Hrabia Monte Christo. 7. Przesłuchanie
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Przy doświadczeniu, jakie posiadał jako podprokurator królewski, stykając się bezustannie ze zbrodnią i z przestępcami, widział on w każdym słowie Dantesa przekonujący dowód jego niewinności. W samej rzeczy młodzieniec ten, niemal jeszcze dziecko, prosty, naturalny, mówiący to, co mu serce dyktuje, a szczerość taka nie przychodzi na zawołanie, serdeczny dla wszystkich, bo szczęśliwy, a szczęście złych nawet może uczynić dobrymi, udzielał i sędziemu swojej łagodności, której miał tyle w sobie. Wilfor był dla niego szorstki i surowy, zaś Edmund w każdym spojrzeniu, każdym geście, tonie głosu okazywał mu przyjaźń. — Na Boga! — rzekł do siebie Wilfor. — To dopiero uroczy chłopak.
Im bardziej zbliżał się koniec listu, tym bardziej Wilfor posępniał. Jego zbielały usta, drżące ręce i pałające oczy przejmowały Dantesa najokropniejszą obawą. Przeczytawszy list, Wilfor ukrył twarz w dłoniach i przygnębiony trwał tak chwilę w odrętwieniu. — Mój Boże, cóż ci jest, panie? — spytał nieśmiało Dantes. Filfor nie odpowiedział, ale po kilku chwilach poniósł głowę. Twarz miał bladą i zmienioną i odczytał raz jeszcze list. — Mówisz pan zatem, że nie wiesz, co zawiera ten list? — zapytał znów. Na honor powtarzam, że nie. Ale co panu jest? Mój Boże, pan zemdleje. Czy mam zadzwonić lub zawołać kogoś? Nie potrzeba, to zawołał Wilfor, podnosząc się żywo.
– O, nie można w to uwierzyć! – zawołał nagle. – Ależ na Boga, panie prokuratorze! – wykrzyknął nieszczęśliwy młodzieniec. Jeśli wątpi pan o mnie, jeżeli ma pan jakiekolwiek podejrzenie, niech się mnie pan pyta, bada, gotów jestem na wszystko ci odpowiedzieć. Wilfor przemógł się z trudem i rzekł tonem, któremu chciał nadać spokojne brzmienie. Najbardziej obciążające dla pana rzeczy wynikły z tego przesłuchania. Nie mogę więc, jak się na początku spodziewałem, uwolnić pana w tej chwili. Nim wydam tę decyzję, muszę naradzić się z sędzią śledczym. — A tymczasem widziałeś, pan, jak z panem postępowałem, prawda? — No tak, dziękuję, panie prokuratorze — zawołał Dantes. — Byłeś dla mnie raczej przyjacielem niż sędzią.
— Dobrze. Pamiętaj — rzekł Wilfor, sięgając po sznurek dzwonka, ale nie zadzwonił. — Czy nie miałeś więcej żadnego listu? Odezwał się. Żadnego. Przysięgnij. Dantes wzniósł rękę na znak przysięgi. Przysięgam, rzekł. Wilford zadzwonił. Wszedł komisarz policji. Wilford podszedł do niego i powiedział mu do ucha kilka słów. Komisarz odpowiedział tylko skinieniem głowy. Idź pan z komisarzem, rzekł Wilford do Dantesa. Dantes skłonił się, spojrzał po raz ostatni z wdzięcznością na Wilforda i wyszedł. Zaledwie drzwi zamknęły się za nim, Wilforta opuściły do reszty siły i niemal zemdlony padł na krzesło. Po dobrej chwili wyszeptał. Ach, Boże wielki, od czego zależą los i życie?
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!