Mentionsy Mentionsy
Dzienniki świata wczorajszego
Dzienniki świata wczorajszego

Studio 54: nowojorska świątynia hedonizmu

24.04.2026 ·31 min 45 s

Studio 54. Świątynia disco, hedonizmu i niekończącej się zabawy. W tle Nowy Jork lat 70. — miasto pogrążone w kryzysie, niebezpieczne, na skraju bankructwa. Zapraszam do najsłynniejszego klubu w historii popkultury, w którym noc zdawała się nie mieć końca. Tylko tutaj można było zobaczyć, jak Bianca Jagger wjeżdża na parkiet na białym koniu albo zatańczyć obok Grace Jones, Halstona i Lizy Minnelli do muzyki wybranej przez Trumana Capotego. „Kluczem do sukcesu Studia 54 jest to, że przy drzwiach panuje dyktatura, a na parkiecie demokracja” — mówił stały bywalec, Andy Warhol. Tutaj każda noc jest spektaklem - raz jesteś w Disneylandzie, później w Wersalu Ludwika XVI. To opowieść o ekscesie, wolności i iluzji. O świecie, który trwał zaledwie 33 miesiące i który skończył się tak samo spektakularnie, jak się zaczął. Bo każda legenda ma swoją cenę.Przygotowując odcinek korzystałam z następujących źródeł:  Reportaż: E! True Hollywood Story - Studio 54„1978: Inside Iconic Disco Nightclub Studio 54” ITN ArchiveArtykuł „Studio 54: 10 Wild Stories From Club’s Debauched Heyday”, Rolling Stone autorstwa Jordana Runtagh„Studio 54: 'The best party of your life” BBC (https://www.bbc.com/news/magazine-17829308)„Inside the real Studio 54: Sex balconies! Liza Minnelli! No hats!” The Guardian (https://www.theguardian.com/film/2018/jun/18/studio-54-michael-jackson-liza-minnelli-steve-rubell)„'It almost destroyed me': behind New York's greatest nightclub, Studio 54” The Guardian (https://www.theguardian.com/artanddesign/2020/mar/13/studio-54-exhibition-brooklyn-museum)

Dzień dobry. Przy mikrofonie Kara Becker, a to Dzienniki świata wczorajszego, czyli podcast, w którym co dwa tygodnie przenosimy się w czasie do innych cudownych miejsc, poznajemy ciekawe zjawiska i nietuzinkowe postaci. Dzisiaj zapraszam do miejsca, w którym noc nigdy się nie kończyła. A możliwe było w zasadzie wszystko. To miejsce kipiące hedonizmem, które nie znało granicy dobrej zabawy. Zapraszam do najsłynniejszego klubu w historii popkultury, czyli nowojorskiego Studio 54. Dziś cofniemy się w czasie do dawnego Nowego Jorku, który pulsował w rytmie disco, a granica między nocą a dniem całkowicie się rozmywała.

To tutaj, w samym sercu Manhattanu, powstało miejsce, które nie było zwykłym klubem, było spektaklem, filtrem rzeczywistości i symbolem epoki. Za jego drzwiami stali dwaj ludzie. Steve Rubell, mistrz selekcji, który decydował, kto jest, powiedzmy, wystarczająco interesujący, by wejść do środka i Ian Schrager, który trzymał biznesową stronę całego przedsięwzięcia. Dziś chciałabym opowiedzieć o historii tego fenomenu, o blasku, chaosie, ekscesach i cenie, jaką trzeba było zapłacić za stworzenie najbardziej mitycznego klubu w historii Nowego Jorku, a może i całego świata Zachodu. Pamiętam moją rozmowę z Debbie Harry dla magazynu Vogue Polska, którym oczywiście musiałam zapytać ją o Studio 54, była stałą bywalczynią miejsca.

Debbie Harry, czyli frontmenka zespołu Blondie, no i pytam ją o Studio 54 i teraz cytuję. Mówiła, że to był istny dom wariatów. Nie sądzę, by ktokolwiek robił jeszcze takie imprezy, jakie działy się w Studio 54. I choć może nie widać tego na zdjęciach, jego przestrzeń była gigantyczna. Z dużym wewnętrznym balkonem i parkietem. Chociaż mówi się o tym, jakie to było mocno elitarne miejsce, mam wrażenie, że zawsze były tam tłumy. Jedna z najśmieszniejszych rzeczy, jaka mi się przytrafiła, był moment, kiedy ze znajomymi byliśmy już mocno pijani i zaczęliśmy się tak mocno z czegoś śmiać, że na parkiecie ułożył się z nas stos ludzi. Jeden leżał na drugim, śmiejąc się do rozpuku. Próbowałam wtedy dopytać ją, kto był wtedy z nią, ale jedyne co zrobiła, to się zadziornie uśmiechnęła i powiedziała, musiałabym wykonać parę telefonów.

Kluczem do sukcesu Studio 54 jest to, że przy drzwiach panuje dyktatura, a na parkiecie demokracja, mówił Andy Warhol. Bert Jones, który pracował dla Studio 54, mówił o próbach włamania się do klubu, że ludzie wspinali się z linami jak alpiniści, próbując za wszelką cenę dostać się do środka. Ponieważ w środku jednej nocy byłeś w Disneylandzie, innym w Wersalu Ludwika XVI. Jordan Ronta dla Rolling Stone pisze tak. Przez 33 miesiące i tutaj dodam od siebie, że to jest niezwykłe, że Studio 54 działało tylko 33 miesiące, a w historii popkultury i kultury ma tak znaczące miejsce, ale kontynuujmy cytat z Jordana Ronta.

Przez 33 miesiące Studio 54 było amerykańskimi bahanaliami, bezprecedensowym połączeniem glamuru, wyrafinowania i hedonizmu. Stworzony przez Steve'a Rubella i Jana Schragera, klub otwarto 26 kwietnia 1977 roku, czyli za chwileczkę mamy 49 rocznicę, w dawnej hali dźwiękowej CBS i natychmiast Stał się epicentrum życia nocnego Nowego Jorku i całego świata. Seks, narkotyki i disco dostępne w Studio 54 stanowiło idealne ujście dla pokolenia dorastającego w cieniu afery Watergate i wojny w Wietnamie. Klub w swoim krótkim okresie świetności zdefiniował krzykliwą ekstrawagancję końca lat 70., zanim epidemia AIDS raz na zawsze zakończyła tę imprezę.

Jordan Ronta. To miejsce, które Halston traktował jak swoje biuro, przesiadując tu z Bianca Jagger i Liza Minnelli. Przychodził tu z grupą swoich modelek. Zdjęcia ze Studio 54 mogły stworzyć albo zniszczyć karierę, dlatego że tu mogło się wydarzyć dosłownie wszystko. Nieznana dziewczyna śmiać się z księżniczką, nowa twarz modelingu stać się gwiazdą w zaledwie kilka godzin. Stałą obywatelczynią była tu Grace Jones, która przyszła kiedyś W sukni wymalowanej na ciele wszystko było absolutnie zaplanowane, dlatego że Jones traktowała Studio 54 jak własną scenę. Tutaj działo się bardzo dużo i będziemy to obierać powoli ze wszystkich warstw, ale żeby zrozumieć wielki sukces tego miejsca, trzeba na chwilę przenieść się do tych późnych lat 70. w Nowym Jorku, które było miastem zupełnie innym niż znamy go dzisiaj.

Rozwijała się scena punkowa w klubie CBGB, rodził się hip-hop w Bronxie, artyści jak David Bowie czy Patti Smith Nadawali ton epoce. I w tym wszystkim, tym całym bałaganie, chaosie i niebezpieczeństwach rodzi się zupełnie nowa przestrzeń. Przy 54th Street na Manhattanie otwiera się w 1977 niesamowite miejsce. I tak pisze o nocy otwarcia Jordan Ronta dla Rolling Stone. Ruch na 54 ulicy został całkowicie sparaliżowany, gdy zarówno celebryci, jak i zwykli imprezowicze mieli trudności, by się tam dostać. Frank Sinatra utknął w swojej limuzynie, nie mogąc się zbliżyć.

Dla nich to był koniec. Sukcesem i takim nowym elementem, które wprowadzono w Studio 54, to była bardzo dokładna selekcja. Stojący na bramce Mark Beneke, wówczas 19-letni student Hunter College, pełnił funkcję zastępcy Steve'a Rubella i opowiadał w dokumencie E! Entertainment, mieliśmy dzieciaka, który pracował w McDonald's obok jakiejś gwiazdy filmowej albo super modelki. Steve Rubell naprawdę był bezlitosny jeśli o to chodzi kto miał wejść do jego klubu. Uważał to, że wybór kto ma otrzymać ten przywilej jest troszkę jak mieszanie sałatki albo obsadzanie bardzo ważnej sztuki.

Pewnego Halloween dwie kobiety wzięły pożyczkę, 500 dolarów, na wynajem konia. Przyjechały nago na koniu, stylizując się na Lady Godivę i na wejściu usłyszały, że koń może wejść, ale panie. Nie. Nile Rodgers i Bernard Edwards, czyli członkowie grupy Chic, nie zostali np. wpuszczeni do Studio 54 w Sylwestra 1977 roku, a to surowa polityka. Wejścia wprowadzono oczywiście przez bramkarza Benekiego. Na miejscu muzycy mieli spotkać się z Grace Jones, z którą mieli rozmawiać o nagraniu nowego albumu. Trzeba przyznać, że w tym czasie już zespół Chic, Disko zespół był już bardzo popularny i Dance Dance Dance grał w radiach, ale mimo to nie zostali puszczeni.

Muzycy czekali do wczesnych godzin porannych, byli absolutnie przemarznięci, rozczarowani i wrócili do mieszkania Rodgersa. Kupili szampana w sklepie obok i zaczęli grać muzykę, improwizować, krzyczeli, żartowali, przeklinając studio. 54 absolutnie krzycząc Fuck Studio 54. Bernard Edwards zauważył, że ta ich muzyka brzmi rzeczywiście całkiem nieźle i w około 30 minut powstał utwór Fuck Off, który potem został przekształcony we Freak Off, a następnie w słynne Freak Out. Ta piosenka, która później będzie wybrzmiewać wielokrotnie w Studio 54 została stworzona tej nocy. Kiedy muzycy nie dostali się do słynnego klubu.

Mamy więc wielki wieczór otwarcia, gdzie wszyscy gwiazdy i mieszkańcy Manhattanu chcą się dostać. Był gigantycznym sukcesem, dlatego że stare Studio CBS miało dużą przestrzeń, która pozwalała na to, by naprawdę tworzyć wyjątkowe scenografie i o tym jeszcze trochę, bo tak naprawdę w Studio 54 każda noc była zupełnie innym planem. Podobno po pierwszej nocy kolejne dni były spokojne i właściciele zaczęli się zastanawiać, czy aby na pewno to będzie ten wielki sukces. Przełom nastąpił po telefonie kilka dni po otwarciu od projektanta Młody Roja Halstona, czyli słynnego Halstona, który zadzwonił do Steve'a Rubella i... Poprosił o to, by móc zorganizować na miejscu przyjęcie urodzinowe Bianchi Jagger.

Telefon zadzwonił o godzinie 10.30 rano, współpracownicy zaczęli się krzątać i mówić, przecież w poniedziałek studio jest zamknięte. Ale to nie miało żadnego znaczenia, trzeba było stanąć na wysokości zadania. Cały team zorganizował mnóstwo białych balonów, a także załatwiono w Claremont Stables białego. Jeden z barmanów podobno wyskoczył z tortu w pieluszce. Kulminacją wieczoru było pojawienie się białego konia o północy. I brokatem na koniu oczywiście Bianca Jagger. Gość honorowy. No i tutaj przespacerowała się na nim po parkiecie tanecznym.

Oczywiście całość była bardzo mocno fotografowana. Te fotografie później wylądowały na okładkach gazet. To była genialna reklama dla Studio 54. Gwiazdy, które chciały się poczuć bardzo bezpieczne w Studio 54. Steve Rubell przyznawał, że on nigdy nie współpracował. Mówił im o tym, że nigdy nie współpracuje z żadnym fotografem, bo absolutnie chciał, żeby jego goście się czuli znakomicie i bezpiecznie w Studio 54. Sam do nich dzwonił, bo oczywiście wiedział, że prasa to I to wszystko sprawiało, ta magia, o której można było przeczytać w prasie, te zdjęcia, które się widziało, czyli Cher, Michael Jackson, Mick Jagger, Jerry Hall, Grace Jones, Andy Warhol, bywali tam wszyscy i wiadomo było, że trzeba było tam wejść i zobaczyć, jak naprawdę prezentuje się wewnątrz Studio 54.

Co ciekawe, w pierwszym roku działalności klub nie miał licencji na alkohol. Zamiast tego kupowano dzienne pozwolenia przeznaczone dla firm cateringowych i gdy urząd stanowy odkrył ten proceder, przeprowadzono kontrolę i klub zamknięto na jedną noc. Następnego dnia Studio 54 i tak otwarto ponownie, a przy wejściu goście dostali komunikat. Także jest tu gigantyczny problem z koncesją, to ten sposób w jaki próbowali obejść ten system panowie

Był mocno nielegalny, dlatego przez 5 miesięcy Studio 54 działało jako juice bar. I to był ten moment, kiedy konkurencja stwierdziła, ok, mamy ich. Teraz to już jest koniec wielkiego Studio 54. Nic bardziej mylnego, ta impreza nie przestawała trwać, dlatego że nawet jeśli nie było w środku alkoholu, sypała się kokaina. Panom pomagał wówczas prawnik. Roy Cohn, chyba najbardziej makiaweliczna postać Ameryki, zwany adwokatem diabła, który pomagał im odzyskać koncesję. Największą siłą Studio 54 były na pewno imprezy tematyczne niesamowite, które sprawiały, że Naprawdę każdej nocy można było się poczuć jak w innym filmie.

Byli harfiści, kwiaty. Słynne były też urodziny Valentino i tutaj jego partner Giancarlo Giametti zorganizował wyjątkowe przyjęcie, które trwało trzy dni i miało być spektaklem cyrkowym z syrenami na trapezach. Federico Fellini udostępnił kostiumy wtedy z filmu Lastrada i oczywiście Valentino był mistrzem ceremonii, ubranym najbardziej ekstrawagancko, a jego bliska przyjaciółka Marina Schiano wystąpiła jako wróżka z papugą na ramieniu. Na Sylwestra pod koniec lat 70-tych organizator Robert Isabel przywiózł 4 tony brokatu, po którym tańczyli goście Studio 54.

Jan Schrager wspominał później, że czułeś się jakbyś stał na gwiezdnym pyle. Ludzie mieli brokat we włosach, w skarpetach. Widać go było w domach ludzi jeszcze pół roku później i stąd wiedziałeś, że byli w Studio 54 w sylwestrową noc. Wśród Warhola, Halstona i Jaggera pojawiała się między innymi 77-letnia wdowa Sally Lipman, znana jako Disco Sally. Początkowa wyszła do klubu z ciekawości, a później bardzo szybko stała się stałą bywalczynią miejsca. Rubel zaprosił ją, by przychodziła absolutnie kiedy chce i od tamtej pory bywała tam prawie każdej nocy. Sama przyznawała, że nie tańczyła przez 50 lat, bo jej mężowi się to nie podobało i później jak Została wdową, to już nie dało się jej zatrzymać.

Bardzo głośno było też o wszystkich imprezach halloweenowych w Studio 54. Był model Kevin Haley, wspominał np. kontrowersyjne dekoracje przy wejściu. I tutaj cytat, w foyer zaglądało się przez małe okienko do budek, gdzie były scenki odgrywane przez Karłów. Najbardziej pamiętam rodzinę Karłów jedzącą elegancką kolację. Studio 54 to była niekończąca się impreza. Koniec cytatu. Ale oczywiście Studio 54 to też miejsce, które ramię w ramię żyło ze światem mody. Nie tylko sam Halston, który jak mówiłam już stworzył sobie takie drugie biuro w Studio 54 i chodził otoczony swoimi modelkami, w zasadzie było to takie przedłużenie jego. Budowy wizerunku, ale też w 1977 roku Kenzo Takada zorganizował tu pokaz mody, gdzie tłum stał się częścią wielkiego show.

Halston rzucał na przykład akcesoria ze słynnego mostu, tam w Studio 54 znajdował się most i tam też Halston rozrzucał na dole tańczącym ludziom akcesoria swojego bardzo słynnego domu, modę. Rubel pozwolił na przykład paru osobom mieć wpływ na playlistę. Jednym z nich był Truman Capote i muzyka rzeczywiście była pulsem Studio 54. To co puszczano tam później trafiało do radia, a co jakiś czas Steve Rubel krzyczał The bar is open! Bar jest! Otwarty i wtedy można było rzeczywiście brać ile się chciało. Na wejściu rozdawano lizaki i cukierki. Chyba jedną z najbardziej pamiętnych imprez zorganizowano dla Dolly Parton na jej wizytę w Nowym Jorku w maju 1978 roku.

I tutaj był pewien mały kłopot, dlatego że Randy Reynolds miał bardzo duże trudności ze zdobyciem tych zabytkowych samochodów i wiele wypożyczalni odmawiało de facto o współpracy ze studiem 54, bo wiedzieli co się dzieje za drzwiami tego klubu, więc troszeczkę się bali o te samochody. Ostatecznie pracownik studia 54 znalazł mały muzeum motoryzacji w New Jersey i stamtąd udało się sprowadzić kilka samochodów do Nowego Jorku, więc na parkiecie ustawiono Kilka klasycznych aut, ale w zasadzie chwilę przed otwarciem pojawiła się straż pożarna i stwierdzono duże zagrożenie, dlatego że samochody nie były opróżnione z paliwa. Każdy pojazd musiał zostać wypchnięty z powrotem na ulicę i ręcznie opróżniony. I dopiero wtedy auto wnoszono z powrotem do środka.

I myślę, że inne firmy miały trochę rację z tym, że tak bały się wypożyczyć te samochody, dlatego że zdarzył się tutaj jeden incydent w jednym z samochodów. W Chevroletcie z 1950 roku w kabriolecie goście spalili siedzenia, więc klub musiał zapłacić za ich wymianę. Studio 54 oczywiście słynie z tego, że był emblematyczny dla czasów sex, drugs and rock'n'roll. I tutaj wejdę trochę w inne rejony, bo zajdziemy wspólnie do piwnicy Studio 54. Tak jak wspominałam, to była bardzo duża, gigantyczna przestrzeń, ale były... Miejsca przeznaczone tylko dla przyjaciół Steve'a Rubella albo dla osób bardzo znanych. W zasadzie dla wszystkich po wejściu do wnętrza Studio 54 kolejnym celem była legendarna piwnica.

Absolutnie uzależniające i wyniszczające organizm. Tutaj wspomnienia Richarda Bernsteina, artysty, który mówił o tym, że czasami przychodziłeś z własną, czasem częstował cię nią na miejscu obrzydliwie bogaty perski książę, dlatego że naprawdę można było tam spotkać najbardziej ciekawe i dziwne osoby. Gotówki było tak dużo, że trzeba było ją regularnie opróżniać z kas co godzinę, bo dosłownie się z niej wysypywała. No a Rubel potrafił być hojny na 50. urodziny Andy'ego Warhola. To był sierpień 1978 roku, a trzeba przyznać, że Warhol był naprawdę tam stałym bywalcem. Mówiło się o nim Mr. New York i był w centrum. Wszystkiego co działo się na Manhattanie, Andy Warhol kochał Studio 54 i wszystkie niesamowite sytuacje, które tam się działy.

Na 50. urodzinie Andy'ego Warhola, Rubel podarował mu 5000 darmowych kuponów na drinki i srebrny kosz wypełniony 1000 dolarów w banknotach. I według znajomych Warhol uznał to za najlepszy prezent w życiu. Goście w żartach przewrócili kosz, zasypując go tymi pieniędzmi, a Warhol niezadowolony rzucił się na nie i zaczął zbierać je z podłogi. Rok później, kiedy Urząd Skarbowy, o tym będę też zaraz mówić, dlatego że to był początek końca wielkiego studia 54, Czyli tak naprawdę to, jak bardzo zachłanni byli jego właściciele. Ale właśnie rok później, jak Urząd Skarbowy dokonał nalotu na biuro Rubela, zabezpieczono dokumenty finansowe. Wśród nich znajdowała się też lista prezentów dla celebrytów i gdy New York Magazine opublikował tę listę w 1979 roku,

Warhol był absolutnie wstrząśnięty, bo odkrył, że jego kosz miał tylko 800 dolarów zamiast 1000. I wtedy Warhol skomentował to. Naprawdę powiedzieli mi, że było tam 1000 dolarów. A było tylko 800? Wiedziałem, że powinienem to wtedy policzyć. I już mówiłam o początku końca, ale właśnie te luźne finanse prowadzone przez właścicieli Studio 54 przyczyniły się do upadku tego słynnego klubu, który bardzo szybko stał się ikoną życia towarzyskiego Nowego Jorku. W 1977 roku klub zarobił już Studio 54 miało znacznie większą skalę. Problem też był taki, że Rubel kompletnie nie potrafił zamknąć buzi.

Dlatego, że oprócz tego, że każdego ranka gigantycznej ilości gotówki z poprzedniej nocy trafiały do worków na śmieci i pieniądze ukrywano w panelach sufitowych, część przemycane była w ogóle do domu Steve'a Rubella i chował to w specjalnej skrytce, w taki specjalny schowek, który stworzył za ukrytymi drzwiami, to Steve Rubell publicznie mówił o tym, że ile nie zarabia, ile nie ma w gotówce, w mieszkaniu, I też wypowiedział słynne słowa, że czego nie wie urząd skarbowy, nie może im zaszkodzić. Problem jest taki, że powiedział to także przed kamerami. Podkreślając, że tylko mafia zarabia od niego więcej pieniędzy. IRS dokonał nalotu na Studio 54 14 grudnia 1978 roku.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.