Cudaczek - Wyśmiewaczek cz. 4
Jeśli podoba Ci się to co robię, możesz postawić mi kawę buycoffee.to/cierpkawisnia, lub zostać moim patronem patronite.pl/cierpkawisnia Dziś zapraszam na ostatnią część "Cudaczka - Wyśmiewaczka"!
Julia Duszyńska Cudaczek Wyśmiewaczek Wiedzą o Cudaczku Wylontował Cudaczek w jakiejś wsi na Lipie. I od razu zapiszczał z radości, bo na dole na podwórku czubiło się dwóch chłopców. Wydzierali sobie proce i tak z nią tańcowali w tył i naprzód i w kółeczko, jak te dwa Michały. Jeden był duży i cienki, a drugi mały i gruby. Także. Jak te dwa Michały. – Dawaj! – krzyczał cienki Michał. – To moje! Mamo! – darł się gruby Michał. Poprzewracali się na ziemię, a procy żaden nie puścił.
Śmiał się Cudaczek na lipie i czuł już jak mu brzuszek pęcznieje. A tu za płotem stanął dziad, co po proszonym chodzi i dalej śmiać się i wołać. Chłopaczki! A nie widzieliście Cudaczka Wyśmiewaczka? Bo mi się widzi, że on tu jest i śmieje się z was, aż mu brzuszek pęka. A chłopaki obejrzały się wokoło, powstawały, otrzepały się z piasku i poszli każdy w inną stronę. – Oho, niedobrze – zmartwił się Cudaczek. – Skąd oni dowiedzieli się o mnie? Poskrobał się w główkę jak cebulka i spojrzał w drugą stronę na sąsiednie podwórko.
Mała dziewczynka siedziała na schodach przed ganeczkiem. Na kolanach trzymała sporą miskę i jadła z niej zacierki. Ale że się patrzyła to na kury jak grzebią, to na kota jak się myje, to na studnie jak się z niej woda ciągnie, wcale nie uważała jak ta łyżka z zacierkami wędruje. Miała zacierki na nosie i na brodzie. Polała sobie cały fartuszek na przodzie. Zaśmiał się Cudaczek Wyśmiewaczek. Jak ona ładnie je! Umocował szybowiec na gałęzi i już miał złazić, kiedy na ganek wyszła babka tej dziewczynki, popatrzyła na Wnusię i ręce załamała.
Moje dziecko, ależ to Cudaczek Wyśmiewaczek wprowadzi się nam do chałupy i będzie się z ciebie śmiał, jak tak będziesz jadła. Kto to słyszał tak się umazać jak nieboskie stworzenie? Oj, babusiu, to ja się zaraz umyję i już nie będę. Boję się, Cudaczka, zawołała dziewczynka. Odstawiła miskę na schodki i poszła się umyć. Co się dzieje? wrzasnął Cudaczek. Trzeba stąd odjeżdżać, wszyscy o mnie wiedzą. Odjeżdżać? Ba, ale kto podciągnie szybowiec w górę? Poskrobał się Cudaczek w główkę jak cebulka. I naraz jakiś spory ptaszek usiadł obok niego na lipie.
Coś za jeden? Zapytał ptaszek i kiwnął wielkim czubem. Jestem Cudaczek Wyśmiewaczek, co się z różnych dudków wyśmiewa. Mruknął Cudaczek. Ptaszek się obraził. Ja jestem Dudek, najzgromniejszy, najpiękniejszy ptak. Nie pozwalam ci się ze mnie śmiać. Czekaj bratku, pomyślał Cudaczek. Ukłonił się Dudkowi i powiada. Przepraszam cię bardzo, ale nie jestem z miasta i dudka ptaka nigdy nie widziałem, ale słyszałem, że dudki są głupie, a ty na głupiego nie wyglądasz. Dudek napuszył się zadowolony i znowu kiwnął czubkiem. I słyszałem, że dudki są mocne, a ty mi wyglądasz na słabszego od wróbla.
Co? Co? Zaparzył się ptak. Wróbel podciągnie mój szybowiec spod chmury, a ty na pewno nie potrafisz. Ja nie potrafię. Tylko spróbuj. Dwa razy wyżej cię podciągnę od wróbla. No to jazda! – zwołał Cudaczek, który tylko na to czekał. Siadł na swój szybowiec i złapał Dudka za nóżki. – Jazda! Dudek machnął skrzydłami i podniósł samolot w górę. Leciał, leciał, a co chwila pytał Już wystarczy? – Taki wróbel potrafi! – krzyczał Cudaczek, więc Dudek machał skrzydłami dalej i leciał coraz wyżej, aż poczuł, że mu się w łebku kręci.
– Puszczaj, bo spadam! I Cudaczek puścił Dudkowe nóżki, bo już był dość wysoko. Cudaczek Wyśmiewaczek nad morzem Długo leciał Cudaczek na swoim szybowcu. Wiatr południowy niósł go pod chmurami i od czasu do czasu podrzucał przez figlę jak piłką. Znudziło się to Cudaczkowi i postanowił lądować. Zaczął zataczać koła coraz niżej i niżej, aż siadł na piasku. Gdzie był? Przed nim szumiała wielka woda. Końca nie było widać, a jaka zielona, jaka przystrojona w białe falbanki spiane. To jest morze, domyślił się Cudaczek.
No, tu chyba o mnie nie słyszeli. Spojrzał w bok i zobaczył mnóstwo dzieci w kolorowych majteczkach kąpielowych. Jedne bawiły się w piasku, inne brodziły w wodzie przy brzegu i coś tam łapały do kolorowych wiaderek. To jest plaża, domyślił się Cudaczek i klepnął się po pustym brzuszku. Tyle dzieci. Tu na pewno coś sobie znajdzie. Spojrzał uważnie i aż podskoczył. Na piasku siedzieli trzej chłopcy w jednakowych, żółtych kąpielówkach. Cudaczek ich przecież znał. Mieszkał u nich kiedyś w zimie na ręczniku i naśmiewał się przy wieczornym myciu.
Co to było? Jeden się wymawiał, że śpiący i woli się rano myć. Drugi tłumaczył babci, że ma czyste ręce i szyję, tylko opalone. A najmłodszy płakał, że mu babcia tą obrzydłą szczoteczką wszystkie zęby powybija. Cudaczek wywijał kozły na frędzlach ręcznika i tak się śmiał, że naprawdę mogli go usłyszeć. Ale jakoś nie usłyszeli. Zagłośno targowali się z babcią o mycie. Ucieszony Cudaczek dał susa i uczepił się majteczek najstarszego z braci. Chłopcy siedzieli spokojnie i patrzyli, jak się fale gonią. Wzdyma się jedna i bęc! Koziołka w morze. Wypchnęła trzecią, trzecia czwartą i tak aż do brzegu.
I właśnie na spotkanie tej ostatniej fali skoczyli chłopcy i nastawili plecy. Przewróciła się przez nich, zalała ich aż po włosy i ojej, zmyła z majteczek Cudaczka. — Utonę! — krzyknęło niepoczciwe licho i zachłysnęło się wodą. Ale nie utonęło. Fala rozciągnęła się na piachu jak długa, a Cudaczek razem z nią. Coś przy tym na niego spadło i nakryło go jak daszkiem. Leżało mokre licho na mokrym piasku i bało się poruszyć. A złe było, że strach. Kto by się spodziewał? Myć się nie chcieli, a w taką wielką wodę lecą.
Czy się tak odmienili? Czy to tylko na lato? W każdym razie nie pożywię się przy nich. W tej chwili usłyszał chrzęst nóżek na mokrym piasku, a potem głosik. Jaka ładna muszelka. Potem zgrzytnęła tuż obok mała łopatka. Zagarnęła trochę piasku i cudaczka-wyśmiewaczka i jego daszek muszelkę. Wpadli razem do kolorowego wiaderka. – Ciekawym, gdzie jestem? – mruknął cudaczek i wyjrzał ostrożnie spod muszelki. Zobaczył czerwony kostiumik dziewczynki. Zobaczył nad sobą okrągłą buzię z ciemnymi oczkami. Ale Cudaczek coś wypatrzył na buzi. Małe skrzywienie w kącikach ust.
Uśmiechnął się i poklepał po pustym brzuszku. – Tu się pożywię – szepnął. I został. Cudaczek Wyśmiewaczek, upanny krzywinosek. Dobrze się umieścił nasz cudaczek. Dziewczynka z buzią aniołka była grymaśna. Na wszystko krzywiła swój mały nosek i cudaczek, który miał dzięki temu co dzień pełny brzuszek, tak o niej mówił. Mój kochany krzywinosek, moje kochane krzywinosiątko. Bo przy ubieraniu było tak. Nie chcę tych skarpetek. Dlaczego? Pyta mama, która była bardzo dobra i bardzo cierpliwa.
Bo tu jest cera i mnie drapie. Taka malutka cera, Zosiu? Wczoraj na pończoszkach miałaś większą i nie drapała. A to mnie drapie, nie chcę. Upiera się pan na krzywi nosek i zaczyna śmiesznie wykręcać nosem. Zupełnie jakby jej muszka chodziła pod nosem i łaskotała łapkami. Strasznie te miny cieszą Cudaczka Wyśmiewaczka. Zaśmiewa się w głos i namawia dziewczynkę do coraz nowych grymasów. Chyba wrócimy do domu, bo co dzień jesteś grymaśniejsza, mówi mama. Wstyd mi robisz na cały pensjonat. A krzywi nosek swoje. Nie chcę tej sukienki, chcę niebieską.
Niebieska brudna, tłumaczy cierpliwie mama. To chcę tamtą w kwiatki. Tamta za lekka, dziś bardzo chłodny wiatr. Nosek lata na wszystkie strony, buzia wykrzywia się jeszcze lepiej. Cudaczek podskakuje z uciechy i czuje, jak mu pęcznieje, pęcznieje brzuszek. A grymasom nie ma końca. Tu guziczek się rusza, tam rękawek zaciasny. To nie chce panna Krzywonosek sandałków, tylko buciki. Dobra i cierpliwa mama traci wreszcie cierpliwość i daje córeczce klapsa. Panna Krzywonosek najpierw płacze, potem przeprasza, a za godzinę dalej nowe przedstawienie.
Przy obiedzie na sali jest znowu tak. Mamo, słońce mi świeci w talerz. A cóż ci to szkodzi? Bo odbija się od talerza i razi mnie. I jak dadzą lody, to mi roztopi. Dziś nie będzie lodów. Mamo, krzywi się nosek, ja tu nie mogę. Więc mama wstaje i przesiada się na miejsce dziewczynki, a ją sadza na swoim. Cudaczek korzysta z tej chwili i myk z ramienia dziewczynki na stół. Chowa się w bukiecie, stąd lepiej widać miny krzywi noska. Tymczasem Andzia i Michalinka roznoszą zupę. Jaka zupa?
Pyta dziewczynka i krzywi się na zapas. Szczawiowa, ale dla Zosi przesadziłam, odpowiada Michalinka i stawia talerz. Nosek wykręcił się na prawo, skrzywił się w lewo, ale ręka bierze łyżkę i zanurza w zupie. Jeden łyk, drugi i pan na krzywi nosek pochyla się do mamy. – Tu dwa listki pływają – szepce. – Nie mogę jeść. Dobra i cierpliwa mama wyławia dwa kawalątka zielone i odkłada na brzeg talerza. Cudaczek Wyśmiewaczek chichoce w bukiecie. – Nie będę jadła tej zupy – mówi dziewczynka. – Nie lubię takiej zielonej.
I odsuwa talerz. Odsuwa trochę za mocno. Chlup! Zielona struga wyskakuje nad talerz i rozlewa się po obrusie. Talerz trąca wazonik z kwiatami. Wazonik się przewraca. Cudaczek wylatuje jak z procy i nabija sobie guza o kant stołu. Oj! Wszyscy zrywają się od stołu. Andzia biegnie po ścierkę. Michalinka łapie wazonik. Pan na krzywinosek stoi wystraszona, zalana wodą i zupą, wykrzywiona do płaczu. Mama bierze ją za rękę i wyprowadza do pokoju, gdzie mieszkają. Zdejmuje mokrą sukienkę i kładzie do miednicy. Potem wychodzi i mówi – drugie danie tu ci przyniosą.
Nie zgadzaj się! krzyczy Cudaczek prosto w ucho dziewczynki i pan na krzywi nosek podnosi wielki krzyk. Ja nie chcę! Ale mama już wyszła i zamknęła drzwi. Zamknęła i Ani myśli wrócić. Pan na krzywi nosek wpada w złość. Rzuca się na ziemię i wali nogami, zupełnie jak ten złośnicki z miasteczka nad rzeczką. Ani, poczciwy cudaczek, zaśmiewa się z radości i jeszcze dyryguje. Mocniej! Głośniej! No, a co było dalej, to wcale nieciekawe. Po co ta panna Ada? Któregoś dnia przyjechała do pensjonatu nowa pani, młoda i wesoła panna Ada.
I nie wiadomo po co usiadła przy pannie Krzywinosek. Jak zaczęła opowiadać różności przy obiedzie, to panna Krzywinosek zapomniała o grymasach i zjadła cały talerz zupy cebulowej. To niesłychane! Nigdy tej zupy tknąć nie chciała. A potem zjadła wszystką marchewkę, bez namawiania. Cudaczek trząsł się ze złości. Wszyscy przy obiedzie się najedli, a on się nie śmiał i był głodny. Po obiedzie panna Ada zaczęła namawiać mamę Krzywinowska na spacer. Jakże się Cudaczek ucieszył, kiedy mama odpowiedziała, że nie pójdzie, bo jest bardzo zmęczona. – Tak, czytam to w pani oczach – powiedziała panna Ada.
– Ale może pani pozwoli Zosi iść ze mną? Pani tymczasem prześpi się trochę. Nie idź! wrzasnął Cudaczek. Zmęczysz się, piętę obetrzesz sandałem, nie idź! Ale panna Krzywinosek widać nie dosłyszała, bo sama zaczęła prosić mamę, żeby ją puściła. I poszła z wesołą panną Adą, a Cudaczek poszedł z nimi, schowany w kieszonce. Szli dość długo brzegiem morza, a potem usiedli pod krzywą sosną i wtedy dziewczynka spytała nistego nizowego. Jak pani przeczytała w mamusi oczach, że śpiąca? Bo ja patrzyłam i żadnej litery nie widziałam. Panna Ada roześmiała się.
Ja nie chcę, rozpłakała się dziewczynka. Nie płacz, bo na to jest rada. Przestań się krzywić póki czas, a kreseczki znikną. Panna Krzywinosek roześmiała się i uściskała Pannę Adę. — Przestanę — powiedziała. Cudaczek-Wyśmiewaczek wyskoczył z kieszeni na piasek. Wiedział, że nie ma co dłużej tu robić. Skończyły się piękne minki Krzywinowska. Trzeba szukać nowej gospody, póki jeszcze brzuszek pełen. Spojrzał gniewnie na pannę Adę, wykrzywił się brzydko Krzywinowskowi i poszedł. Ostatnia przygoda Cudaczka Wyśmiewaczka. Z plaży skręcił Cudaczek na ścieżkę.
Ze ścieżki wyszedł na szosę. Motocykl pędzi po szosie. Cudaczek odbił się jak balon od ziemi tak zręcznie, że spadł prosto na siodełko za plecami motocyklisty. Złapał się po ły skórzanej kurtki i zamknął oczy. Tra, tra, tra! Pędzi motocykl szosą. Po jednej stronie pagórki piaszczyste, po drugiej woda w jeziorze pluska i mieni się srebrno i niebiesko. Ale co to obchodzi cudaczka-wyśmiewaczka? Licho niepoczciwe, co nie je, nie pije, tylko wyśmiewaniem żyje. Tra-tra-patatras! Skręcił motocykl w leśną drogę. Podskoczył na jednym korzeniu, na drugim.
Wyrzuciło. Cudaczka z siodełka. Majtnął trzy kozły w powietrzu i upadł na mech. Dobrze chodzi, że na mech, bo miękko. Wstał, obmacał boki. Całe. Obmacał główkę jak cebulka. Cała. Nawet ten jedyny włosek się nie złamał. Poskrobał się Cudaczek po głowie i ruszył przed siebie piechotą. Nagle stanął. Co to za śmieszny dołek w piasku? Wygląda jak lejek. A brzegiem dołka idzie mrówka i coś dźwiga. Przecież tu nie widać wejścia do mrowiska. Oj, co to? Z dna lejka wyskakuje trochę piasku. Zupełnie jakby kto dmuchał spod ziemi.
Jedno ziarenko piasku trafiło mrówkę w głowę. Ziarnko piasku malutkie, ale i głowa mrówki nie większa. Dla niej to tyle, co duży kamień. Upadła i potoczyła się na dno lejka. A wtedy... Wtedy z dna lejka wysunęły się dwa kleszczyki. Złapały mrówkę i wciągnęły w piasek. Hi, hi, zaśmiał się Cudaczek. Tam w dołku siedzi jakiś stwór i poluje na mrówki. Muszę go zobaczyć. Położył się na brzegu lejka i czekał. Nie mógł się doczekać żadnej mrówki. Z nudów wziął jakąś gałązkę i zaczął nią rysować na brzegu dołka. A tu pac, pac, poleciały z nalejka nowe ziarenka piasku.
– Strzelaj, bracie, strzelaj! – śmiał się Cudaczek. Ty sam w piachu nic nie widzisz i myślisz, że to mrówka łazi. Figę upolujesz, bo to ja, Cudaczek Wyśmiewaczek. I dalej suwał leciutko igłą po piasku. Pac, pac, bombarduje ukryty nieprzyjaciel. Wyskoczyły nawet dwa kleszczyki. Wyskoczyła jakaś mała główka, ot, jak łebek muchy i schowała się zaraz. Cudaczek zaśmiał się, że tak zwodzi nieznanego stworka. Brzuszek mu tak napęczniał, że nie mógł na nim leżeć, więc odwrócił się na plecy i zasnął. Obudziły go jakieś cieniutkie głosy.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Cudaczek opowiada o swojej podróży po wsi, gdzie spotyka dwoje chłopców i dziewczynkę Wnusię, która go zauważa i zaczyna śmiać się z niego.
Cudaczek spotyka ptaka Dudka, który jest obrażony z powodu śmiechu Cudaczka i zaczyna się między nimi konflikt.
Cudaczek ląduje na plaży i zauważa, że jest pełen dzieci, co sugeruje, że tu może znaleźć coś do jedzenia.
Cudaczek spotyka trzech braciszków, którzy go znamy z zimnej wypadderki, ale nie słyszą jego śmiechu.
Cudaczek zaczyna się śmiać z dziewczynki z buzią aniołka, która zaczyna mu się podobać, mimo że mama chce, aby się z niej oddalił.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.