42,195 FM | Michał Bernardelli | Ile naprawdę warte są rekordy?
Michał Bernardelli to mistrz świata w kategorii Masters, wciąż aktualny rekordzista kraju w klubowej sztafecie 4×1500 m, a niegdyś czołowy Polski średniodystansowiec. Miejska legenda głosi, że będąc wykładowcą na uczelni, jako alternatywną formę uzyskania wpisu w indeksie daje studentom możliwość pokonania go w biegu na kilometr. Podobno żadnemu z nich się to jeszcze nie udało. Michał przewodniczył Komisji Biegów Ulicznych i ma analityczny umysł, dlatego jest najlepszą osobą do wyjaśnienia najbardziej zawiłych przepisów kwalifikacji wymyślonych przez rodzimy Związek. Jak się okazuje, nawet on nie jest w stanie wyjaśnić o co chodzi, gdy nie wiadomo o co chodzi... przykładowo w kwalifikacjach maratończyków na międzynarodowe zawody. Z podcastu dowiecie się: ile czekolad potrafi zjeść jednego dnia najgorzej odżywiający się wyczynowiec? jaką prędkość osiąga Fiat Panda wypełniony biegaczami ze zmyślonymi życiówkami? dlaczego w regulaminie pierwszego Biegu Niepodległości widniał zakaz wnoszenia podręczników? Na rozmowę zaprasza Kuba Pawlak
Są dyskryminowani, a pieniądze na to PESLA dostaje na szkolenie takie samo. Więc pytanie, czy też wyślą mniej zawodników w sztafecie 4x100 albo na 4x400? To jest jedno pytanie. A drugie pytanie jest takie, dlaczego określając przepisy w grudniu, Polski Związek Rekreatyki, jeżeli już chcemy koniecznie się ich trzymać, dlaczego wysyła 5 osób, nie 4? No właśnie, za sekundę o tym porozmawiamy, bo wszyscy widzieli emocjonalny wpis twojej żony, który właśnie chciałbym, żebyś skomentował. No oczywiście wiele osób może powiedzieć, że nie będziesz tutaj obiektywny, no bo jak mógłbyś być? Natomiast jestem ciekaw, jak ty interpretujesz te przepisy, bo to może w nich jest niedobre, że można je różnie interpretować. I chciałem się ciebie zapytać, Ale jeszcze zamykając ten wątek Dębna, bo ja już nie chcę się paswić nad tą sprawą, dlatego że patrząc też na reakcje po artykułach, które pisaliśmy na temat tej sprawy, które ja osobiście pisałem, widziałem niejednokrotnie tam jakaś, jak to mówi młodzież i internauci, gównoburza się rozpętała.
Nie ma żadnego znaczenia, od razu uprzedzę. Można nie spełnić żadnego z tych punktów i pojechać, można spełnić wszystkie i nie pojechać. Jest to całkowicie uznaniowe i na szczęście ja specjalnie, ponieważ to jest tak napisane, że wydawało mi się, że ja rozumiem tekst pisany, ale wygląda na to, że rozumiem go inaczej niż ci, którzy to pisali. więc pomijając formę tego napisania, za każdym razem jest na czerwono. To jest od momentu, kiedy właśnie były takie problemy, że dodatkowa kwalifikacja na przykład do sztafety 4x400. Przed igrzyskami to było standardowo i były też przypady, kiedy Piotr Kędzia zapłacił kontuzją tylko dlatego, że miał kwalifikacje do kwalifikacji, poprawę kwalifikacji, bo było niejasne. Teraz Polski Związek akurat dobrze czy niedobrze to nie wie oceniać, natomiast jest podane za każdym razem ostateczną decyzję o powołaniu, podejmuje po prostu zarząd PESLA.
Koniec. W związku z czym można spełnić, można nie spełnić, nie ma to żadnego znaczenia i tak ostateczną decyzję podejmuje zarząd PESLA. To, do czego można się przyczepić, to to, że ta decyzja... nie powinna dyskryminować żadnej z konkurencji, a żadnej z osób. Czyli ja zakładam, że jeśli zarząd podejmuje jakąś decyzję, to ona powinna być taka sama dla wszystkich osób, które są w tej sytuacji. I to, o co można mieć pretensje i tak naprawdę chyba można wytoczyć proces o to, no bo... Szkoła Główna Handlowa w Warszawie ma strategię, jak traktować osoby niebinarne, jak zrobić równoprawnienie, jeżeli chodzi o kobiety, co trudno powiedzieć w środowisku akademickim, no to przecież tam są dokładnie wiadomo, jakie można sobie sprawdzić, kto ma jakie pensje de facto, no bo jest określone, że nie można zarabiać mniej niż coś i każdy dostaje tyle samo, więc trudno wyobrazić sobie środowisko, w którym jest mniejsza dysponacja, a nadal o to dbają.
Wypełnione są wszystkie miejsca, indywidualnie podkreślam, indywidualnie, wszystkie miejsca na Igrzyska, na Mistrzostwa Świata, na Mistrzostwa Europy, z nadmiarem nawet. Więc to jest konkurencja, która cokolwiek sobie Polski Związek wstawi, to ona nadal to spełnia i jest dyskryminowana. Mogła być dyskryminowana, kiedy oni tego nie spełniali i powiedzieli wprost, nie dostaniecie pieniędzy na przygotowanie, bo nawet nie macie minimum. A w tym momencie wygląda na to, że jest cała masa osób w innych konkurencjach, które liczą na to, że awansują z rankingu, czyli nie mają tego minimum. awansują z rankingu, a nie wysyłamy osób, które mają to minimum i możemy je wysłać. I znowu, decyzja pezla, można powiedzieć, decyzja zarządu. W porządku, tylko oni mają umowę podpisaną z ministerstwem. Ta umowa, a wiem, bo widziałem kiedyś taką umowę, bo Iwona dokładnie po tym, jak zdobyła 21. miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Rio, wyleciała z kadry.
Więc ja chciałbym zwrócić uwagę, pomijam już szczegóły, że w kwalifikacjach na Mistrzostwa Europy pojawia się sformułowanie Mistrzostwa Świata, że tego nikt nie sczytał i jak gdyby redakcja pozostawia delikatnie rzecz biorąc językowa wiele do życzenia. Natomiast jest specjalny cały akapit poświęcony właśnie maratonowi. No i możemy sobie przeczytać w nim, że zasady, o których mówi trener Olubiecki, nie mówią nic o powołaniu pięciu osób. Mówią o powołaniu dokładnie tak, że do reprezentacji na Mistrzostwa Europy w Maratonie kwalifikacje uzyskają dwie pierwsze zawodniczki i dwóch pierwszych zawodników z PESLA Mistrzostw Polski w Maratonie 2022 pod warunkiem uzyskania wskaźników PESLA. Tak się nieszczęśliwie dla PESLA złożyło, że Monika Jackiewicz akurat wypełniła ten warunek. Jako jedyna. Spośród panów nikt, no nikt nie przewidywał, że pobiegnie tak dobrze, pobiega rewelacyjnie, wypełniła to, w związku z czym z automatu łapie się, według oczywiście tego, co PZL określiło, jako jedna osoba.
Zespół szkoleniowy PESLA w postaci trenerów wnioskował o to, żeby wysłać po 6 osób. Od razu mówię. Więc nie można mieć pretensji do trenerów, oni od razu wnioskowali o to, żeby wysłać wszystkich, bo to jest chyba zdroworozsądkowo najlepsze posunięcie i maksymalizacja szansy na medal. Natomiast jeśli byśmy, no PESLA, jeżeli byłoby takie łaskawe i zdecydowało się jednak na wysłanie tej osoby, oznaczałoby to, że powinno być wysłanych wśród mężczyzn 3 osoby, wśród kobiet 4. Pytanie, skąd się bierze 5? A jeżeli 5, to dlaczego nie 6? No i tato nie potrafi odpowiedzieć. Natomiast jeśli rozpatrzymy kryteria, o których wspominałeś, to rzeczywiście, logicznie rzecz biorąc, gdyby kolejność ich nie miała znaczenia, byłaby to lista punktowana. Jest to lista numerowana od A do F, która na początku jest dyspozycja zdrowotna i znowu możemy sobie przejrzeć.
Aleksandra Lisowska chwaliła się kontuzją no i nieudanym startem w maratonie w Peru, no więc chociażby tutaj. Również tutaj Kasia Jankowska miała pewną niedyspozycję zdrowotną, tak, no więc jak gdyby sztab medyczny również dokładnie wie, jak to wygląda. Miejsce uzyskania podczas Mistrzostw Polski, no to znowu tylko jedna osoba z tego pozostałych nie startowała, więc to ten punkt jak gdyby nie ma zastosowania do pozostałych zawodniczek. Dyspozycja startowa. Tutaj trochę ciężko powiedzieć o dyspozycji startowej, bo jeżeli weźmiemy Aleksandrę Lisowską, to w maratonie nie wypadła zbyt dobrze, bo na 37 zeszła. Jeżeli mówimy o pozostałych zawodniczkach, to w ogóle nie wystartowały w maratonu, więc ciężko mówić o dyspozycji startowej. Można brać z 5 km albo z czegoś, ale Pezla nie raczyło w warunkach zawrzeć potwierdzenia, tak jak było w innych, że np.
No bo w tym okresie nie było żadnych innych. No i tutaj trzeba sobie jasno powiedzieć, że jak mierzyć to, bo nie ma żadnego sposobu mierzenia przez pezla, jest to całkowicie uznaniowe. No to teraz analitycznie, jak można było zmierzyć, czy ktoś dobrze wypadł na imprezie, na której wiadomo, że dobrze nie wypadnie, bo nie zrobi życiówki. Maratończycy są w tej nieszczęśliwej sytuacji, że jadąc na docelową imprezę, wiedzą, że nie będą mieli życiówki. Są w życiowej dyspozycji i nadal nie zrobią życiówki. W takim terminie jest rozrywane. Więc na Igrzyskach Olimpijskich nikt nie wymaga od nich. Nie można powiedzieć, czy zrobili życiówki, bo wiadomo, że jej nie zrobią. To może trzeba było policzyć po prostu średnią, ile od życiówek pozostałe zawodniczki, ile gorzej biegły w tych warunkach, w tym biegu i zobaczyć, jak wypadły nasze zawodniczki. To u nas, delikatnie rzecz biorąc, można zauważyć, że Karolina Dolskak wypadła po tym względem rewelacyjnie, bo ma 4 minuty z hakiem.
W przypadku Oli Lisowskiej to już jest 10 minut, w przypadku Angeliki 15 minut. Boję się, że i tak już wielu z naszych słuchaczy... Oczywiście, dlatego mówię, można obiektywnie, więc można było sprawdzić, zrobić. No to teraz pytanie, ponieważ jest tak miękko napisane, nie wiadomo, co to znaczy i nie wiadomo, czy któryś z tych punktów się liczy, a pezla nie musi dawać żadnego uzasadnienia, więc może sobie powiedzieć, no dobrze, tu wypadła, tutaj gorzej, no jakkolwiek. Czyli konkluzja jest taka, że powołania są stricte uznaniowe i tak naprawdę... I sami nie spełniają zasad, które zrobili i zmieniają je w trakcie. Tak, dokładnie tak. No także jeżeli jakaś kancelaria pro bono chce się zająć, albo może patronajta założycie w takim razie, bo to też jest popularne, a swoją drogą jestem bardzo ciekawy, co wy czytelnicy i oglądający sądzicie na temat tych kwalifikacji, czy zgadzacie się, czy może jest jakaś prawda i jakaś logika w tym, do której my tutaj siedząc nie jesteśmy w stanie...
I określamy, że mają pobiec co najmniej na przykład godzina 12 wśród kobiet, czy godzina 3, czy godzina 4 wśród mężczyzn, jakkolwiek. To się będzie zmieniało w czasie. I dokładnie jak się kończy od razu moment na zdobywanie tych minimum, od razu wiadomo, kto jedzie. I od razu w tym momencie przedstawiamy szkolenie. Bo też jasno trzeba powiedzieć, że dyskryminacja w przypadku pezla, maratończyków, polega nie tylko na tym, że ich nie powołują, że ustalają dla nich jakieś dziwne kryteria i których jeszcze nie pilnują, ale też na zasadzie szkolenia. Szkolenie w PESLA jest uznaniowe. To się nie zmieniło od lat i się raczej nie zmieni, ale nie zmieni się dlatego, że jak już zawodnik dojdzie do jakiegoś etapu, to później jest zadowolony z tego, że to jest niejasne. Czyli pamiętam Kamila Murzyna, który w pewnym momencie przestał, wygrał wszystko, co było można, poprawił się na wszystkich dystansach i dostał 6 dni obozów.
Będąc mistrzem Polski na trzech dystansach, bodajże poprawił się wszędzie, najlepszy w Polsce, dostał 6 dni obozów, ale osoby, z którymi wszystkich powygrywał, już miały 200. W związku z tym to, co jest jasne, to to, że jak ktoś ma odpowiednią klasę, czy na przykład mistrzowską klasę, to na pewno jest w kadrze, ale nie jest w szkoleniu. Szkolenie jest na przygotowania do imprez docelowych. I teraz na imprez docelowych można sobie łatwo znaleźć konkurencje, w których szkolimy osoby, wysyłamy za granicę na obozy klimatyczne i nie mają szans zrobić tych minimów. A tutaj mamy maratończyków, którzy nawet teraz, dobra załóżmy jest to 5 osób, jest wyznaczonych wśród kobiet, tam wśród mężczyzn trochę mniej ze względu na kontuzję i oni jadą do Jakuszyc. Oni jadą do Jakuszyc. Czyli nadal nie stać tych pezla na to, biorąc na ich szkolenie, żeby wysłać ich na obóz wysokokórski, zmniejszając tym szansę, powiedzmy sobie wprost, medalowe.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Michał Bernardelli to mistrz świata w kategorii Masters, wciąż aktualny rekordzista kraju w klubowej sztafecie 4×1500 m, a niegdyś czołowy Polski średniodystansowiec. Miejska legenda głosi, że będąc wykładowcą na uczelni, jako alternatywną formę uzyskania wpisu w indeksie daje studentom możliwość pokonania go w biegu na kilometr. Podobno żadnemu z nich się to jeszcze nie udało.
Michał przewodniczył Komisji Biegów Ulicznych i ma analityczny umysł, dlatego jest najlepszą osobą do wyjaśnienia najbardziej zawiłych przepisów kwalifikacji wymyślonych przez rodzimy Związek. Jak się okazuje, nawet on nie jest w stanie wyjaśnić o co chodzi, gdy nie wiadomo o co chodzi... przykładowo w kwalifikacjach maratończyków na międzynarodowe zawody.
Z podcastu dowiecie się:
ile czekolad potrafi zjeść jednego dnia najgorzej odżywiający się wyczynowiec? jaką prędkość osiąga Fiat Panda wypełniony biegaczami ze zmyślonymi życiówkami? dlaczego w regulaminie pierwszego Biegu Niepodległości widniał zakaz wnoszenia podręczników?Na rozmowę zaprasza Kuba Pawlak