Co najpiękniejszego widzieliście w Waszym życiu?
Czasem to nie rzeczy robią największe wrażenie, ale momenty, w których wszystko na chwilę staje w miejscu. Miejsca, zdarzenia i spotkania, które zostają z nami na zawsze, choć nie da się ich włożyć do ramki ani pokazać na zdjęciu. Bo najpiękniejsze chwile potrafią zapisać się w naszej pamięci niezapomnianym obrazem.
Cześć, tu Agnieszka Kołodziejska i Wojciech Hera. To jest podcast Dobra Rozmowa, którego partnerem jest T-Mobile. Dzień dobry. Przed nami kolejna Dobra Rozmowa, na którą się dzisiaj spóźniłam. Około 7 minut lub też 22, jak kto tam policzy, prawda? Bo zadeklarowałam najpierw 15, potem 15, 15, ostatecznie przyjechałam tam 22 po, prawda? Ale to wszystko przez liście dębu. Ale wiesz, że tylko ty to policzyłaś, nie? Tak. Okej, dobrze. Czy to jest ADHD, myślisz? Chciałem tylko powiedzieć, że mi to w ogóle nie przeszkadza. Że się spóźniłam troszkę. Totalnie. Ale to wszystko przez liście dębu, ponieważ będę robiła ogórki kiszone i ludzie, którzy sprezentowali mi dużo chrzanu, których bardzo pozdrawiam i dużo kopru, takiego swojego z ogródka, zapomnieli mi dać liści dębu.
Umawialiśmy się na to, zapomnieli, trudno. Jakoś to przeżyję i musiałam się zatrzymać po drodze, żeby jeszcze liście dębu tam do tych ogórków. Jesień. A po co ci liście dębu w ogórkach? Dlatego, że liście dębu sprawiają, że ogórki są twarde i takie chrupkie. Wiesz, podobnie jak liście winogron, podobnie jak na przykład liście wiśni, dodaje się właśnie po to, żeby ogórki nie były takie miękkie i rozlazłe. Ja miałem w szkole kolegę wiśnie i nie wiem, czy miał liście. Ale był rozlazły pewnie. Nie wiem i też go nikt nie wkładał do słoika z ogórkami. No także proszę Państwa, jesień, ale my się bardzo cieszymy z Wojtkiem z jesieni. On bardziej, bo on lubi rzeczywiście. Ja bardzo lubię. A ja nie lubię, ale cieszę się dlatego, że jesień to jest bardzo dobry czas na słuchanie podcastów. Aha.
Czyli ty się cieszysz radością naszych słuchaczy i cieszysz się radością twórcy, który będzie słuchany, słuchana. Dokładnie tak. Bardzo się cieszę. A dzisiaj też mamy wdzięczny temat, bo temat brzmi najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu widziałem, widziałam na przykład. Ostatnio była taka jedna piękna rzecz, którą widziałam. Widziałam jak Elon Musk spada z pierwszego miejsca Lidwy Najbogatszych Ludzi Świata. Piękny to był widok. A tak już całkiem serio. No nie lubię go. Ja rozumiem, ale nie należy ludziom życzyć źle. Wiesz co, ja myślę, że jak on jest drugi, to też sobie poradzi, wiesz? Naprawdę, nie ma co. Powiem tak, będziemy dzisiaj bardziej niż o rzeczywiście takich rzeczach, jakichś, nie wiem, widokach, przedmiotach, rozmawiać chyba o doświadczeniach, bo jakoś tak wiem, że w tę stronę poszły też wasze głosówki, za które bardzo uprzejmie dziękujemy.
I wtedy był bardzo intensywny może chmur. które ciągło się aż po horyzont i również robiło to niesamowite wrażenie, bo tylko czubki gór wystawały właśnie ponad tę chmurę. Pozdrawiam. No i widzisz? I ciężko się z słuchaczką nie zgodzić. Co to jest inwersja chmur? Inwersja chmur to jest takie zjawisko, które się zaczyna w ogóle od inwersji temperatury. Inwersja temperatury polega na tym, że im wyżej wchodzisz, tym się robi cieplej. Jesień jest bardzo dobrym okresem na taki moment, no bo normalnie jak jesteś w górach, to powinny być odwrotnie. Inwersja polega na tym, że na przykład budzisz się rano w... w przypadku Tatr, nie wiem, w Zakopanem i zaczynasz wchodzić sobie w góry i z każdym kolejnym metrem jest coraz cieplej, coraz cieplej, coraz cieplej, coraz cieplej i ponieważ na dole jest zimno, a u góry jest ciepło, to wtedy chmury są spychane tym ciepłym powietrzem w dół i jak jesteś na szczycie, to masz takie morze chmur pod sobą i widzisz po prostu ze szczytu, wiesz, w dolinach piękne chmury i to jest jedna z piękniejszych rzeczy jesienią.
bo jesień absolutnie jest genialnym porą roku właśnie na inwersję i teraz chodząc po górach można przepięknie wejść na szczyt i zobaczyć, no to one naprawdę tak często spływają jak taka, wiesz, takie ciężkie fale i no to wygląda zjawiskowo. Przypomina mi się teraz, jak zdobyłam najwyższy szczyt w moim życiu, czyli tam chyba, nie wiem, 3800. Brawo. Dziękuję bardzo. To był wulkan Kerinci w Indonezji i jak wlazłam tam na górę, to rzeczywiście trochę to wyglądało tak, jakbym siedziała na plaży, a te chmury wyglądały tak, jakby były morzem, które właśnie do mnie dopływa. Przepięknie to wyglądało. Mam nadzieję, że nie postanowiłaś skoczyć na główkę. w tą piękną wodę.
Moja główka bywa chora, ale nie aż tak, Wojtku, żeby tam skakać. Chociaż wtedy właśnie ten przewodnik, który nas tam wprowadzał, powiedział, że owszem, zdarzają się przypadki, że ludzie wpadają do krateru wulkanu, czy też wygasłego, czy jakiegoś tam innego. I zastanawiam się, jak można wpaść do krateru. No wiesz, no za bardzo się wychylają, no po prostu są ciekawcy, co tam jest, więc tak wiesz, jeszcze kroczek, jeszcze kroczek, jeszcze kroczek, no i tam podobno zdarzają się takie właśnie wypadeczki, także nie podchodźcie tam do... Dla mnie taką mega super rzeczą był koncert przed Panteonem w Rzymie, pewnego grajka ulicznego, nieznanego zupełnie. Wyskoczył młody chłopak z mandoliną i zaczął śpiewać.
I wydaje mi się, że jest coś tak, spokojnie, to jest wszystko dobre. Już się przestraszyłem, że puenta będzie inna, ale ja tak mam. Że psycholem jesteś, że masz ciarki. A jakiej muzyki, jak słuchasz, to masz ciarki? A to w ogóle nie jest kwestia muzyki, to jest kwestia oprawy. To jest dokładnie... Teraz w internecie krąży... O, wiem! Flashmob z Queenami. Przepiękny, absolutnie obłędny. Tam jest taka scena, jak ten chłopiec wskakuje na murek i zaczyna grać na gitarze. Ja teraz się pobeczę za tym, bo ja widziałem to już z 50 razy. I za każdym razem beczę. Ja miałam ciary, jak ten chłopak śpiewał głosem Frediego prawie.
To jest obłędne. Absolutnie obłędne. Kojarzysz, gdzie to było? Gdzie oni to zrobili? W Paryżu. Zrobili to w Paryżu. Znajdźcie sobie. Jeżeli zapomnimy wrzucić to na grupę facebookową Dobrej Rozmowy, to znajdźcie. Już wrzuciłem. Podzieliłem się. Podzieliłem się dlatego, że mi to nieprawdopodobnie wzrusza. A myślę sobie, że to jest piękne. Rzeczywiście, ale piękne są też reakcje ludzi, no bo mówimy tutaj, ten temat brzmi, najpiękniejsza rzecz, jaką w życiu widziałam. I właśnie chyba chodziło nie tyle o grę tego chłopaka, tylko o to, jak ludzie dookoła reagowali, nie? Że nagle robi się cicho, nagle cichną wszystkie, nie wiem, sprzeczki, prawda, konflikty i gromadzisz się wokół takiego ulicznego grajka i on cię po prostu tak chwyta za serce każdego, nie?
No w tym momencie to nawet nie grajka, no spektakularnego wykonania, tak, które jest... Nie, no po prostu zrobili to zjawiskowo. Cześć Kołotka. Cześć Wojtek. Od dłuższego czasu słucham waszych podcastów i tak naprawdę wiedziałam, że nigdy nie odważę się do was mówić. Zdecydowanie wolę słuchać. Nigdy nie mów nigdy. Jak przeczytałam temat, to od razu miałam w głowie to jedno najpiękniejsze doświadczenie, jakie doznałam, więc go wam opowiem w wielkim skrócie. Przenieśmy się do roku 2018. Październik. Czas przygotowań na grobków do Święta Zmarłych. Moja babcia wraz ze swoją córką, a moją ciotką... Wybierały się na grób matki mojej babci. A że byłam tam kiedyś raz i nie pamiętałam, gdzie to było, więc dla przypomnienia pojechałam z nimi. Była to miejscowość, w której moja babcia się wychowywała, więc poopowiadała troszkę historii z jej młodości.
Na cmentarzu jest grób jej matki, więc pytanie, gdzie ojciec? Otóż jej ojca w trakcie II wojny światowej zabrali z domu Niemcy. Był to listopad 1939 roku. Babcia wtedy miała półtorej roku. Nigdy do domu już nie wrócił. Po wojnie był szukany przez swoją żonę poprzez Polski Czerwony Krzyż. Nie mieli o nim żadnych informacji, nie wiedzieli gdzie go zabrano, dlaczego i co się z nim stało. Po powrocie zaczęłam poszukiwania w internecie i znalazłam listę rozstrzelanych w Lasku Rusinowskim pod Rypinem, a na liście on. z podstawowymi danymi, data urodzenia, gdzie urodzone i zamieszkały, zawód, imiona rodziców i nazwisko panieńskie matki. Znalazłam masowy grób z tablicą, a tam jego imię i nazwisko. Poinformowałam babcię o tym.
Nawet nie znając go wcześniej, ale domyślam się, że to są inne przeżycia w ogóle. To jest inaczej jak ojciec, nie wiem, odchodzi, porzuca rodzinę, a inaczej jak go zabierają Niemcy i po prostu, wiesz, rozstrzeliwują i ty przez całe swoje życie, przez 80 lat nie wiesz, nie? Co się dzieje, co się stało, co się wydarzyło. Straszne. Jedną z najpiękniejszych rzeczy, które było mi dane w życiu zobaczyć, to był taki moment, kiedy 19 lat temu byłam na praktykach studenckich w Stacji Doświadczalnej Instytutu Zootechniki Wodrzechowej. Tam braliśmy udział w takim przepędzie wiosennym bydła i koni do polan surowicznych. To już jest nieistniejąca wieś w Beskidzie Niskim. I tam spaliśmy w takim prowizorycznym schronisku. I nie zapomnę tego nigdy, jak wstałam rano, wcześnie, wiadomo, wiosna, dzień długi.
Szczególnie, jeżeli są puszczone wolno. ale też uważam, że już niedługo będą zjawiskowe wydarzenia w polskich górach, czyli redyk jesienny, czyli spęd owiec z gór. I każdy, kto jeszcze nigdy nie przeżył redyka, polecam zobaczyć, bo to też jest spektakularny widok, jak idzie fala łowiec. Coś jest w tych stadach rzeczywiście takiego pięknego i w ogóle wydaje mi się, że najpiękniejsze rzeczy, jakie w życiu widziałam, to były rzeczy w naturze. To była albo fauna, albo flora. Jasne, że doświadczenia typu, kiedyś podzieliłam się zresztą ogłaszając ten temat na Instagramie z naszymi słuchaczami, że jedną z najpiękniejszych rzeczy, jaką w życiu widziałam, był koncert Leonarda Cohen'a na warszawskim Torwarze.
Wiesz, koncert, na którym nic się nie dzieje, nie ma fajerwerków, nikt dupą nie trzęsie, wiesz, cycków nie pokazuje i tak dalej po prostu stoi facet i śpiewa. To było piękne, to rzeczywiście to takie, wiesz, doświadczenie na zasadzie masz ciary na rękach i w ogóle na całym ciele i wychodzisz i potem jeszcze nie możesz dojść do siebie przez kilka godzin, to na pewno takie doświadczenie, ale... Właśnie jeżeli chodzi o naturę, byłam kiedyś na Mazurach u moich przyjaciół i oni mają syna Franka. Franek jest takim dzieckiem lasu. Oni są dość zajęci, więc Franek generalnie wychowywał się zawsze łażąc po lesie, po zbyrach, gdzieś tam pływając po jeziorze. I Franek mówi, chodź, idziemy na grzyby. No poszliśmy na grzyby, on oczywiście pouczył mnie, że tego nie zbieramy, bo ten ten jest trujący i tak dalej, i tak dalej, więc to mi bardzo zaimponowało. I w pewnym momencie czuję, jak on mnie szarpie w ogóle od tyłu z jakąś bluzę.
Mówi, stój! Mówi, stój! A tam dzikie konie, które w lesie po prostu odpoczywają, źrebaczki sobie leżą. Tam jest chyba konik polski, tak to się nazywa, wydaje mi się. Ja nie wiem, jak on to zobaczył. U mnie to jest tak jak z grzybami. Nadepnęłabym na niego, a go nie zobaczę. To w ogóle, wiesz, kopnąłby mnie w dupę, bym go nie zobaczyła. A on właśnie taki wyczulony. To była jedna z najpiękniejszych rzeczy. To przysłużyło się na pewno temu, co wtedy poczułam, nie tylko to, co widziałam, ale też towarzystwo dziesięciolatka. który jest tak świadomy przyrodniczo, że się tak wyrażę, który kazał mi się zamknąć, usiąść i patrzeć.
Rozumiesz? Gówniarz taki. I to chyba wszystko właśnie złożyło się na to, że to było takie piękne, chociaż powiem wam, że moment, w którym zobaczyłam ogromne stado słoni, kilkadziesiąt sztuk w Kenii, To w ogóle, to człowiek tak staje jak wryty, osłupiały, zupełnie jak słup soli i gapi się i myśli sobie, oby to trwało jak najdłużej. W ogóle jakiś taki moment, w którym się ani nie boisz, ani nic, tylko tak patrzysz i nie wierzysz, że te monumentalne zwierzęta są tak blisko ciebie i żyją sobie w naturze. Myślałem, że powiesz, że te stado słoni było po prostu kolejnego dnia, tylko już zjadłaś te gryby, które zebrałaś.
Sam jestem bezdzietnym lambadziarzem, ale z wyboru. Trzymam się od związków z daleka, jak tylko się da. To po prostu nie dla mnie. Ale wtedy zobaczyłem czystą miłość. Miłość męża do żony po 70 latach małżeństwa. I żeby nie było, babcia łatwa nie była. Największy toksyk i terrorysta emocjonalnie, jakiego można sobie wyobrazić w związku. I dalej taka jest. Było mnóstwo podwodów, żeby się rozstali, ale dziadek był z tego pokolenia, które mi mówiło, nie rozwierliśmy się, bo mieliśmy szacunek do swoich rodziców. Miłość, którą ja udarzył, była dla niego ważniejsza niż jego własne zdrowie tak naprawdę w ostatnich minutach. Kochał nie dlatego, że było łatwo, tylko dlatego, że tak właśnie rozumiał miłość jako wybór i odpowiedzialność.
Dwójka ludzi, wcale nie pięknych, nie pięknie ubranych, takich zupełnie zwyczajnych, nie rzucających się w oczy wizualnie. ale tak bardzo rzucających się w oczy swoim pożegnaniem. Słuchajcie, przy odprawie paszportowej dwójka ludzi, tak bardzo się przytulających, całujących, płaczących na pożegnanie, ale tak, tak pięknie pokazujących swoje uczucia, że dzisiaj jak o tym wspominam, to mam łzy w oczach, ale słuchajcie, ci wszyscy ludzie dookoła za nim mówili i patrzyli się na nich ze wzruszeniem, pracownicy lotniska, mężczyźni, kobiety, tak samo z łzami w oczach. I sobie pomyślałam, jakie to jest piękne, jak ci ludzie się kochają, jak szczerze muszą do siebie cokolwiek czuć i myślę, że to lotnisko Chopina, to w ogóle lotniska na świecie, naprawdę widziały chyba więcej szczerych wyznań miłości, niż w ogóle w życiu to bywa.
Także tak, jest to jedna z piękniejszych rzeczy, jakie w życiu widziałam. To właśnie uczucia tej dwójki dały mi bardzo dużo wzruszenia i w tej chwili z takim ciepłem w sercu to bardzo wspominam. Także no nic, życzyć każdemu takiej miłości. Pozdrawiam. No musiało siąść dobrze, skoro po latach wspomina dwójka obcych ludzi z lotniska. Myślę, że kiedyś takim miejscem, jakim dzisiaj są lotniska, były dworce kolejowe, bo to pociągiem jechało się bardzo daleko i ludzie się tak żegnali na długo. Teraz raczej na długo żegnamy się, jak gdzieś wylatujemy. Ale rzeczywiście racja, że lotniska są takim miejscem, które są pełne wyznań. miłości i łez, ale łez też nie tylko rozstań, ale powrotów, tak?
Ta miłość była piękna. Ta miłość, z tej miłości jestem ja. Tak, to chyba jest najpiękniejsza rzecz, jaką widziałam w życiu. Widzisz, znowu miłość, która nas wzrusza. Moi byli teściowie, byli takim małżeństwem, zanim teść zmarł nagle. To też bardzo ładnie się na nich patrzyło. Jak on tam do niej mówił, duszko na przykład, jak kupował jej cykulatkę, czekoladkę. No tak, byli takim, tak trochę, kiedyś wydawało mi się to infantylne, jak na nich patrzyłam na samym początku, ale też byłam gówniarą, jak ich poznałam, a potem dopiero dotarło do mnie, że to nie jest infantylne, że to jest właśnie takie bardzo szczere, głębokie i oni w dupie mają, co ktoś sobie pomyślał i się po prostu naprawdę bardzo kochali.
W przypadku mamy pewnie to dość mocne, czyli ten pierwszy moment, kiedy widzisz oczy dziecka. Ja pewnie nigdy nie zrozumiem, jak to jest, no bo dzieci nie mam, mieć nie będę, ale tak zawsze mi się śmiać chce, kiedy ktoś opowiada, no bo takie dziecko to jeszcze w ogóle niczego nie rozumie, niczego nie wie. Ja nie wiem, czy ona tam widzi tak naprawdę, jak się urodzi, zaraz po urodzeniu to ona już wszystko widzi, rozpoznaje ludzi. Wszystko nie, ale trochę tak. Tak, że nie jesteśmy kretami. Okej, nie jesteśmy. A rodzice właśnie tak zawsze wyolbrzymiają, ale to jest miłość na pewno rodzicielska, o to chodzi, tak właśnie wyolbrzymiają, że jak on na mnie spojrzał tymi oczętami. Bez przesady, ja myślę, że miłość to nie jest tylko rodzicielska, tylko każda miłość.
Jak jesteś zakochany i to też ci się wydaje, że ta osoba, w której jesteś zakochany, patrzy na ciebie inaczej, a tak naprawdę po prostu... Zargnęła. Mróży oczy, bo jest pół ślepa, no. Na przykład. I tyle. Myślę, że najbardziej to chyba w podróżach doświadczamy różnych takich przyjemności, niezapomnianych chwil, niezapomnianych widoków, niezapomnianych smaków. Moim takim pięknym doświadczeniem było to, żeby zobaczyć kilkanaście sztuk delfinów pływających na przykład. Były bardzo blisko, można było je dotknąć. To było coś niesamowitego, naprawdę. To było takie doświadczenie, powiedziałabym, namacalne.
Myślę, że może też doświadczamy pięknych chwil, będąc nawet na koncercie wokalisty, którego lubimy słuchać na co dzień. Myślę, że to też jest jakieś doświadczenie i jakaś przyjemność. Ale na dzień dzisiejszy myślę, że jednak to są podróże i stamtąd wynosimy bardzo dużo wspomnień i bardzo dużo doświadczeń. No, myślę, że tak, że rzeczywiście bardzo wiele takich przypadków jest zresztą tutaj w tej dobrej rozmowie osób, które mówią, że coś najpiękniejszego widziały właśnie w podróży. Myślę, że powód jest prosty. Widzimy to, czego nie znamy. Dlatego to nam tak imponuje, dlatego to nas tak łapie za serce. Ja, tak jak powiedziałam, fauna i flora to są rzeczywiście te...
Te elementy, które najbardziej mnie chwytają za serce, przy czym jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby coś tak mnie chwyciło za serce w Polsce. Pewnie dlatego, że tę Polskę po prostu tak znam na wylot, że wiem czego się spodziewać i być może dlatego tutaj nie. Nigdy nie widziałam tak pięknej burzy i takiego pięknego nieba przed burzą, jak na przykład w Tajlandii na takiej małej wyspie, gdzie nie wiem, czy też tak macie, że czasami pewne zjawiska przyrodnicze sprawiają, że... wasze ciało reaguje, że to nie jest tak, że ojej, jak pięknie, tylko po prostu coś się dzieje z twoim ciałem, że albo się spinasz, albo nawet nie wiem, jak to wyjaśnić, że coś takiego w żołądku też jest, że masz ochotę się wręcz rozpłakać, bo jest tak pięknie.
Ja mam naprawdę takie fizyczne... takie objawy takiego zachwytu bardzo często, tak jak na przykład te słonie albo ona tutaj wspomniała delfiny, jak kiedyś ktoś na Zanzibarze płynęliśmy łódeczką i ktoś powiedział, delfiny są pod nami. Niewiele myśląc sobie po prostu wskoczyłam i zobaczyłam dziewięć czy dziesięć sztuk gdzieś jakieś, wiesz, pięć metrów pode mną i po prostu... Chciałam aż otworzyć buzię ze zdziwienia, ale wiedziałam, że się wtedy utopię, jak nabiorę wody w płuca. No i to są... Ale naprawdę, mnie to fizycznie dotyka. Ja po prostu mam fizyczne objawy zachwytu. A ja będę stał na Straż Polski i będę mówił, że burza w Bieszczadach też jest zjawiskowa, a owce też mogą spokojnie konkurować z delfinami i ze słoniami.
I nie trzeba mieć wtedy maski z rurką na twarzy. Owce można podziwiać normalnie. No, witam serdecznie. Kiedyś byłam bardzo blisko kościoła, kiedyś mam na myśli końcówkę lat dziewięćdziesiątych, do tego stopnia, że pojechałam kiedyś na takie, nie pamiętam, co to się nazywało, taki zlot młodzieży, lednica. Generalnie zjeżdżało się tam kilkadziesiąt, jak nie ponad sto tysięcy ludu. No i tam były różne katechezy, różne zajęcia, modlitwy na środku pola, na totalnym zadupiu. Oczywiście na takich zjazdach. Niektórzy faktycznie tam jadą, żeby coś przeżyć, a niektórzy jadą po prostu na imprezę. Ale pamiętam, że miał tam przylecieć papież, wtedy jeszcze Jan Paweł II, którego wszyscy wtedy jeszcze uważali za chodzącego świętego, żywego świętego.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
partnerem podcastu Dobra Rozmowa jest T-Mobile.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„partnerem podcastu Dobra Rozmowa jest T-Mobile."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Czasem to nie rzeczy robią największe wrażenie, ale momenty, w których wszystko na chwilę staje w miejscu. Miejsca, zdarzenia i spotkania, które zostają z nami na zawsze, choć nie da się ich włożyć do ramki ani pokazać na zdjęciu. Bo najpiękniejsze chwile potrafią zapisać się w naszej pamięci niezapomnianym obrazem.