Takiej skali i takich urazów nikt nie był w stanie przewidzieć. Wspomina w rozmowie z naszym reporterem zastępczyni dyrektora szpitala dziecięcego imienia Świętego Mikołaja we Lwowie. Do tej placówki trafiały i nadal trafiają mali pacjenci poszkodowani w rosyjskich bombardowaniach i atakach. Na linii ponownie dzisiaj reporter RMF FM Mateusz Chłystyn, który jest we Lwowie. Mateuszu, co przez ten czas było i jest największym wyzwaniem dla lekarzy? Na początku wojny liczba dzieci, które trafiały tu z ostrzeliwanych miejscowości, ale też ich urazy. Mieliśmy ciągle pacjentów z ostrymi wojennymi urazami. To były głównie rany po eksplozjach, a to oznacza, że rany i tkwiące w nich odłamki są na całym ciele. Zorganizowaliśmy specjalny multidyscyplinarny zespół lekarzy, powiedziała Mizoriana Iwaniuk, zastępczyni dyrektora szpitala. Placówka musiała ewakuować część dzieci przewlekle chorych, między innymi do Polski, po to, by móc zająć się poszkodowanymi w wyniku wojny.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.