67. W naszym Match Playu grajmy jak w Valero Texas Open
Nie życzę oczywiście nikomu kontuzji barku. Raczej chodzi o poziom emocji w naszych meczach, które lada chwila wystartują. Powodzenia!
Mam nadzieję, że przynajmniej część z Was oglądała w ostatni weekend turniej PGA Valero Texas Open. Jeśli nie, to macie czego żałować, a może jakieś fragmenty możecie sobie znaleźć w sieci. W każdym razie emocje były niewiarygodne. Wygrał Akshay Bhatia, to był dla niego drugi wygrany turniej. Ale wydawało się, że emocji nie będzie żadnych, bo prowadził po pierwszym dniu, po drugim dniu, po trzecim dniu, czwartego dnia w niedzielę po dziewięciu dołkach ostatniej rundy prowadził już sześcioma uderzeniami, więc wydawało się, że nawet nie trzeba popcornu kupować i można sobie spokojnie odejść na godzinę od telewizora i jak się wróci to będzie to samo. Wcale nie. Gonił go tylko Dene McCarty, którego większość pewnie słabo kojarzy albo wcale, więc też nie wydawało się, że to będzie jakiś nie wiadomo jaki przeciwnik.
Ze stratą 6 uderzeń na 9 dołków do końca nie wydawał się specjalnie groźny, tym bardziej, że Batilla cały czas grał dobrze. No i tu niespodzianka. Golf po raz kolejny pokazał, że jest nieprzewidywalny. Wspomniany McCarthy zagrał na ostatnich 9 dołkach 8 birdie, tylko na 11 zrobił para pozostałe dołki birdie. No wszystko trafiał, nawet chip-in zza greenu, taki niemożliwy, długie putty. Podziwiałem, myślę, że tak samo jego fantastyczną grę, jak i odporność psychiczną Akshaya Bhatii, któremu co dołek topniała przewaga. Wydawało się, że jak spokojnie sobie zagra nawet par za parem, to powinien bezproblemowo dowieźć prowadzenie do końca. No nic bardziej błędnego. Okazało się, że na ostatnie tee wchodzili z remisem.
Obaj po minus 19. I tak się złożyło, że na ostatnim greenie ostatni pad jako pierwszy wykonywał McCarthy Trafił na birdie naprawdę z kilku metrów. I Akshay Bhatia też z ponad 11 stóp miał uderzenie na birdie, żeby w ogóle przedłużyć mecz. Przedłużyć mecz, w którym od czwartku non stop prowadził. No i trafił, pokazując przy tym odporność psychiczną absolutnie najwyższej próby. Tak celebrował to trafione uderzenie, że aż wywichnął rękę w barku, jak się potem okazało. A to jest ostatnia rzecz, którą chcesz sobie zrobić, kiedy za moment jedziesz na dogrywkę. Dogrywka na tym samym dołku, pierwsze dwa uderzenia planowo, spokojny layup dla obydwu zawodników, aż jako pierwszy pękł bohater dnia, czyli Danny McCarthy.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.