Reportaż "Trucicielka, żywicielka"
Reportaż Anny Dudzińskiej - "Trucicielka, żywicielka" to opowieść o skomplikowanych losach Górnego Śląska widzianych perspektywy ran jakie przemysł i nadmierna eksploatacja pozostawiły na tej ziemi. "Śląsk śmierdział i nadal śmierdzi" - mówią bohaterowie reportażu, mieszkańcy Szopienic, ekstremalnie zanieczyszczonej dzielnicy Katowic. To właśnie tam w latach siedemdziesiątych XX wieku dzieci masowo chorowały na ołowicę. Reportaż powstał w Radiu Katowice.
Klub Trójka. Program III Polskiego Radia. Klub Trójki. Audiodokument. Mamy dla Państwa dzisiaj zaproszenie i opowieść, która, jestem o tym jakoś przekonana, za kilka dni stanie się historią dyskutowaną i znaną w Polsce, a przeniesiemy Państwa w czasie do lat 70. ubiegłego wieku na Śląsk, w pobliże kopalń i hut, szczególnie tej jednej huty, tej w Szopienicach. Anna Dudzińska, Dariusz Pieruk i Elżbieta Malinowska. Zapraszamy najmocniej. A przed nami, no właśnie, historia polskiej lekarki, która walczyła z systemem. Jolanty Wadowskiej-Król.
Jakiś czas temu. Tak, to jest taki właśnie okres, z którego i perspektywa warto popatrzeć w tył. Jak ty myślisz, bo jednak ta książka była znana i ta historia była znana na Śląsku, a gdzieś w polskiej świadomości ogólnopolskiej w ogóle się ona nie odnalazła. Czy to, że chociażby Jolanta Kulik wcieliła się w rolę doktorki, doktórki, bo tak mówiono. Jolanta to była władowska król, Asia. Król, tak. I czy ona upowszechni tę historię? Myślę, że tak. To znaczy ta historia była znana, ale ona się nie przybiła do takiej zbiorowej świadomości.
Wiedzieli rodzice, wiedzieli lekarze, może nawet wiedzieli dziennikarze. Natomiast lepiej tego nie ruszać, albo nie wiadomo, co z tym będzie. A dzieciom mówiono, nie interesuj się tym, po co ci to, zajmij się swoimi sprawami. I to tak przeleżało długo, długo. Aż w końcu przypomniano sobie o dr Wadowskiej-Król, bo ja nie byłem jedyny. To znaczy pojawił się wcześniej artykuł w Gazecie Wyborczej. W Gazecie Wyborczej, tak. Judyty Watoły i Ani Malinowskiej. Artykuł o takim niezwykłym tytule, bo tak mówiono o tych dzieciach, które żony człapały jak bociany. Ale też pojawił się film wnuczki pani doktor i chyba w ten sposób właśnie gdzieś ta historia zaczęła wypływać, prawda?
Mnie ten film zainspirował o tyle, że nagle sobie przypomniałem... Czyli ten szkolny film, tak? Tak, to jest film zrobiony w liceum, chyba tam na jakieś zajęcia. Ale doktor Wadowska-Król jest w tym filmie w świetnej formie. Zresztą ona zawsze miała doskonałą pamięć. I rzeczywiście było to takie kompendium tego, co należało wiedzieć o tej historii, o tej bohaterce. Natomiast zjadł się do tego jeszcze inaczej, bo właściwie to też była moja historia. I tutaj zatrzymuję cię dlatego, że no właśnie chciałabym, żeby państwo przede wszystkim najpierw posłuchali reportażu, bo opowieść, którą usłyszą państwo za chwilę, to nie jest tylko historia tej wspaniałej bohaterki. Sześć lat temu historia Wadowskiej-Król była jednak w jakiś sposób na Śląsku znana i przygotowując tę opowieść poszłam inną drogą.
To dziennik zachodni z 14 października 1982 roku. Tymczasem Trybuna Śląska opisuje po fakcie. Po wykonaniu badań u naszego młodego pacjenta okazało się, że poziom wydalanego z moczem przez to dziecko ołowiu jest tak wysoki, że aż nieprawdopodobne dla przeprowadzających specjalistyczne próby. Pamiętam wszystkie te dzieci. W latach 70. pojawiła się właściwie jedna osoba, która odważyła się przeciwstawić temu procederowi. Doktor Jolanta Wadowska-Król była wtedy lekarką w prowincjonalnej przychodni w Dąbrówce Małej, przychodni dla dzieci.
Ona lecząc te dzieci zauważyła, że spora grupa ma nietypowe objawy. Lekarki były dwie. Profesor Bożena Hagermałecka, pediatra i doktor Wadowska, król z niewielkiej przychodni. Ludzie w Szopienicach chodzili się leczyć do królki. Bladość. Po badaniach stwierdziłam, że niedokrwistość u tych dzieci, trudności w nauce, zmiany w zachowaniu, taka ospałość, spowolnienie, melancholia. Po prostu u niektórych dzieci były bóle brzucha, bóle głowy. U jednej było porażenie kończyny górnej, u jednego chłopaka był taki hut bociani.
Michale, no właśnie... My tutaj w tej opowieści nie tyle próbujemy opowiedzieć historię tej wspaniałej kobiety, bohaterki, Jolanty Wadowskiej-Król, ale właśnie historię Śląska w takiej pigułce, która dla mnie sprowadza się do tego obrazu na samym końcu, czyli do tej ziemi, która została przemielona i w tej chwili na niej wyrasta zieleń. Jaki jest Śląsk, który widzisz ty dzisiaj? No na pewno inny. Tamtego Śląska już nie ma. Jest zieleń. Coraz mniej może widać tej gleby, która była słabą rudą orłowiu. Bo zarasta. Bo zarasta.
Rany się zabliźniają. Natomiast ta historia ciągle ma, ona ma ciąg dalszy, ona się nie skończyła i wydaje mi się, że wciąż jeszcze płacimy cenę tej straszliwej eksploatacji, tego, że człowiek znaczył kiedyś mniej niż przychód, niż wydobycie, niż plany zakładów produkcyjnych. Zresztą ja z dużym sentymentem słuchałem tego reportażu, słuchałem głosu dr Wadowskiej-Król. Ona też opowiadała tę historię. Jako sprawczyni, jako bohaterka, chociaż widzimy, że nie lubiła tego słowa, ale też jakby wpisywała się w tą historię, która trwa dalej i nawet mówiła wielokrotnie, ludzie tego nie zrozumieją.
No poza tym, no jednak ta historia zaczyna żyć własnym życiem i może to chodzi o to, żebyśmy ten Śląsk próbowali na nowo zdefiniować też poprzez takie historie. No właśnie, mnie się wydaje, że w jakiś sposób w ogóle Śląsk poprzez to nie został jeszcze opowiedziany, tak? Poprzez te pęknięcia, przez to zapadające się ziemie. Oczywiście były takie próby i również książkowe. Świetna książka o Bytomiu. Ale jednak w takiej powszechnej świadomości, tak jak nie było Jolanty Wadowskiej-Król, tak nie ma również tego, co ten region, że tak powiem, oddał, prawda, ze swojej ziemi, ze swoich drzewi. Ja mam wrażenie, że ludzie, którzy przyjeżdżają na Śląsk, albo którzy nie są ze Śląska i opowiadają o Śląsku, za każdym razem są zaskoczeni.
I tutaj w tych powtórzeniach jest, czy to powoduje agresję, no powiem tak, może powodować, jeżeli ten mechanizm nie działa tak jak, jest zatruty, mówiąc krótko. Wracamy teraz do postaci naszej bohaterki, bo ja mam nadzieję, że właśnie ona i film o niej będzie niezwykłym nośnikiem, który te historie rzeczywiście przez pryzmat pani doktor, doktórki będziemy mogli obserwować z bliska. Jest z nami Agnieszka Cygan, wnuczka Jolanty Wadowskiej-Król. Dzień dobry pani Agnieszko, dobry wieczór. Dobry wieczór państwu. Bardzo się cieszę, że pani się zgodziła być z nami. To jest właśnie takie dla mnie też niezwykle wzruszające, bo inna wnuczka pani doktor Małgosia Król zrobiła film, szkolny film, o którym mówił wcześniej tutaj nasz gość.
I kropka. Ale Jolanta potrafiła się, pani doktor, doktorka Jolanta Wadowska-Król, potrafiła się jednak temu przeciwstawić. I dzięki temu naprawdę uratowała setki dzieci. Bardzo serdecznie dziękuję. Czytajmy książkę Michała Jędryki. Czytajmy w ogóle książki. Oglądajmy ten niezwykły na pewno serial. Agnieszka Cygan, Michał Jędryka, Dariusz Pieróg, Elżbieta Malinowska i Anna Dudzińska za dziś bardzo serdecznie państwu dziękujemy. Klub Trójki. Audiodokument. Trójka. Program Trzeci Polskiego Radia.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.