Cukrzyca, czyli współczesny koń trojański. Podcast Drugi Rzut OKA
Dr Beata Stepanow: „Dlaczego cukrzyca wymaga specjalnej edukacji? Bo pacjent jest sam dla siebie lekarzem. W gabinecie przebywa 10 minut, a potem wraca do domu i musi sobie poradzić z chorobą, która jakże często, nie daje objawów bólowych. Dlatego jest taka niebezpieczna”Z dr. n. med. i dr n. o zdrowiu Beatą Stepanow rozmawiam o cukrzycy. Pani doktor jest prezeską Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej, dyrektorką Centrum Edukacji i Specjalistycznej Opieki Medycznej. Od 25 lat zajmuje się edukacją osób chorych na cukrzycę i ich rodziny.Beata Stepanow: „Jakże często ludzie dowiadują się o cukrzycy, kiedy już wystąpią powikłania, czyli np. na oddziale kardiologicznym, bo wystąpił zawał. Na neurologii, bo pojawił się udar i dopiero w szpitalu słyszą, że prawdopodobnie od dłuższego czasu borykają się z nieprawidłową glikemią”.„Albo dowiadują się o chorobie u okulisty. Przychodzą do mnie i mówią ‘Pani Beato, to chyba starość, bo coś słabo widzę’”.„Badania profilaktyczne powinny być obowiązkowe, tak, jak mamy obowiązek badania auta raz w roku. I wszyscy wiemy, że jak nie zrobimy przeglądu, płacimy karę”.„Zawsze powtarzam, że każda osoba czy z cukrzycą, czy jakąkolwiek inną chorobą przewlekłą, powinna mieć obowiązek wejścia w proces edukacji.Czyli masz rozpoznaną jednostkę chorobową, zostajesz skierowany na obowiązkową edukację. Wspaniale, korzystasz z refundacji. Ale jeśli nie dowiesz się, jak działają leki, co masz robić w kwestii żywienia czy aktywności fizycznej, jak ma wyglądać twoje codzienne życie, to masz zabieraną refundację”.„Niestety, mamy w kraju medyczny wskaźnik wstydu. Bo Polska jest pierwsza w Europie, jeśli chodzi o liczbę amputacji kończyn dolnych [poważnego powikłania cukrzycy]. Ale mamy się także czym pochwalić, ponieważ nasza pediatria diabetologiczna jest najlepsza w Europie. Dlaczego? Bo tam jest profesjonalna edukacja.”„Porównujemy cukrzycę do współczesnego konia trojańskiego. Kiedy mówię do dzieci, że trzeba wygonić konia trojańskiego z domu, dzieci się mnie pytają: ‘Ale jak to zrobić?’” „W bardzo prosty sposób. Otwórzcie lodówkę. Wyciągnijcie z niej wszystko, co tam jest i przeanalizujcie, gdzie siedzi koń. On jest ukryty, dlatego czytamy etykiety, sprawdzamy, gdzie jest cukier. I w formie zabawy wyganiamy konia trojańskiego z domu.Tym koniem jest także tapczan czy ta kanapa, która woła nas: ‘Hop, hop! Chodź, usiądź, nic nie rób’”.
Mamy również tzw. stanowisko edukatora do spraw diabetologii. To stanowisko może piastować pielęgniarka albo położna w szpitalach, w klinikach. Ale niestety te stanowiska nie są tworzone. Ja nad tym ubolewam, że podmioty lecznicze nie tworzą miejsc do edukacji. Na każdego jest indywidualny sposób. Nie ma jednej recepty, że coś zadziała na daną osobę. To jest bardzo ważne. Na pierwszy rzut oka świat może wydawać się czarno-biały. My chcemy pokazać, że kryje on wiele innych odcieni i dlatego zapraszamy Cię na Drugi Rzut OKA, autorski podcast OKO.press, w którym pytamy, dyskutujemy i podważamy, nie zadowalając się ogólnikami.
Drugi Rzut OKA. Posłuchaj, by wiedzieć więcej. Nazywam się Sławek Zagórski i zapraszam Państwa na rozmowy na temat szeroko pojętego zdrowia. Co robić, żeby być zdrowym, ale się nie umartwiać? I jak fascynującą dziedziną jest medycyna? Tego będą dotyczyły rozmowy z moimi gośćmi, głównie lekarzami, ale nie tylko. Zapraszam. Dzień dobry. Dzisiaj państwa i moim gościem jest doktor nauk o zdrowiu, pani Beata Stepanow. Pani doktor jest prezeską Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej, dyrektorką Centrum Edukacji i Specjalistycznej Opieki Medycznej. Od ponad 25 lat pani doktor edukuje osoby chorobę na cukrzycę i ich rodziny. Chciałem się pani zapytać, dlaczego akurat cukrzyca jest tą chorobą, która wymaga edukacji?
Powiem wprost, w ogóle dziękuję za zaproszenie. Czasami tak sobie myślę, czy już o tej cukrzycy zostało wszystko powiedziane, ale byśmy nie zbierali żniwa powikłań. Powiem więcej, niestety w Polsce mamy medyczny wskaźnik wstydu. To znaczy, uściślając, Polska jest pierwsza, miejsce ma w Europie, jeśli chodzi o liczbę amputacji kończyn dolnych. Więc my naprawdę nie mamy się czym chwalić. Inaczej, mamy się czym pochwalić, że nasza pediatria diabetologiczna jest najlepsza w Europie. Dlaczego? Bo tam jest profesjonalna edukacja. Osoba z cukrzycą typu 1 i bliska tych osób, czy to mówimy o pediatrii dzieci do 18 roku życia, naprawdę są zaopiekowane. Tam jest ta profesjonalna edukacja.
Młodego pokolenia, to moje pytanie, kto się będzie nami opiekował? Mówię tu o osobach czynnych zawodowo, już nie mówię o seniorach. Czemu ta choroba jest taka trudna i ona wymaga tej edukacji? Bo pacjent jest lekarzem. Dla siebie. W gabinecie pacjent jest tylko może 10-15 minut, ale on ma wrócić do domu i ma poradzić sobie z chorobą, która niestety jakże często nie daje objawów bólowych. Dlatego jest taka niebezpieczna. Jakże często ludzie dowiadują się od cukrzycy niestety, kiedy już wystąpią powikłania, czyli na przykład na oddziale kardiologicznym, bo wystąpił zawał na neurologii, bo pojawił się udar i dopiero na oddziale dowiadują się, że prawdopodobnie od dłuższego czasu i nie wiadomo od kiedy, borykają się z nieprawidłową glikemią albo o kulis dowiadują się i przychodzą do mnie, Panie Beato.
Osoby bliskie, które mają w rodzinie osoby z cukrzycą, w większości powiedzieli tak wiemy. Jak wiesz, no to napisz. Okazało się, że nikt nie podał prawidłowych norm. I to jest dla nas przerażające, że jest osoba z cukrzycą w domu, A bliscy nie mają pojęcia jaka jest dla nich norma, biorąc pod uwagę, że są w grupie ryzyka. Z tym się zderzamy. Dlatego ta edukacja nie powinna dotyczyć tylko samej osoby z cukrzycą, ale również bliskich. Pani doktor, a proszę powiedzieć w takim razie jaka powinna być ta prawidłowa glikemia? Glikemia nadczo dla osoby bez cukrzycy to jest od 70 do 99 mg na decylitr. Ale uwaga! Cukrzyca pod tym względem jest niebezpieczna.
I to też powoduje, że jesteśmy zmobilizowani, zmotywowani, że musimy to zrobić. Mi się wydaje, że ten obowiązek mimo wszystko powoduje, że jesteśmy bardziej zmotywowani, żeby faktycznie przestrzegać zaleceń. Zawsze powtarzam jedną rzecz, że jeżeli osoba Czy to będzie z cukrzycą, z jakąkolwiek inną chorobą przewlekłą, powinna mieć obowiązek wejścia w proces edukacji. Czyli masz rozpoznaną jednostkę chorobową, zostajesz skierowana na obowiązkową edukację, wspaniale korzystasz z refundacji, masz kryteria refundacyjne, ale jeszcze nie przejdziesz przez proces edukacji. Nie dowiesz się, jak działają te leki, co masz robić w kwestii żywienia czy aktywności fizycznej, jak ma wyglądać twoje codzienne życie, to uważam, że nie przejdziesz procesu edukacji, masz zabieraną refundację.
Ale kto ma tę edukację prowadzić? Przecież wiemy, że w Polsce niestety dostępność do lekarzy jest słaba. Są takie miejsca, gdzie również do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej wcale nie tak łatwo się dostać. Ci lekarze mają bardzo ograniczony czas na to, żeby przyjmować pacjentów. W związku z tym, kto to powinien robić? Bardzo dobre pytanie. Z racji tego, że jestem pielęgniarką, często mówią pacjenci od urodzenia, zawsze powtarzam w moim zespole pielęgniarsko-lekarskim. Niech każdy działa w zakresie swoich kompetencji. Jeśli lekarz, to co pan powiedział, on naprawdę nie ma czasu. Jeszcze ma podjąć decyzje terapeutyczne, podjąć bardzo odpowiedzialne decyzje, w jaką terapię wprowadzić pacjenta.
Ale uważam, że lekarz powinien budować relacje z pielęgniarką I dać jej możliwość wejścia w proces edukacji. Ja również pracowałam w podstawowej opiece zdrowotnej. I moje szefostwo dało mi taką możliwość, organizując mi pomieszczenie, gdzie mogę edukować. To jest tylko kwestia taka, żeby zespół usiadł ze sobą po prostu. I żeby zastanowić się wspólnie razem, jak możemy my przeorganizować swoją pracę, abyśmy mieli czas edukować naszych pacjentów. Finalnie na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej, pacjent wyedukowany, bezpieczny, a czy na poziomie POZ-u pielęgniarki znają całą rodzinę, to fantastycznie można włączyć rodzinę w proces edukacji. Uważam, że za mało jest rozmów w zespole terapeutycznym.
To znaczy grupa zbiera punkty, a pani pielęgniarka jest tam zatrudniona. Ona nie dostaje dodatkowych pieniędzy za edukację. Mamy również tak zwane stanowisko edukatora do spraw diabetologii. To stanowisko może być, może piastować pielęgniarka albo położna w szpitalach, w klinikach. Ale niestety te stanowiska nie są tworzone. Ja nad tym ubolewam, że podmioty lecznicze nie tworzą miejsc do edukacji. Wyobraźmy sobie sytuację, znam wiele koleżanek, które takie stanowiska piastują, ale to jest takie zrozumienie ważności edukacji przez osoby zarządzające podmiotem leczniczym. Wtedy taka Pani pielęgniarka ma swój gabinet, jak pielęgniarka np. epidemiologiczna.
Wtedy pacjenci z różnych oddziałów przychodzą do nich, pacjenci chodzący, którzy mogą wziąć udział w procesie edukacji. Ja znam te Panie pielęgniarki, są bardzo zaangażowane w procesie edukacji. Pacjent po wyjściu ze szpitala i dla niego tam jest szok, nowa sytuacja, dowiaduje się czasami bardzo trudnych rzeczy i może wejść w proces edukacji na poziomie POZ-u. Ale nawet bym pana zadała pytanie, panu bym zadała pytanie, czy wie pan, jak się nazywa pana pielęgniarka środowiskowo-rodzinna? Kto to jest? No na szczęście wiem, ponieważ mieszkam w bardzo malutkiej miejscowości na wsi. Mam jeden, jedyny ośrodek zdrowia w mojej okolicy. Jedyną, jedyną panią doktor POZ-etu i dwie pielęgniarki, które doskonale mnie znają, wiedzą o moich wszystkich chorobach i mogę się ich o różne rzeczy poradzić.
Może one, nie wiem czy która z nich jest pielęgniarką środowiskową, ale w każdym razie to jest na tyle mała społeczność, że tak naprawdę się wszyscy znają. Ale Polacy nie znają swoich pielęgniarek środowiskowo-rodzinnych. Są to osoby, które mają ogromną wiedzę, doświadczenie, bo wiele lat pracują najbliżej pacjenta i ważne jest to, żeby też rodzina wyszła z propozycją. Przyszła i powiedziała do pani pielęgniarki, Chcemy wiedzieć więcej. Naszym wyzwaniem dzisiaj jest to, że mam wrażenie, że my namawiamy, prosimy ludzi, przyjdźcie, chcemy o was zadbać. Uważam to, co też bardzo często powtarzamy w diabetologii, takie słowo, które brzmi empowerment. Na tym oparta jest edukacja, czyli uczymy ludzi odpowiedzialności za własne życie.
Ciągle mówię o posiłkach, o tej ilości, jakości tego posiłku, ale wszyscy zapominają, że na wzrost glikemii ma wpływ jeszcze wiele innych czynników. Wreszcie się mówi o jakości, długości snu. Osoby, które nie śpią, będą miały wysokie glikemie poranne. Ale kiedy jest się w gabinecie przez 15 minut, pewien medyk nie ma szans, żeby szybciutko rozpoznać powody. Sztuka w rozumieniu cukrzycy jest to, żeby zrozumieć swój organizm, co wpływa na mnie, że mam wysoką glikemię. Często mówią pacjenci, no dobra, mam się ruszać. Przecież w cukrzycy podczas edukacji ciągle mówimy o roli aktywności fizycznej. Kompletnie w ten sposób nie edukuję pacjenta.
Bo jakże często rodzice, kiedy dziecko jest chore, widzi, jak jest chore, to śpiące. Jak jest chore, to dużo pije, to pewnie dużo siusia. I niestety potem się okazuje, że pojawiają się dzieci na oddziałach już z kwasicą ketonową. Więc możemy zapobiec powikłaniom późno rozpoznanej cukrzycy typu 1. A jeśli chodzi o cukrzycę typu 2, tę częstszą, dotyczącą dorosłych? No właśnie. Jakże często, no niestety jest to styl życia, ale nie możemy skupiać się tylko na aktywności fizycznej i tylko na aspekcie żywieniowym. Cały czas, jak w procesie edukacji, często pacjentom mówią, Pani Beato, ale my jeszcze w ogóle nie powiedzieliśmy nic na temat żywienia. No właśnie. Bo musimy się zastanowić właśnie a propos snu, potem jakie są relacje w domu. Niedoceniamy jak stres ma ogromny wpływ destrukcyjny na nasz organizm.
Jak wyglądają moje relacje? Czy mam problem z uzależnieniami, czy nie? Do kogo powinnam się zwrócić? Jak pan powiedział, że do kogo ten człowiek ma się zwrócić? Organizacje pozarządowe, tak na przykład Stowarzyszenie Edukacji Diabetologicznej, doświadczamy jednej bardzo ważnej rzeczy. Mówię to w sposób bardzo pozytywny. Ludzie do nas dzwonią z całej Polski. A ja szybciutko szukam osoby z pasją w regionie, która zawsze temu człowiekowi pomoże. Tylko tak naprawdę to ktoś musi wyjść i powiedzieć, że potrzebuje pomocy. Właśnie zastanawiałem się, ponieważ pani jest osobą lubiącą edukować, widzącą wielki sens w tej pracy. Zastanawiam się, jak pani ocenia, jaki odsetek pacjentów, osób, u których ta choroba się już rozwinęła, rzeczywiście chce z tego skorzystać?
Więc tu jest rola pielęgniarki, lekarza, w ogóle zespołu terapeutycznego, że może warto byłoby się zastanowić, czy to nie byłaby pierwsza wizyta u psychologa, żeby ocenić na ile ten człowiek jest gotowy do wejścia w proces edukacji. Więc sprawdzamy funkcje poznawcze. Mamy konkretne kwestionariusze, które wspierają nas w tym procesie. Oceniam, czy ta osoba ma jakieś samopoczucie, czy ma depresję. Mam konkretne kwestionariusze, które mogą mi w tym procesie pomóc. To jest jedna rzecz, czy faktycznie nie ma zaburzeń funkcji poznawczych. Bo pacjenci nie przestrzegają zaleceń nie dlatego, że chcą być powikłani. Często nie rozumieją nas. To jest kwestia umiejętności komunikacyjnej ze strony personelu medycznego, ale również towarzyszą inne choroby współistniejące.
Czy te osoby działają na mnie destrukcyjnie? Czy faktycznie mnie motywują? Czy mnie wspierają? Jakże często w procesie edukacji, kiedy nawet widzę, że nie idzie, to czasami proszę też środowisko rodzinne, aby pomogli mi znaleźć w rodzinie kogoś, kto mi pomoże, kto złapie za rękę tę osobę, usiądzie z nią. Co działa? No właśnie, działa okazywanie emocji. Cukrzyca jest powodem kłótni w domach. Z powodu gorszego funkcjonowania układu nerwowego, tak? Też, ale z innego powodu. Najczęściej, bo jeśli podam przykład, to gabinetowy. Jeśli żona się dowie, że mąż jest chory na cukrzycę, a on miał nawyk, że codziennie o 22 sięgał sobie do lodówki po kiełbaskę.
I myślę, że u niego ta cukrzyca jest związana właśnie Z otyłością. On przyjmował insulinę dłuższy czas. Ja powiedziałem, słuchaj, ja mam koleżankę diabetolożkę i ja bym bardzo chciał, żeby ona ciebie, jakoś się tobą zajęła. Nie jest łatwo wcale, muszę pani powiedzieć, z opieką też diabetologiczną na miejscu. On ma takie konsultacje chyba raz w roku, czy dwa razy w roku maksimum. Nie wiem, może więcej jest niepotrzeba. Namówiłem go, że zawiozę go do szpitala, do tej koleżanki. Widziałem, że się bardzo przejął. Najpierw nie chciał jechać, ale ja powiedziałem, że ja cię zawiozę i przywiozę. Ja za to zapłacę, więc pojedź. No więc dało się zawieść. Tam został bardzo dokładnie przebadany. Okazało się, że nie musi brać insuliny, że może przejść na inne leki.
I on, czym mnie zaskoczył, chodził tam, co nawiąza do edukacji, w tym szpitalu chodził na zajęcia tego, jak powinien się odżywiać. W momencie, kiedy był wypisywany ze szpitala, ja poszedłem do pani doktor młodszej, która robiła mu wypis i zapytałem się tylko, czy ja mogę czasami się z nim napić piwa. Ona powiedziała, nie no proszę pana, wykluczone. No a to była jednak jedna z naszych takich miłych aktywności. Nie piliśmy tego piwa za dużo, ale lubiliśmy to. No więc w tej chwili już staram się tego piwa z nim nie pić. Kiedy on namawiał, ja mówię nie, nie, nie mogę, bo gdzieś jadę. Także to, żeśmy rzeczywiście ograniczyli, natomiast widzę, że jemu jest bardzo trudno zmienić nawyki żywieniowe. To znaczy być może on w tej chwili przyjmuje nowoczesne leki, które mają też mu obniżać masę ciała,
On musi mieć wiedzę na temat tego leku. Jakie są przeciwwskazania? Jakie są wskazania? Jak działa ten lek? Musimy też wiedzieć, nie tylko jakie są korzyści płynące z przestrzegania zaleceń lekarskich, a również zastanowić się, co ja muszę zrobić, żeby to działanie leków wspomóc. Bo dużo się mówi o różnych terapiach, które działają właśnie na poziomie przewodu pokarmowego, ale moje pytanie, czy twój przewód pokarmowy jest gotowy, żeby przyjąć nowe terapie? Czy jesteś przygotowana do tego? Wiesz, jak masz się odżywiać? Więc sama terapia bez edukacji Obawiam się, że mogłoby się skończyć bardzo różnie. Może i porażką, może i sukcesem. Jest to sprawa indywidualna, w zależności, czy pacjent będzie tego przygotowany, czy nie.
Tak, one odmieniły w ogóle spojrzenie na diabetologię. Mamy również bardzo dobre doświadczenie. Pacjenci faktycznie, jeśli chodzi o wyniki badań laboratoryjnych, to jest najlepszy dowód na to. Ale pacjenci uczestniczą w procesie edukacji. Oni wiedzą, o której godzinie ma być to wszystko zgodnie z zaleceniami lekarskimi przyjęte. Znają zasadę żywienia, są zmotywowani. Bez tej motywacji i bez wsparcia edukacyjnego nie ma w ogóle możliwości. Najlepsza terapia bez edukacji nie osiągnie pacjent sukcesu. I o tym mówią wszelkie badania naukowe i mamy na to dowody. Więc pamiętajmy też o tym, żeby to połączyć. Z drugiej strony, kiedy mamy nowe terapie, często pacjenci pytają, co dalej?
Czy ja zawsze będę tylko cały czas tej samej terapii, czy może dojść do zmiany? A ja mówię, nie wiem, to wszystko zależy od wyników badań laboratoryjnych, czy faktycznie osoba będzie wyrównana metabolicznie, czyli powiedział Pan o masie ciała. Ale jakże często osoby z BMI, nawet powyżej 30, czy osoby otyłe, są niedożywione. Tak słuchałam tej historii pana kolegi. Ja się zastanawiam, czy on ma niedobory. Więc jeśli nawet wprowadzamy nowe terapie, to musimy sprawdzić, czy osoba już nie ma anemii, czy nie ma niedoborów na poziomie różnych wskaźników. Tą osobę trzeba przygotować, wyrównać, wchodzimy w nowe terapie, wchodzimy w edukację, aspekt żywieniowy, żeby on wiedział i się nauczył, jak określone produkty spożywcze wpływają.
Dlaczego w ogóle do tego dochodzi? Bardzo dobre pytanie. Dziękuję, że podjęliśmy się tego. Tak, nazywam to medycznym wskaźnikiem wstydu. Dlaczego? Dlatego, że dzisiaj osoby z cukrzycą nie mają oglądanych stóp. Przeprowadzaliśmy jako stowarzyszenie wiele badań. Pokazujemy wyniki na konferencjach ogólnopolskich, międzynarodowych. Okazuje się, że osoby już w stanie przedcukrzycowym, kiedy badamy im stopy, oni już mają neuropatię. Więc już tam, w stanie przedcukrzycowym, tym ludziom trzeba oglądać stopy. Brakuje mi kampanii społecznych, kiedy widzę w telewizji reklamy, które dla mnie są destrukcyjne. Uczyć ludzi właśnie, zobacz masz stopy, już osoby otyłe nie widzą własnych nóg, proszę pana.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dr Beata Stepanow: „Dlaczego cukrzyca wymaga specjalnej edukacji? Bo pacjent jest sam dla siebie lekarzem. W gabinecie przebywa 10 minut, a potem wraca do domu i musi sobie poradzić z chorobą, która jakże często, nie daje objawów bólowych. Dlatego jest taka niebezpieczna”
Z dr. n. med. i dr n. o zdrowiu Beatą Stepanow rozmawiam o cukrzycy. Pani doktor jest prezeską Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej, dyrektorką Centrum Edukacji i Specjalistycznej Opieki Medycznej. Od 25 lat zajmuje się edukacją osób chorych na cukrzycę i ich rodziny.
Beata Stepanow: „Jakże często ludzie dowiadują się o cukrzycy, kiedy już wystąpią powikłania, czyli np. na oddziale kardiologicznym, bo wystąpił zawał. Na neurologii, bo pojawił się udar i dopiero w szpitalu słyszą, że prawdopodobnie od dłuższego czasu borykają się z nieprawidłową glikemią”.
„Albo dowiadują się o chorobie u okulisty. Przychodzą do mnie i mówią ‘Pani Beato, to chyba starość, bo coś słabo widzę’”.
„Badania profilaktyczne powinny być obowiązkowe, tak, jak mamy obowiązek badania auta raz w roku. I wszyscy wiemy, że jak nie zrobimy przeglądu, płacimy karę”.
„Zawsze powtarzam, że każda osoba czy z cukrzycą, czy jakąkolwiek inną chorobą przewlekłą, powinna mieć obowiązek wejścia w proces edukacji.
Czyli masz rozpoznaną jednostkę chorobową, zostajesz skierowany na obowiązkową edukację. Wspaniale, korzystasz z refundacji. Ale jeśli nie dowiesz się, jak działają leki, co masz robić w kwestii żywienia czy aktywności fizycznej, jak ma wyglądać twoje codzienne życie, to masz zabieraną refundację”.
„Niestety, mamy w kraju medyczny wskaźnik wstydu. Bo Polska jest pierwsza w Europie, jeśli chodzi o liczbę amputacji kończyn dolnych [poważnego powikłania cukrzycy]. Ale mamy się także czym pochwalić, ponieważ nasza pediatria diabetologiczna jest najlepsza w Europie. Dlaczego? Bo tam jest profesjonalna edukacja.”
„Porównujemy cukrzycę do współczesnego konia trojańskiego. Kiedy mówię do dzieci, że trzeba wygonić konia trojańskiego z domu, dzieci się mnie pytają: ‘Ale jak to zrobić?’” „W bardzo prosty sposób. Otwórzcie lodówkę. Wyciągnijcie z niej wszystko, co tam jest i przeanalizujcie, gdzie siedzi koń. On jest ukryty, dlatego czytamy etykiety, sprawdzamy, gdzie jest cukier. I w formie zabawy wyganiamy konia trojańskiego z domu.
Tym koniem jest także tapczan czy ta kanapa, która woła nas: ‘Hop, hop! Chodź, usiądź, nic nie rób’”.