Mentionsy Mentionsy
Hajsownik - finansowe true crime
Hajsownik - finansowe true crime

Wpłacali po 10$ za oglądanie reklam

16.09.2026 ·24 min 1 s · 6 rozdziałów

Wpłacasz 10 dolarów, raz dziennie oglądasz reklamy i dostajesz wypłatę. Prawdziwą, na konto. Tak działał AdBlast i dlatego zostało na nim ponad 90 tys. osób. Straty szacowane są na co najmniej 32 mln USD.Za platformą stała spółka z Nevady, której „siedziba” była skrzynką pocztową w domku pod Las Vegas, a prawdziwe biuro mieściło się w Belize. Pieniądze szły przez kryptowaluty, mixery i giełdy, a wracały jako gotówka wypłacana w Bydgoszczy po około 1 mln zł naraz. Na końcu tej drogi: skrytki z 3,5 mln zł, 2 mln euro i sztabami złota oraz apartament w Sky Tower urządzony za 580 tys. zł.Opowiadam, jak śledczy CBŚP i Prokuratury Krajowej rozplątali ten łańcuch, kim są dwaj wrocławianie wskazywani przez prokuraturę jako organizatorzy, dlaczego ich pierwszy projekt, sknerus.pl, skończył się wyrokiem 7 lat, i jak do sprawy trafili architektka, strażnik więzienny i pracownica policyjnego laboratorium.Postępowanie w sprawie AdBlast jest w toku, wobec podejrzanych obowiązuje domniemanie niewinności. Sprawa sknerus.pl jest zakończona prawomocnym wyrokiem.Darmowy PDF „Anatomia Oszustwa — 10 sygnałów finansowego przekrętu” pobierzesz na hajsownik.plROZDZIAŁY00:00 Łóżko za 227 000 zł01:09 Skrytka01:36 Człowiek, który napisał pismo05:29 Spółka, której nie było08:54 Droga pieniądza12:44 Dwaj wrocławianie17:36 Macki21:55 RachunekŹródła: Gazeta Wyborcza Wrocław (Marcin Rybak, 24.08.2026), komunikat Prokuratury Krajowej z 29.04.2026, wyroki III K 93/21 i II AKa 80/22, UOKiK, KRS, poszukiwani.policja.gov.pl, TVN24 Biznes, Money.pl, Cyberdefence24, Cryps.pl, Wrocławskie Fakty.Hajsownik. Patrzę, dokąd płynie pieniądz.

0:00 · Wprowadzenie 5

227 tysięcy złotych. Za łóżko. Nie za mieszkanie. Nie za samochód. Za jeden mebel, na którym się śpi. 227 tysięcy. Tyle kosztuje kawalerka w mniejszym mieście. Tyle przeciętny Polak zarabia przez 4 lata. Marka Hastens, szwedzka, robione ręcznie z końskiego włosia na zamówienie. Podobno śpi się na tym wyjątkowo dobrze. W tym samym apartamencie stała kanapa za 50 tysięcy złotych. Cztery poduszki i kołdra za kolejne 50. To nie są szacunki. To są faktury.

580 tysięcy złotych i prawie 24 tysiące euro poszło na wystrój jednego mieszkania w Sky Tower we Wrocławiu. Mieszkanie formalnie należało do prawnika z Warszawy. Zlecenie na wystrój złożyła kobieta, która z tym prawnikiem nie miała nic wspólnego. To był kwiecień 2018. Pytanie brzmi, czyje to były pieniądze? Luty 2020. Wrocław. 6.20 rano. Policjanci wchodzą do mieszkania i zatrzymują mężczyznę. Na zajutrz, 15 minut później na zegarku, zatrzymują drugiego. Potem otwierają skrytki depozytowe. 3,5 miliona złotych w gotówce. 2 miliony euro i kilkanaście sztab złota.

Skąd wziął się trop? Cofnijmy się o rok. Luty 2019. Naczelnik Urzędu Skarbowego w Szczecinie przegląda internet i widzi reklamy. Różni ludzie polecają platformę, na którą wpłacasz pieniądze, oglądasz reklamy i zarabiasz. Im więcej wpłacisz, tym więcej zarobisz. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda w porządku, ale on jest z Urzędu Skarbowego, więc robi to, co robi się w Urzędzie Skarbowym. Liczy. I coś mu nie wychodzi. Bo dlaczego oglądając tę samą liczbę reklam zarabiasz więcej, jeśli wpłaciłeś 100 dolarów, niż jeśli wpłaciłeś 10? Te dodatkowe 90 dolarów nie sprawi przecież, że reklamodawcy zaczną nagle płacić więcej za te same wyświetlenia.

Do tego własna kryptowaluta. A przypomnijmy, mamy 2018 rok. Moment, w którym w Bitcoina inwestował każdy z ulicy. A wpłacając pieniądze uczestniczysz w zyskach całej firmy. Trochę tak, jakbyś kupował udziały, tylko, że nie kupujesz udziałów, kupujesz pakiety. Dzięki temu, alternet ma więcej kapitału, większe możliwości, większą skalę i dzieli się z Tobą tym zyskiem. I faktycznie się dzielił. Ludzie dostawali wypłaty. A skoro to sieć społecznościowa, to zarabiasz też zapraszając innych. Jak w afiliacji. Jak w marketingu wielopoziomowym. Ale to nie piramida, bo przecież nikt Cię nie zmusza, żebyś wpłacał. Nikt Cię nie zmusza, żebyś kogoś zapraszał.

Tyle, że w piramidzie finansowej pieniądze pochodzą zawsze z jednego miejsca. Od tych, którzy przyszli później. Zawsze. Reklamy były potrzebne do jednej rzeczy. Żeby dało się powiedzieć i uwierzyć, że wypłata pochodzi z reklam, a nie z kieszeni człowieka, który właśnie się zapisał. W przypadku Adblastu pokrzywdzonych było ponad 90 tysięcy. Straty? Co najmniej 32 miliony dolarów. I nie byli to tylko Polacy. Serwis działał po polsku, angielsku i uwaga wietnamsku. Niektóre źródła podają, że AdBlas działał aż w 10 językach, głównie w Europie i Azji. 10 języków, 3 kontynenty. Sprawdźmy więc, kto to prowadził.

5:12 · Reklama i oszustwo 4

Sprawdźmy, kto ją reprezentuje. Jest to Tiffany Brown. Figuruje w dokumentach alternetu jako osoba zarządzająca. To samo nazwisko pojawia się jeszcze w jednym miejscu. Panama Papers. W wycieku milionów dokumentów kancelarii, która przez dekady zakładała spółki w rajach podatkowych dla ludzi z całego świata. To jeszcze nie przestępstwo. Ale to już też nie przypadek. Bo razem z nią figuruje tam człowiek nazwiskiem Matthew Bradley, objęty sankcjami ONZ, opisany w raporcie o wyprowadzaniu pieniędzy z programów pomocowych. Czyli platforma, na której ktoś ogląda reklamy za 10 dolarów, jest formalnie prowadzona przez skrzynkę pocztową w Nowadzie, którą reprezentuje osoba z Panama Papers, powiązana z człowiekiem na liście sankcyjnej ONZ.

A prawdziwe biuro? Belize. Państwo w Ameryce Środkowej wielkości województwa, o którym większość ludzi wie tylko tyle, że jest ciepło. Firma rejestruje się tam z jednego powodu. Informacja o tym, kto naprawdę jest właścicielem, jest stamtąd wyjątkowo trudna do wyciągnięcia. I teraz rzecz, która w tej historii boli najbardziej. Po tym piśmie ze Szczecina Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zajął się sprawą już w 2019 roku. Postawił zarzuty. W 2020 stwierdził wprost,

To piramida finansowa. W 2021 wydał decyzję. Zakaz prowadzenia takiej działalności i nakaz zwrotu pieniędzy. Polski Urząd nazwał to po imieniu. Oficjalnie, na piśmie i publicznie. A spółka? Odpowiedziała, że nie ma w Polsce ani jednego klienta. To była cała jej obrona. Spółka z Newady z biurem w Belize powiedziała polskiemu urzędowi, że polska decyzja jej nie dotyczy, bo Polacy jej nie dotyczą. 90 tysięcy ludzi na świecie, ale ani jednego w Polsce. W kwietniu 2021 Alternet zakończył działalność sam z siebie. Papier prowadził donikąd. Adres był fikcją, zarząd był podpisem, jurysdykcja była murem.

Zostaje jedna rzecz, która w takich sytuacjach sprawdza się zawsze. Podążać za pieniędzmi. Co się dzieje, kiedy ktoś wpłaca 100 dolarów na Adblast? Krok pierwszy – krypto. Wpłaty trafiają do kryptowalut. To pierwszy próg, na którym urywa się zwykły ślad bankowy. Nie ma już przelewu z nazwiskiem, jest ciąg znaków. Krok drugi. Adresy jednorazowe. Pieniądze nie leżą w jednym portfelu. Są rozbijane na adresy używane raz i porzucane. Krok trzeci. Miksery. Środki wrzuca się do wspólnego worka z pieniędzmi innych ludzi i wypuszcza w innych proporcjach, w innych momentach na inne adresy. Cel jest jeden. Żeby nie dało się powiedzieć, które monety na wyjściu odpowiadają którym na wejściu.

10:06 · Spółka i jej reprezentanci 5

Dziesiątki mniejszych operacji. Potem gotówka trafiała do człowieka kierującego całym procederem. On sam albo przez podstawione osoby wymieniał ją w kantorach na euro, ale nie naraz. Po kawałku. Zawsze poniżej progu, przy którym kantor ma obowiązek automatycznie zgłosić transakcję do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Czyli poniżej równowartości 15 tysięcy euro. To na polskie jest jakieś 65-70 tysięcy złotych. To ma swoją nazwę. Nazywa się smurfing. Od smerfów. Bo zamiast jednej dużej transakcji robi się wiele małych. Żadna z osobna nie zapala lampki, a suma jest ogromna. I dopiero stamtąd pieniądze szły do organizatorów Platformy, którzy trzymali je poza systemem bankowym.

W portfelach kryptowalutowych i na rachunkach zakładanych na cudze osoby i cudze firmy. Cały ten łańcuch miał jeden cel. Zerwać związek między 10 dolarami użytkownika, a gotówką w okienku. Więc jak to rozplątano? Tu wchodzą kolejni bohaterowie. Śledczy z Wrocławskiego Zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji. I prokuratorzy z Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Zrobili coś, co przy przekrętach internetowych robi się rzadko. Rozebrali samą platformę na części. Inżynieria wsteczna. Przeanalizowali jak Adblast działał od środka i gdzie technicznie odkładały się dane o płatnościach. Z tego wyciągnęli adresy w sieci Bitcoin.

Z adresów zidentyfikowali pośrednika płatności kryptowalutowych, którego usługi miały zapewnić organizatorom anonimowość. A potem poszli po blockchainie. I tu jest najbardziej niedoceniana prawda o kryptowalutach. Blockchain Bitcoina nie jest anonimowy. Blockchain jest jawny. To rejestr, w którym każda transakcja w historii zapisana jest na zawsze i każdy może ją przeczytać. Anonimowe są nazwiska, ale nie ruchy. Ruchy zostają. Dlatego pranie pieniędzy przez Bitcoina pęka prawie zawsze w tym samym miejscu. Nie w środku, ale na wyjściu. W momencie, w którym ktoś musi zamienić to na coś czym da się zapłacić za kanapę. Ten trop doprowadził do dwóch nazwisk.

Adam J. i Krzysztof Z. Według prokuratury? Organizatorzy całego przedsięwzięcia. Podkreślam, według prokuratury, bo śledztwo trwa. Kim oni są? To nie są ludzie z marginesu. To młodzi przedsiębiorcy z Wrocławia, którzy od 2012 roku zakładali i prowadzili spółki. Zupełnie zwyczajne spółki. Webstar Media. Hosting i przetwarzanie danych. Kocham to. A potem Grupa Kocham To. Portale internetowe, wydawnictwo, handel w sieci, Mediatek i Bar Prohibicja w samym centrum Wrocławia. I teraz rzecz, która powinna Wam coś powiedzieć o tych ludziach. W Kocham To wspólnikiem był Polski Fundusz Zalążkowy, drugim wspólnikiem spółka z Nikozji na Cyprze.

Grupa Kocham To miała kapitał zakładowy 819 100 zł. Czyli ktoś im dał prawdziwe pieniądze na prawdziwy biznes. Ktoś w nich uwierzył. A branże, w których się obracali? Strony internetowe, wydawnictwo, filmy, zdjęcia, reklama, przetwarzanie danych. To jest dokładnie ten zestaw umiejętności, którego potrzeba, żeby zbudować i prowadzić portal. Dowolny portal, uczciwy albo nie. Krzysztof Z. jest rocznik 1989. Dzisiaj ma 37 lat. Adam J. rocznik 92. Dzisiaj ma 34 lata. I Adblast nie był ich pierwszym projektem tego rodzaju. Wcześniej był Sknerus.pl.

13:38 · Śledztwo i zarzuty 3

Więc mogłeś kupować kolejne pakiety, klikać i wydawać i nigdy niczego nie wygrać. Bo wygrana nie była w tym układzie przewidziana. Serwis działał od listopada 2014 do września 2017. Pokrzywdzonych? Ponad 47 tysięcy osób. Wyłudzona kwota? Prawie 17 milionów złotych. Rok później rusza atblast. Teraz posłuchajcie jak wyglądały kolejne miesiące życia jednego z tych ludzi. Do 19 grudnia 2018. Krzysztof nosi nazwisko, na które zarejestrowane są jego spółki. Tego dnia je zmienia. Przez następne 11 miesięcy nosi drugie, a 21 listopada 2019 zmienia je po raz kolejny.

Trzy nazwiska w niecały rok. W tym samym czasie, w którym rusza Ad Blas i w którym naczelnik ze Szczecina pisze swoje pismo. Drugi z nich miał przy sobie w dniu zatrzymania dowód osobisty ze swoim zdjęciem, wystawiony na prawdziwe dane, ale zupełnie innego człowieka. Sąd uznał go za winnego pomocnictwa w podrobieniu tego dokumentu. A wcześniej, w kwietniu 2016, złożył w Urzędzie Skarbowym Wrocław-Śródmieście sfałszowaną umowę. Dokument po angielsku, mający potwierdzać porozumienie między spółką Mediatek a firmą Gambit Corporation z siedzibą w Panama City. Panama, już w 2016. 10 i 11 lutego 2020 Obaj zostają zatrzymani.

Wtedy otwarto skrytki, o których mówiłem na początku. Siedzą w areszcie po 18 miesięcy. 24 i 25 sierpnia 2021 Wychodzą. 3 grudnia 2021 Czyli ponad 3 miesiące po ich wyjściu Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazuje obu na 8 lat pozbawienia wolności i 500 stawek dziennych grzywny po 2000 złotych. Do tego przepadek korzyści po 7 mln 169 tys. złotych od każdego. W październiku 2022 Sąd Apelacyjny obniża karę do 7 lat i 450 stawek po 1000 złotych. Wyrok jest prawomocny. Tyle, że wtedy już ich nie ma w kraju. Za jednym z nich policja wystawia list gończy w lutym 2024.

17:24 · Techniki oszustwa 5

Za drugim w grudniu tego samego roku. Oba wpisy są aktywne w dniu, w którym nagrywam ten odcinek. Przekręt na 90 tysięcy ludzi nie działa w dwie osoby. Każdy taki projekt, w miarę jak rośnie, angażuje coraz więcej rąk. Ktoś musiał urządzić mieszkanie. Architektka. Pani architekt z Warszawy. Kwiecień 2018. Zlecenie na wystrój apartamentu w Sky Tower. Zleceniodawczynią jest Izabela Z., żona jednego z podejrzanych. Faktury na 580 tysięcy złotych i prawie 24 tysiące euro. Idą przez kancelarię warszawskiego prawnika, na którego formalnie zapisane jest mieszkanie.

Pani architekt przyznała się do winy. Dostała 9 miesięcy w zawieszeniu na rok. Wyrok jest prawomocny od maja tego roku. Ktoś musiał donosić do aresztu, kiedy byli zamknięci. Strażnik więzienny z jednego z wrocławskich zakładów karnych przenosił grypsy z informacjami o śledztwie. Człowiek zatrudniony po to, żeby pilnować, przenosił wiadomości na drugą stronę muru w sprawie, W której areszt miał właśnie temu zapobiec. Dostał półtora roku. Wyrok zapadł w 2024. Ktoś musiał mieć dostęp do policji. W styczniu 2026 prokuratura ujawniła, że oskarżona została cywilna pracownica sekretariatu Laboratorium Kryminalistycznego Dolnośląskiej Policji razem ze swoim synem.

Chodziło o informacje z badań prowadzonych w tej sprawie, o odciskach palców i o DNA. Syn odpowiada dodatkowo za udział w zorganizowanej grupie przestępczej i pranie pieniędzy. Zatrzymajcie się na chwilę. Ludzie. którzy zbudowali platformę reklamową w Nowadzie z biurem w Belize, w pewnym momencie mieli dojście do Laboratorium Kryminalistycznego Polskiej Policji. I ktoś musiał wyciągać pieniądze. To była chyba najliczniejsza grupa. Ludzie od podchodzenia do okienek w Bydgoszczy, od kart, od blika, od kantorów, od rozbijania milionów na kwoty, które nie zapalają lampki. I najprawdopodobniej to właśnie oni wpadli w tym roku. Od 18 marca do 27 kwietnia 2026 funkcjonariusze wrocławskiego CBŚP zatrzymali 5 osób na terenie województw kujawsko-pomorskiego i śląskiego.

Jednemu z nich prokurator przedstawił zarzut założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą oraz prania pieniędzy. Pozostałej czwórce udziału w grupie i prania pieniędzy. Łączna wartość szkody objętej tymi zarzutami to 15 milionów 444 tysiące złotych. Przy stratach szacowanych na 32 miliony dolarów, czyli zarzuty obejmują mniej więcej 1 szóstą tego, co zniknęło. A teraz spójrzcie na tę listę ludzi. Pani architekt, strażnik więzienny, urzędniczka w laboratorium policji, grupa ludzi wypłacających gotówkę w Bydgoszczy. Żadne z nich raczej nie było w potrzebie. Żadne nie stało pod ścianą, żadne nie musiało wybierać między przestępstwem a głodem.

To są ludzie z zawodem, pensją, pozycją. Czyli dokładnie z tymi trzema rzeczami, które w naszej głowie mają chronić człowieka przed schodzeniem na złą drogę. My zwykle myślimy, że ludzie robią złe rzeczy, bo muszą, bo im brakuje, bo nie mają na czynsz, na leczenie, na dziecko. Ta historia mówi coś dokładnie odwrotnego. Bieda nie popycha ludzi do złego. Popycha ich sposobność. I to Co widzą po drugiej stronie? Bardzo duże pieniądze za stosunkowo niewielką robotę. Architektka nie zaprojektowała tego wnętrza, dlatego że nie miała innych zleceń. Zaprojektowała je, bo zlecenie do niej przyszło, a stawka była taka, jakiej normalnie się nie dostaje.

21:03 · Organizatorzy i ich osoby 2

Strażnik nie przeniósł grypsu, bo nie miał pensji. Przeniósł go, bo akurat mógł, a za jedną karteczkę płacili pewnie więcej niż za miesiąc służby. To samo dotyczy zresztą Adama J. i Krzysztofa Z. z Wrocławia. Dlaczego mając biznesy i bar w centrum miasta robić jakiś przekręt? Nie dlatego, że zmuszacie sytuację, tylko dlatego, że możesz. Gdzie jesteśmy dzisiaj? Śledztwo prowadzi prokuratura krajowa i ma charakter rozwojowy. To znaczy, że zarzutów i osób może przybywać. Zatrzymano ludzi z Bydgoszczy i ze Śląska. Skazano panią architekt, skazano strażnika, oskarżono urzędniczkę z laboratorium. A dwaj ludzie, których prokuratura wskazuje jako organizatorów, są poszukiwani listami gończymi od 2024 roku i raczej nie ma ich w kraju.

Za pierwszą piramidę zapadł prawomocny wyrok po 7 lat. Z tego odsiedzieli po 18 miesięcy. A jak może ta sprawa się dalej potoczyć? Czy winni zostaną skazani? Ci ludzie mają dziś pieniądze, mają doświadczenie, mają umiejętności, których nie da się odebrać. Wiedzą jak zbudować platformę, jak ją wypromować, jak zarejestrować spółkę w miejscu do którego nikt nie sięgnie i jak wyprowadzić z niej gotówkę. Są na wolności, gdzieś za granicą. Mają 34 i 37 lat. I szczerze? Istnieje duża szansa, że za kilka lat usłyszymy o nich znowu. Przy jakimś nowym projekcie, z nową nazwą, w nowej technologii. Bo pierwszy raz skończył się 18 miesiącami aresztu, a drugi, jak dotąd, nie skończył się niczym.

Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.