Mentionsy Mentionsy
Drogowskazy
Drogowskazy

Czy ludzkość przetrwa na Ziemi? DROGOWSKAZY

26.12.2025 ·1 godz 4 min

Część naukowców uważa, że żyjemy w czasach schyłkowego antropocenu. Oznacza to, że ludzkość sama prowadzi siebie ku zagładzie. Schyłek antropocenu, to nieformalna epoka w dziejach świata, która oznacza, że człowiek stopniowo przestaje być dominującym gatunkiem na planecie, osiągając szczyt samounicestwienia siebie i miejsca w którym żyje. Dokąd zmierzamy jako gatunek? Co po Nas pozostanie, kiedy naszej cywilizacji już nie będzie na Ziemi? Jaki przekaz wysyłamy o ludzkości w przestrzeń kosmiczną? Czy ktokolwiek (obce cywilizacje), będzie w stanie go kiedyś odebrać? Jak może wyglądać post-apokaliptyczny świat? A może życie na błękitnej planecie zostanie zniszczone w wyniku uderzenia asteroidy? Jakie mamy realne szanse na neutralizację takich „międzygwiezdnych pocisków”? Czy kolonizowanie Marsa albo Księżyca ma jakikolwiek sens? Czy możemy być dumni z polskiego wkładu w eksplorację kosmosu? A może stać Nas na znacznie więcej w tym kontekście? Gościem Michała Poklękowskiego będzie dr inż. Tomasz Barciński z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk, prezes zarządu Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej.

I to są tysięczne części, to są dziesięciotysięczne części. I te planetoidy też nie są takie ogromne. Statystyki mówią, że one nie są takie ogromne, to nie będzie jakiejś katastrofy typu dinozaury. Natomiast sporo ciał niebieskich, dość dużych, spada na Ziemię. I znowu, dziennie kilkadziesiąt ciał niebieskich spada na Ziemię. My je widzimy jako te spadające gnia... Raz na dekadę spada coś dużego, ale to jest taki... Raz na dekadę czy raz na dwie? Ale to jest wtedy taki wybuch, że po prostu szyby lecą z okien. Tam się nic specjalnie... Pod Szelabińskiem taki był meteoryt, więc to spada. Natomiast sporo tego wszystkiego jest i jest nawet powołana służba przez NASA. To się nazywa Planetary Defense.

To jest takie biuro NASA, które koordynuje światowe działania obserwowania naszego... Otoczenia. Dane do tego otoczenia. Proszę wyobraź sobie, że te planetoidy są małe takie. Kilometry, dziesiątki kilometrów, czasem setki metrów. To jest dość małe. Patrzysz w ten kosmos i szukasz tego. Sfera niebieska jest bardzo duża. Jest niewielka ilość ogromnych teleskopów na Ziemi. One są zajęte pomierami astronomicznymi i tak dalej. Kto robi robotę? Bardzo często prywatne firmy. Amatorzy nawet też chyba. Amatorzy, tak. Amatorzy, prywatne firmy. Prywatne firmy sprzedają dane właśnie agencjom kosmicznym, śledzą te ciała niebieskie. Jest prowadzony taki atlas, taki rejestr na okrągło tych ciał niebieskich. Załóżmy, że... A, jest prowadzony rejestr tych potencjalnie groźnych i załóżmy, że się pojawia informacja za dwa lata z prawdopodobieństwem jedna setna uderzy w nas dwudziestokilometrowa planetoida.

Co się wtedy dzieje? Jest informowana ONZ, jest cała procedura ONZ, rządy i co się dzieje? Jest podejmowana decyzja. Budujemy statek kosmiczny, który odchyli trajektorię tej planetoidy, jak w bilardzie. Okej, ale to zbombarduje jakoś tak, czy powiedzmy, uderzy po prostu, żeby tylko ją, okej, puknie ją, tak? Puknie ją, leci i to wystarczy często. I to wystarczy często. I słuchaj, była taka misja próbna, taka demonstracyjna, kosmiczna, nazywała się DART. To była misja NASA, w której uderzono. Statek kosmiczny taką misję samobójczą zrobił. Poleciał, uderzył w planetoidę i odchylił jej tor. I to zostało zaobserwowane na Ziemi. To był bardzo ciekawy układ w ogóle, bo to była taka planetoida, wokół której krążyła taka mniejsza, taki mały księżycek. To był Didymos idiomorphos i on uderzył w to mniejsze ciało, zupełnie autonomicznie, wyhamował tą planetoidę, ona zmieniła orbitę, orbitowała niżej, więc można było zmierzyć ten efekt na Ziemi w postaci zmiany częstotliwości zaćmień.

I na ten wodór świeci słońce, a jak fotony lecą ze słońca, to one w ten wodór kopią. I ten wodór się wzbudza i potem musi się zrelaksować. I jak się relaksuje, to zaczyna wysyłać fotony ultrafioletowe. One się nazywają Lyman-alpha i one świecą w randomowym kierunku. Te fotony są wysyłane, dlatego my widzimy je jako taką poświatę. No i to też profesor Bzowski zajmuje się badaniem w CBK wiatru słonecznego i on został wciągnięty na misję NASA. Powiedzieli mu zbuduj swój instrument, zbuduj polski instrument do badania tego wiatru słonecznego, tej poświaty. Instrument się nazywa Glows, został zbudowany, był tutaj kilka lat, za polskie pieniądze, przez polski zespół inżynierów. Tym zespołem dowodził elektronik Roman Wawrzaszek, profesor Orlański, kto tam jeszcze był, no i profesor Maciej Bzowski.

Oni zrobili kawał dobrej, fajnej roboty, budując od zera instrument, polski instrument, który jest na misji NASA, bada Układ Słoneczny. To jest taka świeżynka. On jeszcze nie doleciał na swoje miejsce, do punktu Lagrange'a, jest w drodze. Ale już wysyła pierwsze dane. W internecie są opublikowane pierwsze wykresy na naszych profilach, na naszych społecznościówkach. Więc to jest taki... Więc jesteśmy dość mocno. To jest w ogóle pierwszy polski instrument. Nie było wcześniej instrumentu na misji. na misji NASA. I to cały instrument, czyli cały przyrząd. Rozumiem, tak. To się nazywa fotometr. To jest taka kamera z jednym pikselem, ale obraz się uzyskuje przez to, że się tą kamerą porusza we wszystkie strony. Wejdźmy dalej. W 2000, a propos właśnie tych naszych technicznych, technologicznych osiągnięć poza Ziemią, W 2012 roku, Tomku, czyli w roku przystąpienia Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej startowaliśmy z poziomu podstawowego, tak czytam, oprócz działalności naukowej reprezentowanej, czy to przez astronomów, czy to przez inżynierów i naukowców z Centrum Badań Kosmicznych PAN-u, w naszym kraju sektor kosmiczny, jak czytam, praktycznie nie istniał.

Dlaczego tak było? Przecież mamy w kraju piekielnie utalentowanych ludzi, tutaj podałeś parę nazwisk przed chwilą, i moglibyśmy mieć w Polsce, a może teraz snuje jakieś niebywałe fantazje, ale moglibyśmy z naszym potencjałem intelektualnym i zapleczem mieć w Polsce coś na kształt amerykańskiej NASA, ale nie mamy. Dlaczego? Wiesz co, to było 2012, tak? Tak, tak, 2012. Ja pamiętam, jak premier Pawlak podpisywał dokumenty akcesyjne. To nieprawda, że startowaliśmy z poziomu podstawowego, prawda? Tak, wyczytałem w sieci, że masz na pewno lepsze informacje. Bo to jest tak, że Polacy robili w kosmosie rzeczy z Rosjanami. To były czasy Związku Radzieckiego. Od lat sześćdziesiątych, czyli od początku, od zarania kosmosu.

I teraz tak, kosmos jest niedofinansowany, to tak powiem. Ja wiem, że w tej chwili wzrosła składka do ESY, ale patrząc na zarobki inżynierów w branżach sąsiednich, to powiem tak, że kosmos jest mocno dla pasjonatów. Chodzi o to, że oferuje mniejsze pensje niż inżynierią na przykład w Automotive czy w IT. Tak to wygląda. I teraz tak, żeby stworzyć takie ośrodki jak JPL, Jet Propulsion Laboratory, to jest ośrodek akademicki, który jest ośrodkiem, który tworzy rzeczy pod patronatem NASA. Trzeba przekroczyć pewną masę krytyczną specjalistów na metrze kwadratowym. To nie jest tak, że jeden, dwóch geniuszy zrobią wszystko, nie?

Musi być cała grupa, muszą być grupy, muszą być też pokolenia, żeby ta wiedza się jakoś... Myślę, że pewna masa krytyczna jest dobrym pojęciem, to trzeba by było w ogóle policzyć ilu inżynierów... stanowi ilu naukowców, inżynierów, stanowi masę krytyczną do tego, żeby firma kosmiczna prosperowała, nie? Czy żeby Instytut prosperował. Więc jest potrzebna pewna ilość. Ta ilość musi być też stabilna. To nie może być tak, że oni odpływają. I wydaje mi się, że ta mała stabilność wynikająca z niedofinansowania, które trwało bardzo długo, teraz się poprawia, przyczyniła się do tego, że... To jest bardzo prozaiczna odpowiedź. Nie ma funduszy, nie ma badań, nie ma rozwoju. Też te fundusze muszą być dobrze kierowane, bo dobrze kierowane, dobrze zaprogramowane, to też jest tak, że nie można rzucić wora pieniędzy i powiedzieć, że to trzeba w dwa lata wydać, bo to wydawanie nie będzie efektywne, więc...

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.