Mentionsy Mentionsy
Kind of Jazz
Kind of Jazz

Sting i jazz przed Sylwestrem

02.01.2026 ·1 godz 0 min

Audycja nagrana dla Studenckiego Radia „Żak” Politechniki Łódzkiej (30.12.2025)

KONIEC! Skoro ten charakterystyczny dżingiel, to nic innego, tylko audycja Kind of Jazz, na którą zaprasza dzisiaj Mateusz Golami. Realizuje mnie Grażyna Bąk. No tak, szanowni państwo, mamy koniec roku, ale jeszcze Kind of Jazz w starym roku postanowiło nadać jedną audycję, a ta audycja będzie poświęcona Stingowi, wątkom jazzowym w muzyce Stinga. Sting będzie grał na Sylwestra, takiego publicznego, dużego Sylwestra, nie mogę zdradzić jakiejś stacji telewizyjnej w Katowicach i pomyślałem, że to jest dobry pretekst, żeby porozmawiać trochę o wątkach jazzowych w muzyce tego bardzo nietuzinkowego artysty.

Ale może, żeby nie rozwijać tematu tak od razu z grubej rury, jak to się mówi, to posłuchajmy sobie utworu, który by tak nas fajnie wprowadził w te jazzowe wątki u Stinga i byłby to utwór Sister Moon z płyty Nothing Like The Sun w wydaniu koncertowym Tokio, rok 1988.

Sister Moon, Sting, koncert w Tokio w roku 1988. No i mamy tutaj Branforda Marsalisa na saksofonie i Kennego Kirklanda na klawiszach. Myślę, że taka bardzo specyficzna atmosfera tego utworu, taka trochę magiczna można powiedzieć wręcz, udzieliła się również Państwu. No i może trzeba by zacząć właściwie od tego, jak zaczęła się ta przygoda Stinga z jazzem. Sting już w latach 70., kiedy zaczynał swoją karierę muzyczną, występował w takim zespole Last Exit, który był zespołem właściwie stricte jazzowym, inspirowanym muzyką Weather Report, Return to Forever, I właściwie tam można powiedzieć, że nabrał takich pierwszych szlifów jazzowych.

Występował również mniej więcej w podobnym czasie w takim zespole Phoenix Jazzmen. W tym zespole, co ciekawe, pojawił się jego pseudonim artystyczny, Sting. On się w tym zespole tak charakterystycznie ubierał. zakładał strój, który przypominał wygląd osy i stąd właśnie pojawił się ten pseudonim Sting, który mu nadał jeden z kolegów. Więc jak widać już na początku kariery Sting miał związki z jazzem. Potem był oczywiście The Police, czyli zespół, któremu do jazzu daleko, ale który na pewno stworzył taką buntowniczą energię w duszy Stinga, jeżeli można tak powiedzieć, która

Też pewnie z jazzem jest i trochę po drodze, ale trzeba powiedzieć tak już zupełnie serio, że potem po kilkuletniej przygodzie z The Police Sting rozpoczął karierę salową i wtedy na dobre wszedł w świat jazzu. Rozpoczął współpracę z Brentfordem Marsalisem, z Omarem Hakimem, z Kenem Kirklandem i płyta The Dream of the Blue Turtles, czyli rok 1985. I tam mamy na przykład słynny utwór Moon Over Bourbon Street, który jest takim, można powiedzieć, smooth jazzowym szlagierem. Kolejna płyta Nothing Like The Sun, dwa lata późniejsza i tam mamy słynnego Englishman in New York, gdzie też mamy muzyków jazzowych na całej płycie.

No i właśnie tak te wątki jazzowe trochę znikają potem u Stinga na pewien czas. Chociaż pojawia się u niego też na przykład Manu Kacze, który jest perkusistą jak najbardziej jazzowym i on też w tej bardziej popowej części dyskografii Stinga odgrywa pewną rolę. No i można powiedzieć, że tak właściwie lata 90. to jest trochę mniej jazzowego Stinga, ale Od 2021 mamy do czynienia z taką płytą The Bridge, która zrobiła pewien powrót w dyskografii Stinga, mianowicie wrócił do jego zespołu Brentford Marsalis.

I właśnie ta płyta trochę wraca do tych jazzowych korzeni. Dosyć świeża płyta, ale rzeczywiście można powiedzieć, że te dwie płyty były takim dużym wejściem Stinga w świat jazzu. No i jeszcze bardzo ważny wątek, którego tutaj nie można pominąć, to są filmowe utwory Stinga. Czyli lata 90. i tutaj mamy dużo bardzo brzmień jazzowych i około jazzowych, czy smooth jazzowych. Między innymi soundtrack do filmu Zostawić Las Vegas, gdzie mamy standardy jazzowe bardzo ciekawie przerobione przez Stinga. Mamy też aferę Thomasa Crowe'a z roku 1999 i słynny utwór Windmills of Your Mind. w przeróbce Stinga też z taką mocno smooth jazzową energią.

Nie chcę tutaj wszystkich wymieniać, ale myślę, że właśnie lata 90. i te soundtracki, do których Sting wtedy śpiewał, one też jakiś tam taki jazzowy powiew do jego dyskografii wniosły. To jest w ogóle muzyk, który niespecjalnie lubi podziały w muzyce, jest człowiekiem, który bardzo swobodnie się porusza po różnych gatunkach, jest bardzo autorski w tym, ma własny sposób rozumienia muzyki, który jest bardzo oryginalny i właściwie od wielu lat ma wierne grono słuchaczy. Jest to muzyk już starszego pokolenia, więc może ta kariera troszkę u niego już przygasa, ale ciągle sporo koncertuje.

W tym roku kończącym się był dwa razy w Polsce, bodajże w Gliwicach i w Krakowie. No i właśnie teraz na Sylwestrze w Katowicach będzie występował. więc naprawdę jest to muzyk zaprzyjaźniony z polskim odbiorcą. No i tak sobie myślę, że jak tak mówimy o tych płytach, pierwszych Stinga, Dream of the Blue Turtles, Nothing Like the Sun, to może posłuchalibyśmy sobie utworu właśnie, że Nothing Like The Sun, czyli Englishman in New York, a że ta audycja trochę ma na celu zwrócenie uwagi na bardzo ciekawe koncerty, których Sting ma mnóstwo na koncie, to może posłuchajmy Englishmana nie studyjnego, tylko właśnie z koncertu w Berlinie w roku 2010.

No i jeszcze na koniec nam już miały oklaski i pochwalenie Brantforda Marsalis'a, który tutaj rzeczywiście pięknie nawywijał, jak to tak kolokwialnie można by powiedzieć. Był takim równorzędnym partnerem, myślę, dla Stinga w tym utworze. Koncert w Berlinie, rok 2010. To był taki duży koncert też z orkiestrą symfoniczną brytyjską, królewską. Został zarejestrowany na DVD, można go nabyć, jeżeli są Państwo zainteresowani, proszę sobie zobaczyć w internecie. No i właśnie, kontynuujemy te wątki jazzowe u Stinga.

No oczywiście temat, pewnie gdyby tutaj byli moi koledzy, szanowni, trochę by mnie zganili, bo temat jest oczywiście trochę kontrowersyjny. Sting na pierwszy rzut ucha, czy taki potoczny ogląd się za bardzo też z jazzem nie kojarzy, ale myślę, że tutaj te argumenty, które podałem, jakoś się kupy trzymają. To jest człowiek, który na pewno... Ma pewną też wrażliwość jazzową, czy jazzującą może, bo to określenie jazz myślę, że jest w ogóle bardzo pojemne. Ja też nie lubię tak purystycznie do niego podchodzić. Myślę, że można jego granicę poszerzać. A to, co robi Sting, to jest właśnie taki jego bardzo autorski pop z domieszką jazzu.

I czasami tego jazzu jest więcej, czasami jest mniej. Ale myślę, że jak najbardziej można powiedzieć, że jazz jest ważną składową tego Stingowego kotła. No i może warto by jeszcze powiedzieć, że gitarzysta Stinga, z którym współpracuję zupełnie współcześnie, który jest takim jego bliskim przyjacielem muzycznym od wielu lat i właściwie te ostatnie płyty to jest w dużej mierze ich współpraca, czyli Dominik Miller. Jest też gitarzystą, który flirtuje z jazzem. Jako ciekawostkę można powiedzieć, że nagrywa od jakiegoś czasu płyty autorskie, płyty solowe dla wytwórni CM, w której, jak wiadomo, jazz jest ważną składową muzyki tej wytwórni.

Jest to właściwie jazzowa wytwórnia. No i właśnie Dominik Miller tam nagrywa i on też trochę wnosi takiego, może nie typowo jazzowego, ale takiego dżemującego powiewu do jego zespołu, bo to jest gitarzysta na pewno nie taki typowy sideman, gitarzysta, który lubi trochę poimprowizować i na koncertach i na płytach, więc myślę, że on Jeżeli byśmy też rozumieli jazz jako pewien rodzaj dżemowania, to on jak najbardziej taką energię dżemującą do zespołu Stinga wprowadza. No i właściwie jak sobie mówimy o tych utworach i o tym jak też to w dyskografii Stinga czasowo się rozwijało, no to tak sobie myślę, że może byśmy sobie posłuchali teraz

Fragmentu jednego utworu z pierwszej płyty Stinga, czyli Dream of the Blue Turtles. I tam mamy taki piękny utwór Moon of a Bourbon Street, który też nawiązuje do korzeni jazzu, które wywodzą się z Nowego Orleanu. A Bourbon Street to jest główna ulica Nowego Orleanu. No i właśnie taka lunarna, trochę dziwna energia tego utworu. I też wersja koncertowa z rezydencji Stinga, Filine Valdarno w Toscanie, niedaleko Florencji. Posłuchajmy. There's a moon over Bourbon Street tonight

Dziękujemy. No i tak, księżyc nad ulicą Bourbon w Nowym Orleanie, chociaż nazwa miasta nie pada w tytule, ale wszyscy wiedzą, o jakie miasto chodzi. No i to piękne zakończenie. Sting wyjący jak kojoc na koniec utworu. Trochę zabawy, trochę mroku, trochę powagi. Wszystko pięknie wymieszane w tym utworze. Tak, myślę, że ten utwór jak najbardziej wpisuje się w te jazzowe wątki u Stinga.

On właściwie w pewnym sensie otworzył ten jazzowy świat dla Stinga. Zresztą to był utwór, który też był sporym przebojem w swoim czasie, to był właśnie 1985 rok. Tak sobie też przypominam i właśnie szkoda, że wcześniej o tym nie powiedziałem, ale trzeba o tym wspomnieć, że tutaj mamy też Chrisa Bottiego, który bardzo koloryzuje te utwory Stinga, zwłaszcza ten późniejszy okres jego twórczości. Trzeba o nim wspomnieć, bo on wnosi przecież taką smooth jazzową energię do jego zespołu. No oczywiście Chris Botti to jest muzyk, który może być krytykowany przez taki mainstream jazzowy za to, że wprowadza dużo takiego soft jazzu, smooth jazzu.

do tego jazzowego świadka, ale myślę, że jest jak najbardziej pozytywną postacią i on też właśnie jest takim wiernym druhem Stinga, takim kompanem od lat. Co prawda ostatnio trochę rzadziej możemy Chrisa Bottiego spotkać koncertującego czy grającego razem ze Stingiem, ale właśnie był taki okres, że można było ich razem często usłyszeć. W ogóle myślę, że to taki trochę wątek poboczny, niedokładnie dotyczący jazzowych wątków u Stinga, ale trzeba powiedzieć, że to jest muzyk, który bardzo dobrze nawiązuje muzyczne współprace. Człowiek, który masę osób poznał, z masą osób nagrywał bardzo ciekawe rzeczy, bardzo ciekawe i płyty, bo to często były współprace na płytach, współprace na koncertach,

mają coś do zaoferowania i w związku z tym te relacje nawiązują łatwo. I myślę, że to jest ta piękna cecha, która łączy Michała Urbaniaka, niestety zmarłego, i właśnie Stinga. I tak sobie właśnie myślę, że można taki właśnie wspólny mianownik dla tych dwóch artystów znaleźć. No i może podciągnijmy trochę wątek tych współprac. Taka ważna współpraca oczywiście jazzowa Brandforce Marsalis, ale też współpraca właśnie z Chrisem Bottim, współpraca z Myland Farmer. To był co prawda jeden utwór, ale bardzo też duży przebój Stolen Car w takiej właśnie wersji bardziej popowej.

Była też współpraca z Shaggym i dalej jest, czyli muzykiem reggae z pogranicza reggae i popu. Paul Simon, Peter Gabriel, zresztą i Paulem Simonem i Peterem Gabrielem w swoim czasie Sting wyruszał w duże trasy koncertowe. Mamy też... cały szereg muzyków, którzy może nie mają takich dużych nazwisk, ale też należy o nich wspomnieć, na przykład Mino Cinello, Manu Cacce, ale przecież też ważne nazwiska przyjaciele Stinga, Phil Collins na przykład, jego wspaniały znajomy, z którym właściwie w latach 80. rozkręcali taki ambitny pop w świecie zachodnim.

Zresztą Sting też grał z nim na koncercie Live Aid w 85. roku, również grał na jego płycie No Jacket Required, występował tam, śpiewał właściwie, więc też bardzo piękna współpraca, bardzo piękna przyjaźń. No właśnie i tak sobie myślę, że to jest jakaś taka bardzo fajna cecha tego muzyka, zresztą człowiek, który Wywołał jakiś duży wpływ, myślę też, na mnie, na mój gust muzyczny. Taka bardzo pozytywna postać, myślę, że do pewnego stopnia też jakiś ciekawy bardzo wzór osobowy, wzór takiej dojrzałej męskości, też człowiek, który... Ćwiczy jogę, pilates, uczy się grać bacha na gitarze, podobno ćwiczy codziennie rano bacha, więc bardzo uduchowiona postać, bardzo ciekawy człowiek, więc myślę, że...

Może w dzisiejszym świecie, w którym też czasami nie ma specjalnie takich ciekawych wzorów osobowych, mamy głównie polityków, którzy nie za bardzo te wzory osobowe jakieś stanowią, to myślę, że dla młodych mężczyzn Sting może być jakimś takim ciekawym wzorem do naśladowania może nawet, albo przynajmniej do przyglądania się jemu jako człowiekowi, który jest naprawdę bardzo wartościową postacią. No i słuchamy sobie może dalej muzyki Stinga. Mamy dopiero pół godziny audycji za nami, ale ja tak nie za bardzo lubię rozwijać te różne wątki, bo czasami mam wrażenie, że na jakieś manowce mnie one zwodzą, bo jak człowiek ma za dużo czasu na przemowy różne, to wtedy być może im dłużej się mówi, tym więcej się głupot palnie, jak to się mówi.

Więc może posłuchajmy sobie My Funny Valentine, Chrisa Bottiego i Stinga. To jest dla Milesa Davisa, bo wiem, że ogląda nas wszyscy. Nazywa się My Funny Valentine. Muzyka

My Funny Valentine, koncert w Los Angeles, w Wilshire Theatre, rok 2005. No i słychać taką piękną, użytkowną współpracę Chrisa Bottiego i Stinga. A utwór jest w ogóle dedykowany partnerce, żonie Stinga, Trudy Styler. I właśnie ta taka trochę zabawna, trochę romantyczna i wzruszająca atmosfera tego koncertu, tego fragmentu myślę, że właśnie wynika z tego, że to była po prostu dedykacja. I to myślę, że tak ładnie tutaj na tym utworze czy w tym utworze wybrzmiało. Tak sobie też myślę, kiedy słuchamy i trochę można powiedzieć, że robimy taki przelot przez twórczość Stinga, bo to absolutnie nie jest rzecz rzetelna, tylko po prostu wybieram sobie utwory, które kiedyś zrobiły na mnie wrażenie, które mnie zachwycają w jego dyskografii.

To myślę, że jest jeszcze jedna rzecz, która... Nie wiem, czy jest jazzowa, ale myślę, że jak najbardziej kojarzy się z pewną wyjątkowością Stinga jako postaci, to jest jego głos. Myślę, że on ma bardzo specyficzną barwę głosu. Na pierwszy rzut oka to jest głos... słaby, taki mało mocny, można powiedzieć. Ale z drugiej strony ma piękną barwę, taką bardzo swoistą, w której odbija się ta osobowość, bardzo nietuzinkowa Stinga. I myślę, że to jest taka barwa, jak to się mówi, raz na milion. Zupełnie nie do podrobienia. Jak się słyszy parę dźwięków zaśpiewanych przez Stinga, nie pomyli się go z nikim innym i to jest coś takiego, co...

Też wśród gwiazd, które często mają zupełnie inny stosunek do kultury popularnej, taki bardziej zabawowy, rozrywkowy, to jest jakimś miłym akcentem, że jednak nawet na takiej imprezie, która kończy rok, która ma być zabawą, pojawia się ktoś, kto ma takie inteligenckie, ambitne podejście do tej sfery popkultury. To myślę, że jest jakiś miły akcent. Też zdradzę Państwu, a może Państwo wiedzą, gdzieś tam przeczytali, że na tym koncercie sylwestrowym w Katowicach będzie też Kaja, będzie też Justyna Steczkowska. Tak sobie pomyślałem, że w sumie fajnie byłoby usłyszeć na przykład jakiś duet Stinga z Justyną Steczkowską albo z Kają. Jeżeli może ktoś z osób, które organizują tego Sylwestra nas słucha, to...

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.