Mentionsy Mentionsy
Dobra Podróż
Dobra Podróż

Sztuka jako narzędzie protestu, czyli artywizm - Cecylia Malik | Sztuka w mieście #5

18.01.2026 ·1 godz 17 min

Cecylia Malik to malarka, artystka wizualna i aktywistka ekologiczna, której działalność realnie wpływa na kształt przestrzeni publicznej, szczególnie w Krakowie. Jak sztuka pomogła ocalić pewien uroczy zakątek od zakusów dewelopera? Jak zostaje się „artywistką?” I czym różnią się działania artystyczne od „zwykłych” protestów?  Porozmawiamy o Siostrach Rzekach, obronie Wisły i Białki, o Wodnej Masie Krytycznej i po co wspinać się na drzewa.https://www.cecyliamalik.plLink do filmu Siostry Rzeki: https://vimeo.com/885570036Muzyka: Sutari https://www.sutari.pl/Projekt „Sztuka w mieście - podcast o współczesnej sztuce Polskiej” jest współfinansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy w ramach Inwestycji A2.5.1.

To jest Sztuka w Mieście, podcast o prawdzie, dobrze i pięknie, które przecież nie jedno ma oblicze. Chcemy, żeby nasze miasta były bardziej przyjazne, ładniejsze i ciekawsze, a jedną z dróg do osiągnięcia tego celu jest sztuka. W tej serii podcastów będziemy rozmawiać ze światowej sławy twórcami street artu, mecenasami i znawcami sztuki, performerami i architektami, próbując odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, by przestrzeń dookoła nas była po prostu lepsza. Ja nazywam się Kuba Rybicki. A ja Kasia Jadaluk. Zapraszamy w artystyczną podróż po Polsce i świecie. Sztuka w mieście to miniseria podcastów w ramach Dobrej Podróży. W naszych artystycznych podróżach byliśmy ostatnio w Warszawie, Poznaniu, Chinach, Wielkiej Brytanii i na Bliskim Wschodzie.

No bo czasami robię rzeczy, które nie są aktywizmem jako artystka. Ja w sumie aktywistką jestem od jakiegoś czasu, można powiedzieć od 16 lat. A wcześniej po prostu malowałam obrazy i robiłam wystawy obrazu, sprzedawałam je. No i w pewnym momencie tak się to połączyło. Ja bym właśnie chciał się skupić na tym, czym zajmujesz się od dłuższego czasu, jak sam powiedziałeś, czyli właśnie na tym aktywizmie. który realizujesz poprzez sztukę w przestrzeni miejskiej. A właśnie tematem tego podcastu, tej serii podcastów jest to, jak sztuka może kształtować przestrzeń, nasze miasta, miejsca, w których żyjemy, jak może sprawiać, żeby te miasta, żeby te miejsca były lepsze. Zaprosiłem cię dlatego, że twoje akcje mają bardzo bezpośredni wpływ na kształtowanie tej przestrzeni miejskiej.

I żeby zacząć z dużej rury, chyba taką najbardziej wpływającą na kształt miasta, twoją akcją była obrona Zakrzówka w Krakowie. No tak, obrona Zakrzówka jest dobrym przykładem. Jest to też moje pierwsze doświadczenie połączenia sztuki i aktywizmu. Co to jest Zakrzówek? Zakrzówek to jest turbusowe jezioro otoczone wapiennymi skałami i łąkami i laskami. W zasadzie w centrum Krakowa. Miejsce, gdzie była kiedyś kopalnia kredy. W latach 90. po transformacji zlikwidowano tą kąpalnię. Zostało wielkie wyrobisko w ziemi, które zaczęło się napełniać czystą wodą. I Kraków otrzymał od natury jezioro.

No i tereny dookoła tego jeziora są też bardzo atrakcyjne, bo Kraków jest miastem leżącym na terenie Bielańsko-Cyńskiego Parku Krajobrazowego. W sumie na samym końcu Juru Krakowskiej-Częstochowskiej, co jest ważne, że Kraków jest na skałach wapiennych. Także Wawel jest wzniesiony na wapiennych skałach. Mamy góry, jest to wzgórze św. Bronisławy, Lasek Wolski, Krzemionki, ale też takim miejscem właśnie z wapiennymi skałami, blisko Wisły. To wszystko była Dolina Wisły. W moim dzieciństwie były skałki Pana Twardowskiego. Właśnie na tyłach tych skałek Pana Twardowskiego była ta kopalnia. I tam po prostu powstał Zakrzówek.

Powstało niesamowite zupełnie miejsce. Jak się tam pójdzie, to jakaś taka Chorwacja w centrum miasta. Białe skały, turkusowa woda. I Krakowianie zaczęli korzystać z Zakrzówka w 90-tych latach. Po prostu pojawiło się jezioro. Niestrzeżone. Zaczęło bardzo dużo ludzi się tam kąpać. Rzeczywiście niesamowite, bo jest bardzo głębokie i ma taki naprawdę super turkusowy kolor. Nibyściusi. No, ale zaczęły się tam dziać różne rzeczy na tym Zakrzówku. Najpierw najlepszą plażę zagarnęli sobie nurkowie, jakby pomału wypychając tych mieszkańców. Następnie władze miasta Krakowa, może trochę onieśmielone wyzwaniem, którym jest nagle po prostu jezioro i duże tereny zielone.

No a miasto tego nie kupiło. W planach urbanistycznych Krakowa od lat, od bardzo wielu lat w urbanistycznych wszystkich dokumentach planistycznych była tam zieleń. Był tam też projektowany kanał ulgi dla Wisły, czyli jakby taki kanał, gdzie miałaby być zbierana woda powodziowa, gdyby była wielka woda w Wiśle. Chcę tylko to powiedzieć, że po prostu to był teren, który nigdy nie był pod zabudowę. Były też dokumenty w Akademii Nauk, żeby tam utworzyć Naturę 2000, bo występował tam bardzo rzadki motylek modraszek. Później okazało się, że wielkie siedliska wężak nie wąsza, a inne, że w ogóle wspaniała przyroda. Niemniej jednak miasto nie kupiło tego terenu, tylko kupił cały obszar portugalski inwestor, który planował zrobić tam bloki i z powodu, że miał jakieś układy w Radzie Miasta, układy z mediami, z decydentami, nie przejmował się tym, że były inne plany i zaczął po prostu pracować nad tym, żeby te tereny przekształcono pod zabudowę.

To bardzo klasyczna historia w ogóle, tak brzmi, słyszałem ją wielokrotnie. Oczywiście, no i tam w, nie wiem, w 2003, nie pamiętam, w którym tam, w szóstym czy piątym roku mieszkańcy z okolicy zaczęli się jakoś organizować, protestować, zbierać podpisy, powstało Stowarzyszenie Zielony Zakrzówek. Nazbierano tysiące podpisów przeciwko zabudowie tego miejsca, bo zaraz koło jeziora miały powstać bloki ekskluzywne. Ale wtedy jakby władze Krakowa ignorowały. Potem ja zaprzyjaźniłam się z tymi ludźmi. Jola Kapica, tam działała Marcin Kruszelnicki. Oni już stracili nadzieję, byli nazwani ekoterrorystami, ekoeszołomami, był jakiś okrągły stół. Gazeta Wyborcza pisała tylko po prostu najgorzej o nich. No i oni stracili nadzieję. A ja... Wtedy byłam po prostu młodszą niż teraz artystką.

Już z wujką dzieci, z Antkiem i z Urszulką w takim wieku. Trzecia praca podstawówki, czwarta. I zrobiłam wcześniej bardzo ważne, zrobiłam dwa ważne projekty, które mnie tak popchnęły w tym kierunku. Jeden to był mój pamiętnik fotograficzny pod tytułem 365 drzew. zrobiłam sobie taki rok w moim życiu, w którym zrobiłam coś, co nie wiedziałam czym jest, bo nie wiedziałam, czy to jest ćwiczenie na silną wolę, czy to jest po prostu ćwiczenie na dobre mięśnie, czy po prostu jest sztuką. Nie definiowałam tego, ale wymyśliłam sobie, że mam taki czas, że nie mogę wysiedzieć w pracowni, że muszę coś zrobić. I postanowiłam codziennie wchodzić na inne drzewo. Postanowiłam codziennie wchodzić na inne drzewo, bo chciałam trochę uciec.

Tak jak mój ulubiony bohater książkowy Cosimo, który miał ulubioną książkę Baron Drzewołaz. Cosimo uciekł na drzewa i obiecał wszystkim, że nigdy do końca życia nie dotknie skopą ziemi. No ja po prostu jako matka musiałam schodzić z tych drzew, ale rzeczywiście dotrzymałam obietnicy i dałam obietnicę przyjaciołom, że codziennie będę wchodzić na inne drzewa. No a z powodu, że jestem artystką, to po prostu okazało się, że nie maluję obrazów, tylko jestem bohaterką swoich obrazów. Zaczęłam kreować po prostu fotografie, które po prostu bardzo pięknie wyglądały. To są w ogóle świetne zdjęcia z tej akcji 365 drzew. Jeżeli pozwolisz, zamieszczę je na Facebooku odnośnie naszej rozmowy. Tak, no i przez to, że ja chodziłam po tych drzewach, to ja też odkryłam social media. Bo jakoś tak po prostu się to złożyło, że ja równocześnie zapisałam się na Facebook wtedy i zobaczyłam, o, taki Facebook.

O co tu w ogóle chodzi? Ale właściwie to się bardzo nadaje do robienia takiego pamiętnika. I po prostu zaczęłam publikować codziennie, jak wchodzę na jedno drzewo. I po prostu bardzo szybko dużo ludzi chciało to oglądać. To były też oczywiście inne Facebook, inne czasy. Więc zyskałam bardzo dużo nowych znajomych i do moich znajomych dołączyli po prostu obrońcy przyrody. Tacy jak na przykład nasz najlepszy obrońca przyrody w Krakowie, Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na rzecz ochrony przyrody, jaki po prostu najbardziej skuteczny obrońca, który 300 rozpraw rocznie robi w obronie drzew i przyrody. On po prostu dawał mi lajka pod każdym drzewem i dyskutował z innymi ekologami, przyrodnikami, czy ja dobrze określam gatunki drzew. W pewnym momencie Adam Wajrak zaczął dawać mi lajki.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie Jacek Bożej z klubu Gaja, jakie to jest świetne, że chodzę po tych drzewach. I ja po prostu przez ten projekt poznałam ludzi z całej Polski, które zajmują się ochroną przyrody. Ja dzięki temu dowiedziałam się o tym, że są plany zabudowy Zakrzówka. Ja bym o tym nigdy nie wiedziała. Po prostu byłabym sobie normalnie malarką, malowałabym swoje obrazy i zdziwiłabym się, że budują bloki w takim cudownym miejscu. A przez to, że moim znajomym na Facebooku stał się Mariusz Waszkiewicz, który monitorował wszystkie sprawy, to ja zobaczyłam, że on właśnie dał mi tą informację, że są plany zabudowy takszówka i sobie pomyślałam wtedy, jak to? Takszówka? W tego najcudowniejszego miejsca? Ja się na to nie zgadzam. Spotkałam się z nim, on mi opowiadał o tym miejscu, w którym mi zaświtał w głowie ten motylek modraszek, który mógłby po prostu jakoś tutaj zadziałać.

I miałam jeszcze doświadczenie takiego fajnego projektu artystycznego, znaczącego, który też był czymś zupełnie nowym dla mnie. Namówiłam do niego moja siostra Justyna, Justyna Krykę. I zrobiłyśmy taki projekt w 2010 roku. Ulica Smoleńsk, 22 przez 8. To jest adres do mieszkania, w którym mieszkała moja rodzina. W 2010 roku moi rodzice artyści, tato skrzypek opery, kompozytor, poeta, rzeźbiarz, moja matka rzeźbiarka, ja mam pięć sióstr artystek, które tam mieszkały jeszcze i musieli się wyprowadzać, tak jak bardzo wielu mieszkańców Krakowa. Kamienice zostały sprywatyzowane i po prostu odzyskali je właściciele, często je posprzedawali.

zagranicznym inwestorom i czynsz, na przykład z tysiąca w bardzo krótkim czasie zamienił się na trzy tysiące normalnych ludzi, którzy pracowali w budżetówce profesorów i innych, bo tam mieszkał też profesor historii sztuki, kamienicy. Nie było na to stać i musieli po prostu szukać czegoś tańszego gdzieś indziej. No i moi ludzie też przegrali taką rozprawę z innymi lokatorami i właśnie się wyprowadzali. Justyna zaproponowała, żeby zrobić o tym projekt artystyczny, o gentryfikacji, o tym, że mieszkańcy się wyprowadzają. No i zrobiliśmy taką wystawę polsko-niemiecką, która działa się właśnie w tym opustoszałym mieszkaniu, która poruszała ważny temat społeczny i to było dla mnie też takie doświadczenie, że sztuka mówi o czymś dotyczącym ludzi, o czymś politycznym nawet.

Justyna wtedy zrobiła taki głośny performance, ja jej pomagałam w nim. wyrzucanie mebli z balkonu. Był taki głośny performance z tego projektu ulica Smolensk. Szafy lecące z balkonu. Poprosiłam moją mamę, żeby stawiła trochę mebli i ja tam załatwiałam, żeby nikt nie parkował tego dnia. I po prostu poleciały meble, gitary, szopki krakowskie z balkonu, jako taki właśnie bardzo mocny gest wyprowadzki. No i te dwa projekty artystyczne, 365 drzew, to bycie codziennie w przyrodzie, potem też ten projekt, taka współpraca z Justyną, z robieniem takiego dużego projektu spowodowało, że jak ja dowiedziałam się, że jest plan zabudowy Zakrzówka, to pomyślałam, że w takim teamie z Justyną to możemy zrobić coś mocnego i zaproponowałam Justynie, żebyśmy nie robiły już projektu artystycznego, tylko żebyśmy po prostu normalnie zrobiły protest.

My z Justyną, nie wierząc w to, że ludzie to zrobią... Same przygotowałyśmy 100 par skrzydeł z pomocą rodziny i przyjaciół, a na zakrzywek przyszło ponad 500, około 600 osób przebranych za motyle i to był jeden z największych cudów w moim życiu. I pamiętam takie momenty u siebie, że tak sobie myślałam, że robię teraz coś kompletnie nieakademickiego. Kompletnie coś innego niż mnie uczyli na uczelni. Coś w ogóle nie w stylu moich znajomych artystów. I że na pewno teraz wszyscy znajomi artyści będą się śmiali ze mnie, że robię kiczowate akcje. Ale po prostu jakoś tak to był taki moment, kiedy po prostu kompletnie przestało mi na tym zależeć. Ten projekt z chodzeniem po drzewach, w którym też jakby już się nie trzymałam, że muszę malować obraz, tylko po prostu robiłam coś, co mi w duszy gra, po prostu bawiłam się i jakoś po prostu to się przemieniło w sztukę.

To, co mi dało nagrodę za tą wielką pracę, bo myśmy to robiły za darmo, za swoje pieniądze to robiłyśmy, nie miałyśmy żadnego grantu, myśmy nakupiły tych farb, tektur, taka nieprawdopodobna praca przez ten czas. Nagrodą było to, że to będzie piękne. O! Ja tak totalnie chciałam, sobie wyobrażałam, jakie to będzie piękne, jak ja zobaczyłam, że my mamy sytuację jak w bajkach, jak na Władca Pierścieni czy Avatar, jakaś taka po prostu obłędna sytuacja, tylko że to nie jest film, to nie jest książka, to się dzieje naprawdę. To są naprawdę Krakowianie, starsze panie, pływalcy, wspinacze na skałach, ubrani w skrzydełka. Było to tak mocne doświadczenie, I też to, że zaczęłam chodzić na rady miasta, na rady dzielnic, dyskusje z urzędnikami, z dziennikarzami, coś kompletnie nowego, że w sumie już od tamtego czasu, no już poszłam tą drogą.

Okej, long story short, uratowaliście ten zakrzówek. On został kupiony najpierw część przez prezydenta miasta. Ostatecznie tam zostało to wpisane w Natura 2000, tak? Tak. Nie, tam jest, no niestety nie jest tam, nie ma tam Natury 2000, tylko po prostu część jest chroniona przez rdość, a tak to jest po prostu kupione i jest zrobiony tam miejski park. Z jednej strony ja się cieszę, co się stało, bo to było straszne, że to jest prywatne, ale z drugiej strony mamy też bardzo duży żal, że oni to za bardzo urządzili, że za bardzo to promują, w sensie takim, że... Prezydent musi się wychwalić, co to nie zrobił. Kraków ma za mało miejsc zielonych, za mało terenów rekreacji i tam po prostu jest totalny tłok. Także moje dzieci, dla których w sumie też to robiłam, które kochały Zakrzywek, nas urszula taka duża z pretensjami do mnie, że ona nie ma teraz miejsca na Zakrzywku.

przez tą naszą pracę. Wiesz, no bo to jest taka piękna historia ta nasza obrona Zakrzówka, która też wyniknęła w dużej mierze z takiej naiwności. Często, żeby być aktywistą trzeba być trochę naiwnym. mi to zresztą właśnie pomagało, taka wiara, że się uda, że wspólnymi siłami zrobimy coś wspaniałego. Zawsze ta praca aktywistyczna jest wykorzystywana przez urzędników i polityków, potem przekręcana. My za darmo robimy jakąś taką wielką PR-ową robotę, którą oni potem jakoś zużywają tak, jak im pasuje. Wiesz, to było bardzo wiele lat ten zakrzówek. Pierwszy sukces po tym 2010 roku zmniejszyliśmy osiedle o połowę. O! A drugim sukcesem było to, że po raz pierwszy potraktowali poważnie obrońców przyrody. Ci ludzie, którzy bronią przyrodę, stali się partnerami dla miasta.

Ona zrobiła obrazek. Ona zrobiła bajkę, zrobiła zabawę, w której mogli wszyscy brać udział. Wszyscy mogli tworzyć i robić coś pięknego. Ale to miało sens dlatego, że był taki Mariusz Waszkiewicz, który znał przepisy i procedury. Było Stowarzyszenie Zielone Zakrzywe, które przez cały czas monitorowało sprawy przez te lata, kiedy myśmy już robili inne rzeczy. I Jola Kapica ze Stowarzyszenia Zielonych Zakrzywek i Mariusz Waszkiewicz w 2014 roku powiedzieli, hej, musimy znowu bronić Zakrzywka. I ja wtedy nie powiedziałam, ale wiecie, ja już mam inne sprawy zawodowe. Ja już jestem znaną artystką, ja też robię inne rzeczy. Tylko po prostu czułam, że ja nie mogę ich teraz zostawić. Nie zostawiliśmy się nigdy. I zmobilizowałam po prostu swoich znajomych, przyjaciół, że robimy znowu akcję.

Wtedy zrobiliśmy taką akcję niesamowitą, bo zrobiliśmy taki zakrzywek pod Urzędem Miasta. Postanowiliśmy, że będziemy tam, że zrobimy okupację Urzędu Miasta, że w środę będą radni się na Rady Miasta, a my z wtorku na środę spaliśmy pod Urzędem Miasta w śpiworach. Modraszki poszły spać. W tych spiedłach motylków, tak? No w skrzydełkach byliśmy tak do drugiej w noc, skakali, robiliśmy tam, przyszła pani wiceprezydent, która robiła te plany, przyszło mnóstwo polityków, a my po prostu po całym, na całym placu graliśmy w dmuchanej piłki, w badmintony, w gumę do skakania, mieliśmy materace do pływania, zrobiono taką makietę Zakrzówka i po prostu była taka totalna impreza i rano, jakoś tam, nie wiem, o 6 przyjechał Polsat nas filmować. O piątej rano już jakiś kolega Janek Szpil zresztą robił jogę dla modraszków, a potem witaliśmy wszystkich urzędników, którzy szli do Urzędu Miasta.

A władza postępuje w taki sposób. Prezydent zrobił dokładnie to, co wymyśliliśmy. ale zrobił coś strasznego, bo kupił jezioro i skały, czyli teren, na którym i tak by nikt nie mógł wybudować, zarazem wspierając finansowo dewelopera, który chciał wybudować bloki na łące obok. Zamiast kupić łąkę, gdzie deweloper ma budować, ocaliłby wtedy cały teren. Ale on kupił tylko tą część, gdzie i tak deweloper nie mógł kupować, ogłaszając na całą Polskę, jak to kupuje cały Zakrzówek. No i potem były następne lata, gdzie musieliśmy po prostu wypromować tą łąkę. I pamiętam, to było w 2018 roku, wtedy miałam nosidełko małego Ignasia, znowu modraszki się zebrały.

Aleksander Miszalski, aktualny prezydent miasta Krakowa, wtedy w 2018 roku był przewodniczącym klubu PO i on przyszedł. W ogóle w tej całej historii Zakrzówka było widać, że wszyscy urzędnicy, którzy podejmowali decyzję w sprawie Zakrzówka, nigdy tam nie byli. I Aleksander Miszalski po raz pierwszy przyszedł w swoim życiu na łąkę, za którą jego klub zawsze głosował, żeby ją zabudować. I tak stanął na tej łące i tak to tu mają być te bloki, takie żywione, to tu mają być te bloki, a ja, no, tutaj. To cały czas o to chodziło. I on wtedy wyciągnął 100 złotych i mi dał na farbę. No to była taka procesowa. Dostałam 100 złotych od Aleksandra Miszalskiego na kupienie farby niebieskiej. No więc to był taki bardzo duży krok, w który zaczęła się już ochrona, już radni PO i PiS-u przegłosowali, że nie ma zabudowy na tej łące.

Po czym? W 2020 roku była ostatnia walka, znowu szydełka modraszkowe, znowu totalna awantura i musieliśmy się awanturzyć o to, że teraz Zarząd Zieleni Miejskiej, czyli miejska jednostka, o którą też się staraliśmy, żeby w ogóle powstała, żeby po prostu nie zniszczyła tego Zakrzówka urządzając go. No, ale Zakrzywek spowodował, że poznałam bardzo ważną osobę, bo pomagał mi ornitolog Kazimierz Walasz, który był takim wtedy dla nas wielkim znawcą przyrody. Zresztą w ogóle to był jeden z najlepszych znawców przyrody Krakowa. I on zaprowadził mnie do lasu Łęgowego i nad rzeki, gdzie się rozpoczęły moje nowe wielkie przygody. Dobrze, ale zatrzymamy się tutaj troszeczkę, bo mnie ciekawi, gdzie jest sztuka w tym wszystkim.

Nie wszystko możemy zrobić, ale w sztuce możemy. Dla mnie sztuka to też jest zabawa. Taka prawdziwa, najbardziej zajebista zabawa. Taka naprawdę na serio. Taka, że po prostu dajesz siebie 100% albo więcej. Nie liczysz pieniędzy, nie liczysz ile śpisz, nie liczysz zysków. Przy malowaniu obrazu na przykład jest tak. Wiele razy tak miałam. I wszyscy malarze na pewno tak robią. Namalujesz obraz grubą farbą, bardzo drogą. Powiedzmy jest... 500 złotych farby na tym obrazie wielkim. I jest źle. I ty w ogóle nawet nie myślisz przez chwilę, tylko po prostu ściągasz pachlą tą farbę i robisz nowe.

I to po prostu, to jest takie pragnienie, żeby było piękne, albo żeby było takie właśnie, jak chcesz. W sztuce, jak robisz sztukę, to już tak nie kalkulujesz, że to jak w firmie, że musisz tyle włożyć, to tyle musisz z tego zyskać. Tylko po prostu dajesz siebie wszystko i robisz absolutnie jak możesz najlepiej. Więc dla mnie sztuka to jest przyczyn wolności, to jest taka najlepsza zabawa, która daje ci szczęście. Sztuka to jest też taki sposób komunikowania się. Bardzo dobry. Ja tego doświadczyłam wiele razy. Ty pomalujesz plenerze, robisz jakąś pracę, fotografujesz przyrodę, doświadczasz wtedy tej natury i spotykasz ją i ją doświadczasz dużo głębiej niż robiąc cokolwiek innego.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.