DOKONAŁA MAKABRYCZNEGO ODKRYCIA W SZAFIE SYNA | BRIAN COHEE #192
Terri Cohee chciała tylko posprzątać pokój swojego 19-letniego syna Briana. W szafie znalazła jednak pakunek, którego zawartość zmusiła ją do wezwania policji.-----☕Postaw mi kawkę: https://buycoffee.to/kryminalnehistorie📖“Niebezpieczna sieć” już w sprzedaży! Książkę zamówisz tutaj ➡️ https://bit.ly/46ia12I [autopromocja]ZAPROPONUJ SPRAWĘ ➡️ https://forms.gle/tTUPgnEBZGur47ds9 ----------------------------------------------------------------📩Newsletter: https://kryminalnehistorie.com/newsletter-zapis✉️Współpraca: kryminalnehistorie@gmail.com----------------------------------------------------------------Dziękuję wszystkim, którzy wspierają mnie na Youtube :) A także za każdą inną formę Waszego wsparcia. Przypominam, że podcast tworzony jest na podstawie ogólnodostępnych źródeł, które znajdziecie poniżej :)☛ Sklep: https://kryminalnehistorie.com/sklep/ ☛ Facebook: https://www.facebook.com/kryminalne0historie☛ Grupa na Facebooku: https://www.facebook.com/groups/kryminalnehistorie☛ Instagram: https://www.instagram.com/kryminalne ☛ Youtube: https://www.youtube.com/kryminalnehistorie☛ Spotify: https://open.spotify.com/show/4MP3dZZu5efb5qvPSXu89k?si=e9c65befc023463d ☛ Mail: [email protected] ✔Animacja w intro została stworzona przez Sławka:www.vimeo.com/smdesigns✔Montaż: Paulina Kulpińska✔Muzyka:Kai Engel - Great ExpectationsSlow HammersŹródła: https://docs.google.com/document/d/1AKxH7HKM5uRJ34Va4zxb6xAvRCX6Y6UA_nGBGYYBd3E/edit?usp=sharing
Nie skończył wszystkiego od razu, dlatego w poniedziałek 1 marca ponownie zabrał się do pracy. Kiedy otworzył schowek, przed siedzeniem pasażera zobaczył duży, kuchenny nóż. Całkowicie zanurzony w wodzie. Był to jeden z największych noży, jakie zwykle znajdują się w kuchennym zestawie. Ojciec nie wiedział, po co Brian woził go w samochodzie. Ale odłożył go razem z pozostałymi rzeczami i sprzątał dalej. Chwilę później w pobliżu drzwi pasażera znalazł brązowy portfel. Początkowo sądził, że należał do syna. Kiedy jednak zajrzał do środka, zobaczył dokumenty wystawione na nazwisko Warren Bruce Burns. Brian Senior nigdy wcześniej nie słyszał o tym człowieku. W portfelu znajdowała się m.in. karta ubezpieczenia społecznego oraz wizytówka Agencji Pracy Tymczasowej Labor Ready działającej później pod nazwą People Ready.
Ojciec zadzwonił pod widoczny na niej numer. Wyjaśnił, że znalazł portfel Warrena i chciał sprawdzić, czy mężczyzna był związany z tą firmą. Okazało się, że Warren od kilku lat regularnie podejmował za jej pośrednictwem dorywcze zlecenia. Tego ranka jednak nie pojawił się w pracy, co od razu wzbudziło niepokój pracowników. Nigdy wcześniej nie opuścił dnia bez uprzedzenia. Brian Senior przekazał więc swoje dane i poinformował, że portfel znajduje się w jego domu. Zaraz potem zadzwonił do syna. Zapytał go, dlaczego w jego samochodzie znalazł portfel obcego mężczyzny. 19-latek odpowiedział, że natknął się na niego podczas spaceru w pobliżu przystani. Zabrał go ze sobą, ale później samochód wpadł do rzeki i przez całe zamieszanie zupełnie zapomniał o znalezisku.
Zapewniał też, że nie znał Warrena Barnesa i nigdy wcześniej go nie spotkał. Mówił spokojnie i brzmiał bardzo przekonująco. Ojciec chciał mu wierzyć, ale trudno było całkowicie zignorować to, co znalazł. Najpierw spod tablicy rejestracyjnej wypływała substancja przypominająca krew, potem znalazł duży nóż w samochodzie syna, a na koniec portfel człowieka, który właśnie nie pojawił się w pracy. Każde z tych szczegółów osobno można byłoby pewnie jeszcze jakoś wyjaśnić, ale razem te rzeczy zaczynały wyglądać coraz bardziej niepokojąco. Brian Senior jednak na razie odłożył swoje podejrzenia na bok. Nie wiedział, że niemal w tej samej chwili jego żona dokonała w pokoju syna znacznie bardziej makabrycznego odkrycia.
Funkcjonariusze podjechali bez sygnałów, aby nie spłoszyć Briana. Podeszli do niego spokojnie i powiedzieli, że jego rodzice znaleźli w pokoju coś niepokojącego. 19-latek nie próbował zaprzeczać ani udawać, że nie wie o co chodzi. Przyznał, że w szafie znajdowały się ludzka głowa i dłonie. Wyjaśnił, że należały do Warrena Barnesa mężczyzny, który niedawno zaginął. Następnie zupełnie spokojnie powiedział policjantom, że sam go zamordował. Użył noża i zaatakował go pod wiaduktem. Kiedy funkcjonariusz zapytał go o powód, Brian wyjaśnił, że od dawna zastanawiał się, jakie to uczucie – odebrać komuś życie.
Policjant chciał też wiedzieć, skąd znał nazwisko ofiary. Brian powiedział, że odczytał je z dokumentów znajdujących się w portfelu. Wcześniej nigdy nie spotkał tego człowieka i nic o nim nie wiedział. Opowiedział, że podczas nocnej jazdy zauważył w pobliżu torów niewyraźny kształt. Zatrzymał samochód, podszedł bliżej i odkrył, że pod wiaduktem śpi mężczyzna. Nóż miał pozostawić w zatopionym Fordzie. Wtedy przyznał również, że ten nocny wypadek nad rzeką był bezpośrednio związany z zabójstwem. Samochód utknął w wodzie, kiedy próbował się pozbyć ciała Warrena. Pozostałe szczątki miały już płynąć z nurtem Colorado. Na tym etapie policjant zakończył to krótkie przesłuchanie, reszta miała się odbyć już na komisariacie.
Kiedy ojciec zrozumiał, co naprawdę wydarzyło się nad rzeką, natychmiast zadzwonił do warsztatu i polecił, aby nikt nie dotykał Forda. Śledczy musieli więc zabezpieczyć kilka miejsc. Dom rodziny Cohee, przedmioty wyjęte z auta, sam samochód oraz okolice wiaduktu i przystani, gdzie według Briana znajdowały się pozostałe szczątki Warrena. Terri słuchała, jak funkcjonariusze przekazują sobie kolejne informacje, aż w końcu osunęła się na kolana i zaczęła płakać. Jeszcze kilkanaście godzin wcześniej martwiła się, czy syn nie ucierpiał w wypadku. Później próbowała uwierzyć w jego wyjaśnienia dotyczące sztucznej krwi, noża i znalezionego portfela. Teraz Brian spokojnie przyznał, że zabił człowieka, a samochód zatopił podczas próby pozbycia się jego ciała.
Dla jego rodziców był to nie tylko szok związany z odkryciem zbrodni. W jednej chwili zrozumieli również, że ich dotychczasowe życie się skończyło, a syn prawdopodobnie już nigdy nie wróci z nimi do domu. Po zabezpieczeniu posesji Brian został przewieziony do biura szeryfa hrabstwa Mesa. Jego rodzice i brat również mieli zostać przesłuchani. Policja musiała teraz odnaleźć pozostałe szczątki Warrena oraz ustalić, dlaczego Brian wybrał właśnie jego i jak długo przygotowywał się do zabójstwa. Rodzina Cohee od początku współpracowała z funkcjonariuszami. Brian Senior zgodził się pokazać wszystkie przedmioty, które wyjął z zalanego samochodu oraz miejsca, w których je pozostawił. Dzięki temu policjanci nie musieli czekać na uzyskanie nakazu przeszukania i mogli od razu rozpocząć zabezpieczanie dowodów.
Była w tak złym stanie, że czekała na kontakt ze swoim lekarzem. Funkcjonariusze kilkakrotnie upewniali się, czy nie potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej. Droga, którą musieli pokonać od domu do biura szeryfa hrabstwa Mesa trwała jakieś 8 minut. Brian przez większość czasu prowadził z policjantką zupełnie zwyczajną rozmowę. Kiedy jednak radiowóz zbliżył się do jednego z wiaduktów, 19-latek wskazał miejsce, w którym zaatakował Warrena. Wyjaśnił, po której stronie konstrukcji znajdowały się szczątki i za którym filarem doszło do zabójstwa. Informacje natychmiast przekazano innemu patrolowi. Funkcjonariusze pojechali pod wskazany wiadukt i szybko potwierdzili, że Brian mówił prawdę.
Jego rodzice czekali na zewnątrz, aż policjant zabierze ich do osobnych pomieszczeń. Śledczy mieli już przyznanie się Briana oraz ludzkie szczątki znalezione w jego domu i pod wiaduktem. Nadal nie wiedzieli jednak, czy cała jego relacja była prawdziwa. Musieli dokładnie zbadać odnalezione części ciała, ustalić tożsamość ofiary i odtworzyć wydarzenia z nocy z 27 na 28 lutego. Brian podał nazwisko Warrena Barnes'a, ale znał je wyłącznie z dokumentów znajdujących się w portfelu. Na tym etapie była więc to jedynie jego wersja. Policja musiała dopiero sprawdzić, kim był właściciel dokumentów, gdzie się znajdował i czy rzeczywiście te jego szczątki znaleziono w domu rodziny Cohee.
Odpowiedź miało przynieść zgłoszenie, które tego samego dnia wpłynęło na policję z centrum Grand Junction. Pewna kobieta martwiła się o swojego znajomego, który nagle zniknął i po raz pierwszy od lat nie pojawił się w pracy. Nazywał się Warren Barnes. Tego samego poniedziałkowego poranka pracownicy agencji People Ready zauważyli, że jeden z ich stałych pracowników nie pojawił się po nowe zlecenie. Było to do niego zupełnie niepodobne. Przez około 4 lata zawsze przychodził na czas. A jeśli z jakiegoś powodu nie mógł pracować, wcześniej o tym informował. Mężczyzną, którego zaczęli szukać, był 69-letni Warren Bruce Barnes. Pracownicy agencji wiedzieli, że niemal codziennie można go było spotkać za salonem sukien ślubnych Monique's Bridal w centrum Grant Junction.
Zadzwonili więc do jego właścicielki, Monique Lanotti, i zapytali, czy tego ranka pojawił się w swoim stałym miejscu. Ku ich zaskoczeniu, nie było go tam. Monika od razu poczuła, że stało się coś złego. Warrena znała od około 4 lat i doskonale wiedziała, jak wyglądał jego dzień. Ostatni raz widziała go w sobotę, 27 lutego, około godziny 17. Żegnając się, ustalili, że spotkają się następnego dnia. Warren nie pojawił się jednak ani w niedzielę, ani w poniedziałek. Nie wyglądało to na spontaniczny wyjazd. Warren nie miał samochodu, A na pracy bardzo mu zależało, ponieważ dzięki zarobionym pieniądzom mógł opłacać nocleg. Gdyby planował zniknąć na kilka dni, niemal na pewno poinformowałby o tym agencja.
Niepokój wzrósł jeszcze bardziej, kiedy Monique dowiedziała się, że jego portfel odnaleziono przy Blue Heron Boat Ramp. Pochylnie znajdowała się około godziny drogiej pieszo od centrum. Warren nie odwiedzał tego miejsca, a ze względu na wiek poruszał się już wolniej. Nikt nie potrafił wyjaśnić, po co miałby wędrować nocą tak daleko nad rzekę. Monique zgłosiła więc jego zaginięcie policji. Opowiedziała funkcjonariuszom o jego codziennych zwyczajach i przekazała im jego zdjęcia. Nie zamierzała jednak tylko czekać. Opublikowała fotografie również na Facebooku i poprosiła mieszkańców, aby zwracali uwagę, czy ktoś go nie widział. Post udostępniono 526 razy, a pod nim szybko zaczęły pojawiać się komentarze ludzi, którzy znali Warrena i martwili się o jego bezpieczeństwo.
Bo prawda była taka, że ten człowiek w Grand Junction nie był anonimowy. Najczęściej można go było spotkać na krześle ustawionym za salonem Monique. Pojawiał się tam codziennie, zwykle już około 6 rano. Siadał z książką i potrafił spędzić w tym miejscu wiele godzin. Wieczorem Monique chowała jego krzesło do sklepu, aby nie zajął go nikt inny, a kolejnego dnia znowu wystawiała je na zewnątrz. Mieszkańcy nazywali Warrena Reading Man, czyli czytającym człowiekiem. Trudno było go pomylić z kimś innym. Miał długą, siwą brodę, często nosił czapkę z daszkiem, kraciastą koszulę i dżinsy. Zwykle miał też przy sobie plecak, w którym nosił książki oraz cały swój podręczny dobytek. Warren nie posiadał stałego miejsca zamieszkania, dlatego wiele osób uważało go za bezdomnego.
Uważała go za bardzo uważnego i inteligentnego czytelnika. Beth Baureli, która prowadziła sklep odzieżowy po drugiej stronie ulicy, wystawiała przed drzwi pudła z książkami do zabrania. Kiedy powiedziała Warrenowi, że może wybierać z nich tyle tytułów, ile zechce, był podobno autentycznie zaskoczony. Długo przeglądał dostępne egzemplarze, a później wybrane książki ostrożnie chował do plecaka. Warren lubił też przebywać na świeżym powietrzu i dokarmiać ptaki. Często kupował sobie kanapkę w Subwayu, którą się z nimi dzielił. Miał też swoje drobne rytuały, jak na przykład to, że jadł pączka i palił zawsze te same papierosy. Niektórzy znajomi podejrzewali, że zmagał się również z problemem alkoholowym, ponieważ widywali, jak sięgał do plecaka po butelkę.
Nie zmieniało to jednak sposobu, w jaki traktował ludzi. Był też raczej wycofany, rzadko sam rozpoczynał rozmowę. Monique wiedziała, że Warren miał przynajmniej jedno dziecko, ale ich kontakt był sporadyczny. Mieli rozmawiać raz na kilka lat, najczęściej przy okazji świąt. Kobieta nie znała nikogo z jego rodziny, do kogo mogłaby zadzwonić. Dlatego to właśnie ludzie pracujący w centrum rozpoczęli jego poszukiwania. Jeden z ulicznych muzyków, znany jako Just Dan, zapamiętał Warrena jako spokojnego i troskliwego człowieka. Uważał, że swoim zachowaniem pokazywał, jacy ludzie powinni być dla siebie nawzajem. Kiedy Monique zgłaszała jego zaginięcie, nie wiedziała jeszcze, że nazwisko Warrena pojawiło się już w zupełnie innym zgłoszeniu.
W tym samym czasie policjanci przesłuchiwali 19-letniego Briana Cohee. Wkrótce potwierdzono, że szczątki znaleziono w domu rodziny Cohee i te pod wiaduktem należały do poszukiwanego 69-latka. Jak się później miało okazać, Brian wybrał Warrena, ponieważ uważał go za człowieka, którego zniknięcia nikt nie zauważy i zdecydowanie pomylił się tworząc to założenie, bo nieobecność tego człowieka dostrzeżono natychmiast. Kiedy technicy zabezpieczali dom, samochód i teren pod wiaduktem, na komisariacie rozpoczęły się pierwsze przesłuchania. Śledczy rozmawiali osobno z Brianem oraz jego rodzicami. Chcieli ustalić, czy wcześniej pojawiały się sygnały wskazujące na to, że 19-latek może stanowić zagrożenie.
Dopiero siedząc na komisariacie, zaczął patrzeć na te momenty inaczej. Rodzice próbowali pogodzić dwa zupełnie różne obrazy tej samej osoby. Z jednej strony znali Briana, który pracował, przytulał matkę, kochał psy i spędzał czas z kolegami. Z drugiej właśnie usłyszeli, że ten sam człowiek zabił przypadkowego mężczyznę. Rozczłonkował jego ciało i ukrył część szczątków w swoim pokoju. Brian Senior zaczął też myśleć o tym, co się stanie z całą rodziną. Nosił dokładnie to samo imię i nazwisko co syn, dlatego obawiał się, że mieszkańcy miejscowości, w której żyli, zaczną ich ze sobą utożsamiać. Martwił się reakcją bliskich Warrena oraz tym, czy rodzina będzie mogła w ogóle pozostać w mieście.
Brian był już formalnie zatrzymany pod zarzutem morderstwa pierwszego stopnia. Został poinformowany o swoich prawach, ale zrezygnował z prawa do milczenia i zgodził się zeznawać bez obecności adwokata. Od początku nie próbował zaprzeczać. Ponownie przyznał, że zabił człowieka, którego wcześniej nie znał. Był też gotowy bardzo szczegółowo opowiedzieć, jak doszło do zbrodni. Sposób, w jaki mówił o ostatnich chwilach Warrena, miał okazać się równie wstrząsający, jak sama treść jego wyjaśnień. Chłopak uznał, że skoro i tak trafi do więzienia, to nie ma powodu, by milczeć. Szybko jednak stało się jasne, że nie chodziło wyłącznie o współpracę. Brian mówił dużo i chętnie rozwijał kolejne wątki.
Filary zasłaniały część terenu, a hałas przejeżdżających górą samochodów zagłuszał dźwięki dochodzące spod konstrukcji. Brian zauważył przy torach duży kształt przykryty bryzentem. Zatrzymał samochód, podszedł bliżej i zorientował się, że pod materiałem śpi człowiek. Był nim Warren Barnes. Brian nie znał go i nic o nim nie wiedział. Wystarczyło mu, że Warren spał samotnie pod wiaduktem i wyglądał na osobę w kryzysie bezdomności. Uznał, że znalazł człowieka, którego szukał. Następnie wrócił do samochodu po nóż. Na każdą dłoń założył po kilka cienkich rękawiczek. Podczas przesłuchania tłumaczył, że pojedyncza warstwa mogła być zbyt cienka i przepuścić ślad linii papilarnych.
Zasłonił również twarz maską, częściowo po to, aby ukryć swoją tożsamość. Następnie podszedł do ośpiącego Warrena, odsunął brezent i zaatakował. Skupił ciosy na jego szyi. W tym czasie zaskoczony mężczyzna się obudził i próbował zrozumieć, co się dzieje. Pytał napastnika, dlaczego to robi. Brian na chwilę przerwał i powiedział mu, że od dawna chciał zaatakować człowieka. Potem kontynuował. Atak trwał od minuty do półtorej. Według późniejszych ustaleń Warren otrzymał od 30 do 40 ciosów w okolice szyi. Obrażenia były tak rozległe, że jego głowa została niemal całkowicie oddzielona od reszty ciała. Brian opowiadał o tym bez widocznego wstydu czy przerażenia.
Brian obawiał się, że któryś z kierowców może się zatrzymać. Pilary częściowo go zasłaniały, a pod konstrukcją było ciemno, dlatego nikt nie zareagował. Śmierć Warrena nie zakończyła jednak tego, co Brian zaplanował. Chciał zobaczyć organy wewnętrzne i przekonać się, jak wygląda ludzkie ciało od środka. Zaczął więc okaleczać zwłoki. Podczas przesłuchania opisywał później swoje obserwacje z dużą dokładnością. Momentami uśmiechając się tak, jakby relacjonował eksperyment, a nie to, co zrobił drugiemu człowiekowi. Oddzielił od ciała głowę i kończynę. Niektóre z części pozostawił w różnych miejscach pod wiaduktem. Głowę umieścił w pudełku po pizzy, które zostało w jego samochodzie po kolacji sprzed kilku dni.
Dłonie włożył do plastikowych woreczków z zamknięciem strunowym. Następnie przewiozł głowę i dłonie do domu. Ukrył je w plastikowym pojemniku w swojej szafie, dodatkowo owijając workami na śmieci. Pozostałą część ciała zostawił na razie pod wiaduktem. Po powrocie zaczął zacierać ślady. Dokładnie umył nóż, przedmioty zabrudzone krwią wyrzucił, a ubrania włożył do pralki. Wyprał je dwukrotnie na intensywnym programie, aby pozbyć się rozprysków. Później próbował zasnąć. Nie był jednak w stanie. I to nie przez to, że dręczyły go wyrzuty sumienia, ale przez to, że zauważył, że jedna z rękawiczek była rozdarta. Zaczął się więc obawiać, że na ciele Warrena pozostawił fragment odcisku palca albo materiał biologiczny.
Postanowił więc wrócić pod wiadukt i pozbyć się najważniejszego dowodu. Przebrał się, załadował pozostałą część ciała Warrena do bagażnika i pojechał w stronę Blue Heron Boat Ramp. Około pierwszej w nocy zjechał Fordem na pochylnię prowadzącą do rzeki. Ustawił samochód tyłem do wody, aby łatwiej wyjąć ciężkie szczątki z bagażnika. Do wody zepchnął je kopiąc, obserwował jak odpływają z nurtem i uznał, że skutecznie się ich pozbył. Problem pojawił się, gdy chciał odjechać. Koła straciły przyczepność na mokrej i błotnistej pochylni. Im bardziej Brian próbował wydostać się na górę, tym głębiej fort osuwał się do rzeki. W końcu woda zaczęła wdzierać się do środka i po chwili samochód został całkowicie unieruchomiony.
To właśnie wtedy Brian zadzwonił do rodziców i opowiedział im historię o nocnej przejażdżce, podczas której chciał spokojnie przemyśleć swoje życie. W rzeczywistości samochód utknął w rzece chwilę po tym, jak próbował się pozbyć ciała Warrena. Czerwona substancja wypływająca później spod tylnej tablicy rejestracyjnej nie była więc sztuczną krwią z zajęć z efektów specjalnych. Pochodziła z bagażnika, w którym Brian przewoził szczątki. To tłumaczyło również jego niepokój przez kolejne kilkadziesiąt godzin. Bał się, że zostanie zdemaskowany. Wiedział, że na samochodzie pozostała krew, a głowa i dłonie nadal przechowywał w swoim pokoju. Do tego miał świadomość, że rodzice czasami zaglądali do jego rzeczy, więc mogli w każdej chwili je znaleźć.
Teren pod wiaduktem został dokładnie przeszukany i zabezpieczony. Funkcjonariusze odnaleźli tam części kończyn Warrena pozostawione w różnych miejscach w pobliżu torów. Poszukiwania objęły również rzekę Colorado poniżej Blue Heron Boat Ramp. Mimo zaangażowania kolejnych ekip nie udało się jednak odzyskać tułowia, który odpłynął z nurtem. Śledczy zabezpieczyli również dom rodziny Cohee, rzeczy wyjęte przez Briana Seniora z zalanego Forda oraz sam samochód. Zbadano znaleziony nóż, a także ustalono, że w bagażniku pozostały ślady krwi Warrena. Do tego dochodziły pakunki ukryte w szafie, wyprane ubrania oraz przedmioty, które Brian próbował oczyścić albo wyrzucić. Jeśli chodzi o to, co Brian zamierzał zrobić z tymi szczątkami, to twierdził, że planował kupić duże metalowe wiadro po farbie, umieścić w nim głowę, szczelnie je zamknąć i porzucić przy drodze.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Terri Cohee chciała tylko posprzątać pokój swojego 19-letniego syna Briana. W szafie znalazła jednak pakunek, którego zawartość zmusiła ją do wezwania policji.
-----
☕Postaw mi kawkę: https://buycoffee.to/kryminalnehistorie
📖“Niebezpieczna sieć” już w sprzedaży! Książkę zamówisz tutaj ➡️ https://bit.ly/46ia12I [autopromocja]
ZAPROPONUJ SPRAWĘ ➡️ https://forms.gle/tTUPgnEBZGur47ds9
----------------------------------------------------------------
📩Newsletter: https://kryminalnehistorie.com/newsletter-zapis
✉️Współpraca: [email protected]
----------------------------------------------------------------
Dziękuję wszystkim, którzy wspierają mnie na Youtube :) A także za każdą inną formę Waszego wsparcia. Przypominam, że podcast tworzony jest na podstawie ogólnodostępnych źródeł, które znajdziecie poniżej :)
☛ Sklep: https://kryminalnehistorie.com/sklep/
☛ Facebook: https://www.facebook.com/kryminalne0historie
☛ Grupa na Facebooku: https://www.facebook.com/groups/kryminalnehistorie
☛ Instagram: https://www.instagram.com/kryminalne
☛ Youtube: https://www.youtube.com/kryminalnehistorie
☛ Spotify: https://open.spotify.com/show/4MP3dZZu5efb5qvPSXu89k?si=e9c65befc023463d
☛ Mail: [email protected]
✔Animacja w intro została stworzona przez Sławka:www.vimeo.com/smdesigns
✔Montaż: Paulina Kulpińska
✔Muzyka:
Kai Engel - Great Expectations
Slow Hammers
Źródła: https://docs.google.com/document/d/1AKxH7HKM5uRJ34Va4zxb6xAvRCX6Y6UA_nGBGYYBd3E/edit?usp=sharing