Mentionsy Mentionsy
Ciekawe Przypadki Medyczne
Ciekawe Przypadki Medyczne

TONIK POLECANY PRZEZ PAPIEŻA | #13

27.04.2025 ·8 min 12 s

Powiedzieć, że kocham dziewiętnasty wiek za wspaniałomyślne rozwiązania, to jakby nic nie powiedzieć. Dziś wrócimy do 1863 roku, bo to w tym roku zaczęto reklamować tonik Vin Mariani, jako panaceum na wszelkie dolegliwości zdrowotne. Co najciekawsze, napój zawierał... kokainę! Co ma z tym wspólnego papież Leon XIII? I dlaczego zainspirowali się nim producenci coca-coli?

Powiedzieć, że kocham XIX wiek za jego wspaniałomyślne pomysły, to jakby nic nie powiedzieć. Dziś zabiorę was w podróż do roku 1863, kiedy świat usłyszał o pewnym cudownym napoju – Vin Mariani. Reklamowano go jako panaceum na każdą możliwą dolegliwość – na zmęczenie, ból głowy, zły humor, a nawet brak apetytu. Ale to, co najciekawsze, to skład, bo vin mariani zawierało kokainę. Co z tym wszystkim wspólnego miał papież Leon XIII? I jak to się stało, że ten trunek stał się inspiracją dla Coca-Coli? Usłyszycie w dzisiejszym odcinku.

Pomysłodawcą był Angelo Mariani, chemik urodzony w 1838 roku na słonecznej Korsyce, francuskiej wyspie skąpanej w wodach Morza Śródziemnego. Pochodził z rodziny zamożnych pracowników służby zdrowia, więc nie było w tym nic dziwnego, że też chciał zrobić coś dla ludzkości. No, przynajmniej tak to przedstawiał. Mariani zainteresował się liśćmi coqui, rośliny od tysięcy lat obecnej w kulturze Aymarów, rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej. Żując liście coqui, dodawali sobie energii i łagodzili skutki życia na dużych wysokościach. Mariani postanowił przełożyć ten naturalny doping na zachodnie realia.

Opracował recepturę, w której do napoju dodawał 6 mg liści koki na 30 ml płynu. Trudno to sobie wyobrazić? Wyobraźcie sobie jedno maleńkie ziarenko piasku wrzucone do kieliszka wody. Właśnie tyle. Do tego odrobina brandy, szczypta cukru i powstał napój, który w jednej szklance serwował około 25 mg czystej kokainy. Vin Mariani błyskawicznie stało się hitem. Sprzedawano je jako lek na prawie wszystko i, co dziś brzmi wręcz nieprawdopodobnie, reklamowano go jako całkowicie bezpieczne nawet dla dzieci.

Ale dla mężczyzny sukces we Francji to było mało. Chciał podbić również Amerykę. Jednak Amerykanie mieli nieco inne oczekiwania. Ich gusta były bardziej wytrzymałe. Tutaj w cudzysłowie przyzwyczajeni byli do mocniejszych trunków. Dlatego Mariani zwiększył dawkę kokainy w swoim winie – ponad 7 mg kokainy na 30 ml płynu. I wtedy wydarzyło się coś, czego on sam pewnie się nie spodziewał. Jego największym fanem został papież Leon XIII. Papież nie tylko uwielbiał win Mariani, Ale wręczył Marianiemu specjalną nagrodę i, co dziś brzmi zupełnie surrealistycznie, pozwolił umieścić swój wizerunek na reklamach Toniku.

Tak, butelki win Mariani zdobiła twarz papieża. Wyobraźcie sobie, siedzicie w XIX-wiecznym salonie, a na butelce waszego ulubionego trunku błogosławiący papież. Kto by odmówił? I to był dopiero początek. Vin Mariani było jednym z pierwszych produktów w historii reklamowanych przez celebrytów. Choć wtedy nikt nie nazywał ich celebrytami, to nie te czasy. Teraz są celebryci, wcześniej... nie wiem jak się mówiło na celebrytów. Po prostu chyba się nie mówi, bo po prostu byli znani i tyle. Sukces Marianiego szybko potwycili inni.

Symbolizowała sukces, bogactwo i życie na pełnych obrotach. Nikt wtedy nie mówił o jej ciemnych stronach. Przynajmniej na początku. Dopiero fala uzależnień, przestępczości i dramaty osobiste zaczęły zmieniać postrzeganie tego magicznego proszku. Kokaina zaczęła znikać z oficjalnych reklam, ale została w utworach muzycznych, filmach i legendach miejskich jako zakazana ikona epoki. W pewnym sensie historia Vin Mariani powtarzała się na naszych oczach. Tylko zamiast papieża na butelce, mieliśmy gwiazdy roka z mikrofonem w ręce. Zmieniła się forma, ale pokusa nadal ta sama.

Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.