Queerowy ślub. Gość: Dominik Więcek
Dominik Więcek, tancerz, choreograf, performer, stylista i twórca internetowy, opowiada o swoim ślubie. Pytam go, czym mogą różnić się queerowe zaślubiny od tych tradycyjnych, czym dla niego jest miłość i co zmieniło się, odkąd może mówić o swoim partnerze „mój mąż”.Masz pytania lub chcesz podzielić się przemyśleniami na temat odcinka?Mail: [email protected]: @bezawstyduPodcastu „Deal with Queer” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz oglądać na YouTube.
Cześć moi drodzy, witam was w kolejnym odcinku podcastu Deal with Queer. Moim dzisiejszym gościem jest Dominik Więcek. Cześć. Cześć, witam serdecznie. Stylista, choreograf, performer, twórca internetowy i mąż. Tak, dokładnie tak. Jak się czujesz z tą ostatnią etykietą? Oj, najlepiej na świecie. Chciałbym dzisiaj z tobą o tym właśnie porozmawiać, o tym doświadczeniu, bo myślę sobie, że nie tylko w twoim prywatnym życiu ślub, który się odbył w tym roku, był czymś niesamowitym, ale wydaje mi się, jestem wręcz pewien, rozmawiając z moimi znajomymi, że też dla osób, które mogły później to obserwować, czy to na Instagramie, czy właśnie czytając różne publikacje w internecie, to robi wrażenie i to jest pewnego rodzaju ważny przekaz do społeczeństwa.
Natomiast zanim zaczniemy i zanim wejdziemy na grubo w to, chciałbym w ogóle ciebie zapytać, jak ty się czujesz z tematem rozmawiania na temat ślubu i w ogóle z tym, jak się mówi o związkach partnerskich w kontekście osób LGBT+. Ja się czuję bardzo komfortowo, w tym sensie, że ja widzę tą część aktywistyczną tego, co robię, że niezależnie od tego, czy tego chcę, czy nie, ten ślub ma wymiar aktywistyczny i polityczny, zwłaszcza w Polsce. Mimo, że nie został zabrany w Polsce, ale może właśnie to, że nie został zabrany w Polsce, ma ten wymiar polityczny. Więc ja wiem, że to ma ten aspekt, ale myślę też o tym i dużo nad tym sam myślałem dla samego siebie, w jaki sposób ja chcę w tych mediach społecznościowych, w których jestem obecny, komunikować to, że wziąłem ślub.
Bardzo chciałbym, żeby... Mimo, że już w ten dzień padało, to był bardzo słoneczny dzień. I bardzo radosny dla mnie. Więc mi bardzo zależało na tym, żeby komunikować ten ślub z poziomu szczęścia prywatnego, a nie raczej jako wydarzenie polityczne, w którym i tak jest. O to będę chciał jeszcze ciebie dopytać, ale tak naprawdę moje postrzeganie tego wydarzenia jako coś niesamowicie pozytywnego było też takim motorem napędowym do tego, że pomyślałem sobie, super będzie móc porozmawiać z tobą o tym wydarzeniu, zwłaszcza, że ty chcesz, dlatego że odnoszę wrażenie, że to jest też taki element, który nam bardzo brakuje, jeżeli chodzi o polskie społeczeństwo i tematy LGBT+, czyli takie fajne, pozytywne umocnienia, przykłady, historie, które bardziej bym powiedział...
Jaki ten ślub był? Jaki on miał być? No to był na pewno bardzo artystyczny ślub mój i mojego męża. My jesteśmy tancerzami, choreografami, artystami, więc i tacy są też nasi znajomi i taki mamy sposób postrzegania świata, więc my... Na pewno skorzystaliśmy z pewnych elementów tradycji małżeńskiej. Sprawa w ogóle jest taka, że my nigdy nie byliśmy na queerowym ślubie. Ja nigdy na takim queerowym ślubie nie byłem, mój mąż też nie. A twój mąż tutaj warto zaznaczyć, że też jest Niemcem. Jest też Niemcem. Macie też zupełnie inny background kulturowy, nie? Tak, mamy inny background kulturowy. Wśród mojego grona znajomych są pary homoseksualne, które mają długi staż, ponad 10-letni, czyli dłuższy niż to ja, ale one bardzo, chciałbym powiedzieć bardzo rzadko, ale w sumie nigdy nie zdecydowały się na to, żeby wziąć ślub.
I ja na przykład chciałem, żeby jakaś forma oczepin pojawiła się na naszym ślubie. I nasze oczepiny wyglądały tak, że w trakcie tego ślubu pojawił się koń, następnie był spacer, w którym wszyscy szli za tym koniem, na którym ja siedziałem i jechałem. I oczepiny polegały na tym, że rzucaliśmy z moim mężem marchewką. Kto złapał marchewkę i nakarmił konia, wygrał oczepinę. Nie wiem, czy oczepiną się wygrywa, czy się zdobywa. Nie wiem, jaki tam się tytuł nadaje za tą wygraną, ale to była jakby nasza forma. Tego wydarzenia i też mieliśmy, pisaliśmy swoje własne przysięgi, mieliśmy naszego przyjaciela, który prowadził tę ceremonię, który prowadził ją we własny sposób, opowiadając naszą historię, naszego poznania przybliżającym ludziom, mówiąc o naszych inside joke'ach, które są pomiędzy mną a moim mężem i naświetlając jej światło.
Następnie wykorzystywanie tego w formie kodu QR, który stawał się powierzchnią, na której przez obiektyw kamery można było zobaczyć sylwetkę i ciało. To jest to samo, co kiedyś Doda sprzedawała swoje ciało w tym? Tak, to ja niestety nie wiem. Nie wiem, właśnie się... Dobra, to pewnie się wytnie, ale tak mi się skojarzyło, że kiedyś był jakiś taki motyw, że jakieś influencerki, chyba też Doda, sprzedawały skan swojego ciała i można było poszczególne części ciała kupić. O nie, nie, nie, nas nie można było kupić. My się aż tak się nie sprzedajemy. To rzeczy było tak, że ta karteczka miała taki specjalny, dziwny znaczek i jak się jakby oddalał aparat, to po prostu my tam staliśmy na tym. I można jakby, obracając aparatem, można było zobaczyć 360 stopni. Aha, czyli bardziej jak takie Pokemon Go przez kamerkę. Trochę, to trochę można było nas złapać jak w Pokebole.
Próbuję sobie to jakoś wyobrazić, bo to brzmi w ogóle mega kosmicznie. I też byliśmy na tym zdjęciu, na tej figurze 3D, byliśmy też ubrani kosmicznie, jakby w srebrne ubrania. Ale to wszystko jest, bo to tak brzmi, jakbyśmy mieli jakiś gigantyczny budżet na to nasze wydarzenie. Jakbyśmy po prostu strachali hajsem i mogli się skanować 3D. I sprowadzać konia i przypłynąć łódką, ale tak absolutnie nie było. To są jakby wszystkie pochodne... Konia już mieliście po prostu. Nie, nie, nie, nie. No bo też jest jakieś takie założenie tego ślubu, że my bardzo chcieliśmy też się podzielić tą przestrzenią. Więc się okazało, że stadina koni jest obok, więc poszliśmy i zapytaliśmy się, czy nam dadzą konia, bo ja kiedyś jeździłem i to była jakaś moja dziecięca, nastoletnia fantazja, żeby na swoim ślubie siedzieć na koniu.
I oni nam dali tego konia za 50 euro. To jest bardzo low budget. Bardzo low budget. I to też warto zaznaczyć. Ja bym też chciał zaznaczyć, że w Polsce koń na godzinę jest droższy. I trzeba jechać do Niemiec i po znajomości to ogarnąć, bo też w ogóle sam klimat tego, że to wesele i ślub się odbył w domku, tak? Rodzinnym twojego męża, Marka. W ogóle z samego opisu, że to gdzieś nad zatoką niedaleko, tylko ja myślę, boże, w ogóle... Magicznie. I ten jeden fragment, bo też tutaj troszeczkę wspomniałeś na początku naszej rozmowy, że padał deszcz i był taki moment, że musieliście się schować do domku. Ten deszcz, że tak powiem, nie wiem na ile można przeklęć, ale nalał, jakby to nie było.
To nie był lehki deszcz. To był naprawdę absolutnie... Niebiosa się wściekła. Grzmiało. Sodoma i Gomora. Więc tak, nie było to zaplanowane. Ja sobie oczywiście wymarzyłem, że będzie piękne słońce. Mój outfit też najlepiej wyglądał. Oprószone słońce, myślę, że to najbardziej błyszczał. Outfit, który sobie zresztą sam użyłem i sam przygotowałem. Ale cały ten ślub miał taki wymiar DIY. Był bardzo nastawiony na improwizację i korzystanie z tego. O, obok jest stadnina, to spełnimy tę fantazję o koniu. I o, jest koń, no to może zróbmy oczepiny. Wykorzystajmy tego konia, skoro już tam będzie, jakby nakarmy go marchewką. Niech tą marchewką karmi go osoba, która złapie tę marchewkę w formie naszych oczepin.
Więc tam tej zabawy z tym, co jest dostępne, co już tam jest. Przecież tak sobie myślę, że w ogóle rzucanie marchewką w ludzi może być niebezpieczne. Nie, nie, nie. Pamiętaj, że większość naszych gości to jednak byli tancerze, performerzy, zręczni, którzy rzuciliby się to po marchewkę. Robiąc jeszcze gwiazdy i piruety po drodze. Dokładnie tak. A powiedz mi, bo mi się teraz nasuwa to pytanie, staram się zazwyczaj nigdy tak jakoś myśleć niespecjalnie pudelkowo, ale kurczę, sam poruszyłeś temat pieniędzy. Ile wydaliście na weselę? Ale ja nie wiem, czy ja mogę tak podać konkretną... Bo to ciężko przeliczyć. Ciężko przeliczyć. Możemy też powiedzieć, ile nasi gości wydali na tą weselę.
Bo to można jakby... Bo to by się zsumowało wtedy, nie? Bo to by była jakaś taka ogólna suma. No bo nasi goście jednak, zwłaszcza ci polscy, musieli dotrzeć do Niemiec. Też w bardzo odległe miejsce, bo prawie pod Danię. Opłacić sobie, no to jest też takie, czy płaci się gościom za ich zakwaterowanie, czy nie. My uznaliśmy, że nasi gości nie muszą nam dawać prezentów, w związku z tym, że muszą mieć taką inwestycję w formie wyjazdu i że to już tam będzie dla nas najfajniejszą rzeczą. Ale mieliśmy też, dopomogli nas rodzice mojego partnera i moi rodzice się dorzucili również oszczędności moje. My się w ogóle śmialiśmy, że powinniśmy zaaplikować z tym wydarzeniem jakieś dofinansowanie ministerialne na wydarzenie artystyczne i dziedzictwa narodowego tego niemieckiego.
Czyli ty byłeś pewien, że weźmiesz ślub w pewnym momencie? Tak, byłem pewien, że w którymś momencie wezmę ślub. Jako nastolatek nie spodziewałem się, że to będzie ślub z mężczyzną. Gdy wszedłem w związek z mężczyzną, nie sądziłem, że ten ślub stanie się realny i że rzeczywiście się to wydarzy. My mieliśmy taki moment, że zapytaliśmy się z siebie z mężem, po co my tak właściwie bierzemy ten ślub. Chciałem mu to samo spytać. W kontekście Polski też. I on wtedy powiedział, bo ja myślałem, że ty chcesz, a ja powiedziałam mu, że ty chcesz. I tak jakoś... Ale poczekaj, tam doszło do jakichś zaręczyn w ogóle? No właśnie, bo to było tak, że ja byłem tym, który jako pierwszy powiedział kocham cię mojemu mężowi i jakiś miesiąc później potem powiedziałam mu kocham cię i już zdenerwowaliśmy to, że mówimy do siebie kocham. Ja bym powiedział, że ty będziesz musiał być tym, który się oświadczy.
Aha, czyli to narzuciłeś po prostu. Tak, narzuciłem mu to, przymusiłem go do tego. Fajnie, przynajmniej człowiek się nie gubi w tym. Człowiek się nie gubi, tak, zawsze w tym związku jednopłciowym, gdzie nie ma tego standardu pod tytułem, która z ról płciowych jest żoną, która mężem. I że to jakby, to chłopiec musi się oświadczyć dziewczynie. No to ja stwierdziłem, że trzeba to określić. Ja powiedziałam, że to się nie musi wydarzyć szybko, ale on musi być tym, który się oświadczy. A to poniekąd jest trochę jak oświadczone. To jest w ogóle powiedzenie, tak mi się wydaje, że słuchaj, ja powiedziałem tobie kocham i zakładam, że w przyszłości ten ślub właśnie wezmę z tobą. Z mojej strony już jest spora szansa na tak, teraz ty musisz po prostu zadziałać. Nasz związek się układa tak, że myślę, że tam nie było tego ryzyka tak i nie.
Tylko jak po prostu kogoś zostawiam z tą sytuacją, z taką myślą, no dobra sobie to poukładaj i jakby idźmy dalej. I dla mnie to też jest jakby forma normalizacji tej sytuacji. I to trochę moim zdaniem sprawia, że każde zdanie, które tak wypowiesz do kogoś jest takim małym trochę aktem, performancem. Tak, jest małym aktem performancem, ale też myślę o tym, jakie są powody, dla którego pary ogólnie chcą wziąć ślub, niezależnie od tego, czy jednopłciowy, czy dwupłciowy, czy jak... No kredyt. Chcesz o tym powiedzieć? Że kredyt. Jakie są powody? I pamiętam jakiś taki cytat, który mi utknął z liceum, że mój nauczyciel polskiego powiedział kiedyś na jednej z lekcji, że ludzie biorą ślub po to, żeby móc legalnie uprawiać seks.
I właśnie mi łatwiej jest rzucić gdzieś tam ten żart o tych pieniądzach, bo to w ogóle jest takie bardzo powierzchowne, ale wyobrażam sobie i też to odczuwałem czytając ten artykuł, który moim zdaniem bardzo ładnie udokumentował wasze wesele, że to zdecydowanie było na jakimś poziomie duchowym. Że tam zdecydowanie właśnie było jakieś więzi o tej intymności. Ja bym absolutnie potwierdził to, co teraz powiedziałeś, pod tym podpisał się ręcoma i nogoma. I myślę sobie też o tym, że ta instytucja małżeństwa Pamiętam, że czytałem książkę Erika Froma o sztuce miłości. Pamiętam, że ona, jeszcze zanim byłem w związku z moim mężem, że ona mi bardzo dużo otworzyła a propos tego, dlaczego ludzie wchodzą w związek małżeński i że na przykład to są powody często ekonomiczne.
To też już nie jest Tak już w społeczeństwie nie funkcjonuje, że tylko... Nie no, bez ślubu biorą kredyty po prostu. Ludzie biorą kredyty bez ślubu, tak dokładnie to nazwałeś. I tak samo ludzie mają dzieci i tworzą związki również bez ślubu, więc po co ludziom jest ten ślub? I jedyne co jakby pozostaje w tym wszystkim, to jest chyba dla mnie najważniejsze, a jednocześnie najbardziej liche z tych wszystkich, czyli więź emocjonalna. Bo kredyt na 30 lat zostaje na 30 lat, a więź emocjonalna może nie przetrwać 30 lat. Więc małżeństwa związane z tymi więzami ekonomicznymi, gospodarczymi, społecznymi, religijnymi. Mają inną podstawę, która jest często bardziej ugruntowana, silna, nazwana, bardziej sformalizowana niż więź emocjonalna, która jest bardziej nieuchwytna, bardziej nienazywalna, bardziej ulotna, bardziej nienamacalna, ale też bardziej chwiejna, bo kredyt jednak jest stałą rzeczą, a więź emocjonalna jest jakby ups and downs.
Jak długo w ogóle jesteście razem? Siedem lat. Ja wiem, że te związki jednopłciowe bardzo często nie przetrzymują długich okresów czasu, więc 7 lat to już jest wyczyn. Ale no planujemy lifetime. Zarówno ja jak i on jesteśmy osobami bardzo indywidualnymi i nie jesteśmy jakby parą zespoloną i nie staliśmy się jakby jedną osobą, w momencie, w którym zabraliśmy małżeństwo. Nie macie tego samego nazwiska? Nie mamy tego samego nazwiska, nie chciałam zmienić. Ale to się czyta Kle czy Kli? No właśnie i to jest jakby jeden z tych powodów, dlatego ja nie chciałam zmienić nazwiska. Najpierw jakby w pisowni jest KLEEE, więc ja myślałem o podwójnym nazwisku Dominik Więcek plus jakby to było wymianowane i ja po prostu wiem, że w Polsce wszyscy wymialiby to Kle.
A kle to jest dźwięk po prostu bociana, że po prostu mówi się, że bocia mówi kle, kle. I po prostu mam wrażenie, że cały czas by mówili Dominicek kle. Ja bym widział te bociany lecące do ciepłych krajów. Więc ja nie chciałem zmienić, ale lejko nazwisko się mówi jak kli. I to znaczy koniczyna. Więc samo nazwisko w sobie jest w ogóle przepiękne. No ale niestety w tym polskim kontekście kle, kle... Ale to też jak mówiłem, ja jestem Dominik Więcek, a ty jesteś Maja Krystof-Kli. No ale to znaczy, że być razem, ale indywidualnościami, być razem, ale osobno. Dokładnie. Nie razem, ale osobno, bo to brzmi odleglej. Być razem, ale być indywidualnościami. Być razem, ale być indywidualnościami. To czym dla ciebie jest miłość? Wyborem. I uczuciem.
Ale szybko odpowiedziałem. Jezus. Bo to jest bardzo górnolotne pytanie, czy my dla ciebie miłości. Dla ciebie, wiesz. Górnolotnie, ale takie w twoim przeżyciu i doświadczeniu, to moim zdaniem jest o tyle bezpieczne, że nikt nie powinien tego podważać chyba. No nie powinien, ale ja nie wiem, czy ja sam sobie kiedyś zadałem to pytanie, czym jest dla mnie miłość, więc to, że teraz tak wypaliłem w tą odpowiedzią, jest dla mnie też zaskakujące. A co ja powiedziałem? Bo ja już nie pamiętam. Powiedziałeś, że wyborem i uczuciem. Ale wyborem na samym początku, czy po prostu już dalej? Na którym etapie to się staje wyborem? Nie, raczej wyborem, że to nadal będzie miłość. Miłość jest bardzo ulotną emocją i jest bardzo chwilowym stanem. I też czytając tę sztukę miłości tego Erika Froma, która dość mocno mnie zaznaczyła, są różne etapy miłości i zakochania.
Od zauroczenia, przez stałą miłość, przez już zapomnienie o tej miłości i po prostu znormalizowanie jej. Ale jednak nadal trzeba wybierać tę miłość. A powiedz mi, czy fakt w ogóle tego, że akurat Mark jest twoim mężem... Tylko sprostuję, bo Mark Krystof. Mark Krystof. To jest podwójne imię, on użył podwójnego imienia. Dobra, okej, to dobrze, że powiedziałeś. Mark Krystof. Czy fakt, że Mark Krystof jest twoim mężem jest przypadkiem w znaczeniu... Absolutnie byłeś otwarty na to, że twój mąż może być z zagranicy? Czy należysz do grupy, która koniecznie chciała mieć męża, który będzie niepolakiem? Bo wiem, że takie osoby też są. Nie, nie jest to wybór.
Te relacje się nie utrzymały, nie były na tyle interesujące, a nieciekawe, żeby przetrwały nie wiem jakąś próbę czasu. Czy chęć i tak dalej. No ale myślę, że jednak jeżeli ktoś rzeczywiście ma takie postanowienie szukania miłości i trafi na kogoś innego, kto szuka miłości, to może i przeczyta o tym w tym opisie na tym Tinderze, no to wspólne priorytety mogą być podstawą do budowania relacji. A czego ciebie w ogóle nauczył ten staż dotychczasowy małżeński? Czy to jest takie pytanie tendencyjne, bo w ogóle nie ma w tym większej różnicy, że to już jest małżeństwo? I raczej powiedziałbym, że relacja, czego mnie nauczyła ta relacja.
Jesteśmy teraz na etapie, w którym ja o nim już od 40 minut mówię, a to nie było coś, co było wizją naszego związku, gdy się poznawaliśmy 7 lat temu. I on na to pozwala, że ja jestem inny niż te siedem lat temu. Ja nie przywiązuję się do tego, jaki on jest teraz, ale zakładam, że on za kilka lat może być inną osobą, bo już teraz jest inną osobą niż te siedem lat temu. Ma inne priorytety, inne rzeczy mu towarzyszą, inne problemy. Mieszka w innym miejscu w Hamburgu, rozpoczął studia, ma ochotę robić różne rzeczy, inne rzeczy i to, że jesteśmy na siebie wsparciem, to, że sobie towarzyszymy, to, że możemy sobie powiedzieć wszystko, to, że sobie kibicujemy, to jest jedna z najpiękniejszych rzeczy.
Bo tak było w przypadku, gdy prezydentem został Andrzej Duda. Ja wtedy liczyłem, że za pięć lat będzie lepiej i teraz bardzo liczyłem na Rafała Trzaskowskiego, pewnie jak wiele innych ludzi, prawie 50% tego społeczeństwa i to się znowu nie wydarzyło. Ja nie wiem, czy ja mam siłę, siłę mam, bo chodzę na siłownię. Widziałem, potwierdzam. Dokładnie. Spotkaliśmy się kiedyś na siłowni, więc siłę mam, ale... Ale jak długo ja mogę korzystać z moich zasobów energetycznych po to, żeby podsycać energię, nadzieję na to, że może za pięć lat to się wydarzy, skoro to się nie wydarzyło w przeciągu ostatnich dziesięciu lat.
To zabrzmiało bardzo pesymistycznie. Realistycznie. Może zabrzmiało jakby kawa na ławę realistycznie. Ale ja bardzo wierzę na przykład w to, co też powiedziałeś wcześniej, co robi ogromną robotę, czyli okej, nie możemy się teraz spodziewać ogromnych aktów, jakichś zmian, niemniej cały czas jako społeczeństwo, ja też to widzę w tej mojej bańce, progresujemy i wydaje mi się, że chociażby przez takie sytuacje jak to, że coraz więcej osób mówi o swoim ślubie, o swoich potrzebach, o swojej miłości, Osoby rozpoznawalne, tak jak ty, ale też osoby, które mogą o tym powiedzieć w sytuacji jakiejś randomowej, tak jak wspomniałeś, że gdzieś między zdaniami powiesz o swoim mężu. Myślę, że to też dorzuca zawsze jakiś mały kamyczek do tego, żebyśmy jako społeczeństwo mieli tą świadomość zmian, które gdzieś się dzieją, które powinny nastąpić.
I we mnie to na przykład budzi jakąś taką nadzieję, ale też ciekawi mnie a propos tego, to jak ty teraz już po tym czasie pewnym od ślubu, kiedy też się tym podzieliłeś w internecie, jaki zbierasz feedback od właśnie chociażby twoich odbiorców, osób w internecie, no bo zakładam, że przy tak dużych zasięgach... Zarówno masz okazję dotrzeć tymi treściami do osób, które naturalnie kupują ciebie całego i w ogóle, wiesz, nie ma tam wątpliwości co do tego, czy to, że masz męża to jest okej, ale być może też są osoby z zupełnie innych zakątków, które gdzieś mają ten, przyciągasz je do siebie swoim na przykład humorem, nie? I z jakimi reakcjami się do tej pory spotkałeś? Czy ty widzisz właśnie jakiś taki dialog, który następuje pod wpływem na przykład tego, że ty mówisz o swoim ślubie?
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dominik Więcek, tancerz, choreograf, performer, stylista i twórca internetowy, opowiada o swoim ślubie. Pytam go, czym mogą różnić się queerowe zaślubiny od tych tradycyjnych, czym dla niego jest miłość i co zmieniło się, odkąd może mówić o swoim partnerze „mój mąż”.
Masz pytania lub chcesz podzielić się przemyśleniami na temat odcinka?
Mail: [email protected]: @bezawstyduPodcastu „Deal with Queer” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz oglądać na YouTube.