Mentionsy Mentionsy
Fakty w RMF FM
Fakty w RMF FM

03:00 Fakty

17.11.2025 ·12 min 29 s

To już prawie trzecie. Jak zawsze pełna godzina to pora faktów. W RMF FM Karol Płaczkiewicz. Zapraszam. IMGW wydało alerty pogodowe dla czterech województw. Uwaga na deszcz, śnieg i trudne warunki. Na dzisiaj zaplanowana jest sekcja zwłok mężczyzny znalezionego przy ulicy Rysia w Poznaniu. Będą także doniesienia z Wielkiej Brytanii. Tamtejsze szpitale sprawdzają skuteczność szybkiej diagnostyki zawału serca. O szczegółach opowie nasz korespondent. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega przed intensywnymi opadami, które prognozowane są w południowej oraz południowo-zachodniej części Polski. Alerty pierwszego stopnia wydano dla części województw podkarpackiego, śląskiego, małopolskiego i dolnośląskiego.

Według synoptyków w tych regionach spodziewane są intensywne opady deszczu, deszczu ze śniegiem oraz samego śniegu. Ostrzeżenia obowiązują nawet do wtorkowego poranka. Kierowcy zachowajcie szczególną czujność na drogach. Może być ślisko. Na dziś zaplanowano sekcję zwłok 45-letniego mężczyzny, którego ciało znaleziono w sobotę przy ulicy Rysia w Poznaniu. Na jego ciele były widoczne ślady pobicia. O tym, co do tej pory udało się ustalić śledczym, opowie nasz poznański dziennikarz, Beniamin Kubiak-Piłac. Sprawdzono zapis kamer monitoringu, przesłuchano świadków oraz zatrzymano cztery osoby, które mogą mieć związek ze śmiercią 45-latka. Jak się okazało doszło do awantury i bójki grupy osób. W tej sprawie zatrzymane na tą chwilę zostały cztery osoby, dwóch mężczyzn i dwie kobiety.

Mówi aspirant Łukasz Kędziora z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Zatrzymani nie zostali jeszcze przesłuchani i nie usłyszeli zarzutów. Najpierw wykonana zostanie sekcja zwłok, informują funkcjonariusze. Słuchacie Fakty w RMF FM. Silne wichury, intensywne opady deszczu i grad nawiedziły francuską Riviere. Władze regionu zaapelowały do mieszkańców i turystów o ograniczenie wychodzenia z domów i hoteli do niezbędnego minimum. W Nice i kilku innych kurortach lazurowego obrzeża Zamknięto plaże i parki. Wiatr ma wiać w porywach z prędkością do 150 km na godzinę. Niektóre drogi są nieprzejezdne. Część specjalistów obawia się fali powodzi. Synopty sugerują jednak, że to dopiero początek kłopotów z pogodą. W następnych dniach spodziewany jest bojem w całej Francji gwałtowny spadek temperatury.

Śnieg ma zacząć padać nie tylko w Alpach i Pirenejach, ale również między nimi w Burgundii i wielu rejonach wschodniej części kraju. O czym donosił nasz korespondent Marek Gładysz. Nowy test diagnozujący atak serca jest sprawdzany w 39 szpitalach w Wielkiej Brytanii. Na czym polega i jakie ma znaczenie? O tym z Londynu nasz korespondent Bogdan Frymorgan. Test wykrywa we krwi troponinę cząsteczki białka, Test można zrobić w każdym miejscu, a jego wyniki otrzymuje się w ciągu kilku minut, mówi profesor Nicholas Mills z Brytyjskiej Fundacji Kardiologicznej. Obecnie trzeba od pacjenta najpierw pobrać

Próbkę, a następnie oddać ją do laboratorium. To zabiera czas i opóźnia działania. Im szybciej atak serca jest zdiagnozowany, tym większe są szanse na całkowity powrót do zdrowia. Nowy test umożliwi zredukowanie tego czasu średnio o 45 minut. I w Faktach wracamy teraz do Polski. W Warszawie odbywa się 20. edycja festiwalu Niewinni Czarodzieje. W programie znalazły się dancing, koncert oraz instalacja teatralna byle nie o miłości w kamienicy przy Chmielnej. To właśnie tam Andrzej Wajda realizował film o młodych, wrażliwych i zbuntowanych ludziach. Festiwal ma wielu patronów. Styrmant, Komeda, Polański, Osiecka, Starsi Panowie, ale też mnóstwo zjawisk kulturowych, które tworzyły i kreowały ten warszawski sen przez ostatnie kilkadziesiąt lat, bo u zarania powstania festiwalu leży temat Odwilży i roku 56.

Kiedy za żelazną kurtynę wdarł się jazz i wielka potrzeba wolności, która leży u podstaw naszej tożsamości. Nie oszukujmy się. Mówi Agnieszka Szulejewska, która współtworzy festiwal. W Zatoce Puckiej prowadzony jest projekt odtwarzania podwodnych łąk trawy morskiej. To rośliny niezwykle ważne. Produkują tlen, magazynują dwutlenek węgla i dają schronienie wielu gatunkom. To wspólne przedsięwzięcie Uniwersytetu Gdańskiego i Fundacji MARE, która ma odbudować ekosystem Bałtyku. O samym procesie, trudnościach i wynikach prac nasz trójmiejski reporter Stanisław Pawłowski rozmawiał z doktor Aleksandrą Zgrundo z Uniwersytetu Gdańskiego. Na jakim etapie jest teraz projekt? Zakończyliśmy pierwszą fazę związaną z nasadzeniami i mamy za sobą już pierwszy miesiąc monitoringu, czyli mogę powiedzieć, że nasze sadzonki się przyjęły, mają się dobrze, są w dobrej kondycji, natomiast żeby ocenić naprawdę sukces czy odtrąbić sukces to potrzeba troszeczkę więcej czasu.

Sadzonki się przyjęły i to jest dobra wiadomość, bo to nie było takie oczywiste. Nie było oczywiste, zgadza się, bo tak naprawdę robimy tego typu nasadzenia po raz pierwszy, chociaż muszę się przyznać, że mieliśmy wzory. W latach 80. przeprowadzono taki eksperyment, też przesadzano, niestety nie jest on zbyt dobrze opisany, także tutaj troszeczkę musiałyśmy się posłużyć intuicją, ale też wiedzą, którą zdobywana jest na świecie i która istnieje w raportach czy w literaturze naukowej. Po co takie łąki na dnie morza? Po to, żeby były z powrotem i po to, żeby pełniły te funkcje ekologiczne, które są nam bardzo potrzebne, czyli żeby produkowały tlen, redukowały dwutlenek węgla, po to, żeby umacniały dno, po to, żeby były domem, siedliskiem dla innych organizmów.

A teraz tych łąków w wielu miejscach nie było? Konsekwencje tego, że łąki ustąpiły. To, że łąki ustąpiły, to była konsekwencja działań człowieka, która pociągnęła za sobą to, że środowisko zostało mocno zubożone. Zniknęło wiele gatunków roślin na długie lata. Wspomniany wcześniej widlik Ta praca związana z ponownym nasadzeniem tych traw na dnie Bałtyku, czy to jest trudne? Jakoś bardzo szczególnie nie. Polegała cała praca na zebraniu sadzonek, czyli tak naprawdę ręcznie żeśmy wyrywali kawałeczki roślin, w sensie pędy, z odpowiednim kawałkiem kłącza i zostały one przesadzane w nowe miejsce.

Jeśli chodzi o takie techniczne nurkowanie, to nie było trudne, to nie było żadnym wyzwaniem, natomiast faktem jest, że trzeba mieć pewne umiejętności, żeby się podjąć takiego zadania. One były przesadzane w miejscach, gdzie było pusto na dnie. W puste dno, dokładnie. Właśnie po to, żeby można było obserwować, czy faktycznie te rośliny się przyjmą na pustym dnie, bo w planach mamy nasadzenia na większą skalę w innych rejonach, które są pozbawione roślin zupełnie. Dlaczego w Zatoce Puckiej akurat? Dlaczego w tym miejscu? Dlaczego w Zatoce Puckiej? Dlatego, że jest to taki najłatwiejszy teren ćwiczebny moim zdaniem, głównie ze względu na cechy fizyczne środowiska, czyli stosunkowo małe falowanie i prądy. No i bez znaczenia jest bliskość populacji macierzystej.

Obecnie istniejące zalecenia sugerują, żeby nie przesadzać w za dużej odległości od populacji macierzystych po to, żeby była ta ciągłość genetyczna między roślinami w obu miejscach. Czy to jest taka praca, która przynosi dużo satysfakcji, jakąś radość? Mega dużo satysfakcji, bardzo mnie motywuje ta praca i tak jak wspomniałam wcześniej też, bardzo się cieszę jako naukowiec, że mogę zrobić coś dobrego dla środowiska, w sensie mogę wyjść i autentycznie wspierać to środowisko swoją pracą, że nie tylko zamykam się w labie i załóżmy publikuję dla wąskiej grupy osób, ale też robię coś, co naprawdę się przyda i będzie miało efekt w przyszłości. Słyszałem takie zdanie, że Bałtyk się odradza.

Ile w tym jest prawdy? Moim zdaniem dużo prawdy. Oczywiście to jest mój punkt widzenia, człowieka, który pracuje z roślinami. Faktycznie świat roślinny się odradza w tych rejonach, na których ja prowadzę najintensywniej badania. Ale teraz tak powiem trochę z punktu widzenia monitoringowca, bo swego czasu też byłam naukowcem bardzo silnie związanym z monitoringiem środowiska. Jak się monitoruje środowisko? Zazwyczaj monitorujemy pewne elementy środowiska, czyli załóżmy parametry fizyko-chemiczne wody, obserwujemy świat zwierzęcy, który jest kolejnym elementem, na przykład ryby, na przykład zoobentos, czyli zwierzęta żyjące w dnie. I na dnie monitorujemy również rośliny, czyli to co ja robię i muszę powiedzieć, że w zależności od presji człowieka różne elementy różnie sobie radzą.

Świat rośliny wspomagaliśmy ostatnio bardzo mocno poprzez to, że właśnie została ograniczona eutrofizacja, ścieki są oczyszczane już, że tak powiem surowe ścieki nie są wpuszczone do Zalewu Puckiego. Zaprzestano eksploatacji właśnie widlika, czyli przestano niszczyć dno i to wystarczyło, żeby świat roślin zaczął się odbudowywać, aczkolwiek był to długotrwały proces. Według moich szacunków to tak trwało mniej więcej 40 lat, czyli sporo, prawda? Można się zestarzeć, jeżeli człowiek chciałby sam czekać, żeby środowisko się odbudowało. Nasz projekt w założeniach ma wspomóc to odbudowanie środowiska i mamy nadzieję, że przyspieszymy ten proces i efekty będzie można widzieć już za 10 lat. Jeżeli mogę zapytać jeszcze o samą genezę tego projektu, sam początek, pomysł.

Co sprawiło, że uznali Państwo, że ok, spróbujmy to zrobić, odnowić łąki na Dnie Bałtyku? Tak naprawdę z tym pomysłem chodziłam już tak myślę od dwóch lat. Kiełkowało we mnie przekonanie, że tak to jest ten czas, kiedy warto spróbować, bo środowisko zaczęło się poprawiać i zaczęłam zauważać, że rośliny pionierskie, czyli te rośliny, które się pojawiają pierwsze w nowych siedliskach, że te rośliny Są coraz częściej obserwowane w coraz większych ilościach. Także to utwierdziło mnie w tym, że to jest dobry moment, żeby zacząć sadzić trawę. A w grudniu przez przypadek wpadła na mnie Olga Sarna z Fundacji Mare i powiedziała, wiesz co, ja ci znajdę pieniądze. I to był początek tak naprawdę. Z jednej strony, znaczy ja mam wrażenie, że to taki zbieg dobrych okoliczności.

I teraz przenosząc się jeszcze do teraźniejszości szlas mówiła pani, że teraz jest moment na obserwację tego jak ta trawa się przyjmie i jak wygląda ten proces? Obserwacje polegają na tym, że płytwonórek schodzi pod wodę i sobie patrzy tak naprawdę. Często? No na razie w skali jednego, co miesiąc, w skali jednego roku. Będziemy później obserwować tak średnio raz na pół roku przez kolejne lata, żeby się utwierdzić, że droga, którą obraliśmy jest właściwa. Oprócz tego, że obserwujemy, to też zliczamy te rośliny, czyli patrzymy tak naprawdę ile przetrwało w środowisku. Mamy wyznaczone poletka, mamy te wszystkie rośliny Z dr Aleksandrą Zgrundo z Uniwersytetu Gdańskiego rozmawiał dziennikarz RMF FM Stanisław Pawłowski.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.