o zbrodniach, które wstrząsnęły Wielką Brytanią, zrealizowanego przez kanał Crime & Investigation. Jill była zadowolona z zakupu domu na ulicy Gowan Avenue, oznaczonego numerem 29. Wybrała dla siebie ten, którego wejście było osłonięte gęstym żywopłotem. Chciała w ten sposób maksymalnie chronić swoją prywatność, której, odkąd ludzie zaczęli ją rozpoznawać na ulicy, coraz bardziej jej brakowało.
Do pokonania miała nie więcej niż pięć kroków i choć doszła do drzwi, nie zdążyła wejść do środka. Kwadrans później ulicą przechodziła jej sąsiadka. Kobieta szła właśnie do punktu Xero skopiować kilka dokumentów. Minęła samochód Jill, więc postanowiła wstąpić do niej, aby się przywitać. Nie widziały się od kilku dni, więc brakowało jej ich babsko-sąsiedzkich pogaduszek. Pomyślała więc, że skoro w południe Jill przyjechała do domu, to musiała mieć tego dnia wolne. Może więc słynna prezenterka da się namówić na kawę. Przeszła na drugą stronę ulicy. Dochodząc do furtki zajrzała za ogrodzenie. Wtedy zamarła z przerażenia. Choć w swoim życiu widziała już niejedno, na taki widok nie była przygotowana.
Dopiero po chwili sąsiadka zdała sobie sprawę, że nieprzytomna kobieta leżąca na progu domu to właśnie Jill. Prezenterka była blada. Pod nią zdążyło się już zebrać spora kałuża krwi, dobrze widoczna na jasnych płytkach. Przerażona kobieta szybko zdała sobie sprawę, że jej sąsiadka nie żyje. W pierwszej chwili pomyślała, że ktoś napadł ją na progu jej własnego domu, a następnie dźgnął nożem. Tylko tak potrafiła wytłumaczyć sobie tę wielką plamę krwi pod nieruchomym ciałem. Choć w pierwszej chwili chciała wbiec do środka, instynktownie powstrzymała się. Często oglądała w telewizji programy przedstawiające różne sprawy kryminalne, a w nich zawsze podkreślano, aby pod żadnym pozorem nie wchodzić na miejsce zbrodni, bo w ten sposób można zatrzeć wiele ważnych śladów.
Ta wiedza powstrzymała ją przed wkroczeniem do środka. Zamiast tego zadzwoniła najpierw na policję. Poinformowała, że pod wskazanym przez nią adresem kobieta została dźgnięta nożem i prawdopodobnie nie żyje. Dodała, że ofiarą jest Jill Dando, znana prezenterka wiadomości z kanału BBC. Funkcjonariusze londyńskiej policji przybyli na miejsce niemal równocześnie z karetką pogotowia. Ratownicy medyczni pierwsi dobiegli do nieprzytomnej kobiety. Od razu zauważyli, że kobieta nie została zaatakowana nożem, ale postrzelona w głowę z broni palnej. Stwierdzając, że jej puls, choć słaby, wciąż jest wyczuwalny, natychmiast zabrali ją do szpitala.
Tam przez ponad godzinę lekarze walczyli o jej życie. Niestety nie udało się. Dokładnie o godzinie 13.03 stwierdzili jej zgon. Kilka minut później tą wstrząsającą wiadomość podało BBC. W jednej chwili miliony Brytyjczyków pogrążyło się w ogromnej rozpaczy. Ktoś brutalnie zabił ich ulubioną prezenterkę, którą nawet konkurencyjne media nazywały zgodnie Złotą Dziewczyną Telewizji. Śledztwo ruszyło natychmiast. Szefem specjalnej grupy detektywów został Hamish Campbell, niezwykle doświadczony oficer śledczy londyńskiego wydziału zabójstw, zajmujący się dotąd najbardziej brutalnymi zbrodniami. O swoich pierwszych reakcjach i odczuciach opowiedział w serialu dokumentalnym Netflixa zatytułowanym Kto zabił Jill Dando?
Zwykle detektywi przyjeżdżający na miejsce zbrodni nie znają tożsamości ofiar, ale ją znali w Anglii dosłownie wszyscy. Gdy podjeżdżałem pod jej dom, od razu zorientowałem się, że czeka nas piekielnie trudne śledztwo. Ratownicy ranimujący ofiarę, a później zabierający ją z miejsca popełnienia przestępstwa w poważnym stopniu zatarli najważniejsze ślady. Wkrótce detektywi otrzymali oficjalną informację, że Jill Dando zmarła w szpitalu. To właśnie wtedy śledztwo w sprawie napadu zmieniło się w śledztwo w sprawie zabójstwa. Jak się miało w przyszłości okazać, jedno z największych w historii Wielkiej Brytanii.
Nikt jej nie groził, nikt jej niczym nie straszył. Co prawda skarżyła się ona czasami na to, że otrzymywała niezbyt grzeczne listy od swoich pseudofanów, ale był to problem większości osób, które twarze znane były z telewizji. Sposób przeprowadzenia zbrodni, czyli użycie tłumika oraz strzału z tak zwanego przyłożenia, czyli po przestawieniu lufy pistoletu do skóry ofiary, od razu wykluczył przypadkowe zabójstwo dokonane np. przez nakrytego przez ofiarę włamywacza. Napad rabunkowy także nie wchodził w grę. Zabójca nie zabrał ani portfela, ani jej bardzo drogiego pierścionka zaręczynowego, który Jill wciąż miała na palcu, gdy ratownicy walczyli o jej życie. Śledczy zaczęli się zastanawiać nad jednym.
Jeśli był to zamach na zlecenie, to komu mogło na tym zależeć? Szybko okazało się, że takich potencjalnych zainteresowanych mogło być wielu. A każdy z nich, choćby czysto teoretycznie, na pozbyciu się złotej dziewczyny telewizji mógł wiele zyskać. Jak już wspomniałem wcześniej, Jill od pewnego czasu mieszkała z narzeczonym. Do swojego domu tylko wpadała, gdy czegoś potrzebowała. Nie były to regularne wizyty o stałych porach. Dlatego śledczy uznali, że sprawca musiał dokładnie wiedzieć, kiedy i o której jego ofiara pojawi się u siebie. Uznaliśmy, że zabójca nie czekałby na nią pod jej własnym domem w ciemno.
Nie chowałby się za żywopłotem przez kilka godzin, nie wiedząc nawet, kiedy kobieta przyjedzie. Wcześniej czy później zostałby przecież zauważony przez któregoś z sąsiadów. Wszystko wskazywało więc na to, że pojawił się tam tuż przed swoją ofiarą. Ale skąd wiedział, że Jill pojawi się pod tym adresem dokładnie w poniedziałek 26 kwietnia o 11.30? Odpowiedź nasuwała się sama. Ktoś mu o tym powiedział. Ale kto mógł być tak dobrze zaznajomiony z planem dnia prezenterki BBC? Przecież jeśli wpadamy do swojego domu tylko na chwilę, na przykład w drodze na obiad lub do pracy, to nie ogłaszamy tego publicznie. Na pewno nie wiedzieli o tym wszyscy.
Mógł jednak wiedzieć ktoś, kogo dobrze znała. Ktoś, kto utrzymywał z nią stały kontakt. Dlatego sprawdzenie potencjalnych podejrzanych detektywi rozpoczęli od przyjrzenia się osobom najbliższym ofierze. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście dentysta Alan, prywatnie narzeczony Jill. Do śledczych doszły plotki, że miał kochankę, z którą planował się związać, pomimo faktu, że był zaręczony z prezenterką. Czy mógł wynająć płatnego zabójcę, aby zakończyć swój dotychczasowy związek? Teoretycznie tak, ale po co? Przyjaciele Jill zeznali, że jej związek z Alanem był niemal idealny. Oboje byli bardzo szczęśliwi i nie mogli się już doczekać ślubu, zaplanowanego na wrzesień.
Podczas przesłuchania dentysta zgodził się na przebadanie wykrywaczem kłamstw i zdał ten test wzorowo. Poza tym, jak wykazało śledztwo, nie miał on sekretnej kochanki, a będąc z Jill, nie spotykał się z innymi kobietami. Alana skreślono z listy podejrzanych, ale zanim wrócił do domu, zdradził detektywom interesującą informację. Jill Dando jakiś czas temu pożyczyła sporą sumę pieniędzy swojemu byłemu partnerowi, z którym rozstała się trzy lata wcześniej i że termin spłaty tej pożyczki miał niedługo minąć. Mężczyzną tym był Bob Wheaton, dyrektor BBC. Czy chcąc uniknąć oddania 35 tysięcy funtów postanowił pozbyć się Jill?
Postanowiono to sprawdzić. Podczas przesłuchania Bob wszystkiemu zaprzeczył. Twierdził, że pieniądze, które otrzymał od Jill nie były pożyczką, ale prezentem. Podczas zakupu nowego domu okazało się, że kredyt zaciągnięty w banku przez dyrektora BBC był zbyt mały. Zabrakło mu 35 tysięcy funtów. O swoim problemie powiedział byłej partnerce, z którą wciąż utrzymywał bardzo przyjazne stosunki i to właśnie ona zaproponowała mu pomoc w postaci dołożenia brakującej kwoty. Bob nie chciał się na to zgodzić. Odwiedził nawet inny bank w celu zaciągnięcia dodatkowego kredytu, ale po usilnych namowach Jill w końcu przystał na jej propozycję.
Później kilka razy próbował oddać jej całą kwotę z nawiązką, ale prezenterka za każdym razem uparcie odmawiała. Poza tym w chwili zabójstwa Bob był już bogatym człowiekiem. Oddanie 35 tysięcy funtów nie stanowiłoby dla niego żadnego problemu. Dodatkowo przyjaciele dyrektora BBC zeznali zgodnie, że śmierć byłej partnerki bardzo nim wstrząsnęła. Pomimo wielu krążących plotek, że to właśnie Bob stał za zabójstwem Jill, śledczy uznali, że nie miał on nic wspólnego z tą zbrodnią. Podejrzany numer 3. John Roseman, agent Jill. Był to niezwykle żywiołowy człowiek. Barwny ekscentryk, który miał na pieńku z wieloma osobami.
Znany był z tego, że nigdy nie gryzł się w język i często wybuchał z byle powodu. Jak wspomniano w serialu dokumentalnym Netflixa, raz pojechał nawet do kogoś z kijem bejsbolowym, aby przekonać swojego rozmówcę, że to właśnie on miał rację w ich sporze. John od kilku lat był agentem Jill. Negocjował w jej imieniu kontrakty reklamowe i telewizyjne. To on sprawdzał umowy, które podpisywała. Reprezentował ją podczas rozmów z szefami BBC, gdy dogadywała nowe warunki występu w nowych programach. I był jedną z nielicznych osób, które wiedziały, kiedy prezenterka pojawi się we własnym domu.
W tamten poniedziałek przesłał jej faksem dokumenty wymagające jej podpisu. Później zadzwonił do niej, że czekał na ich odesłanie. Jill wracała wtedy z zakupów w centrum handlowym i zamierzała pojechać na obiad. Obiecała jednak swojemu agentowi, że wcześniej zajrzy do domu i podpisze wspomniane dokumenty. Podczas przesłuchania John zdradził coś, co zmroziło detektywom krew w żyłach. Otóż John marzył o karierze pisarza kryminałów. W najbliższym czasie planował wydać swoją debiutancką powieść. O kim? Nie uwierzycie. O agencie, którego klienci zaczynają nagle ginąć w podejrzanych okolicznościach. W jaki sposób? Od strzału w głowę z bliskiej odległości.
Kto ich zabija? Płatny zabójca czekający na swoje ofiary tuż przed ich domami. Kto był jedną z ofiar? Znana w całym kraju prezenterka telewizyjna. Rękopis debiutanckiego thrillera pokazał śledczym. I był wyraźnie wstrząśnięty, że tak wiele elementów z jego fikcji literackiej pasowało do prawdziwej zbrodni, której ofiarą padła Jill Dando. Ale czy na pewno był to tylko zbieg okoliczności? Jeśli wierzyć słowom Johna, nikt wcześniej nie czytał tego rękopisu. Odrzucono więc możliwość, że sprawca mógł się wzorować na treści niewydanej jeszcze powieści. Nie znaleziono również żadnych dowodów, które mogłyby choćby pozornie łączyć Johna ze zbrodnią.
Miał żelazne alibi. Jego bilingi nie wykazały, aby kontaktował się z osobami spoza swojego kręgu. No i nie miał żadnego interesu w śmierci swojej klientki. Jako uznany producent muzyczny i telewizyjny działał w tej branży od kilkudziesięciu lat. Jego stawki były wysokie, a mimo to nie narzekał na brak klientów. Ofiara płaciła mu ogromne sumy za dbanie o jej interesy, a że była jedną z największych osobowości telewizyjnych w Wielkiej Brytanii, prowizje jej agenta od każdej zawartej umowy także były ogromne. Czy zabiłby on kurę znoszącą tak wielkie, złote jaja? Londyńscy detektywi uznali, że nie i że podejrzane wątki jego niewydanej książki były czysto przypadkowe, a nie znajdując żadnych powiązań pomiędzy Johnem a śmiercią Jill, szybko przestali się nim interesować.
Później sprawdzono jeszcze alibi wszystkich jej współpracowników i znajomych. Nie wytypowano więcej podejrzanych wśród ludzi z jej najbliższego otoczenia. Pozostały dwie opcje. Albo Jill stała się jedynie przypadkową ofiarą, a płatny zabójca pomylił ją z inną kobietą, na którą miał zlecenie. Albo za jej śmiercią stał ktoś zupełnie dla niej obcy, z kim prezenterka BBC miała mocne napieńku. Pierwszą z tych hipotez szybko odrzucono. Uznano ją za mało prawdopodobną, biorąc pod uwagę fakt, że zabójca czekał na nią niemalże na progu jej własnego domu. Wtedy śledczy zaczęli się zastanawiać, kto mógł być jej wrogiem.
Jill prowadziła w telewizji program zajmujący się nierozwiązanymi zbrodniami. Coś jak nasze polskie 997, połączone z ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Audycja była popularna. Gromadziła przed telewizorami miliony Anglików. Dzięki telefonom od widzów, policji udało się posłać za kratki wielu przestępców, w tym sprawców zabójstw. Czy któryś ze skazanych przestępców postanowił się na niej zemścić za swoje uwięzienie? Czy będąc w więzieniu wykorzystał swoje wpływy w kryminalnym półświadku, aby wynająć zabójcę? Sprawdzono ten wątek. I to, jeśli wierzyć zapewnieniom londyńskich śledczych, bardzo dokładnie i wnikliwie. I co? I nic.
Nie znaleziono żadnych dowodów potwierdzających słuszność takich podejrzeń. Później przebadano jeszcze kilka innych hipotez. Wszystkie wcześniejsze czy późniejsze zdecydowanie odrzucono, traktując je jako ślepe załuki. Wśród nich do najbardziej interesujących należały m.in. Teoria mówiąca, że Jill badała sprawę siatki osób krzywdzącej dzieci złożonej z pracowników BBC i że na kilka dni przed śmiercią przekazała swoim szefom zbiór dokumentów zawierających niepodważalne dowody na działanie tej siatki. Prezenterka miała zostać skutecznie uciszona na zlecenie ścisłego kierownictwa BBC w celu uniknięcia skandalu. Druga teoria nazwana serbskim tropem.
Od czasu wybuchu wojny domowej w byłej Jugosławii, Jill publicznie krytykowała działania Serbów, opowiadając się jednocześnie po stronie kosowskich uchodźców, będących ofiarami zbrodni wojennych. Mniej więcej w tym czasie NATO zbombardowała serbską stację telewizyjną. W trakcie tego nalotu życie straciło kilkunastu serbskich dziennikarzy i pracowników telewizji. Hipoteza serbskiego tropu zakładała, że zabójstwo znanej prezenterki telewizyjnej było zemstą któregoś z serbskich zbrodniarzy za antyserbski wydźwięk wiadomości publikowanych przez BBC. a przy okazji ostrzeżeniem dla innych angielskich dziennikarzy, aby nie opowiadali się po stronie wrogów Serbii.
Tak przynajmniej twierdził anonimowy rozmówca, który dzień po zamachu na Jill zadzwonił do telewizji BBC, przedstawiając się jako serbski bojownik. Kolejna teoria to fan psychopata. Krótko przed śmiercią Jill poskarżyła się jednemu ze swoich znajomych, że otrzymuje coraz więcej niepokojących listów od pseudofanów. Niektóre zawierały nawet propozycje matrymonialne. Śledczy sprawdzili więc, czy któryś z wielbicieli prezenterki nie poczuł się zbyt mocno dotknięty jej odmową lub odrzuceniem, do tego stopnia, że postanowił ją zabić w myśl zasady nie będziesz ze mną, to nie będziesz z nikim. Kolejna teoria – tajemniczy kochanek. Mówiła ona o nieznanym kochanku kobiety, który nie mogąc pogodzić się z faktem, że Jill postanowiła wyjść za mąż za innego, z rozpaczy, a może i z zemsty, postanowił zabić swoją ukochaną.
Żadna z tych przebadanych teorii nie zbliżyła śledczych do rozwiązania zagadki. Sprawa przez następny rok pozostawała otwarta, ale utknęła w martwym punkcie. Żadnych nowych tropów i żadnych nowych podejrzanych. Wtedy detektywi postanowili zwrócić się o pomoc do widzów BBC. Uczynili to za pośrednictwem programu kryminalnego, który wcześniej współtworzyła Jill. Tym oto sposobem zabita prezenterka stała się tematem audycji, którą sama prowadziła. Program o tej sprawie obejrzało kilka milionów widzów. Po jego emisji otrzymaliśmy mnóstwo telefonów. Potraktowaliśmy śmiertelnie poważnie każdą wskazówkę, nawet najbardziej nieprawdopodobną. Sprawdziliśmy ponad 4 tysiące mężczyzn, mogących mieć choćby najmniejszy związek ze sprawą.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
[autopromocja] Specjalna seria o największych sprawcach. Dewianci - zamów tutaj.
---------------
OPIS SPRAWY Z ODCINKA: Pod koniec kwietnia 1999 roku, tuż przed swoim własnym domem, zastrzelona została jedna z najbardziej znanych i lubianych brytyjskich prezenterek telewizyjnych. Jill Dando zginęła będąc u szczytu sławy, a jej śmierć wstrząsnęła całym krajem. Sprawca nie pozostawił na miejscu zbrodni żadnych śladów. Policyjne śledztwo mające zidentyfikować zabójcę okazać się miało najtrudniejszym, najdroższym i najszerzej zakrojonym śledztwem w historii londyńskiej policji.