Dziadek do orzechów rozdz. 14
To już koniec przygód Dziadka... Cieszę się, że poznaliśmy je razem.Jeśli podoba Ci się to, co robię, będzie mi miło, jeśli postawisz mi kawę: https://buycoffee.to/cierpkawisnia
W tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju wszedł ojciec chrzestny i zawołał. Bzdury! Bzdury! To są przecie korony, które przed laty nosiłem przy zegarku jako breloki i które podarowałem Klarze na urodziny, kiedy skończyła dwa lata. Czy pamiętacie? Ani radca, ani radczyni nie mogli sobie tego przypomnieć. Klara, widząc, że twarze rodziców są znowu przyjazne i wesołe, podbiegła do ojca chrzestnego i zawołała. – Ach, mój ojcze chrzestny, ty wiesz przecież wszystko, powiedz więc, że mój dziadek do orzechów jest twoim siostrzeńcem i że to on podarował mi te korony.
Ale sędzia zasępił się tylko i mruknął. Mała, głupiutka dziewczynka. Radca ujął Klarę za obie ręce, ustawił przed sobą i rzekł. – Słuchaj, Klaro, czas już skończyć z tymi wymysłami, jeżeli raz jeszcze powiesz, że ten mały potworek jest siostrzeńcem pana sędziego. To wyrzucę za okno nie tylko jego, ale wszystkie inne twoje lalki razem z panną Elizą. Nie wolno więc było Klarze mówić o tym, czym przepełnione było jej serce. Nie zapomina się przecież tak łatwo o podobnie wspaniałych rzeczach, jakie ona przeżyła. Wyobraź sobie, mój drogi czytelniku, że nawet jej braciszek Fred obracał się do niej plecami, gdy chciała mu opowiadać o czarodziejskim królestwie, w którym przeżyła tak szczęśliwe chwile.
Nie wolno było Klarze mówić o swoich przygodach, ale wspomnienia niezwykłej krainy otaczały jej głowę jak gdyby czarodziejską, słodką melodią. Kiedy tylko pomyślała o tym, widziała wszystko dokładnie po raz wtóry. Toteż zdarzało się często, że zamiast bawić się, jak to dawniej bywało, siedziała w kącie nieruchoma, milcząca i pogrążona w myślach. Pewnego dnia sędzia naprawiał zegar w mieszkaniu radcy. Klara siedziała obok oszklonej szafy i patrzyła w zamyśleniu na dziadka do orzechów. Nagle wyrwało się jej zupełnie niechcący. O mój drogi panie Drosselmayer, gdyby pan żył naprawdę, nie postąpiła bym tak jak księżniczka Pirlipata.
Twarz jego była jak krew z mlekiem, ubrany był w piękny jedwabny surdut bramowany złotem, białe jedwabne pończochy i zgrabne pantofelki. Do żabotu wpięty miał śliczny bukiecik ze świeżych kwiatów, włosy miał kunsztownie ufryzowane i upudrowane, a na plecach zwieszał się pięknie spleciony warkocz. Krótka szpada u boku błyszczała, jak gdyby była wysadzana drogimi kamieniami, a kapelusik pod pachą wyglądał jak z najlżejszego puchu. Młodzieniec dał zaraz na wstępie dowody dobrego wychowania, przywiózł bowiem klarze mnóstwo pięknych zabawek, przysmaki z marcypanu i zupełnie takie same lalki, jakie pogryzł król myszy.
Zaledwie dzieci znalazły się same, Nagle, czyżby się klarze zdawało, młody Drosselmeier uklągł przed nią na jedno kolano i rzekł. O najdroższa panno Klaro, uszczęśliwiony dziadek do orzechów, któremu uratowałaś życie, klęczy przed tobą. Powiedziałaś, że nie wzgardziłabyś mną jak zła księżniczka Pirlipata, gdybym w twojej służbie stracił urodę. W tej samej chwili przestałem być wstrętnym dziadkiem do orzechów I wróciłem do swej dawnej postaci. O droga panno Klaro, zechciej mnie uszczęśliwić, ofiaruj mi swoją rękę, daj mi dzielić z tobą koronę i państwo, panuj wraz ze mną w marcy panowym pałacu, bo jestem tam teraz królem.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To już koniec przygód Dziadka... Cieszę się, że poznaliśmy je razem.
Jeśli podoba Ci się to, co robię, będzie mi miło, jeśli postawisz mi kawę: https://buycoffee.to/cierpkawisnia