Charles Ponzi
Do Ameryki przypłynął mając zaledwie kilka dolarów w kieszeni, a mimo to stał się największym biznesmenem lat 20. ubiegłego wieku. Jego nazwisko zna każdy ekonomista - zwłaszcza wtedy, gdy pojawia się jakiś przekręt finansowy...
Pośrednictwo w handlu między firmami ze Stanów Zjednoczonych i Europy. Wielu producentów nie stać na utrzymanie własnego działu handlu zagranicznego, a on przecież może to robić za nich. Ma w tym trochę doświadczenia zdobytego u poprzedniego pracodawcy. Chce również wydawać katalog The Traders Guide z ofertą produktów różnych firm i zarabiać na reklamach. Na rynku są już podobne katalogi. Oferują stronę reklamy za 5 tysięcy dolarów. Ponzi analizuje koszty i dochodzi do wniosku, że sprzedając stronę reklamy taniej niż konkurencja i tak zarobi 75 tysięcy dolarów rocznie. To kwota, po którą warto sięgnąć. Szczególnie gdy zakładając The Bostonian Advertising and Publishing Company ma się na koncie 25 dolarów.
Wpada też na prosty pomysł, skąd wziąć pieniądze na rozruch interesu. Skoro ma konto, to nie kto inny jak jego bank powinien pożyczyć mu 2000 dolarów. W październiku idzie do znajdującego się na sąsiedniej ulicy banku Hanover Trust Company i składa wniosek o kredyt, ale dyrektor Henry Chmieliński studzi jego entuzjazm. Bez owijania w bawełnę mówi wprost, że zgodnie z polityką firmy chcą pomagać klientom, ale jego konto jest dla banku większym utrapieniem niż korzyścią. I kończy rozmowę żegnając Ponziego chłodno. A ponieważ kredytu nie udaje mu się otrzymać też w innych bankach, porzuca doskonały plan zarobienia w krótkim czasie ogromnych pieniędzy. Po powrocie do biura siada i zaczyna przeglądać korespondencję z ostatnich dni.
Po odliczeniu kosztów zostaje oczywiście mniej, ale dla takich pieniędzy warto się wysilić. I zmienić szyld na drzwiach biura na Securities Exchange Company. Tak samo jak poprzednio na rozkręcenie interesu potrzebuje kapitału. Ponownie idzie do banku. Teraz jednak nie może podzielić się szczegółami swojego biznesplanu. Jeśli powie za dużo, ktoś może wykorzystać pomysł i sam zacząć wymieniać pieniądze na kupony i znaczki. Niestety i tym razem banki odmawiają. Ponzi jest w kropce. Wie, że na wyciągnięcie ręki są miliony, a on nie ma kilku dolarów, by po nie sięgnąć. Gdy wydaje się, że nie może być gorzej, do jego biura wchodzi Joseph Daniels, sprzedawca mebli, który jak co dzień przyszedł wydrzeć od niego swoje 100 dolarów i od wejścia przypuszcza atak.
Ponzi wybucha śmiechem. Wszak w ten sam sposób pożyczył 200 dolarów od handlarza meblami. Przyjmuje ofertę. W kolejnych dniach jego klientami staje się 3 czwarte bostońskich policjantów. Ci jednak przynoszą żywą gotówkę, wszystkie swoje oszczędności. Niektórzy biorą nawet kredyt na 10% rocznie, by w ciągu 90 dni zarobić 100%. Lawinowe wpłaty rodzą kolejny problem. Charles zdaje sobie sprawę, że pieniądze musi inwestować. Kupuje fabrykę sardynek w Maine i zakład pakowania mięsa w Kansas City. A ponieważ jest Włochem, nabywa fabrykę spaghetti Napoli Marconi Company i udziały w firmie winiarskiej. Inwestuje w nieruchomości i firmę budowlaną C&R Construction Company.
Dla siebie i żony kupuje dom w Lexington i drugi w Wintrop oraz niewielki apartamentowiec na West Endzie. To jednak wszystko za mało. Postanawia wejść na rynek finansowy. I robi to sprytnie. Pieniądze ma rozlokowane na rachunkach w 45 bankach. Niektóre z nich zamierza przejąć. W tym celu jego agenci drenują kieszenie klientów w okolicy banku. Ludzie skuszeni wysokim procentem zamiast trzymać pieniądze na kontach wpłacają je do Securities Exchange Company. Ponzi przynosi je oczywiście z powrotem. Codziennie na rachunek bieżący wpłaca spore sumy, po kilka, kilkanaście tysięcy. Nie wypłaca nic, bo doskonale wie, że bank widząc tylko wpłaty ulokuje w końcu jego pieniądze w akcjach, by na nich zarobić.
Tym samym jego pieniędzy nie będzie w skarbcu. Gdy na rachunku jest pół miliona, prosi o wypłacenie całej kwoty. Gotówką od razu. Ma do tego prawo, bo to jego pieniądze. Mało który bank jest w stanie zrealizować wypłatę, a on nie akceptuje czeku i grozi złożeniem w sądzie wniosku o niewypłacalność. W końcu zgadza się łaskawie na pakiet akcji. W ten sposób przejmuje Fidelity Trust Company, Tremont Trust Company i Prudential Trust Company. Jego celem staje się też bank Hanover Trust Company. Nie jest to duża spółka, ale ma w niej do wyrównania rachunki. To w tym banku dyrektor Henry Chmieliński odmówił mu kredytu na 2000 dolarów. Wykupienie pakietu akcji nie wystarcza do przejęcia, ale właściciele nie wiedzą, że za ich plecami Ponzi dogadał się z innymi włoskimi akcjonariuszami.
To jest Enigma w RMF Classic. Z początkiem czerwca 1920 roku aktywa Ponziego mają wartość 5 milionów dolarów. Przy założeniu, że na jednym kuponie zarabia tylko 2 centy, musiałby ich kupić ponad 250 milionów. Prawda jest taka, że w obiegu nigdy nie było takiej ilości, a nawet gdyby były, to dostarczenie ich z Europy do Ameryki wymagałoby kilku statków wielkości Titanica. Z tym by sobie może jakoś poradził, bo już zdążył kupić linię żeglugową. Rzecz jasna na kredyt. Banki chętnie mu pożyczają, nie potrzebują poręczenia. Są nim pieniądze na kontach bieżących. Wracając do kuponów. Od uruchomienia Securities Exchange Company kupił ich zaledwie kilka tysięcy.
Ciullo, nie zwracając uwagi na gości, rzuca na biurko pakiet kuponów, które właśnie otrzymał z Włoch. Na wszystkich jest data sprzed 31 marca. Inspektorzy są pewni, że ktoś je antydatuje, co nie zmienia faktu, że kupony są ważne i podlegają wymianie. Ale na niego nic nie mają i ponownie odchodzą z niczym. Ale dzięki nim Ponzi wpada na nowy pomysł. Wzywa do siebie Henry'ego Chmielińskiego z Hanover Trust Company. Wie, że jest polonusem, który pomaga zbierać fundusze na odbudowę starej ojczyzny. Daje mu 50 tysięcy dolarów jako dar dla Polski i nakazuje, aby skontaktował się z polskim rządem i załatwił zakup kuponów za 10 milionów dolarów. Z zakupu oczywiście nic nie wychodzi. Ale hojny gest to dobra reklama wśród Polonii, która chętnie inwestuje u Ponziego pieniądze.
On jednak zdaje sobie sprawę, że mimo wszystko jest bankrutem i upadek Securities Exchange Company jest tylko kwestią czasu. Może oczywiście zabrać gotówkę i uciec gdzieś, gdzie nie obejmie go ekstradycja, ale nie ma zamiaru. Doskonale się bawi. Kupuje drogie samochody, jada w najlepszych restauracjach. Jest przyjacielem wpływowych ludzi, którzy zaślepieni bogactwem lgną do niego. Któregoś dnia odwiedza go w biurze przedstawiciel grupy nowojorskich biznesmenów. Proponuje milion za zdradzenie przepisu na biznes. Ponzi śmieje się, że milion nie robi na nim wrażenia. 2 miliony zarabia teraz tygodniowo. Poprawdzie nie zarabia, a pochłania, ale rozmówca nie ma o tym pojęcia. Proponuje w końcu 10 milionów za odkupienie firmy.
Sprawa pozostaje otwarta. Firma o mało nie upada przez głupi przypadek. Konta zostają zablokowane przez prawnika sprzedawcy mebli, Josepha Danielsa. Daniels składa w sądzie wniosek dowodząc na podstawie Wexla, że za 200 dolarów kupił połowę udziału w Securities Exchange Company. Prawnicy Ponziego muszą się napracować, ale po kilku godzinach udaje im się ugasić pożar w zarodku. Sąd uchyla wniosek i konta zostają odblokowane, co zapobiega wywołaniu paniki. Ponzi musi jednak grać w abang. Aby podtrzymać napływ nowych klientów, potrzebuje skutecznej reklamy. Zatrudnia reportera Boston Post, Williama McMastersa. W sobotę 24 lipca w Boston Post ukazuje się artykuł opisujący Ponziego w pozytywnym świetle.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.