Grupa Bacy. Śląsk - Kryminalne opowieści
Grupa przebierańców. Łódź - Kryminalne opowieści Kryminalne opowieści - podcast Patryka Szulca, dziennikarza śledczego i autora kanału YouTube Podejrzani. > YouTube: https://www.youtube.com/c/PodejrzaniTV/ > Facebook: https://facebook.com/podejrzani.tv/ > Instagram: https://instagram.com/kryminalne_opowiesci/
W tym odcinku serii Kryminalne opowieści Polska przedstawimy historię śląskiej grupy Marka C, pseudonim Baca, która miała zajmować się na szeroką skalę handlem środkami odurzającymi. Baca pod koniec lat 90. uchodził na Śląsku za największego handlarza amfetaminy. Śląsk ze względu na wielkość tamtejszej aglomeracji i silnie rozwinięty przemysł, za którym oczywiście idą pieniądze, od lat przyciągał nie tylko biznesmenów czy polityków, ale także przestępców. To tam działali jedni z najbardziej znanych w Polsce gangsterzy lat 90. i początku lat 2000. Niekiedy reprezentując tam interesy uchodzących wówczas za najpotężniejsze w kraju, a wywodzących się z okolic stolicy grup Pruszkowskiej, Wołomińskiej czy Ząbkowsko-Prawskiej.
Mało kto nie słyszał wtedy o doniesieniach ze Śląska o Krakowiaku, Sajmonie czy Pokidzie, o których my wielokrotnie wspominaliśmy w cyklu Kryminalne opowieści. Tam, gdzie są duże pieniądze, gangsterzy i warunki do mieszania się różnych środowisk, zwykle na dużą skalę kwitnie też handel środkami odurzającymi. Dokładnie tym na Śląsku zajmował się gang Marka C, pseudonim Baca, właściciela agencji towarzyskiej Viva w Wiśle, wprowadzając do obrotu między innymi amfetaminę, kokainę czy tabletki Ekstazy. Skala działalności gangu była tak duża, że Baca uchodził pod koniec lat 90. za największego śląskiego handlarza amfetaminu. Miał tam być jednym z trzech przestępców, którzy zarządzali lokalnym rynkiem narkotykowym.
Obok Janusza T. pseudonim Krakowiak i Marka B. pseudonim Ogryzek. Jego grupę rozbito, bo policji udało się zorganizować prowokację. Kontrolowany zakup środków odurzających. Oczywiście w tamtym czasie ograniczone możliwości policji, konkurencja w półświatku, kulejące rozwiązania prawne i kształtujące się dopiero po przemianach ustrojowych państwo, w tym gospodarka, powodowały, że mało który gang skupiał się tylko na jednym wycinku przestępczej działalności. Raz, że więksi gracze szybko wchłonęliby takie mniejsze grupy, a dwa, nikt nie chciał się ograniczać, skoro mógł zarabiać więcej i więcej. Co za tym idzie, ludzie Bacy wymuszali też haracze od przedsiębiorców czy zastraszali konkurencję.
Mieli posługiwać się bronią palną, co spowodowało, że sąd uznał ich później za grupę przestępczą o charakterze zbrojnym. Marek C., pseudonim Baca, do aresztu trafił w 1999 roku. Choć jego gang działał dalej. Podejrzewano go wtedy właśnie o kierowanie od 1997 roku narkotykowym gangiem zbrojnym i wymuszenia haraczy. Za kratkami znalazło się też kilku jego współpracowników. Przestępcy mieli działać między innymi na terenie Cieszyna, Skoczowa, Wisły i innych miejscowości na terenie Śląska. W styczniu 2001 roku Sąd Rejonowy w Katowicach postanowił zwolnić z aresztu jednego z członków grupy Gabriela B., pochodzącego z Cieszyna. Wcześniej dość szczegółowo opowiedział śledczym o tym, jak zastraszał dilerów środków odurzających, którzy nie chcieli pracować dla Bacy.
Gdy któryś z nich wybitnie nie dawał się przekonać, Gabriel B. niszczył mu samochód. Na przykład wbijając mu w dach kilof. Skład orzekający uznał, że skoro B przyznał się do winy, a w dodatku ma stałe miejsce zameldowania, to nie będzie mataczył i nie ma potrzeby stosowania wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. Prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję. Tym bardziej, że siedem innych osób zatrzymanych do sprawy gangu Bacy znalazło się jednak za kratkami. Próżnię powstałą po marku C w sektorze handlu środkami odurzającymi miał wypełnić niejaki Marcin M, pseudonim Marcepan, mieszkający niegdyś w Stanach Zjednoczonych, który po powrocie do Polski stał na klubowych bramkach i zajmował się twardą windykacją.
Prokuratura udowodniła winę gangsterom w dużej mierze w oparciu o zeznania świadka koronnego Marka W. 11 osób skazano na kary od roku do 5 lat pozbawienia wolności za handel takimi środkami odurzającymi jak amfetamina, kokaina, haszysz czy tabletki ekstazji. W tym samym czasie do Sądu Rejonowego w Cieszynie trafił kolejny akt oskarżenia wobec pięciu innych dilerów z gangu Bacy. Groziło im do 10 lat pozbawienia wolności. We wrześniu 2002 roku proces Bacy i kilkunastu innych osób przed Bielskim Sądem wciąż trwał. Doszło wówczas do dość nietypowej sytuacji, bo jeden z oskarżonych, Marcin B., pseudonim Hochla, Odmówił odpowiedzi na pytania stawiane mu przed sądem i nie przyznał się do winy, ale jednocześnie potwierdził wyjaśnienia, które złożył na etapie śledztwa.
Jacek J. był ochroniarzem w Agencji Towarzyskiej Wiwa w Wiśle. Pracował dla Bacy. Poznali się także w siłowni w Cieszynie. Jednocześnie miał kontakty z pewnym cieszyńskim policjantem, którego informował o tym, kto bywa w Wiwie. A bywał tam regularnie właśnie Baca, Który pierwszego razu wyraził swoje niezadowolenie z tego, że Jacek J współpracuje z policją. Wprost groził mu pobiciem. Gdy J posłuchał Marka C, zaczął awansować w strukturze gangu. Nie stał już na bramce w agencji towarzyskiej. Zajął się wymuszaniem haraczy. On też, jak wymieniany wcześniej Gabriel B., wobec niepokornych dilerów wbijał kilof w dachy samochodów należących do właścicieli lokali, którzy nie chcieli płacić za ochronę.
Taki los spotkał właściciela jednego z lokali w Cieszynie, który jeździł zieloną Mazdą. Jacek J. miał też dla Bacy rozprowadzać kokainę i tabletki Ecstasy. Baca miał nawet klientów na ten pierwszy środek z Włoch. Jacek J. oceniał Marka C jako człowieka brutalnego. Miał widzieć, jak ten bije w agencji towarzyskiej kobiety, a też jak okłada swoich ludzi, którzy nienależycie wykonywali jego polecenie. To wyjaśniało też, dlaczego gangsterzy odmawiali odpowiadania na pytania w sądzie w obecności Bacy, ale w prokuraturze nie mieli takiego problemu. Jak zaznaczył Jacek J., bardzo obawiał się zemsty ze strony Marka C. W styczniu 2003 roku W końcu zapadł wyrok w sprawie Bacy, Sztubowego i związanych z nimi ludźmi.
Oskarżonym przypisano kary od 2 lat w zawieszeniu na 3 lata do 13 lat pozbawienia wolności. Najwyższą z nich usłyszał Marek C., pseudonim Baca, odpowiadający m.in. za kierowanie zbrojnym gangiem, wymuszenia rozbójnicze, handel kobietami, bronią czy materiałami wybuchowymi. Na 10 lat za kratki trafić miał Zbigniew G., pseudonim Sztubowy, któremu prokuratura zarzuciła między innymi kierowanie zbrojnym gangiem, nielegalne posiadanie broni i handel środkami odurzającymi. W maju 2006 roku Zakończył się też toczący się przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej proces dziewięciu osób. Siedmiu byłych celników, byłego funkcjonariusza policji Jarosława M. oraz lekarza będącego radnym powiatu cieszyńskiego, którzy mieli współpracować z gangiem Bacy.
Konsekwentnie nie przyznawali się do winy i tłumaczyli, że pomówił ich główny oskarżony, były celnik Robert C., którego zabrakło na ostatniej rozprawie. Sześciu obecnych oskarżonych wnioskowało o uniewinnienie. Zarzucano im łącznie popełnienie niemal 40 przestępstw. W procesie zeznania składało kilkudziesięciu świadków, w tym świadek koronny Marek W., który ujawnił współpracę oskarżonych z Grupą Bacy. Robert C. miał regularnie bywać w należącej do Marka C. Agencji Towarzyskiej w Wiśle. Były celnik. Zdaniem prokuratury dopuścił się w zamian za łapówki fałszowania dokumentów, przeprowadzania nierzetelnych odpraw celnych, 12 tirów ze sprzętem komputerowym i 7 busów z odzieżą.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.