I jako bliska współpracowniczka musiałam się wypowiedzieć. Janusz! Janusz! Ale jak to było, Grażyna? Bo ja czytałem, że ochrona karmiła mu kota i robiła zakupy żonie. Janusz, i co was tak zdziwiło? Tu przecież mogło być gorzej, no nie? Mogli karmić żonę i robić zakupy kotu. Dopiero byłyby w gazetach tytuły. A wy, Grażyna, nie wiedzieliście o tym, że on tak... No co ty? Janusz, my nic nie wiedzieliśmy. No przecież jak prezes się dowiedział, to od razu do niego poleciał, jak stał w kalesonach, słuchaj, i z przysmakami dla kota w ręku. Opieprzyć? Nie, zobaczyć kota. Dać takiemu dzbanowi służbową limuzynę, to po chodnikach będzie jeździł. O kim ty mówisz?
Dać dzbanowi ochroniarzy, to po czekoladki będzie ich wysyłał. Dzbanowi dać służbową kasę, to fajki będzie nią przypalał. Tacy bogaci, a wstydu za grosz nie mają, za grosz. Ale, jak mówi poeta, kto się urodził jako świnia, nie umrze jako słowik. Janusz, ty mi zaimputowałeś. Ja w ogóle nie miałam pojęcia, że ty wiersz znasz jakiś. Ale to wszystko zostało wyssane z brudnego opozycyjnego palucha. Janusz, czemu ty łykasz takie pierdę? Ci ochroniarze wszystko odwołali. Odwołali, bo głowę konia znaleźli w łóżku. Tak zwaną propozycję nie do odrzucenia. Odwołaj to, to ci coś powiem. No dawaj. Janusz. Bo mój prezes mówił, że być może to jest tak, że jemu, temu onemu, co to o nim mówimy, to mu te filmy za dobrze siadły.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.