Mentionsy Mentionsy
Format.
Format.

Ho, ho, ho!

16.01.2024 ·14 min 33 s

O tym jak nasze portugalskie święta skończyły się na SORze.

Ho, ho, ho! Witam Państwa w odcinku świątecznym. Witam zarówno zwolenników, jak i przeciwników Świąt Bożego Narodzenia i tych z Was, którzy słuchają tego nie w okresie świątecznym. Jeżeli tak jest, to zostańcie z nami, bo ten odcinek będzie nie tylko o świętach, ale o tym, jak żyć po swojemu i całkiem przypadkiem też o tym, jak nie zawsze jest to możliwe. Tegoroczne święta były absolutnie nieprzewidywalne i zaraz o wszystkim Wam opowiem, tylko uzupełnię historię o kontekst sytuacyjny. Obecnie mieszkam w Lizbonie razem z moją przyjaciółką Igą i tak jak poprzedni odcinek podcastu był o powrotach, tak w tym roku zdecydowałyśmy się nie wracać na święta do domu, do Polski, do domów rodzinnych. I pozwólcie, że nie będę Was zanudzać szczegółami o naszych decyzji, a skupię się na samych świętach, bo to były pierwsze święta z dala od domu.

I kurde, ile razy człowiek ma w życiu szansę na zrobienie czegoś po swojemu od początku do końca, gdzie nikt nic Wam nie narzuca. Możecie zaplanować sobie ten dzień, wigilię czy te dni dokładnie tak jak chcecie, żeby to wyglądało w Waszym życiu. Wiecie, w ogóle pełny chill, pełna kontrola. Oczywiście wszystko się potem posypało, ale do tego dojdziemy później. Więc zacznijmy od pozytywów i od planu idealnego, bo obie z Igą zgodziłyśmy się, że zależy nam na celebracji, na jakościowo spędzonym wspólnie czasie, na gotowaniu i na tym, żeby pójść rano na surfing, bo to jest chyba najlepsza forma spędzenia Wigilii, jeżeli mieszka się w Portugalii. Więc rano był surfing i zostały też podjęte bardzo poważne decyzje o pierogach, barszczu.

Iga zaprzysięgła się, że zrobi krokiety. Nagrywam to w pierwszy dzień świąt, jeszcze krokietów nie widziałam, ale to nic, nie można mieć wszystkiego. Stwierdziliśmy, że kupimy sobie też świątecznie pachniącą świeczkę, że zrobimy sobie wszystko po swojemu. Dobra, rozdział pierwszy pod tytułem Święta w Lizbonie. Barszcz. stwierdziłam, że zrobię świąteczny barszcz. I okazuje się, że zrobienie barszczu w Portugalii jest rzeczą nie tyle trudną, co prawie, że niemożliwą. Znalezienie połowy składników naprawdę graniczyło z cudem. Wszystkie wygooglowałam, biegałam po tym supermarkecie jak szalona, szukając buraków, liścia laurowego, suszonych grzybów. Nawet weszłam w tą alejkę, wiecie, w tą taką egzotyczną alejkę, gdzie możecie znaleźć, nie wiem, jakieś oleje sezamowe, sosy sojowe itd.

Cały ten rondel tego obrzydliwego barszczu wylądował w kiblu. Przepraszam, ja naprawdę staram się zachować tutaj powagę, ale nie powiedziałam Wam jeszcze o najlepszym, bo naprawdę stwierdziłyśmy z Igą, że damy z siebie, kurde, wszystko. I wiecie, taki barszcz trzeba jeść z uszkami. Jak już pewnie domyślacie się z narracji mojej historii, znalezienie uszek było niemożliwe, zrobienie uszek było tym bardziej niemożliwe. I jedyne, co znalazłyśmy w supermarkecie, to było włoskie ravioli. Przysięgam, celowałyśmy w tortellini. Nie udało się. Znalazłyśmy tylko ravioli. Barszcz razem z ravioli wylądował w kiblu. Dziękuję. Koniec rozdziału o barszczu. Rozdział drugi. Pierogi.

I z Igą bardzo szybko się o tym przekonałyśmy, bo kiedy całe w skowronkach surfowałyśmy na kaparice, to nie miałyśmy pojęcia, że jesteśmy chwilę od tragedii. I nie mam tu na myśli mojego nieudanego barszczu, ale to, że tego dnia, Wigilię Bożego Narodzenia, zakończyłyśmy na sorze. Bo kiedy Iga surfowała, to stało jej się coś w kolano, jej noga zatrzymała się na desce. I to jest coś, co przed Wami zataiłam, bo pomiędzy pierogami, zakupami i gotowaniem obrzydliwego barszczu, Iga bolało kolano. I przy gotowaniu pierwszego pieroga powiedziała, że nie wytrzyma i że jedziemy do szpitala. A że pierogi gotowałyśmy na ostatnią chwilę, bo nasz idealny surfing zajął nam pół dnia...

to czekała nas noc spędzona w szpitalu, bo była już po jakaś 21, kiedy pierwszy pieróg plumknął w wrzącej wodzie. I tutaj zaczyna się wątek tragicomiczny, bo oczywiście tą całą sytuację zalałyśmy ogromem śmiechu i śmiałyśmy się, że w Lisbonie są popularne tzw. pop crawl. gdzie chodzicie od baru do baru i pijecie drinki, no to my zafundowałyśmy sobie Hospital Pro, gdzie szukałyśmy szpitala, który by nas przyjął. I wiecie, teraz na Bolcie zamiast emotikonek samochodów są sanie, więc śmiałyśmy się, że suniemy od szpitala do szpitala. Jeden był zamknięty, zamówiłyśmy kolejnego Bolta, przyjechał ten sam facet, prawie się posikał ze śmiechu, kiedy dowiedział się, że szukamy soru w środku nocy, w Wigilię, gdzie Iga cierpiała, ale wiecie, z zewnątrz nie wyglądała na umierającą.

I tak to właśnie jest z planowaniem życia i z życiem sobie po swojemu i z takim, wiecie, tupaniem nogą i powiedzenie, dobra, ja to sobie wszystko zrobię tak, jak chcę. A potem los przychodzi i mówi, to ja se zrobię tak, jak chcę. I człowiek chcąc, nie chcąc musi się do tego ustosunkować i jakoś sobie poradzić i taka była nasza Wigilia. Z jednej strony były idealne pierogi i obrzydliwy barszcz, a z drugiej strony była sytuacja zapalna, z którą musiałyśmy sobie poradzić w obcym kraju, w środku nocy, tylko we dwie. Iga oczywiście żyje, skręciła sobie kolano, więc będzie musiała przez 6 tygodni chodzić w stabilizatorze. Ma na pamiątkę historię z Bolta, z aplikacji, gdzie jeździłyśmy przez szpitale po apteki, szukając tego stabilizatora, bo lekarz też kazał nam go kupić natychmiast.

I chyba z tą myślą Was zostawiam. I wracam do konsumowania pierogów. Z tego miejsca chciałabym też pozdrowić Igę, która była bardzo dzielna i do samego końca śmiała się, że a jeszcze tą całą sytuacją zdobędzie mi nowych odbiorców podcastu, bo jak ludzie rzucą się na dramę z sorem, to może przyjdzie ktoś nowy, więc witamy, jeżeli przyszedłeś tutaj właśnie po to. Śmiała się też, że powinnam zatytułować ten odcinek nie ho ho ho, a sor sor sor. I co? Tym humorystycznym akcentem dziękuję za Waszą obecność tutaj i widzimy się, a właściwie nie widzimy, tylko słyszymy się w kolejnym odcinku podcastu. Do usłyszenia.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.