Od dronów na ulicach do braku internetu. Wojna zagląda Rosjanom do domów
„Rosja do tej pory mogła żyć w przekonaniu, że nawet jeśli nad głowami latają drony, to jakoś da się to przetrwać. Ale nagle wojna wkroczyła wprost w ich codzienne życie” – mówi Agnieszka Jędrzejczyk, dziennikarka OKO.press w podcaście „Drugi Rzut OKA”.Od początku marca w Rosji trwają częściowe wyłączenia internetu mobilnego w Moskwie i Petersburgu.„Pojawiła się taka teza, że ukraińskie drony, które atakują rosyjskie miasta, mogą wykorzystywać sygnał internetowy do namierzania celów” – mówi Agnieszka Jędrzejczyk, dziennikarka OKO.press.W ten sposób Kreml wyłączenia w dostawach internetu tłumaczy względami bezpieczeństwa. Najczęściej przywołuje konieczność zapobiegania atakom ukraińskich dronów i werbunkowi dywersantów w sieciach społecznościowych.Jędrzejczyk wskazuje, że wyłączanie internetu uderza głównie w cywilów, bo przestają działać aplikacje ostrzegające przed nalotami. „Drony natomiast nadal trafiają i jest ich coraz więcej” – dodaje.Kreml w ostatnich miesiącach stara się odciąć Rosjan od niezależnych informacji. Stara się też ich zmusić do przejścia na rosyjski komunikator Max, który jest zawodny i pozbawiony wielu funkcji. Aplikacja nie ma zabezpieczeń i służy rosyjskim służbom specjalnym do szpiegowania swoich obywateli. Sami Rosjanie wyśmiewają braki oraz niedociągnięcia tej aplikacji, choć nieoficjalnie mówi się, że stanie się obowiązkowa, ponieważ władzom Kremla bardzo zależy, by wszystkich Rosjan zmusić do korzystania z niej.Przebywający na emigracji właściciel Telegramu Paweł Durow został przez Rosję oskarżony o wspieranie terroryzmu z uwagi na odmowę masowego cenzurowania treści na polecenie władz.Od 2025 roku rozmowy wideo w Telegramie i WhatsAppie są ograniczane, a w lutym 2026 roku władze zaczęły „spowalniać” Telegram, choć komunikator ten wykorzystywany jest przez Rosjan na froncie i to tym intensywniej, że stracili dostęp do Starlinków.Z przerwami w dostępie zmagają się nie tylko żołnierze, ale też mieszkańcy Moskwy, Petersburga i wielu innych miast.Brak internetu uciążliwy jest w centrum stolicy i na niektórych liniach metra. Rosjanie nie mogą korzystać z podstawowych aplikacji, które dotychczas służyły im do pisania ze znajomymi, jak Telegram (ponad 95 mln użytkowników) czy WhatsApp. Problemy dotyczą także sieci telefonicznej. Nie działają terminale bankowe, nie można zamówić taksówki czy jedzenia do domu.Media jednak podają, że blokowane wcześniej treści i aplikacje stają się okazjonalnie dostępne. U niektórych operatorów pojawił się dawno zablokowany w Rosji YouTube. Nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje.Blokowanie dostaw do internetu pogarsza już i tak trudną sytuację gospodarczą Rosji. Rosyjski dziennik ekonomiczno-polityczny „Kommersiant” szacuje, że moskiewscy przedsiębiorcy stracili z tego powodu od 3 do 5 miliardów rubli (około 120-200 mln zł). Najbardziej ucierpieli drobni przedsiębiorcy, ale też firmy kurierskie, taksówkarskie i związane z wynajmem samochodów.Czy brak internetu spowoduje, że mieszkańcy rosyjskich miast wyjdą na ulice, by protestować? Niekoniecznie.Jak donosi niezależny rosyjski portal Meduza, w sieci pojawił się ruch o nazwie „Szkarłatny Łabędź”, który zachęca mieszkańców Rosji do protestów przeciwko blokadom internetu w niedzielę 29 marca. Wybór dnia ma nawiązywać symbolicznie do artykułu 29 rosyjskiej konstytucji o wolności słowa i zakazie cenzury. Jeden z rosyjskich portali wylicza, że co najmniej 28 miast w 17 regionach zwróciło się do władz o zgodę na organizację protestów. Jednak większość zgromadzeń nie uzyskała na to zgody.O tym, jak Rosja radzi sobie bez internetu i dlaczego Kreml wprowadził zakazy, dowiedzą się Państwo z rozmowy z Agnieszką Jędrzejczyk w „Drugim Rzucie OKA”. Zachęcamy też Państwa do śledzenia artykułów Agnieszki z cyklu Goworit Moskwa – pod tym linkiem.
Ale też pamiętajmy, że ograniczenia dotyczące internetu dotyczą po prostu wolnego słowa i zakazy w Rosji mówienia tego, co się uważa datują się na czasy przed wojną pełnoskalową. Że po rozpoczęciu tego pełnoskalowego najazdu Rosja zablokowała Facebooka, Instagrama, Xa i zaczęła blokować mnóstwo stron. Przeszła na taki system blokowania serwisów, które uważa za niewłaściwe. Przeszła na system karania Google'a, czy Xa, czy Telegrama za prowadzenie stron, które się Rosji nie podobają, ponieważ w Rosji obowiązuje przekonanie, że tylko to, co władza uważa za słuszne, powinno być dostępne.
Ale też pewnie blokowane z tego powodu, że władze nie mają pełnej kontroli nad tymi komunikatorami. Tak przynajmniej było w przypadku Telegrama. Tak i że nagle tworzy się sieć powiązań poziomych między ludźmi, podczas gdy istotą reżimu tego putinowskiego jest to, że człowiek powinien być sam naprzeciwko władzy. I tylko władza może określić kim on jest, co on może zrobić. I on się musi na tę władzę orientować. Do tego zaczęły się pojawiać blokady VPN-u, bo oczywiście te blokady, które Rosja wprowadzała są do obejścia przy pomocy VPN-u. VPN jest w tej chwili, nie można go już reklamować i zostały wprowadzone przepisy, które mówią o tym, że jeżeli wyszukujesz ekstremistyczne treści, to podlegasz karom. Teraz ekstremistyczne treści to jest taka lista, która jest stale uzupełniana.
Na co Putin zupełnie bez zmrużenia oka powiedział, że trzeba przejść na rosyjskie technologie i to jest ich problem, że używali zachodnich. Więc widzimy taki proces, w którym starsi panowie na Kremlu, którzy nie używają internetu, to też trzeba sobie powiedzieć, tak? Zostali przekonani przez zapewne służby bezpieczeństwa, że najlepiej jest to wyłączyć. Ale okazało się, że są też siły, których Rosja nie umie Oszacowań władza na Kremlu, które mówią, Jezu, jak my bez tego przeżyjemy? Przecież tego się nie da wyłączyć. No właśnie, bo są różne komunikatory, na przykład Whatsapp, Messenger i Telegram i ludzie poprzez te komunikatory ze sobą czatowali czy rozmawiali, czy choćby, nie wiem, rodzice, którzy mają dzieci w szkołach, to też mają takie czaty, grupy, gdzie wspólnie wymieniają się różnymi rozmowami.
A tym są właśnie narzędzia społecznościowe, które są ponadnarodowe i zależą raczej od koncernów i algorytmów, a nie od tego, co władza taka czy inna zdecyduje. I Putin bardzo długo mówił o Maksie, że to jest dowód suwerenności Rosji. On może nie być doskonały, ale to nie ma znaczenia, ponieważ chodzi o to, że Rosja, czyli Putin, może panować nad sytuacją w kraju, Tak jak sobie to wyobrażasz i teraz mówisz o tym, że Rosjanie używają Telegrama i różnych mediów społecznościowych do życia, ale oni używają go też do śmierci, to znaczy używają tego na froncie. Że jest to już opisane, że Armia Rosyjska oficjalnie komunikuje się w takim wertykalnym systemie i do różnych jednostek przychodzą różne...
Rozkazy często oparte na fałszywych danych o tym, że coś już zdobyliśmy albo że już za sekundę zdobędziemy. I wojskowe jednostki się porozumiewają poziomo przy pomocy telegramu, żeby ustalić tak naprawdę co się dzieje i co robimy w związku z tym, co nam teraz kazali zrobić. I że to był taki drugi jak gdyby... Nieformalny, ale dość istotny obieg, także na froncie. I oni to zaczęli wyłączać. I to w momencie, kiedy Ukraińcy doprowadzili do tego, że są białe listy na starlinki Maska. To znaczy, że rosyjskie jakość zdobyte na lewo starlinki, które były kluczowe dla ataków na Ukrainę, przestały działać. I oni ani nie mają Starlinków, dopiero teraz budują jakąś sieć swojej włączności satelitarnej i wyłączyli sobie internet, co jest jakby wydaje się być zupełnym szaleństwem.
W rozgrywkach, które były pokazywane władzy, to wyglądało w ten sposób, że na przykład rzecznik Putina mówił, że to jest niemożliwe, żeby armia rosyjska opierała się na telegramie, bo armia rosyjska przecież ma dużo bardziej zaawansowane narzędzia. Potem się okazało, że jednak się opiera na tym telegramie, więc troszkę złagodzone restrykcje w sprawie przesyłania, spowolniania tego telegramu na froncie, ale nadal, jak gdyby... To parcie na to, żeby ograniczyć internet było silniejsze niż nawet realne, to co się dzieje realnie na froncie. To jest dość niesłuchane w tej chwili sytuacja. Jest na froncie właśnie taka zdumiewająca, że co opisał w OKO.press pułkownik Piotr Lewandowski, szef sztabu rosyjskiego jawnie kłamie. Zawsze kłamał, ale teraz kłamie tak, że łatwo go
Bardzo jest ciekawy ten wątek tego, że właśnie ten internet jest blokowany nie tylko w dużych miastach i że cywile Rosjanie to zauważają, ale że też na froncie zupełnie nie wiemy czy tam działają te aplikacje jak Telegram. Jednocześnie Rosjanie próbują coś kombinować, w sensie mam na myśli tych, którzy są obywatelami i instalują nowe aplikacje albo uczą się jak korzystać z VPN-a czy z jakichś innych serwerów, szukają alternatyw. Ciekawy przykład jest taki, że wyczytałam, że koreańska aplikacja stała się hitem, tak zwana aplikacja o nazwie KakaoTalk.
Zabawę z internetem to ma zupełnie nieoczekiwane skutki na poziomie politycznym. To znaczy np. do tej pory, póki Telegram nie był zdelegalizowany jako podłe narzędzie, które jest narzędziem wrogich służb, w którym się dzieją straszne rzeczy, w związku z czym prawdziwy Rosjany nie może używać Telegramu. Najpopularniejszy komunikator w Rosji, tak? Elity używały tego komunikatora i jak ktoś chciał wykazać, że zna myśli Putina, to publikował w telegramie, że coś, tak? I taki telegram był... Taki komunikat był rozpowszechniany w Rosji także przez tradycyjne media i był czytany na Zachodzie. Co umacniało pozycję tej osoby jako osoby, która wie co myśli Putin. I to było bardzo takie tak... Komunikaty przepisywane z Telegramu była normalną formą komunikowania się elit.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
„Rosja do tej pory mogła żyć w przekonaniu, że nawet jeśli nad głowami latają drony, to jakoś da się to przetrwać. Ale nagle wojna wkroczyła wprost w ich codzienne życie” – mówi Agnieszka Jędrzejczyk, dziennikarka OKO.press w podcaście „Drugi Rzut OKA”.
Od początku marca w Rosji trwają częściowe wyłączenia internetu mobilnego w Moskwie i Petersburgu.
„Pojawiła się taka teza, że ukraińskie drony, które atakują rosyjskie miasta, mogą wykorzystywać sygnał internetowy do namierzania celów” – mówi Agnieszka Jędrzejczyk, dziennikarka OKO.press.
W ten sposób Kreml wyłączenia w dostawach internetu tłumaczy względami bezpieczeństwa. Najczęściej przywołuje konieczność zapobiegania atakom ukraińskich dronów i werbunkowi dywersantów w sieciach społecznościowych.
Jędrzejczyk wskazuje, że wyłączanie internetu uderza głównie w cywilów, bo przestają działać aplikacje ostrzegające przed nalotami. „Drony natomiast nadal trafiają i jest ich coraz więcej” – dodaje.
Kreml w ostatnich miesiącach stara się odciąć Rosjan od niezależnych informacji. Stara się też ich zmusić do przejścia na rosyjski komunikator Max, który jest zawodny i pozbawiony wielu funkcji. Aplikacja nie ma zabezpieczeń i służy rosyjskim służbom specjalnym do szpiegowania swoich obywateli. Sami Rosjanie wyśmiewają braki oraz niedociągnięcia tej aplikacji, choć nieoficjalnie mówi się, że stanie się obowiązkowa, ponieważ władzom Kremla bardzo zależy, by wszystkich Rosjan zmusić do korzystania z niej.
Przebywający na emigracji właściciel Telegramu Paweł Durow został przez Rosję oskarżony o wspieranie terroryzmu z uwagi na odmowę masowego cenzurowania treści na polecenie władz.
Od 2025 roku rozmowy wideo w Telegramie i WhatsAppie są ograniczane, a w lutym 2026 roku władze zaczęły „spowalniać” Telegram, choć komunikator ten wykorzystywany jest przez Rosjan na froncie i to tym intensywniej, że stracili dostęp do Starlinków.
Z przerwami w dostępie zmagają się nie tylko żołnierze, ale też mieszkańcy Moskwy, Petersburga i wielu innych miast.
Brak internetu uciążliwy jest w centrum stolicy i na niektórych liniach metra. Rosjanie nie mogą korzystać z podstawowych aplikacji, które dotychczas służyły im do pisania ze znajomymi, jak Telegram (ponad 95 mln użytkowników) czy WhatsApp. Problemy dotyczą także sieci telefonicznej. Nie działają terminale bankowe, nie można zamówić taksówki czy jedzenia do domu.
Media jednak podają, że blokowane wcześniej treści i aplikacje stają się okazjonalnie dostępne. U niektórych operatorów pojawił się dawno zablokowany w Rosji YouTube. Nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje.
Blokowanie dostaw do internetu pogarsza już i tak trudną sytuację gospodarczą Rosji. Rosyjski dziennik ekonomiczno-polityczny „Kommersiant” szacuje, że moskiewscy przedsiębiorcy stracili z tego powodu od 3 do 5 miliardów rubli (około 120-200 mln zł). Najbardziej ucierpieli drobni przedsiębiorcy, ale też firmy kurierskie, taksówkarskie i związane z wynajmem samochodów.
Czy brak internetu spowoduje, że mieszkańcy rosyjskich miast wyjdą na ulice, by protestować? Niekoniecznie.
Jak donosi niezależny rosyjski portal Meduza, w sieci pojawił się ruch o nazwie „Szkarłatny Łabędź”, który zachęca mieszkańców Rosji do protestów przeciwko blokadom internetu w niedzielę 29 marca. Wybór dnia ma nawiązywać symbolicznie do artykułu 29 rosyjskiej konstytucji o wolności słowa i zakazie cenzury. Jeden z rosyjskich portali wylicza, że co najmniej 28 miast w 17 regionach zwróciło się do władz o zgodę na organizację protestów. Jednak większość zgromadzeń nie uzyskała na to zgody.
O tym, jak Rosja radzi sobie bez internetu i dlaczego Kreml wprowadził zakazy, dowiedzą się Państwo z rozmowy z Agnieszką Jędrzejczyk w „Drugim Rzucie OKA”. Zachęcamy też Państwa do śledzenia artykułów Agnieszki z cyklu Goworit Moskwa – pod tym linkiem.