Mentionsy Mentionsy
Genealogiczne śledztwo
Genealogiczne śledztwo

16. Rozmowa z Krzysztofem Iwanowski, potomkiem Rungów i Szwedzickich

11.08.2023 ·24 min · 7 rozdziałów

 @GenealogiczneSledztwo  przedstawia kolejną rozmowę, tym razem z Panem Krzysztofem Iwanowskim, potomkiem Rungów i Szwedzickich, oraz Eberhardtów i Benois. Dodatkowo kilka zagadek rodzinnych, związanych z Horodyńskimi - jedne z nich zostały już rozwiązane, inne nadal czekają na ich rozwikłanie ...

5:00 · Odkrywanie historii rodziny 1

Ale babcia jeszcze żyjąc i rodzice, no to tam było na przykład podpisane, pewne nazwiska były, które tam uzupełniłem przy okazji, odnajdując zdjęcie to samo, gdzieś w internecie napotykając, szukając nazwiskami. I tam też uzupełniłem czy na miejscach horodyńskich, czy na wspólnym zdjęciu, ale miałem cały czas wątpliwości, kto naprawdę jest na moim zdjęciu wspólnym, bo były osoby podpisane i osoby niepodpisane z niego. I na pewno któryś z tych osób niepodpisanych to był ktoś, czy pradziadek, czy pra-prababka, bo się okazało, że prababka była. To wyszło już później, porównując zdjęcia obydwa ze sobą, podpisy i tutaj z pomocą dał radę odnaleźć te zdjęcie, to upewnić się, że to jest ta osoba.

10:00 · Znalezienie dokumentacji 3

Bardzo bliskie pewnie i na tych samych terenach też wszystko się zgadzało. Na chwilę jeszcze powrócę do tych zdjęć i do tego grupowego zdjęcia, bo z nim się wiąże też taka historia interesująca, którą troszeczkę udało mi się rozwiązać, rozwikłać. Pojawiła się na tych zdjęciach między innymi osoba Jana Horodyńskiego. Rozmawialiśmy już na ten temat wcześniej, więc wiem, że stanowiła ona do pewnego przynajmniej czasu zagadkę, prawda? Ten Jan Horodyński był mężem Ludwiki z domu Eberhardt, a Ludwika z kolei była siostrą Olgi Eberhardt, późniejszej żony pańskiego przodka Ludwika Szwedzickiego.

Pańskiego pradziadka, tak? Dobrze pamiętam? Dobrze policzyłem? Chyba tak. Już można się zagubić tym wszystkim. Można, można. No dobrze, ale jak to pana odkrywanie tego Jana Horodyńskiego, bo ja za chwileczkę jeszcze dopowiem taką ciekawą historię odnośnie tej rodziny, ale jak to odkrywanie osoby, jednej z kilku osób, na początku chyba nieznanych dla pana, na tej fotografii wyglądało? Znaczy tak, te zdjęcie gdzieś tam właśnie było. Były podpisane właśnie nazwiska Studzińskich i Horodyńskich. Nie było, znaczy była młoda dziewczyna na zdjęciu, którą później okazało się, że moja prywatka. Natomiast, i tutaj też wyszło różnych, różnych innych informacji. Tutaj z tego, co mi wiadomo, to na połach znalezione było właśnie, że tam informacja na temat tego, że to było jakieś zdjęcie właśnie związane z rocznicą ślubu.

No i przy okazji rodzeństwo się widocznie spotkało ze swoimi partnerami rodzinnie jakoś, tak, i szukając, no to tu wiedziałem na przykład informacje o Horodyńskich, bliskości jakieś, no wynikało to później jeszcze z tego, że niech Horodyński był też świadkiem na ślubie moich pradziadków. Także w Światowie, także to musiało być dosyć bliskie poklepieństwo. Tutaj to jest pewnie kuzynostwem i musieli się często dosyć widzieć, bo dosyć chyba mieli bliskie rekomendacje tutaj ze sobą. Także tutaj na pewno to, tak szukając dalej informacji, no to było tam, nie wiem, czy wszystkich mam w tym drzewie zapisanych, tak, ale tam sporo wtedy było

13:20 · Szukanie przodków pośród różnych krajów 3

Część mieszkała pewnie w okolicy, także tutaj to z tego wynika, Horodyńscy też w tych okolicach mieszkali. Wobec tego ostatnie pytanie. Może zechciałby się Pan z nami podzielić informacjami na temat innych członków swojej rodziny, bo jak wiadomo, ja staram się głównie opowiedzieć historie związane z tymi bliższymi, czy tam czasami dalszymi, mocno dalszymi krewnymi rodziny Rungę, ale przecież inni z pewnością też zasługują na jakieś wspomnienie. Jako ciekawostkę powiem tylko to, że idąc dalej w głąb, zarabiając się w te pokolenia, to szedłem do nawet XIII wieku. W międzyczasie też byli różnego rodzaju księża i kościoły ewangelicko-owcburskie i inne, też byli tam pastorzy, gdzieś tam po drodze znani, mniej znani.

No tak, ja myślę, że zwłaszcza Galicja, chociaż nie tylko, była bardzo takim multi-culti, prawda? To była mieszanka naprawdę bardzo wielu różnych narodowości. No i zresztą my jesteśmy, nasza rodzina jest takim dobrym przykładem na to, bo faktycznie różne rodzaje krwi w sobie mamy, co dopiero po jakimś czasie oczywiście odkrywamy. Zgadza się. Dobrze, dziękuję w takim razie bardzo za rozmowę. Naszym gościem był Krzysztof Iwanowski. Jak już wspomniałam podczas rozmowy z panem Krzysztofem Iwanowskim, chciałbym dodać kilka słów o rodzinie Horodyńskich.

Pan Krzysztof wspominał o nich, ponieważ na archiwalnym zdjęciu znalazła się między innymi jego prababka Emilia Szwedzicka oraz siostra jej matki Luisa z domu Eberhardt ze swoim mężem Janem Horodyńskim. Inne osoby obecne również na wspomnianej fotografii to Adam i Bolesław Studzińscy, kolejna siostra Luizy Zofia z domu Eberhardt, żona wspomnianego Adama Studzińskiego, Jadwiga z D'Aboncourt Studzińska, żona Bolesława i jej brat Xavery D'Aboncourt. Kiedy pan Krzysztof pokazał mi to zdjęcie i wyjaśnił wszystkie więzy rodzinne pomiędzy osobami na nim występującymi, pomyślałem sobie, że oto los po raz kolejny stawia na mojej drodze zagadkę związaną z rodziną Horodyńskich.

16:40 · Znalezienie informacji o rodzinie Szwedzickich 7

Dla tych, którzy z tym nazwiskiem jeszcze się nie spotkali, kilka słów na temat właśnie Horodyńskich i najbardziej znanego, niestety tragicznego zdarzenie, jakie ich dotknęło podczas II wojny światowej. Horodyńscy przed wojną byli właścicielami majątków zbytniowie w obecnym województwie podkarpackim. W roku 1943 zostali wraz z niektórymi gośćmi wesela, które Wtedy miało miejsce w ich dworze, zamordowani przez Niemców. Jak się przypuszcza, chodziło o udział Horodyńskich w ruchu oporu. W sumie zastrzelono wtedy 19 osób. Zostali oni pochowani we wspólnym grobie na terenie ich majątku, gdzie też spoczywają do dzisiaj.

Powracając do Jana Horodyńskiego i jego żony, Pan Krzysztof na podstawie swoich rodzinnych informacji ustalił wspomniane powyżej pokrewieństwo wiążące Jana Horodyńskiego z rodziną Eberhardów. Z której zresztą też i sam pan Krzysztof pochodzi. Jednak mimo tego, że nazwisko Horodyński jest dość znane, wciąż ani pan Krzysztof, ani przez długi czas również i ja nie umieliśmy się dowiedzieć niczego bliższego o pochodzeniu samego Jana Horodyńskiego. Nie było o nim ani słowa na portalu Minakowskiego, ani w Genetece, na żadnym z drzew na MyHeritage czy Genii.

Nie umieliśmy znaleźć też o nim choćby jednej wzmianki na portalu Szukaj w Archiwach. Na właściwy ślad naprowadziła mnie Aukcja pewnej broszurki poświęconej historii fabryki powozów w Grabownicy Starzyńskiej na Allegro. Na tytułowej stronie znalazł się tam zapisak, że broszurka należała do Jana Horodyńskiego, dyrektora tejże fabryki. Potem już nie pamiętam, krocząc jakimi ścieżkami, natrafiłem na metrykę ślubu Jana i wspomnianej Luizy Eberhardów, który miał miejsce w grecko-katolickiej parafii w Smólnie koło Brodów, której proboszczem był Emil Szwedzicki, przodek pana Krzysztofa i potomek rodziny Rungę.

Dowiedziałem się więc oczywiście, że Jan był synem Rocha Bogusława Horodyńskiego ze Zbedniowa. Zdziwiło mnie to, że nigdzie o nim, w przeciwieństwie do jego rodzeństwa, nie było ani słowa. Jakiś czas potem na internetowej stronie Wikipedii dedykowanej właśnie rodzinie Horodyńskich znalazła się publikacja poświęcona historii tejże rodziny, napisana przez jednego z ich potomków. No i wtedy wszystko się wyjaśniło. Jan Horodyński był najmłodszym dzieckiem razem ze swoim bratem bliźniakiem Onufrym, wspomnianego Rocha Bogusława. Najmłodszym i sprawiającym swoim rodzicom najwięcej zmartwień.

Był typowym obibokiem i bawidamkiem, wszystko przegrywał w karty i przepijał w karczmach, a na dodatek, cytując zapiski Horodyńskiego, ożenił się z córką austriackiego starosty. Tu się autor tej notki nieco pomylił, podając raz, że niewłaściwe imię żony Jana, a także mówiąc, iż była ona córką austriackiego starosty, podczas gdy była ona córką rosyjskiego konsula w austriackich wtedy brodach. No, czyli chyba w oczach ówczesnego Polaka był to podwójny mezalians. I z tego powodu Jan został wydziedziczony przez rodzinę, miał jedynie prawo do użytkowania dworów w kotowej woli.

Zmarł po wojnie najprawdopodobniej w Nicei. Potomstwa z Luizą Eberhardt się nie dochował. To jednak jeszcze nie był koniec niespodzianek, jaki sprawił mi tekst na temat rodziny Horodyńskich. Znajdowała się tam bowiem informacja o tym, że wspomniany dworek w Kotowej Woli zakupiony został przez Horodyńskich w roku 1906 od Żyda Rachmiela Kanarka. Tego samego, o którym w czternastym odcinku Genealogicznego śledztwa opowiadała mi Zuzanna Peters-Musiał. I ona, i Horodyński bardzo chwalili obywatelską postawę tego Żyda. Żeby nieco zagmatwać powiązania rodzinne między Horodyńskimi i Szwedzickimi, wspomnę już tylko o tym, że jedna ze siostrzenic Jana Horodyńskiego poślubiła Aleksandra Kurzec z Kibniewskiego, którego to córka została żoną Witolda Szwedzickiego.

Pochodził on z nieco innej linii Szwedzickich niż ci spokrewnieni ze mną i z jego potomkiem mieszkającym w Australii byłem w kontakcie. No i już na sam koniec jest jeszcze jedna nierozwiązana wciąż zagadka chrzestnych mojego trzy razy pradziadka Władysława Miski, urodzonego w 1835 roku W majątku jego ojca w Bziance koło Rzeszowa. Byli nimi Marianna i Stefan Horodyńscy. Do dzisiaj, mimo poszukiwań, nie udało mi się ustalić, kim dokładnie oni byli i skąd pochodzili. Mam jednak nadzieję, że i tę zagadkę uda mi się kiedyś rozwiązać.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.