Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 68. Informacje

27.07.2025 ·19 min 16 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Pokój przylegający do biblioteki stanowił sypialnię. Na całe umeblowanie składały się łóżko, bezkotar, klęcznik, cztery fotele i kanapka z żółtego aksamitu. Lord Wilmore mieszkał przy ulicy Fontaine Saint-Gorges. Był to jeden z tych Anglików turystów, którzy przejadają cały swój majątek w podróżach. Wynajmował umeblowany apartament, w którym spędzał zaledwie 2 czy 3 godziny dziennie. A sypiał bardzo rzadko. Wśród jego rozlicznych manii była i taka. Absolutnie nie chciał mówić po francusku, choć jak zapewniano posługiwał się tym językiem w piśmie nader poprawnie. Następnego dnia jakiś mężczyzna wysiadł z powozu na rogu ulicy Ferru i zastukał do drzwi pomalowanych na zielony, oliwkowy kolor i zapytał o księdza Bussoniego.

No tak. Wszyscy znajomi są jego przyjaciółmi. Ale przecież musi mieć i wrogów. Jednego jedynego lorda Wilmora. A gdzie przebywa? W tej chwili w Paryżu. Będzie w stanie udzielić mi jakichś informacji? O, i to cennych. Przebywał w Indiach wtedy, co i zakonę. A nie wie pan, gdzie mieszka? Podobno niedaleko Chasse d'Antin, ale nie wiem, na jakiej ulicy, ani w którym domu. Nie jest pan w najlepszych stosunkach z tym Anglikiem. Lubię zakonnego, a on go nie cierpi. Dlatego nasze stosunki są dość chłodne. Proszę księdza, jak ksiądz sądzi, czy hrabia de Monte Christo był kiedykolwiek wcześniej we Francji, zanim przyjechał teraz do Paryża? O, na to pytanie mogę panu odpowiedzieć z całą stanowczością.

Godzinę później powóz pojechał na ulicę Fontaine Saint-Georges i stanął przed numerem piątym. Tu właśnie mieszkał Lord Wilmore. Nieznajomy napisał był do Lorda Wilmore, prosząc go o spotkanie, które tamten wyznaczył na godzinę dziesiątą. Toteż, gdy wysłannik pana prefekta zjawił się za dziesięć dziesiąta, powiedziano mu, że Lord Wilmore jeszcze nie wrócił, ale jako wcielenie słowności i punktualności będzie tu niezawodnie, gdy wybije dziesiąta. Gość czekał w salonie. Nie było tu nic szczególnego. Ot, salon, jak wszystkie wynajmowane lokatorom. Kominek, a na nim dwa nowoczesne sewrskie wazony. Zegar wiszący z amorkiem napinającym łuk.

Lustro o dwóch taflach. Po obu jego stronach grawiury. Na jednej Homer niosący swojego przewodnika, na drugiej Belisariusz, żebrząco jałmużne. Szare tapety, meble obite czerwoną tkaniną w czardy deseń. Taki był salon Lorda Wilmora. Dwie kuliste lampy z matowego szkła rzucały słabe światło, jak był myśl nie ze względu na znużony wzrok wysłannika prefekta. Po dziesięciu minutach zegar zaczął bić na dziesiątą. Za piątym uderzeniem otwarły się drzwi i wszedł Lord Wilmore. Był raczej wysoki. Miał jasną cerę. Faworyty rzadkie i rude, siwiejące blond włosy. Ubrany jak typowy Anglik, czyli ekscentrycznie. Miał na sobie błękitny frak ze złotymi guzikami i z wysokim pikowanym kołnierzem.

Agent podał lordowi Wilmorowi list od prefekta policji. Lord przeczytał go z iść angielską flegmą, a gdy skończył, oznajmił. — Rozumiem. Bardzo dobrze rozumiem. Po czym rozpoczęły się pytania? Miały mniej więcej taką samą treść jak te, które agent zadał księdzu Bussoniemu. Ale jako, że Lord Wilmore był nastawiony nieprzyjaźnie do hrabiego, nie odpowiadał tak powściągliwie, tylko znacznie szczegółowiej. Opisał młodość hrabiego. Monte Christo miał według niego już w dziesiątym roku życia wejść na służbę u jednego z indyjskich książąt toczących walki z Anglikami. Tam właśnie Wilmore spotkał go po raz pierwszy. Walczyli po dwóch przeciwnych stronach.

Podczas tej wojny zakonę dostał się do niewoli. Odesłano go do Anglii i umieszczono go na zakotwiczonym statku służącym za więzienie, ale uciekł stamtąd i dostał się w pław na brzeg. Wtedy to zaczęły się jego podróże, pojedynki i miłostki. Wtedy nadeszło też powstanie w Grecji. Zaciągnął się w greckie szeregi i w czasie tej służby odkrył w górach Tesali żyłe srebra, jednakże nikomu o tym nie powiedział. Po klęsce Turków pod Navarino, gdy rząd grecki się ustalił, poprosił króla Ottona o przywilej na eksploatację tejże kopalni. Przywilej został mu przyznany. Stąd ta niesłychana fortuna. Według lorda Wilmora dochody Monte Christo mogły wynosić od jednego do dwóch milionów rocznie.

Niemniej dochody te mogły się nagle wyczerpać, jeśli wyczerpie się żyła srebra. A wie pan w jakim celu przybył do Francji? Ma zamiar spekulować na kolei żelaznej, a poza tym jako zręczny chemik i nie mniej znakomity fizyk, wynalazł nowy rodzaj telegrafu, który pragnie uskutecznić. Ile też może wydawać na rok? O, pięćset, a najwyżej sześćset tysięcy franków, rzekł z przekąsem Lord Wilmore. To skąpiec. Widać było wyraźnie, że przez Anglika przemawiała nienawiść. Sam nie wiedział już, co mógłby zarzucić hrabiemu, a więc zarzucał mu skąpstwo. A wie Pan coś może o jego domu w Otel? Cóż, Hrabia to spekulant i kiedyś na pewno zrujnują go te jego doświadczenia i utopię.

Było to wszystko, czego gość się dowiedział, a raczej wszystko, co wiedział Anglik. Agent powstał, więc ukłonił się lordowi Wilmorowi, który odpowiedział mu typowym dla Anglików, uprzejmym, sztywnym ukłonem i wyszedł. Usłyszawszy, jak zamykają się za nim drzwi od ulicy, Lord Wilmore poszedł do sypialni i jednym ruchem ręki pozbył się jasnych włosów, rudych faworytów, fałszywej szczęki i blizny. Ukazały się czarne włosy, matowa płeć i zęby jak perły Hrabia Monte Christo we własnej osobie. Choć z drugiej strony prawda, że agentem, który powrócił do domu pana de Vilfort, nie był wysłannik pana prefekta, ale sam pan de Vilfort. Prokurator uspokoił się nieco po tych dwóch wizytach, bo choć nie dowiedział się dzięki nim nic skrzepiącego, ale przynajmniej nie powiedziano mu nic, co mogłoby go jeszcze bardziej zaniepokoić.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.