Charles Lindbergh
Wyczyn, którego dokonał w 1927 roku dał mu sławę i pieniądze. Niestety za popularność słono zapłacił, ale i tragiczne wydarzenia przyczyniły się, że jego nazwisko zapisano na trwale w historii XX wieku.
To jest Enigma w RMF Classic. Sekrety życiorysów ludzi, którzy tworzyli XX wiek. Przemysław Semczuk. Wyczyn, którego dokonał w 1927 roku, dał mu sławę i pieniądze. Niestety za popularność słono zapłacił, ale i tragiczne wydarzenia przyczyniły się, że jego nazwisko zapisano na trwale w historii XX wieku. Poznajmy postać Charlesa Lindberga. W maju 1919 roku w nowojorskim hotelu Lafayette na cześć asa lotnictwa Ediego Rickenbackera wydano kolację zorganizowaną przez Aero Club of America. Jednym z gości był właściciel hotelu, Raymond Orteig, z pochodzenia Francuz.
Jednym ze śmiałków był francuski pilot René Fonck. Jego maszyna rozbiła się już podczas startu. Z powodu przeciążenia pękło podwozie. Zginęło dwóch współtowarzyszy Foncka. Czytając w prasie o wypadku, młody 25-letni pilot Charles Lindbergh doszedł do wniosku, że pokonanie Atlantyku jest paradoksalnie mniej niebezpieczne niż jego zimowe loty z pocztą na trasie St. Louis – Chicago. Była jednak spora różnica. Trasa pocztowa wiodła przez niebezpieczne góry, ale liczyła niespełna 500 km i miała dwa międzylądowania. A podczas lotu z Nowego Jorku do Paryża trzeba było pokonać niemal 6000 km. Seryjnie produkowane samoloty nie były w stanie podołać takiemu wyzwaniu, bo miały zbyt mało paliwa.
Trzeba było zamontować duży zbiornik, a to zwiększało masę maszyny, która musiała być lekka. Wtedy Lindbergh zrozumiał, że aby pokonać Atlantyk, musi znaleźć producenta, który zbuduje dla niego specjalny samolot. Lindbergh był początkującym pilotem. Nie mógł się równać z takimi asami lotnictwa jak Fong, który był weteranem I wojny światowej. Zaczął latać ledwie przed czterema laty. Ukończył co prawda roczny wojskowy korpus lotniczy, ale od razu przeszedł do rezerwy, bo armia nie potrzebowała pilotów. Krótko latał samolotem Eskadry Obserwacyjnej Gwardii Narodowej, a jesienią 1925 roku zaczął pracę jako pilot pocztowy, przewożąc pocztę zdemobilizowanym z wojska dwupłatowcem z otwartą kabiną. Dzięki temu odłożył 2000 dolarów.
W wersji transatlantyckiej trzeba było zamontować ogromny zbiornik paliwa mieszczący 1700 litrów benzyny. Niestety zasłaniał widok z przodu, dlatego w kokpicie zamontowano peryskop, przez który pilot mógł obserwować, co dzieje się przed dziobem. W lutym podpisano umowę, a już w kwietniu po serii lotów próbnych Lindbergh ochrzcił maszynę imieniem Spirit of St. Louis i wyruszył najpierw do St. Louis i dalej na lotnisko na Long Island. Po kilku lotach testowych, wczesnym rankiem, w piątek 20 maja 1927 roku, Lindbergh wystartował z lotniska Roosevelt Field na Long Island. Zresztą nie bez kłopotów, bo zatankowana po korek maszyna z trudem oderwała się od pasa. Historia lotu jest emocjonująca, ale nie wystarczyłoby nam kilku odcinków Enigmy, by dokładnie ją zrelacjonować.
Wystarczy powiedzieć, że kilka miesięcy później Lindbergh opisał wszystko w książce. My przeskoczymy od razu na drugą stronę Atlantyku. Gdy Lindbergh dotarł do wybrzeże Anglii, wiadomość o zbliżającym się samolocie wysłano do Paryża. Po 33 godzinach spędzonych w powietrzu, Spirit of St. Louis okrążył wieżę Eiffla i szczęśliwie wylądował na lotnisku Le Bourget. Tłum Paryżan przez pół godziny nosił bohatera nad głowami, który później napisał, że był mocno zakłopotany, bo miał mokre spodnie. Po prostu podczas lotu nie miał się gdzie załatwiać. A pieluch jednorazowych jeszcze nie było. W Paryżu Lindbergh otrzymał najwyższe francuskie odznaczenie – Legię Honorową. W Belgii król nadał mu tytuł kawalera Orderu Leopolda, a w Londynie Jerzy V odznaczył Krzyżem Sił Powietrznych Wielkiej Brytanii.
Podobne lukratywne propozycje sypały się ze wszystkich stron. W czasach wielkiego kryzysu gospodarczego Lindbergh, mający niespełna 30 lat, był zamożnym i wpływowym człowiekiem. Przy okazji tournée po Ameryce Łacińskiej poznał córkę amerykańskiego ambasadora w Meksyku, Annę Morrow. Tu warto zatrzymać się na krótką chwilę, bo będzie to miało duże znaczenie dla finału naszej opowieści. Lindbergh miał konserwatywne poglądy. Był zwolennikiem trwałych związków. Drwił z pilotów, którzy wykorzystywali swoją pozycję do podbojów miłosnych. Zawartościowy uważał stały związek z silną kobietą o mocnych genach. W 1929 roku, po krachu na nowojorskiej giełdzie, życie w Ameryce było bardzo trudne. Ale nie dla Lindberghów. Pieniądze i przyjaźń z wpływowymi ludźmi zapewniały im dostatek.
Wkrótce doczekali się syna, Charlesa Juniora. Idylla zakończyła się 1 marca 1932 roku. Po 21.00 Lindberghowie usłyszeli hałas na zewnątrz swojej willi w Hopeville, nieopodal Nowego Jorku, ale pułkownik uznał, że to pewnie bezpańskie psy. Godzinę później służąca Betty zajrzała do sypialni dziecka. W pokoju było chłodno, wiatr poruszał firanką przy otwartym oknie, a łóżeczko było puste. Charlesa Juniora nie znalazła także w sypialni matki, więc zapukała do gabinetu pułkownika, bo czasem, gdy mały nie spał, ojciec zabierał go do siebie. Lindbergh był jednak sam. Pobiegł natychmiast na piętro, a widząc leżącą na parapecie kopertę zrozumiał, że dziecko zostało porwane. Szanowny Panie, niech Pan przygotuje 50 tysięcy dolarów, 25 tysięcy w 20-dolarowych banknotach, 15 tysięcy w 10-dolarowych i 10 tysięcy w 5-dolarowych banknotach.
W ciągu dwóch do czterech dni zostanie pan zawiadomiony, gdzie należy złożyć pieniądze. Ostrzegamy pana przed skutkami ogłaszania czegokolwiek i zawiadamiania policji. Dziecko jest pod dobrą opieką, wszystkie listy będą znaczone. Znaleziono tylko drabinę z jednym złamanym szczeblem i dłuto, którym podważono okno. Natychmiast ogłoszono alarm w całym stanie Nowy Jork i New Jersey. Po kilku dniach porywacze sami dali o sobie znać. Władze nie chciały się zgodzić na negocjacje, ale Lindbergh wykorzystał znajomości z wpływowymi politykami, wstrzymując działania policji i dzięki pomocy emerytowanego nauczyciela, który pośredniczył w kontaktach z porywaczami, przekazał okup w zamian za obietnicę wskazania miejsca pobytu dziecka. Niestety został oszukany.
2 maja wizerunek Charlesa Juniora trafił na okładkę magazynu Time. 10 dni później William Allen, kierowca ciężarówki, zatrzymał auto, by wejść do lasu za potrzebą. Wśród liści natknął się na ciało martwego dziecka. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci był uraz czaszki i rozległy wylew krwi do mózgu. Dziecko musiało uderzyć głową, gdy pod ciężarem porywacza złamał się szczebel drabiny. Porwanie i śmierć małego Charlesa Lindberga w powieści Morderstwo w Orient Expressie wykorzystała Agata Christie. W 1933 roku powieść w odcinkach drukowano w Saturday Evening Post, ale finał przedstawiony przez Christie jest niezgodny z faktami. I nic dziwnego, bo sprawę rozwiązano dopiero dwa lata później.
Sprawa małego Lindberga przyczyniła się do uchwalenia tzw. prawa Lindberga, zgodnie z którym porwanie dziecka było przestępstwem federalnym, a także do wzrostu znaczenia biura śledczego, które w lipcu 1935 roku zmieniło nazwę na Federalne Biuro Śledcze, czyli FBI. Wróćmy jednak do losów Lindberga i jego rodziny. Popularność, którą przyniósł mu lot transatlantycki i porwanie dziecka, stała się uciążliwa. Lindbergowie mieli już drugiego syna, Iona, i obawiali się o jego bezpieczeństwo. W niedzielę 22 grudnia 1935 roku weszli na pokład frachtowca SS American i jako jedyni pasażerowie wyruszyli do Liverpoolu. Podróżowali z paszportami dyplomatycznymi wystawionymi na inne nazwiska.
Zamieszkali u krewnych w Walii, a wkrótce wynajęli dom w hrabstwie Kent. Po narodzinach kolejnego syna przenieśli się na małą czteroakrową wyspę, którą Lindbergh kupił u wybrzeża Francji. Myli się jednak ten, kto myśli, że ukrywali się przed światem. Wciąż podróżowali po Europie swoim samolotem, witani wszędzie z honorami. W 1938 roku odwiedzili nawet Polskę, lądując na warszawskim Okęciu. Ale to inne podróże zwróciły uwagę prasy i są do dzisiaj opisywane w biografiach Lindbergh, W lipcu 1936 roku, na krótko przed otwarciem letnich Igrzysk Olimpijskich w Berlinie, amerykański dziennikarz William Schreier zapisał w swoim dzienniku. Lindberghowie są tutaj, a naziści dowodzeni przez Göringa robią dla nich wielką akcję.
Linia lotnicza Lufthansa zorganizowała herbatkę dla Lindberghów, a później zaprosiła ich na przejażdżkę masywnym czterosilnikowym Junkersem G-38. Schreyer, który był na pokładzie samolotu, napisał Gdzieś nad Wannsee Lindbergh sam przejął stery i zafundował nam kilka bardzo stromych nachyleń i inne, drobne manewry. Biorąc pod uwagę rozmiar samolotu, przeraził większość pasażerów. Mówi się, że Lindbergowie byli pozytywnie zaskoczeni tym, co pokazali im naziści. Lindbergh był pierwszym Amerykaninem, któremu pozwolono pilotować najnowszy niemiecki bombowiec Junkers Ju 88 i myśliwiec Messerschmitt Bf 109. Po locie powiedział, że nie zna żadnego innego samolotu pościgowego, który łączy prostotę konstrukcji z tak doskonałymi parametrami.
W 1938 roku amerykański ambasador w Niemczech wydał dla Lindberga kolację, na którą zaprosił dowódcę niemieckiego lotnictwa marszałka Hermana Göringa. Nagle podczas kolacji Göring wręczył Lindberghowi Krzyż Komandorski Orderu Orła Niemieckiego. Ten przyjął odznaczenie, za co później był krytykowany. Ambasador Hugh Wilson bronił go jednak, bowiem nikt nie spodziewał się gestu Göringa, a nie przyjęcie odznaczenia byłoby uznane za afront dyplomatyczny. Sam Lindbergh pisał o tym wydarzeniu w swoich dziennikach tak. Wydaje mi się, że zwrot odznaczeń, które zostały wręczone w czasach pokoju i jako gest przyjaźni, nie może mieć żadnego konstruktywnego skutku. Gdybym miał zwrócić niemiecki medal, wydaje mi się, że byłoby to niepotrzebną zniewagą.
Nawet jeśli między nami wybuchnie wojna, nie widzę sensu w tym, by przed jej rozpoczęciem urządzać konkurs na plucie. Jak się miało okazać, wiele lat po wojnie europejskie podróże Lindberga, w tym głównie te do Niemiec, miały na celu zbieranie informacji wywiadowczych. We wrześniu 1938 roku Lindbergh przekazał francuskiemu rządowi, że Luftwaffe posiada 8 tysięcy samolotów i może produkować półtora tysiąca miesięcznie. Chociaż było to siedem razy więcej niż rzeczywista liczba ustalona przez francuski wywiad, wpłynęło to na Francję, która starała się uniknąć konfliktu z nazistowskimi Niemcami poprzez podpisanie Układu Monachijskiego. Na naleganie ambasadora USA, Josepha Kennedy'ego, Lindbergh napisał też tajną notatkę do Brytyjczyków, ostrzegając, że militarna odpowiedź Wielkiej Brytanii i Francji na naruszenie Układu Monachijskiego przez Hitlera będzie katastrofą.
Uważał, że Francja jest militarnie słaba, a Wielka Brytania nadmiernie polega na swojej marynarce wojennej. Pilnie zalecał wzmocnienie sił powietrznych, aby zmusić Hitlera do przekierowania swojej agresji przeciwko azjatyckiemu komunizmowi. W tym czasie Albert Einstein zwrócił się do Lindberga o pomoc w przekazaniu prezydentowi Rooseveltowi słynnego później listu Einsteina Schillarda, ostrzegającego przed zagrożeniem płynącym z rozszczepienia atomu. Jednak Lindbergh nie odpowiedział. Dwa dni później wygłosił ogólnokrajowe przemówienie radiowe, w którym wezwał do izolacjonizmu. W jego słowach dało się odnaleźć proniemieckie sympatie oraz antysemickie insynuacje dotyczące żydowskich własności mediów. Po inwazji Hitlera na Czechosłowację i później na Polskę sprzeciwił się wysłaniu pomocy do zagrożonych krajów.
W listopadzie napisał kontrowersyjny artykuł w Reader's Digest, w którym potępił wojnę, ale stwierdził, że konieczny jest niemiecki atak na Związek Radziecki. Pod koniec 1940 roku został rzecznikiem izolacjonistycznego America First Committee. Cóż, nazwa ta dzisiaj kojarzy nam się z zupełnie innym politykiem. Lindbergh, głosząc swoje poglądy, przemawiał do tłumów w Madison Square Garden i na stadionie Sawyers Field w Chicago. A miliony Amerykanów słuchały go przez radio. Argumentował stanowczo, że Amerykanie powinna atakować Niemiec. Po tym przemówieniu prezydent Roosevelt powiedział do sekretarza skarbu Henry'ego Morgenthau, jeśli jutro umrę, chcę żebyś wiedział, że jestem absolutnie przekonany, że Lindbergh jest nazistą. A w liście do sekretarza wojny Henry'ego Stimsona napisał Te słowa miały ogromne znaczenie.
Po ataku na Pearl Harbor i przystąpieniu Ameryki do wojny, Comitet America First rozwiązano. Lindbergh wbrew temu, co głosił wcześniej jako amerykański patriota, postanowił walczyć. Spotkał się z sekretarzem wojny Henrym Stimsonem, starając się o ponowne przyjęcie do Sił Powietrznych Armii. Stimson odmówił. O służbie w lotnictwie nie było mowy, ale Lindbergh przyjaźnił się od dawna z Henrym Fordem. Nie wszyscy zapewne wiedzą, że Ford produkował również samoloty.
A co ważniejsze, obaj mieli podobne poglądy. Ford był antysemitą, a nawet wydawał antyżydowską gazetę. Agent specjalny FBI pisał w raporcie, że gdy Ford i Lindbergh się spotykają, rozmawiają głównie o Żydach. Ford otrzymał kontrakt na budowę samolotów transportowych i zatrudnił Lindberga jako konsultanta. Pomógł w rozwiązaniu problemów na linii produkcyjnej bombowców B-24 Liberator. Rok później dołączył do United Aircraft jako konsultant inżynieryjny. Przekonał firmę do wysłania go jako przedstawiciela technicznego na Pacyfik w celu zbadania osiągów samolotu w warunkach bojowych. Jego doświadczenie okazało się cenne. Nauczył pilotów lotnictwa piechoty morskiej startować z ładunkiem bomb dwukrotnie większym niż ładowność maszyny.
Wiedział jak to zrobić, bo jak pamiętamy do lotu nad Atlantykiem wystartował z ogromnym przeciążeniem. Wiedział też, jak latać ekonomicznie. Dzięki temu dla pilotów P-38 opracował instrukcję ustawiania mieszanki, zmniejszając zużycie paliwa, co pozwoliło myśliwcom na wykonywanie dłuższych misji. 21 maja 1944 roku Lindbergh jako cywil odbył swoją pierwszą misję bojową. Później już regularnie latał w atakach bombowych na Japończyków. Raz nawet zestrzelił nieprzyjacielską maszynę. Wśród pilotów cieszył się szacunkiem, choć nie wszyscy go lubili. Podczas jednej z misji był eskortowany przez porucznika Roberta McDonnella, który odmówił ponownego lotu z Lindberghiem, ponieważ nie chciał być znany jako facet, który zabił Lindberga. Po wojnie Lindbergh pełnił funkcję konsultanta szefa Sztabu Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych oraz konsultanta linii lotniczych Pan American w Europie.
Spędzał sporo czasu we Francji, Anglii i w Niemczech. W 1954 roku prezydent Dwight Eisenhower mianował go generałem Brygady Rezerwy Sił Powietrznych USA. Zmarł w 1974 roku. Na tym jednak nie kończy się jego biografia. Prawdziwe sensacje dopiero przed nami. W połowie lat 80-tych mieszkająca w Monachium Astrid Heschmayer w kolorowym magazynie natknęła się na artykuł o Charlesie Lindbergu. Znała człowieka, którego zobaczyła na zdjęciu. Tyle, że jako pana Keru Kent, znajomego matki, który przez wiele lat ich odwiedzał. Astrid i jej bracia Dirk i David wychowywali się bez ojca, a ich matka Brigidę nie chciała powiedzieć, kim był. Astrid doskonale pamiętała pana Carol Kent, który przyjeżdżał do nich parę razy w roku na dwa tygodnie i bawił się z nią i z rodzeństwem.
Odnalazła fotografie rodzinne, na których był pan Carol Kent. I był to ten sam mężczyzna, którego zdjęcie ilustrowało artykuł o Lindbergu. Znalazła też 150 listów miłosnych, które Kent napisał do jej matki. Ta w końcu przyznała, że Charles Lindbergh jest ojcem trójki jej dzieci. Nie był to jednak koniec sensacji. Brigidę Haschmayer miała siostrę Mariette. Ona również wychowywała samotnie syna i córkę. Astrid odkryła, że pan Carew Kent odwiedzał również jej ciotkę i wszystko wskazywało na to, że jest również ojcem jej dwójki dzieci. W końcu wyszło na jaw, że Lindbergh miał również romans ze swoją sekretarką w europejskim biurze w Baden-Baden i jest ojcem kolejnej dwójki dzieci. Żadna z kobiet nie miała pojęcia o związkach z innymi.
Mało tego, na krótko przed śmiercią Lindbergh napisał listy do kochanek, prosząc, aby zachowały tajemnice tak, by jego żona Anna nigdy się o tym nie dowiedziała. Testy DNA potwierdziły, że Charles Lindbergh poza pięciorgiem dzieci z Anną, nie licząc oczywiście zamordowanego Charlesa Juniora, jest ojcem siedmiu nieślubnych dzieci urodzonych w związkach z trzema kobietami. Sprawa wyszła na jaw dopiero w 2003 roku. Trzy lata później ukazała się książka Podwójne życie Charlesa Lindberga. Pisarka Reve Lindbergh, najmłodsza z dzieci Charlesa i Ann, w wydanej w 2008 roku autorefleksyjnej książce Forward from Here napisała Ta historia ukazuje absolutnie bizantyjskie warstwy oszustwa ze strony naszego wspólnego ojca.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.