Mentionsy Mentionsy
Kryminalne Szepty
Kryminalne Szepty

CIĘŻARÓWKA ŚMIERCI – HISTORIA MANIAKA Z ORSKA | Seryjni

11.04.2026 ·48 min 30 s

Walery Andrejew, znany jako "Maniak z Orska", to jeden z najbardziej poszukiwanych seryjnych morderców na świecie. Jako kierowca ciężarówki przez lata polował na młode kobiety! W dzisiejszym odcinku opowiem Wam o mrocznej historii Walerego Andrejewa. Człowieka, który z pozoru był wzorowym ojcem i mężem, a w rzeczywistości skrywał tajemnicę, która przeraża do dziś. Czy to możliwe, że wciąż ukrywa się w Rosji lub Europie? Jak udało mu się uciec z rąk policji w 2012 roku?📌 Subskrybuj kanał, aby nie przegapić kolejnych spraw kryminalnych

W listopadzie 2011 miejscowy portal 56orb.ru pisał, że funkcjonariusze podejrzewają, iż w obwodzie od kilku lat grasuje maniak polujący na młode kobiety. Wskazywano nawet konkretne nazwisko – Waleryj Andrejew. Ta informacja nie była jeszcze oficjalnie podawana do wiadomości publicznej, ale krążyła w środowisku służb i lokalnej prasie. Andrejew. 55-letni mieszkaniec Orska z zawodu kierowca ciężarówki na trasach międzymiastowych. Był typowany jako potencjalny sprawca zaginięć. Dla wszystkich, którzy go znali, było to szokujące oskarżenie.

Waleryj uchodził za przykładnego męża i ojca, odpowiedzialnego pracownika, spokojnego, nie pijącego człowieka. Trudno było uwierzyć, że ktoś taki mógł mieć cokolwiek wspólnego z uprowadzeniem i mordowaniem dziewczyn. Dlaczego podejrzenia padły akurat na niego? Andrejew od lat pracował jako kierowca ciężarówki w przedsiębiorstwie transportowym. Pokonywał tysiące kilometrów jeżdżąc przez obwód Orenburski i sąsiednie regiony. Co istotne, jego trasy bardzo często wiodły dokładnie tam, gdzie w tajemniczych okolicznościach ginęły kobiety. Wzdłuż szos Orenburg, Czelabińsk oraz Samara-Orenburg. Wielu zaginionych mieszkanek Orska i pobliskich wiosek.

Nowosergijewka, Kamienno-Ozorojne, Tasbułak czy Morzarowka. Ostatni raz widziano właśnie przy tych drogach na skraju pasów leśnych ciągnących się wzdłuż tras. Andrejew jeździł tamtędy niemal codziennie. Mógł bez wzbudzania podejrzeń zatrzymać się w ustronnych miejscach. Jego koledzy kierowcy zwracali uwagę na jeszcze jeden szczegół. W Walerii od połowy lat 2000 stał się małomówny, nerwowy i zaczął unikać towarzystwa. Zawsze jeździł samotnie. Nigdy nie brał ze sobą drugiego kierowcy, nawet na dalekie wyprawy. Inni szoferzy plotkowali wręcz, że wierny mąż, Walery, lubi podwozić drogowe dziewczyny, czyli prostytutki obsługujące kierowców na parkingach i stacjach, bo w kabinie jego ciężarówki nieraz znajdowano prezerwatywy, damską bieliznę, spinki do włosów czy biżuterię.

Andrejew tłumaczył, że to po pasażerkach, którym czasem pomagał dojechać do domu. Ale te wyjaśnienia brzmiały podejrzanie. Po latach jego współpracownicy przyznali, że mieli wobec niego mieszane odczucia. Z jednej strony uprzejmy i spokojny, z drugiej izolujący się i skrywający jakieś tajemnice. W 2011 roku Andrejew nie był jeszcze oficjalnie poszukiwany. Brakowało twardych dowodów, by go oskarżyć. Jednak mieszkańcy jego dzielnicy w Orsku szeptali między sobą, że to on może stać za zniknięciami. Po jednym z zaginięć ludzie z sowieckiego rejonu miasta mówili anonimowo dziennikarzom.

Niestety tej nocy nie natrafiono na żaden ślad. Olga Żurawlowa przepadła jak kamień w wodę. Na szczęście był pewien punkt zaczepienia. Biały suw. Niespodziewanie zgłosił się świadek, który widział Olgę wsiadającą do białego Sang Yonga, południowo-koreańskiej marki, dość rzadkiej na lokalnych drogach. Śledczy natychmiast sprawdzili rejestr pojazdów. W całym Orsku były zarejestrowane tylko dwa samochody tej marki i w tym kolorze. Właścicielem jednego z nich okazała się kobieta, która miała żelazne alibi. Auto stało rozbite w warsztacie. Natomiast drugi należał do 55-letniego Waleryja Andrejewa.

Tak oto na główną scenę dramatu wkroczyła postać, o której dotąd mówiono tylko szeptem. Policja natychmiast zainteresowała się Andrejewem. Śledczy, znający już wcześniejsze podejrzenia wobec jego osoby, tym razem mieli konkretny trop. Jego samochód był ostatnim, w którym widziano zaginioną Olgę. Zanim jednak doszło do przesłuchania Waleryja, pojawiło się inne przypuszczenie. Mundurowi początkowo podejrzewali syna kierowcy. Młodszy syn Andrejewa. Nazwijmy go Nikołaj, ponieważ nie udostępniono jego prawdziwego imienia. Chłopak lubił pożyczać od ojca Białego Sangyonga i często nim jeździł po mieście.

Był znany z zamiłowania do zabawy i nocnego życia. Istniała szansa, że to on prowadził feralnej nocy. Chłopak został wezwany na przesłuchanie w pierwszej kolejności. Szybko jednak ustalono, że 30 czerwca za kierownicą był jednak ojciec, nie syn. Nikołaj miał tego dnia niepodważalne alibi. Krąg podejrzeń zacieśnił się wokół Waleryja. Andrejewa zatrzymano na początku lipca 2012 roku, kilka dni po zaginięciu Olgi. Podczas pierwszego przesłuchania kierowca przyznał, że tamtego wieczoru przejeżdżał obok przystanku z zakład Czkałowa, swoją białą terenówką, dokładnie w czasie, gdy czekała tam Olga.

Zaginionej Olgi wciąż nie odnaleziono, a samo bycie w pobliżu miejsca zdarzenia nie wystarczyło do postawienia zarzutów. Po wielogodzinnym przesłuchaniu, podczas którego Andrejew konsekwentnie zaprzeczał winie, śledczy musieli go zwolnić do domu. Formalnie nie było podstaw do aresztowania. Nie znaczy to jednak, że go przekreślili. Policja zaczęła zbierać dowody w sprawie Andrejewa intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej. Choć Walery odzyskał wolność, był pod obserwacją. Funkcjonariusze uzyskali nakaz przeszukania. Między innymi ciężarówki służbowej, prywatnego auta, mieszkania oraz garażu. I właśnie wtedy nastąpił prawdziwy przełom.

Tyle, że podejrzanego nie było już na miejscu. Walery Andrejew najwyraźniej wyczuł, że pętla się zaciska. Zaraz po zwolnieniu do domu zrobił coś, co świadczy o jego poczuciu winy. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy i uciekł z Orska. Według relacji jego żony 6 lipca 2012 roku zadzwonił do niej ostatni raz na komórkę. Rozmowa była krótka i zdawkowa. Wkrótce potem wszelki ślad po nim zaginął. Gdy policja przyszła z nakazem przeszukania, Waleryja już nie było. Rozpoczęły się poszukiwania podejrzanego kierowcy, który oficjalnie od 6 lipca stał się zbiegłym oskarżonym.

Tymczasem przeszukania posiadłości Andrejewa dostarczyły dowodów, które jednoznacznie potwierdziły najgorsze przypuszczenia. W służbowej ciężarówce i białym sangyongu odkryto ślady biologiczne. Były to plamy krwi, niedokładnie starte, które reagowały na luminol, oraz włosy i inne drobiny organiczne w szczelinach siedzeń. Próbki wysłano do analizy DNA i wynik oszołomił nawet doświadczonych śledczych. Materiał genetyczny pasował do 8 różnych zaginionych kobiet z lat 2006 do 2012. Mówiąc wprost, we wnętrzu pojazdów Andreja zabezpieczono ślady należące do 8 z poszukiwanych dziewczyn, które przepadły bez śladu na przestrzeni 6 lat.

Tego już nie dało się wytłumaczyć przypadkowym przewożeniem pasażerek. Wynik badań DNA był dowodem. Andrejew musiał mieć styczność z tymi zaginionymi kobietami i to w okolicznościach wiążących się z ich krwią. Pojazdy stały się ruchomą sceną zbrodni. Ale to nie koniec. Prawdziwe odkrycia czekały w garażu Waleryja. Śledczy w świetle latarek dostrzegli podejrzane, świeżo nałożone warstwy tynku na fragmentach ścian. Po skuciu wierzchniej warstwy oczom policjantów ukazały się plamy zaschniętej krwi wsiąknięte w beton. Ten garaż służył najwyraźniej za miejsce kaźni.

W jednym z kątów znaleziono też skrzętnie ukryty schowek, a w nim cały arsenał przerażających narzędzi. Noże oblepione brunatnymi śladami, młotki, siekierę, zawinięte odcinki wytrzymałej żyłki, takiej jakiej używa się w wędkarskich kołowrotkach, ale tutaj prawdopodobnie służyły do czegoś innego. Wszystkie te przedmioty nosiły ślady krwi. Andrejew najpewniej używał ich do torturowania i zabijania swoich ofiar. To już nie były poszlaki, a mocne dowody zbrodni. Morderca jednak zdołał uciec. Policyjne ustalenia po ucieczce Andrejewa były wstrząsające.

Śledczy powiązali z nim co najmniej osiem nierozwiązanych dotąd spraw zaginięć i zabójstw kobiet. Wkrótce stało się jasne, że lista ofiar może być znacznie dłuższa. Analiza tras przejazdów ciężarówki Andrejewa i rozesłane do innych regionów zapytania wykazały, że także w miastach, które odwiedzał służbowo, jak Samara, Czelabińsk, Orenburg, Niżny Nowogród, notowano zaginięcia kobiet mogące mieć z nim związek. Jednak najwięcej przypadków było w rodzinnych okolicach sprawcy. W pasach leśnych wzdłuż głównych dróg regionu latami znajdowano ciała lub szczątki młodych kobiet z oznakami gwarantu i przemocy. Wiele innych do dziś nie zostało odnalezionych.

Wreszcie mieliśmy wyjaśnienie. W okolicy Orska rzeczywiście grasował seryjny morderca. Media ochrzciły go mianem Orskiego Maniaka lub Orskiego Potwora. A niektórzy porównywali nawet do samego Cikatiło, najbardziej znanego radzieckiego seryjnego mordercy. Kim były ofiary Walery Andrejewa? W większości to właśnie zaginione dziewczęta, o których los tak długo walczyły ich rodziny. Najmłodsza z potwierdzonych ofiar miała zaledwie 15 lat. Elwira Muldabekowa, bo o niej mowa, zaginęła w grudniu 2009 roku. Wracała ze szkoły artystycznej w miejscowości Niżynka do domu w pobliskiej wsi Kamienno-Oziornoje, ale nigdy nie dotarła do celu.

Jej ciało odnaleziono dopiero po ponad roku, w kwietniu 2011 roku w stawie nieopodal wsi. Sekcja zwłok wykazała ślady duszenia. Można sobie wyobrazić ból rodziców, którzy przez ponad rok żyli nadzieją, że córka się odnajdzie, by w końcu otrzymać wiadomość o odkryciu szczątków w wodzie. Kolejne nazwisko to Guzel Kautajewa, młoda kobieta z Orska. Zaginęła w 2011 roku. Niestety do dziś niewiele wiadomo o okolicznościach jej zniknięcia i prawdopodobnej śmierci. Wiadomo, że Andrejew był powiązany z jej sprawą, ale ciała Guzel nigdy nie odnaleziono. Podobnie tajemniczo przedstawiało się zaginięcie Gulsan Bujmurżninowej, mieszkanki osiedla Nowoorsk.

W czerwcu 2012 roku Gulsan wyszła wczesnym rankiem do pracy w orskim zakładzie wagonów i już nie wróciła do domu. Ślad po niej urwał się gdzieś pomiędzy Nowoorskiem a Orskiem. Dziś już wiemy, że i ona padła ofiarą orskiego maniaka. Niestety Gulsan nie doczekała swoich trzydziestych urodzin. Na liście ofiar śmiertelnych znalazła się także wspomniana wcześniej 25-letnia Alina Kurzagulowa. Ta, której ciało odnalazł przypadkowo grzybiarz w lesie w 2011 roku. Długo nie było wiadomo, co ją spotkało. Dopiero gdy policja połączyła kropki, stało się jasne, że Alina została uprowadzona i zamordowana przez Andrejewa, prawdopodobnie wkrótce po swoim zaginięciu.

Podobnie Ajżan Urkumbajewa i Daria Fadina . One także znalazły się wśród ofiar przypisywanych orskiemu maniakowi. Obie zniknęły w 2010 roku. Obie ostatni raz widziano, gdy próbowały złapać stopa przy głównej szosie. Ich ciał nigdy nie odnaleziono. Rodziny latami żyły w niepewności. Matka Darii wspominała, że dostali kiedyś SMS sugerujący, iż córka może być w Turcji, co dawało cień nadziei na jej życie. Niestety był to fałszywy trop. Dziś wiemy, że najprawdopodobniej zarówno Aycan jak i Daria zostały skrzywdzone przez Andrejewa i poniosły śmierć w jego garażu.

Ofiary nie przeczuwały zagrożenia i dobrowolnie wsiadły do jego pojazdu. Wtedy porywacz uderzał. Zamiast odwieźć dziewczyny do domu, wywoził je do swojego garażu na odludziu. Tam były przetrzymywane i torturowane, być może przez wiele godzin, zanim oprawca pozbawił je życia. Na ścianach garażu i narzędziach zbrodni biegli i odkryli ślady świadczące o ogromnym okrucieństwie. Andrejew używał noży, młotków, sznurów, żyłek i innych przedmiotów, by znęcać się nad ofiarami. Żadna z porwanych przez niego kobiet nie ocalała. Po zabójstwie morderca wywoził ciała ciężarówką i porzucał w lasach, w starych, opuszczonych zabudowaniach, często w trudno dostępnych miejscach.

Stąd wiele zwłok nigdy nie zostało odnalezionych. Andrejew działał w tajemnicy przez lata, a brak ciał utrudniał policji powiązanie ze sobą poszczególnych spraw. Dopiero badania genetyczne krwi w jego autach pozwoliły te sprawy połączyć. Policja Orenburska przyznała, że jeśli potwierdzą się wszystkie podejrzenia, Walery Andrejew może okazać się najkrwawszym seryjnym mordercą w historii Rosji. Liczba jego ofiar ponad 100 zaginionych, z czego kilkanaście zapewne zamordowanych. Może przekroczyć bilans zbrodni nawet takich rekordzistów jak wampir z Angarska, Michał Popkow, skazany za 81 morderstw,

Oczywiście 100 ofiar to liczba szacunkowa. Wiele spośród tych 100 dziewcząt mogło paść ofiarą kogoś innego lub np. handlarzy ludźmi. Niemniej skala terroru sianego przez orskiego maniaka jest szokująca. Nic dziwnego, że sprawa ta stała się głośna w całej Rosji. Społeczeństwo domagało się szybkiego ujęcia tego potwora. Po ucieczce Waleryja latem 2012 roku ruszyła zakrojona na szeroką skalę obława. Andrejew został zaocznie oskarżony o serię zabójstw i trafił na federalną listę najbardziej poszukiwanych przestępców w Rosji. W jego rodzinnym Orsku i okolicach rozesłano listy gończe ze zdjęciem, rysopisem i obietnicą nagrody za pomoc w ujęciu.

Początkowo koncentrowano poszukiwania w regionie. Przypuszczano, że morderca może ukrywać się gdzieś na prowincji, korzystając z gościnności nieświadomych krewnych lub znajomych. Przeszukano wiele miejsc w Orenburgu, Orsku i pobliskich wsiach, ale bez rezultatu. Później rozszerzono obławę na trasy i miasta, w których Andrejew bywał jako kierowca ciężarówki. Samara, Czelabińsk, Niżny Nowogród. Niestety poszukiwania nie przyniosły efektu. Walery jakby zapadł się pod ziemię. Jeszcze w 2012 roku do sprawy włączył się Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej na szczeblu centralnym. Ściganiem Andrejewa zajęli się najlepsi oficerowie, co pokazuje powagę sytuacji.

Mimo to latami nikt po tę nagrodę się nie zgłosił. Gdzie mógł zniknąć Walery Andrejew? Hipotez było wiele. Już w 2012 roku podejrzewano, że może próbować ukryć się tuż za pobliską granicą, w Kazachstanie, dokąd często jeździł wcześniej jako kierowca. Granica jest rozległa i w wielu miejscach słabo strzeżona, więc ucieczka tam była prawdopodobna. Rzeczywiście, w kolejnych latach pojawiały się doniesienia sugerujące obecność Andrejewa w Kazachstanie. W 2017 roku młoda para autostopowiczów zgłosiła kazachskim służbom, że nad ranem zabrał ich na stopa kierowca do złudzenia przypominający orskiego maniaka.

Według ich relacji mężczyzna zachowywał się dziwnie. Był rozkojarzony, urywanymi zdaniami mówił agresywnie o różnych sprawach, raz przedstawił się jako były duchowny, innym razem wygłaszał tyrady jak bardzo nienawidzi wszystkich wokół. Podróżni zauważyli u niego także brak wielu zębów w ustach i złote koronki na jedynkach i dwójkach, co idealnie pasowało do rysopisu Andrejewa. Kiedy po kilku dniach natrafili w internecie na list Gończy ze zdjęciem, nie mieli wątpliwości. To był on. Zgłosili ten fakt na policję, ale ślad znów się urwał. Jeszcze częściej jednak wieści o Andrejewie napływały z północno-zachodniej Rosji. Od 2015 roku regularnie pojawiały się zgłoszenia, że widziano go w Petersburgu lub okolicach.

Niestety najwyraźniej doszło do zlekceważenia sygnału, co być może przekreśliło szansę na schwytanie zbiega. W kolejnych latach prasa odnotowywała następne doniesienia. Widziano kogoś podobnego do Andrejewa w Karelrii, w Mordowi, w Udumurti, w Syberii, a nawet w obwodzie kaliningradzkim. Niemal w każdym regionie Rosji ktoś alarmował, że spotkał tego maniaka. Wszystkie te tropy sumiennie sprawdzano, jednak żaden nie doprowadził policji do celu. Andrejew zdawał się nieuchwytny. Jego umiejętność zniknięcia budziła wiele teorii. Niektórzy sądzili, że być może popełnił samobójstwo na odludziu i dlatego nigdzie go nie ma. Inni przypuszczali, że wyrobił sobie fałszywe dokumenty i wyjechał za granicę, na przykład do Ameryki Południowej czy na Bliski Wschód, gdzie żyje w ukryciu.

Pojawiła się nawet plotka, że widziano go na Kubie w 2023 roku w kurorcie Varadero, jak próbował uzyskać pobyt pod zmienionym nazwiskiem. Innym razem francuska prasa podała, iż człowiek podobny do niego próbował w mieście złożyć wniosek o pobyt w tamtejszym urzędzie do spraw migrantów. Każdą taką informację służby analizowały, ale żadna nie dała ostatecznego potwierdzenia. W 2021 roku głośna stała się historia studentki z podmoskiewskiego miasta Odincowo. Młoda kobieta zgłosiła, że jadąc autobusem do domu ze studiów rozpoznała w starszym mężczyźnie siedzącym naprzeciwko poszukiwanego Waleryja Andrejewa.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.