Janusz i Grażynka w RMFFM. Nie, kota karmię sama. Nie, zakupy robimy razem z mężem w sklepie niemieckiej sieci, ale tylko z wyprzedaży, więc się nie liczy. Nie, nie, nie, skąd, a gdzie tam, służby nie mamy, ale jesteśmy szczęśliwymi pensjonariuszami tego pięknego kraju. Dziękuję, bardzo dziękuję za rozmowę. Z kim ty tak dziwnie gadałaś, Graża? Słyszysz, jak mnie umęczyli tym wywiadem, słuchaj. No, wiesz, nie ukrywam, że z pewnym obrzedzeniem jednak musiałam udzielić wywiadu gazecie, tej gazecie oczywiście, bo do mnie zadzwonił brat wielkiego brata.
I jako bliska współpracowniczka musiałam się wypowiedzieć. Janusz! Janusz! Ale jak to było, Grażyna? Bo ja czytałem, że ochrona karmiła mu kota i robiła zakupy żonie. Janusz, i co was tak zdziwiło? Tu przecież mogło być gorzej, no nie? Mogli karmić żonę i robić zakupy kotu. Dopiero byłyby w gazetach tytuły. A wy, Grażyna, nie wiedzieliście o tym, że on tak... No co ty? Janusz, my nic nie wiedzieliśmy. No przecież jak prezes się dowiedział, to od razu do niego poleciał, jak stał w kalesonach, słuchaj, i z przysmakami dla kota w ręku. Opieprzyć? Nie, zobaczyć kota. Dać takiemu dzbanowi służbową limuzynę, to po chodnikach będzie jeździł. O kim ty mówisz?
Sam bym tego Grażyna lepiej nie ujął. Trzymają kraj w kupie. Ja no tak. Czy ty możesz powiedzieć temu drągalowi w kuchni z gromu, żeby on mi tak nie gniótł tego ciasta na moje pierniczki, bo przecież tam nic nie wyjdzie. Ja się go wstydzę. Panie! Nie gnić tak mocno tego ciasta. Na te pierniczki. No na te pierniczki. Ale że my będziemy mieć słowem.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.