Mentionsy Mentionsy
Enigma
Enigma

Han van Meegeren

24.10.2025 ·22 min 56 s

Gdy jego kariera malarska została zniszczona przez krytyków, postanowił się na nich zemścić, przy okazji oszukując jednego z nazistowskich przywódców. Jedni uważali go za zwykłego oszusta, inni za bohatera narodowego.

To jest Enigma w RMF Classic. Sekrety życiorysów ludzi, którzy tworzyli XX wiek. Przemysław Semczuk. Był szczególnie uzdolnionym malarzem, którego karierę zniszczyli krytycy. Postanowił się zemścić, a przy okazji oszukał jednego z czołowych nazistowskich przywódców. Po wojnie uznano go za kolaboranta, a gdy prawda wyszła na jaw, został bohaterem. Poznajmy postać Hanna van Meegeren. Pod koniec wojny między aliantami i sowietami toczy się wyścig o przejęcie tajemnic III Rzeszy. Celem są rakiety V2, szybkie łodzie podwodne i Wunderwaffe, tajna broń Hitlera, którą po latach okaże się bomba atomowa. W tym samym czasie obie strony walczą o przejęcie dzieł sztuki, które Niemcy zrabowali w całej Europie.

Śledczy muszą ustalić, od kogo marszałek III Rzeszy kupił obraz i do kogo należał. Ślady prowadzą do historyka sztuki Waltera Hofera, który na polecenie Göringa konfiskował cenne przedmioty należące do mordowanych żydowskich rodzin. Hofer skupował też dzieła sztuki od antykwariuszy. Tak miało być w tym wypadku. Obraz przeszedł przez ręce Rainstree van Steve Sande, który sprzedał go za 1 650 000 guldenów, równowartość dzisiejszych 7 milionów dolarów, niemieckiemu bankierowi Aloisowi Middlowi. Ustalono, że van Steve Sande działał w imieniu Hanna van Meegeren, malarza i antykwarysty. 29 maja do drzwi domu Van Meegerena przy Kaisergraacht 321 w Amsterdamie puka Job Pühler, oficer holenderskiej służby wewnętrznej.

Gospodarz zaprasza go do salonu, proponuje drinka i cygaro. Pühler tytułuje artystę mistrzem i uprzejmie prosi o informacje na temat pochodzenia Chrystusa i jawnogrzeżnicy. Meegeren wyjaśnia, że nabył obraz od arystokratycznej holenderskiej rodziny, która wyemigrowała do Włoch. Nie może wyjawić nazwiska, bo za wywóz dzieł sztuki grozi wysoka kara. Zachowanie anonimowości klienta jest dla niego sprawą honoru i wiarygodności w branży. Piller przyjmuje wyjaśnienia, ale następnego ranka wraca. Tym razem nie jest już miły. Musi poznać nazwisko pierwotnych właścicieli, bo sprzedanie bezcennego dzieła Goeringowi w czasie wojny oznaczało kolaborację i było zagrożone karą śmierci. Meegeren odmawia i zostaje aresztowany. Podczas przesłuchań twierdzi, że odsprzedał płótno nieznanemu konsorcjum, które reprezentował bankier Alois Müdl.

Ale gdy dowiedział się, że ten działa w imieniu nazistów, zamiast pieniędzy zażądał zwrotu 200 dzieł zagrabionych przez Niemców z holenderskiej kolekcji Goldsticker. Niemcy rzeczywiście zwrócili obrazy do holenderskich muzeów, ale brakowało dowodów na udział w transakcji konsorcjum i Meegerena. Piller uważa, że ten próbuje się teraz wybielić, a od początku wiedział, komu sprzedaje obraz. Zresztą w czasie wojny miał złą reputację. Wystawiał swoje prace w Niemczech, w okupowanej Francji, a nawet w Polsce. Doskonale się bawił, urządzał huczne przyjęcia pił, nadużywał morfiny i nałogowo korzystał z prostytutek. Był przy tym jawnym antysemitą. Aresztowanie Meegerena jest sensacją dla prasy, która przedstawia go jako kolaboranta i zdrajcę. W czasie, gdy zwykli Holendrzy umierali z głodu, on częstował swoich gości kawiorem i podejmował nazistowskich dygnitarzy.

Jedna z bulwarówek publikuje nawet pierwszą stronę jego albumu z grafikami, na której jest dedykacja dla Hitlera. Po sześciu tygodniach pobytu w więzieniu bez nikotyny, alkoholu i morfiny, Meegeren jest wrakiem. Piller wie, że siłą nic z niego nie wyciągnie, więc zabiera go na przejażdżki po okolicy. Podczas rozmów nawiązuje do historii obrazu. W końcu Meegeren nie wytrzymuje. Nic nie rozumiesz, Piller. Jesteś takim samym głupcem jak Goering. To ja byłem Wyrmurem. Godzinę później ze szczegółami opowiada, jak dokonał fałszerstwa obrazu. Piller nie jest jednak głupcem. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli zeznania Meegeren'a okażą się prawdą, może go co najwyżej oskarżyć o sfałszowanie podpisu Virmira. Oszustwo może mu wytoczyć tylko poszkodowany Herman Goering, który siedzi w więzieniu w Norymberdze i jest mało prawdopodobne, by złożył skargę.

Wybitny historyk sztuki Abraham Bredius uznał je za oryginały i zostały sprzedane amerykańskiemu milionerowi. Wingarden nieprzypadkowo wybrał akurat tego malarza. Wirmir za życia był znany wyłącznie w Holandii. Malował głównie na zamówienie lokalnych bogatych kupców. Po śmierci zapomniano o nim na ponad 200 lat. Odkryto na nowo dopiero w połowie XIX wieku, uznając za geniusza. Dziewczyna z perłą i alegoria malarstwa to jego najbardziej znane dzieła. Niewielka liczba znanych obrazów pozwalała przypuszczać, że wiele kolejnych znajduje się w prywatnych rękach, a ich właściciele mogą nie wiedzieć, że posiadają bezcenne skarby. W 1928 roku Wiengarden natrafił na obraz Franza Halsa i poprosił Meegeren, aby go odrestaurował. Płótno zostało sprzedane, ale krytyk Bredius uznał odświeżone dzieło za falsyfikat i Wingarden musiał zwrócić kupcowi pieniądze.

Aby zemścić się, na ekspercie namalował falsyfikat nieznanego dzieła Rembrandta. Bredius obejrzał obraz i orzekł, że to oryginał. Wingarden wpadł w szał i na oczach eksperta podział płótno nożem. Jego wyczyn był doskonałym sposobem na ośmieszenie krytyków, których Meegeren szczerze nienawidził za to, że zniszczyli jego karierę. Han był świetnie zapowiadającym się malarzem, miał nie tylko talent, ale i determinację. Postawił na sztukę, sprzeciwiając się ojcu. Ten był nauczycielem, to on decydował, kim mają zostać jego dzieci. Han miał być również nauczycielem, jego starszy brat księdzem, a trzy siostry mogły liczyć na dobre zamążpójście. Zainteresowanie syna rysunkami uznał za nic nie wartą fanaberię. Gdy Han miał 10 lat, został przyłapany ze szkicownikiem i ojciec podarł go na strzępy, a syn za karę musiał 100 razy napisać – nic nie umiem, jestem niczym, jestem do niczego.

Kilka lat później zmusił Hana, by rozpoczął studia na Wydziale Architektury. Han jednak nie porzucił zainteresowania malarstwem. Gdy jego akwarela przedstawiająca wnętrze kościoła św. Wawrzyńca w Rotterdamie wygrała konkurs dla studentów, a obraz został sprzedany, porzucił na ostatnim roku architekturę i dokończył studia na Akademii Sztuk Pięknych w Hadze. Mimo, że był już wtedy żonaty z Anną de Vogt i miał dwójkę dzieci, odrzucił zaproponowaną mu posadę wykładowcy. Chciał być niezależny nawet za cenę życia w ubóstwie. Dyplom Akademii pozwolił Meegerenowi na otwarcie własnej pracowni i zgromadzenie uczniów. Zazwyczaj panien z dobrych rodzin. Podczas jednej z lekcji w ciągu 10 minut wykonał szkicję Lonka, który za namową żony pokazał kilku wydawcom, proponując umieszczenie go na kartach pocztowych lub kalendarzach.

Wydawcy nie byli zainteresowani, uznali, że rysunek jest nieciekawy. Dopiero gdy Han wspomniał, że jest to jelonek należący do królewny Julianny , a Julianna była jedyną córką królowej Wilhelminy i księcia Henryka, jeden z wydawców natychmiast kupił obrazek. Wtedy Meegeren zrozumiał, że jego talent jest mniej wart od opinii ludzi, którzy nie mają pojęcia o sztuce. Pierwsza wystawa Meegerena spotkała się z dobrym przyjęciem. Prasa pisała, że jest nadzieją holenderskiego malarstwa. Przychylny artykuł opublikował nawet największy autorytet w środowisku krytyków, Karel de Boor. Ta recenzja otworzyła Hanowi drogę do kariery oraz do upadku marzeń o malowaniu. Meegeren rozpoczął romans z żoną Bohra, aktorką Johanną Jo Orelmans, który trwał kilka lat i doprowadził do rozwodu Hanna.

W środowisku żartowano, że Meegerenowi lepiej nie przedstawiać żon. The Bohr został ośmieszony i postanowił się zemścić. Zaczął krytykować twórczość Meegereena, nazywając go zdolnym kopistą malującym sceny biblijne i sakralne w stylu dawnych mistrzów. Jego prace miały być poprawne technicznie, ale groteskowe i archaiczne. Bohr zakończył malarską karierę Meegereena. W 1932 roku Meegeren razem z Joe wyjechał na lazurowe wybrzeże. Wydają luksusową willę i utrzymywał się z portretowania bogatej klienteli, głównie amerykańskich przemysłowców. W spokoju planował również zemstę. W ukryciu zaczął pracę nad falsyfikatami. Zamierzał namalować kilka dotąd nieznanych dzieł, a gdy zostaną uznane za oryginały, wyjawić prawdę, kompromitując historyków sztuki.

Nie było to jednak proste. Wymagało studiów nad dawnymi technikami znalezienia pigmentów, jakich używano w XVII wieku. W ciągu kilku lat namalował cztery obrazy, których nie zdecydował się mimo wszystko ujawnić. W tym czasie Abraham Bredius opublikował kilka artykułów, w których twierdził, że Wyrmir we wczesnym okresie twórczości podróżował do Włoch, gdzie prawdopodobnie musiał namalować kilka dotąd nieznanych płócien. Meegeren tylko na to czekał. Teoria Brediusa pozwalała mu na ujawnienie nieznanych dotąd dzieł. Podczas przesłuchania Meegeren przyznaje, że w ciągu kilku lat namalował uczniów z Emmaus, Ostatnią Wieczerzę, Umycie Nóg, Izaka Błogosławiącego Jakuba, Głowę Chrystusa oraz dwa płótna Petera Dechogena, wnętrze ze stojącą kobietą i grających w karty.

Wypuszczał je na rynek przy pomocy podstawionych pośredników, najczęściej znajomych, którzy nie zdawali sobie sprawy, że biorą udział w przestępstwie. Robili to w zamian za hojną prowizję. Za każdym razem eksperci uznawali płótna za oryginały, a państwowe muzea lub kolekcjonerzy płacili za nie krocie. A o tym, co było dalej, opowiem już za chwilę. To jest Enigma w RMF Classic. Sekrety życiorysów ludzi, którzy tworzyli XX wiek. Przemysław Semczuk. To jest Enigma w RMF Classic. Meegeren przyznaje się, że skupował małowartościowe, siedemnastowieczne płótna, zmywał częściowo lub całkowicie znajdujące się na nich sceny i malował nowe.

Pod wizerunkiem uczniów z Emmaus ma być Wskrzeszenie Łazarza, a pod Ostatnią Wieczerzą obraz Goverta Flinka przedstawiający dzieci na wózku ciągniętym przez osła. Po ujawnieniu w prasie zeznań Meegereena wybucha skandal, bo wszystkie płótna uznawano dotąd za autentyczne. Obraz uczniowie z Emmaus został odkryty w 1938 roku przez Abrahama Brediusa i po tym, jak jego autentyczność potwierdziło całe grono szanownych ekspertów z tytułami profesorskimi, kupiony za 520 tysięcy guldenów przez Boymans Museum w Rotterdamie. Za ostatnią wieczerzę kolekcjoner Daniel Van Beuningen zapłacił 1 600 000 guldenów, a umycie nóg za państwowe pieniądze kupiła galeria Mauritius.

Pojawienie się tych obrazów nikogo nie zdziwiło, bo historycy sztuki wciąż powtarzali, że prędzej czy później uda im się trafić na nieznane dzieła. Każdy z nich pragnął sławy, którą niosło odkrycie. Meegeren to wykorzystał. Z satysfakcją patrzył, jak po ujawnieniu uczniów z Emmaus, Bredius pławił się w glorii chwały. Kupił nawet bilet i stał w kolejce, by zobaczyć własne dzieło. Teraz Meegeren nie jest już kolaborantem ani oszustem, jest bohaterem narodowym, który nie tylko ośmieszył ekspertów, ale zrobił durnia z Hermana Göringa. Gryng dowiaduje się o tym w więzieniu i nie może zrozumieć, jak mógł dać się oszukać. Obraz Wyrmira to najcenniejsze dzieło w jego kolekcji. Aby potwierdzić zeznania Meegera, specjalna komisja przeszukuje jego pracownię na Lazurowym Wybrzeżu i w Nicei.

Są w nich dokumenty potwierdzające zakup obrazów, których Han użył do malowania falsyfikatów oraz szkice fałszywych Wyrmirów. Są też pigmenty identyczne z tymi, Drobne spękania farb. W ich zagłębieniach powinny Meegeren mówi prawdę.

W fałszerstwo musi uwierzyć jeszcze sąd, który powinien oprzeć się na opinię ekspertów. Ci jednak są skompromitowani. W tej sytuacji sędzia chce, by Meegeren udowodnił, że potrafi sfałszować Virmira. Han van Meegeren opuszcza areszt i w budynku alianckiej komisji do spraw sztuki w Amsterdamie ma namalować kopię istniejącego obrazu Virmira. Meegeren zgadza się, stawia jednak warunek. Chce namalować nowy obraz. Po drugie musi dostać alkohol, papierosy i morfinę, bez której nie potrafi pracować. Dziennikarze przyglądają się mu podczas malowania obrazu, a w przerwach wypytują go i nie szczędzą mu pochlebstw dla talentu i pomysłowości. Po dwóch miesiącach płótno, Chrystus między uczonymi w piśmie jest gotowe.

W międzyczasie prokurator zmienia zarzut na sfałszowanie podpisu, za co grozi ledwie dwa lata więzienia. Trasa nie ma już wątpliwości. Meegeren nie był kolaborantem, jest bohaterem. Sędzia też nie ma wątpliwości i zwalnia go póki co za kaucją. 12 października 1947 roku uśmiechnięty Meegeren wchodzi do sali sądowej udekorowanej jego Wirmirami. Na widowni siedzą najbardziej znani historycy sztuki, krytycy i dziennikarze z Holandii, USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Posiedzenie sądu kończy się po niespełna 6 godzinach. Oskarżony przyznał się do winy. Kiwał potakująco głową słuchając wystąpień biegłych, którzy mieli odpowiedzieć na pytanie czy obrazy zostały namalowane w XVII wieku czy obecnie i czy mógł je namalować Meegeren.

Z nieukrywanym sarkazmem pochwalił nawet ekspertów za tak wnikliwą ocenę, a oni przyznali się, że ich wcześniejsze ekspertyzy zostały wykonane niedbale i były błędne. Wyrok roku więzienia jest niczym nagroda, a zebrana na sali sądowej publiczność nagradza Meegeren'a brawami. Krytykowany i poniżany malarz wreszcie został doceniony i uznany za geniusza. Jest jednak spore zaskoczenie. W podobnych sprawach sąd z reguły nakazuje zniszczenie falsyfikatów. Tym razem sędzia Boll decyduje, że płótna mają wrócić do prawowitych właścicieli, a Chrystus i jawnogrzeżnica, własność Hermana Göringa, zostaje przekazana Skarbowi Państwa. Sprzedane mają zostać także płótna znalezione w pracowni, a pieniądze przekazane na pokrycie długów, bowiem malarz jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy stał się bankrutem, bo wszystkie oszukane instytucje i osoby, za wyjątkiem Goeringa oczywiście, zażądały odszkodowania.

Wysokość roszczeń przekracza równowartość dzisiejszych 100 milionów dolarów. Niestety Meegeren umiera na zawał serca kilka dni po wydaniu wyroku. Tu historia słynnego fałszerza powinna się zakończyć, ale to dopiero początek największej afery w świecie sztuki. Kontrowersyjny wyrok, który ocalił falsyfikaty, wzbudza plotki. Wiele osób uważa, że sędzia nie był pewny, czy obrazy były falsyfikatami czy oryginałami. Pojawiają się wątpliwości, czy i tym razem ekspertyza biegłych była rzetelna. Część historyków sztuki mówi po cichu, że przynajmniej niektóre obrazy będące przedmiotem sprawy sądowej to autentyczne wyrmury, a Meegeren, chcąc zarobić więcej pieniędzy, namalował kilka falsyfikatów. Plotki docierają do jednego z członków sądowego zespołu eksperckiego, profesora Paula Cormemansa,

Dyrektora Centralnego Laboratorium Muzeów Belgijskich. Ogłasza, że ekspertyza jest niepodważalna, bo w badanych obrazach stwierdzono obecność błękitu kobaltowego używanego dopiero w XIX wieku. Tyle, że śladów tego pigmentu nie było w próbkach pobranych z ostatniej wieczerzy i uczniów z Emmaus. Wątpliwości dotyczą jednak także badań fizyko-chemicznych, bowiem biegli twierdzili, że jako bazy do wyrobu farb użyto żywicy form aldehydowej opandentowanej dopiero w 1907 roku. Jednak nowsze badania wykazują, że XVII-wieczne spoiwa farb zachowują się podobnie jak żywica stosowana przez Meegeren'a. A to podważa ekspertyzę przygotowaną dla sądu. Jest jeszcze coś. Scena myśliwska, którą Ujawniono pod obrazem Ostatniej Wieczerzy.

Badania dokumentów wykazały, że Meegeren w 1940 roku faktycznie kupił od Abrahama Hondiusa obraz ze sceną myśliwską. Rzecz w tym, że już rok wcześniej powiadomił listownię Brediusa o odnalezieniu Ostatniej Wieczerzy, a podczas przesłuchania twierdził, że namalował ją na wizerunku dzieci siedzących na wózku ciągniętym przez osła pędzla Govertha Flinka, ucznia Rembrandta. Na tę rozbieżność nie zwrócili uwagi ani biegli, ani sąd. Okazuje się, że komisja popełniła mnóstwo błędów, a sąd zamknął rozprawę po kilku godzinach, które w żaden sposób nie mogły wystarczyć na ustalenie i zweryfikowanie faktów. Komisja ekspertów po kilku wcześniejszych kompromitacjach próbowała ratować nadszarpnięty autorytet i biegli dopasowali wyniki badań do zeznań Meegeren.

Na krytykę ponownie reaguje profesor Koremans. Oficjalnie był tylko jednym z ekspertów, ale w rzeczywistości zdominował kolegów z zespołu. Gdy w środowisku zaczynają się mnożyć domysły, uznaje, że za wszelką cenę musi bronić swojej reputacji. Ogłasza, że były dwie ostatnie wieczerze. Twierdzi, że pojechał do Włoch i w dawnej pracowni Meegeren w Nicei odnalazł tę drugą. 5 grudnia 1949 roku zwołuje konferencję prasową, na której pokazuje obraz. Odmawia jednak przeprowadzenia badań, które mogą potwierdzić, że dzieło namalował Meegeren. Publiczna prezentacja drugiej Ostatniej Wieczerzy wywołuje odwrotny skutek od zamierzonego. Dziennikarze i krytycznie nastawieni biegli natychmiast zauważają, że obraz zaprezentowany przez Koremanza ma inne wymiary niż dzieło Flinka, na którym miał zostać namalowany.

Niektórzy zarzucają mu, że sam namalował drugą Ostatnią Wieczerzę. Mają nawet prosty dowód. Willa i pracownia Meegeren'a zostały przeszukane przez policję już w maju 1945 roku. Znaleziono w niej mnóstwo dowodów potwierdzających fałszowanie Wyrmirów. Były XVII-wieczne dzbany i talerze, rekwizyty uwiecznione na płótnach. Odnaleziono pigmenty, spoiwa farb, a nawet fragmenty ram, które wyciął, aby uzyskać żądany rozmiar nowych malowideł. Nie znaleziono jednak Ostatniej Wieczerzy. Co więcej, w 1947 roku drugiego przeszukania dokonał Jan Descon, belgijski konserwator zabytków, malarz i ekspert. On także nie natrafił na sporych rozmiarów obraz. Znalazł go dopiero Koremans. W 1952 roku kolekcjoner sztuki Van Buningen wnosi do sądu pozew przeciwko Koremansowi.

Żąda odszkodowania twierdząc, że jego trzy Wyrmiry są oryginałami, a ekspert przyczynił się do odwołania wystawy kolekcji w USA, przez co stracił pół miliona dolarów. Kolekcjoner przegrywa proces i krótko po wyroku umiera. Jego spadkobiercy próbują wycofać jeszcze pozew przeciwko Koremansowi, ale ten żąda odszkodowania za zniesławienie i wygrywa. Sprawę wirmirów van Meegeren'a rozstrzygnięto ostatecznie dopiero w latach 60. Badania rozpadu radioaktywnych pierwiastków Radu 226 i Ołowiu 210 wykazały, że 10 obrazów namalowano w XX wieku. Za ich autora uznano genialnego fałszerza Hanna van Meegeren'a. Z biegiem lat słynne falsyfikaty zyskały znaczną wartość i doczekały się kilku cieszących się zainteresowaniem wystaw.

Historie Meegereena i fałszywych Wirmirów w 1979 roku w tajnym periodyku MSW przypomniał profesor Tadeusz Widła, a w 2006 roku została opisana przez Franka Wayna w książce To ja byłem Wirmirem. Słuchaliście podcastu Enigma w RMF Classic. Sekrety życiorysów ludzi, którzy tworzyli XX wiek.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.