Mentionsy Mentionsy
BEZ ŻARTÓW
BEZ ŻARTÓW

Janusz Schwertner - ZA CO ATAKUJE GO TVP?

04.09.2023 ·1 godz 23 min · 16 rozdziałów

Zapraszam was do rozmowy z wieloletnim dziennikarzem Onetu - Januszem Schwertnerem, mówi się o nim, że jest dziennikarzem śledczym, żeby sprecyzować specyfikę tematów, którą się zajmuje na co dzień. Janusz jest autorem paru głośnych tekstów, między innymi: " Miłość w czasach zarazy", "Tutaj nie jestem księdzem. Jak się pracuje w Szlachetnej Paczce". Czy na temat lewych faktur Mateusza Kijowskiego z KODU - za który otrzymał nagrodę dziennikarską im. Dariusza Fikusa. Dlaczego ta rozmowa?! Wydaje mi się, żeby pokazać obszar mediów tradycyjnych od kulis, jak działają, jak łapać kontakty, jak być cierpliwym, systematycznym w pracy redaktorskiej i czy warto? Bo przecież często za ujawnieniem afer politycznych, nie idzie nic poza "zostawieniem śladu". Czy zawsze po ważnym tekście społecznie, trzeba kogoś zdymisjonować, ktoś musi stracić a ktoś zyskać, czy w ogóle warto się poświęcać dla dobra sprawy? Czy zawód dziennikarza śledczego jest pragmatyczny? Zapraszam was obejrzenia ponad godzinnej rozmowy z człowiekiem, który jest dziennikarzem od zawsze - bo przecież zaczął swoją karierę w wieku 7 lat. Będzie też o niskiej płacy w mediach. Kto dużo zarabia a kto mało? Czy z pasji można wyżyć? Wpadajcie! Milego oglądania #openthedoor CIEKAWOSTKA NA KONIEC. Jak to jest być kibicem Widzewa mieszkając w Krakowie?SPRAWDZAJCIE :) #BEZŻARTÓW Dajcie łapkę w górę, subujcie kanał. Sugerujcie w komentarzach KTO, mógłby wpaść do studia, z kim by się spoko rozmawiało, kto ma do sprzedania ciekawą opowieść o sobie? 🖤💛 SOCIALE "BEZ ŻARTÓW": FB: https://www.facebook.com/Bez-%C5%BBart%C3%B3w-100544829270104 INSTAGRAM: https://www.instagram.com/bez_zartow_/

4:07 · Teksty przełomowe i kontrowersje 4

Bo tych tekstów takich przełomowo-ośledczych masz dużo na swoim koncie. Tu mi się kojarzy tekst z Kijowskim, przypomina, czy Szlachetna Paczka, słynna z Księdzem Stryczkiem. Generalnie czujesz, że w tej hierarchii tekstów przełomowych gdzieś któryś najbardziej uderzył opinię publiczną i na przykład najbardziej się naraziłeś jakiemuś środowisku, na przykład w kwestii właśnie Szlachetnej Paczki? Wokół akurat tego tekstu o tym, w jaki sposób traktowano ludzi w świetnej paczce, to była ciekawa historia, bo ja napisałem ten tekst 4 lata temu bodaj. On doprowadził do dużych zmian w tym środowisku. Zmienili się szefowie, którzy dzisiaj prowadzą tę cudowną skądinąd inicjatywę.

Natomiast w styczniu tego roku pojawiła się taka właściwie seria tekstów i ataków, wydaje mi się, że także wzmacniana pewnymi atakami hejterskimi. Która miała pokazać i rzekomo wykazać niewiarygodność mojego tekstu. Myślę, że to spaliło na NFC absolutnie. Zresztą autorem artykułu, który ukazał się w Polska Press był człowiek, który wsławił się m.in. Takim listem do Beaty Szydło, w którym postawił taką tezę, że dopóki Prawo i Sprawiedliwość nie rządziło w Polsce, to Polacy z głodu polowali na psy. I ten oto autor postanowił napisać taką po czterech latach replikę na mój tekst i wykazać, że mój tekst jest pełen kłamstw.

Ale ja wtedy po prostu zebrałem te wszystkie informacje, no i to był tekst właściwie nie pozostawiający złudzeń. Natomiast oni podjęli taką próbę. Nie sprawdzałem tego i nie mogę mówić jednoznacznie, natomiast ten ruch, który pojawił się wokół mnie wtedy, gdy oni opublikowali ten tekst, to była jakaś zaplanowana akcja, bo z jednej strony ukazywały się teksty w Polska Press, z drugiej strony wydzwaniała do mnie telewizja publiczna, zapraszając mnie nagle do siebie, chociaż już wiedzieli, że ja do nich nie przychodzę, zapraszając mnie do programu, nie tłumacząc jednak, jaki będzie temat W tej audycji to chodziło akurat o program u Bronisława Wilsztajna, to jest konkretny przypadek. Ja odmówiłem bardzo grzecznie, tak jak już zresztą kilka razy wcześniej mówiłem wydawczyni, która do mnie zadzwoniła, że dobrze już pani wie, że ja do Telewizji Polskiej już nie przyjdę w tych czasach, dopóki nie nadejdą tam zmiany.

I na tym się miła rozmowa zakończyła. Minęło tam parę godzin, wielki artykuł w TVP Info, że Schwertner bał się bronić swojego artykułu na temat szlachetnej paczki. I to była taka zaplanowana akcja, pojawiały się nagle wyciągnięte z kontekstu mojej wypowiedzi dotyczące księdza Stryczka, dotyczące w ogóle problematyki mobbingu. One były tak wycinane, żeby sprawiały wrażenie, że Janusz Schwertner postanowił w wyniku własnego widzimisię zniszczyć Księdza Stryczka, co było zupełnie absurdem. W ten sposób został zmanipulowany umiejętnym wycięciem materiał, tak? Tak, tak. I to nawet Sławomir Cenckiewicz puszczał to wideo. Człowiek, który tak wiele napracował się, żeby wykazywać jakimi działaniami posługiwali się esbecy.

8:14 · Atak na TVP Info 1

Dużo nadziei opozycji. No i wówczas mój tekst i Andrzeja Gajcego na ten temat pogrążył właściwie Komitet Obrony Demokracji. No nie z naszej winy, tylko z winy tego, co tam się działo. Więc tak, tutaj jeśli chodzi o tą szlachetną paczkę, puentując też szacunek do moich przełożonych, bo oni jakby rozumieli, że od początku, że nie uderzamy w tę fantastyczną ideę i tą ideę będziemy wspierać. Zresztą minęły 4 lata, my jako Onet wspieramy dalej szlachetną paczkę i szlachetna paczka osiąga sukcesy. Natomiast no fajnie, że udało się poruszyć ten temat, sądząc po liczbie maili też jakie dostałem po tamtym tekście. To wiele osób dalej pracujących w paczce było wdzięcznych za to, że ten temat tabu, bo to był też temat tabu, został poruszony.

12:11 · Mobbing i opiniopublikowanie 1

Natomiast ten czas mija i później, wiesz, wszyscy zapominają i wiesz, to jakie to ma znaczenie teraz, że jakaś tam nagroda czy wyróżnienie było 6-7 lat temu, nie? Od tej pory powstało wiele innych ważnych publikacji, innych dziennikarzy, więc to dużo daje. To znaczy ja teraz staram się właśnie tak działać, że jeśli uda mi się zrobić coś, z czego jestem zadowolony, to zostawiam to za sobą natychmiast i w sposób komfortowy tworzę sobie już tę najbliższą przestrzeń, żeby móc się zająć czymś nowym. Dzięki temu, wiesz, nie mija takie pół roku, w którym ja sobie myślę, że to pół roku to tak trochę na fali tamtego fajnego wydarzenia, a teraz przecież nie mam nic nowego. Nie czuję dużej presji zewnątrz, czuję dużą za to presję samego siebie.

15:29 · Psychologia pracy i presja 6

Który miał jej towarzyszyć, ją wspierać. Nie chcę oczywiście wyciągać za daleko idących wniosków, natomiast wydarzyła się taka scena, że rozmawiamy na ten bardzo trudny temat związany z samobójstwem jej 14-letniego dziecka i okoliczności, które poprzedzały tę śmierć i które nastąpiły później, bo one były... te i te były straszne, masakryczne, beznadziejne. I partner Justyny w pewnym momencie bez słowa wstał, wyszedł i gdzieś obok zaczął robić zakupy. I tak pomyślałem sobie, że to naprawdę dla ludzi z zewnątrz to jest taki ładunek emocjonalny, że ktoś może tego nie wytrzymać. A propos tego, kiedyś robiliśmy taki reportaż, w sumie robiliśmy jakiś inny, ale przy okazji towarzyszyłem Marcinowi Wyrwałowi, który też pracuje ze mną w Onecie, dzisiaj jest korespondentem w Ukrainie i pojechaliśmy na spotkanie z rodzicami młodego żołnierza, który odebrał sobie życie.

Według rodziców padł wcześniej ofiarą takiego brutalnego, skrajnego mobbingu w wojsku, co miało przyczynić się do tego, że targnął się na swoje życie. Wchodzimy do tego mieszkania i powitał nas ojciec tego chłopaka, który sprawiał wrażenie, Jakby był w dobrym nastroju, to znaczy powitał nas, zaprowadził do pokoju, zapytał czegoś na piemię, był taki wesoły. Rzeczna, jakaś maska była społeczna. Tak, no po prostu on sobie w ten sposób radził z traumą i wyglądało to w ten sposób, że jak już zdanie porozmawiał, to zamknął się w pokoju, ale przed kamerą to już występowała jego żona, która No, podołała temu, natomiast to było dla niej niezwykle trudne.

Pamiętam, że też zasłabła przed kamerą, ale to tak tylko a propos tego, że mam takie w ogóle wspomnienia z tych trudnych rozmów, że kobiety są silniejsze, jakoś sobie lepiej radzą w ogóle z tymi takim skrajnym, skrajnie dużymi emocjami, że to często nasz mężczyzna przerastaje tak, nie? I tam kobiety dają sobie z tym lepiej radę. Ale nie, jeśli chodzi o ten temat w ogóle psychiatrii dziecięcej, to ja raczej się mimo wszystko staram cieszyć z tego, że może i te trudne historie jednak troszeczkę wzbudziły, myślę, że teraz wręcz w bardzo dużym stopniu dyskusję publiczną na temat psychiatrii dziecięcej. W ogóle mam wrażenie, że od tych trzech lat To się mówi dużo, dużo więcej na temat tego i się jednak trochę zmienia.

To, co dopada moją psychikę, to informacje o ludziach, których gdzieś tam poznałem na drodze pisania na ten temat, a których już nie ma, bo niestety znam takich ludzi, młodych ludzi, z którymi rozmawiałem, a którzy w ostatnim czasie odebrali sobie życie. I to jest przygniatające. To jest rzeczywiście trudne, no bo No ci ludzie, często ci moi bohaterowie stają się, gdzieś tam są istotni w moim życiu, bardzo z wieloma z nich utrzymuję kontakt stały. Zwłaszcza, gdy jest mowa o takich osobach, które gdzieś tam pomagają mi w tworzeniu tych dosyć trudnych materiałów dotyczących zdrowia psychicznego młodych ludzi, czy depresji, czy właśnie spraw związanych z samobójstwami.

No, to jest rzeczywiście coś, co jest bardzo martwiące, co uzmysławia Ci, wiesz, że z jednej strony piszesz na ten temat, to jest temat dziennikarski, ale te informacje, które co jakiś czas się pojawiają, czyli wiesz, młody człowiek, Był wypadek w metrze, tak? Ja już wiem wtedy, że to raczej nie był wypadek. Ktoś po prostu się rzucił pod to metro i później... Tak, siedzi w tym środowisku i wiesz, jak te mechanizmy działają. Cieszę się, że... Znaczy media tak powinny te informacje podawać, natomiast często może to być informacja o tym, że ktoś odebrał sobie życie, no i czasem się tak zdarza, że ja wiem, kto to był. Poznałem tą osobę. Czyli ty w ogóle nie możesz się trochę oderwać od tego życia zawodowego.

Na to wygląda, że ta granica pomiędzy prywatnym a publicznym życiem to jest bardzo płynna granica, czyli ona tak naprawdę wpływa na jedne wody, jak się okazuje, i nie możesz tego podzielić. No ten wątek właśnie psychiatrii dziecięcej to jest chyba pierwszy w moim życiu, gdy ta granica się mocno przesunęła, czy właściwie zaczęły na siebie nachodzić. No wiesz, nie sposób akurat pisać na ten temat, który jest często bardzo prywatną opowieścią tych ludzi, którzy gdzieś tam wykazując się zaufaniem do mnie, ale też takim przekonaniem, że jeśli to upublicznimy, to być może pomoże to w jakiś sposób poprawić system, bo no taki jest głównie zazwyczaj cel moich rozmówców, którzy decydują się powiedzieć o sobie, ale mają wrażenie i takie poczucie, że jeśli poinformujemy o tym, co się wydarzyło o opinię publiczną, to to pociągnie ze sobą jakieś zmiany, doda otuchy innym ludziom.

23:06 · Tematy kontrowersyjne i ich publikacja 1

Po prostu byłem ciekawy, czemu nikt nie reaguje. No i potem napisałem artykuł na ten temat w gazecie, którą zresztą sam stworzyłem i wyprodukowałem i potem zbankrutowałem. Ale miała 10 tysięcy nakładu ponoć w pewnym momencie, prawda? Tak, jeden numer miał. To był magazyn krakowski. Magazyn krakowski, tak. Bardzo chwytliwa nazwa, nie? Udawało Ci się nawet rozdawać to na ulicy ponoć poprzez znajomych, poprzez dystrybucję taką trochę dolnego rzędu, przyjacielsko, ale poszło. I tam właśnie bohaterem pierwszej okładki był mój dyrektor. Ale to już, bo ta historia jest bardzo długa, natomiast opowiedziałem ją dlatego, że No wydawało mi się to dziwne, niestosowne, że taka rzecz się dzieje i przecież jesteśmy w szkole i że uczeń musi przełamywać to milczenie i gdzieś tam poruszyć ten niewygodny temat, o którym wszyscy mówili.

28:08 · Historia z szkole 1

Więc nie, tutaj nie wyobrażam sobie, że moja mama czy mój tata mogli mi powiedzieć nie rób tego, no bo w sumie dlaczego, nie wiem. Jakby to było słuszne, co wtedy zrobiłem, więc nie wyobrażam sobie, że oni mogliby w ogóle wpaść na pomysł, żeby mnie powstrzymać przed tym, Dużo osób jest przestraszona, speszona wyższym stanowiskiem, wyższym statusem społecznym. Od razu im się kojarzy, że ten ktoś ma duże znajomości i może nas zniszczyć, stłamsić, dlatego o tym mówię. A wiesz, to była taka sytuacja, że a propos pan dyrektor, który gdzieś tam moim zdaniem pogubił się na tym etapie swojego życia, Ale uważam też, że był, szanuję go jako człowieka, zrobił też bardzo wiele dobrego dla tej szkoły. I pamiętam... Więc winwij, ty skończyłeś tą szkołę, więc trochę dobrego zrobił. No, w ogóle to jest świetna szkoła.

31:03 · Zakonczenie rozmowy 2

Natomiast pamiętam jak ten dyrektor, o którym wspomniałem, najpierw zareagował bardzo nerwowo i zaczął gdzieś mnie wyzywać publicznie, natomiast minęło trochę czasu, I mieliśmy okazję rozmawiać jakieś kilka lat później. I pamiętam, że nie zwracał się już do mnie na ty, tylko panie redaktorze. To był taki rodzaj, okej, ja napisałem to, co ja uważałem, on podejmował w swoim życiu takie decyzje, jakie on uważał za słuszne. Mieliśmy skrajną inną opinię na temat tego, w jaki sposób on tą szkołą zarządzał, gdy ja tam jeszcze byłem uczniem. Natomiast był rodzaj takiego wzajemnego po prostu respektu. Ja też bardzo nie lubię czegoś takiego, Ja wiem, że bohaterowie tekstów dziennikarskich popełniają czasem jakby skala złych rzeczy, które zrobili i sprawiło, że w ogóle jakiś tekst powstał, więc zazwyczaj mają na koncie jakieś niecne uczynki, jeśli mówimy o dziennikarstwie śledczym czy tego typu w ogóle, jaką ja się zajmuję tematyką.

Gdy po naszych tekstach opinia publiczna jest po prostu bardzo wkurzona i chce dobić tego negatywnego bohatera naszego tekstu, to ja się trzymam od tego z daleka. To znaczy ja sobie też to powiedziałem kiedyś jasno, twardo, jeśli opisuję jakąś historię i jestem jakiś negatywny bohater, to ja się wypowiadam w tekstach na ten temat. Później, gdy jestem o to pytany, komentuję. Natomiast nie chciałbym działać w przyszłości tak, że jeśli zdarzą mi się kolejne takie publikacje, to że później ktoś wejdzie na mojego Twittera i każdy tweet będzie na temat tej osoby. Ja myślę, że powinienem się wypadać tekstami. Myślę, że to jest w ogóle dosyć ciekawa koncepcja i do rozważania dla wszystkich dziennikarzy, żeby się wypadać Zaznaczam, że w takich trudnych sprawach po prostu naszymi tekstami, a niekoniecznie już później właśnie poprzez social media.

34:01 · Rozmowa z Januszem Schwertnerem 9

Natomiast tylko chciałem powiedzieć o mojej mamie, że jak pisałem pierwsze teksty, to one były fatalne. Językowo, stylistycznie i w ogóle. Więc to wyglądało w ten sposób, że ja pisałem jakiś tekst, wysłałem go do mojej mamy, moja mama go poprawiała. I dopiero mi odsyłała i wysłałem do redakcji. Redakcja to jeszcze raz wszystko poprawiała i ten materiał od tego momentu, w którym ja go pisałem do momentu, gdy się ukazał w gazecie, to były zwykle dwa zupełnie różne materiały na początku. Więc to też wielki szacunek i podziękowania dla redakcji tego miesięcznika. Podziękowania dla mamy. Dla mamy. Ci ludzie zrobili dla mnie w ogóle niesamowite, bo ja sobie nie wyobrażam, jak to mogło w ogóle być, Napisał do nich jakiś czternastolatek, a oni pozwolili mu pisać i pracować. Zresztą ja też całkiem fajnie zarabiałem wtedy jak na tamten wiek, ale przede wszystkim niesamowicie się rozwijałem.

Wydaje mi się, że mało jest ludzi, chociaż jeśli szukać tego typu freaków, to właśnie w mediach, którzy tak pozytywnie są w stanie zareagować na to, że zamęcza ich o chęć pracy jakiś czternasta, piętnastolatek. W innych branżach w bankowości albo w korporacjach mogłyby to być trudne. No to na pewno, ale to też świadczy o takim uporze w mediach. To często jest proszenie i czekanie np. o spotkanie z rozmówcą czy z gościem do wywiadu. To mnie ciekawi w ogóle jak powiedziałeś, że rozmawiałeś z Anną Dymną w wieku 14-15 lat, z Janem Rokitą czy Szturem. To co sobie myśli taki chłopak młody, który idzie na ten wywiad? Ty w ogóle byłeś świadomy rangi tych postaci? Byłeś mega speszony, przestraszony? Jakie ci emocje towarzyszyły?

Tak, tak, skręcił za mocno trochę w prawo. I tak, tutaj go trochę nie rozumiem, natomiast jest niezwykle inteligentną osobą i fantastyczną rozmówcą. Tam popełniłem jeden błąd, bo w ogóle dobrze patrzeć na wywiady, które się robiło w życiu pod skądem też takich błędów, które się popełniało, żeby później ich nie było. Więc ja oczywiście, jak byłem tak bardzo młody, to podczas każdego wywiadu popełniałem jakieś takie oczywiste błędy. To był ten czas, że po prostu Chodziłem z tą karteczką i tam miałem te pytania i już się tak uczyłem, że tutaj nie zerkam na kartkę, ale jednak za jakiś czas zerkałem. Pamiętam, że miałem określoną liczbę tutaj pytań i ich nie było dużo. Minęło pół godziny i powiedziałem, no to Panie Anie, dziękuję za rozmowę. Wystrzelałeś się ze wszystkiego.

I tak uznałem, że pół godziny minęło w sam raz. A on był przygotowany, wiesz, jak Jan Rokidejak już przyjdzie, zwykle spóźniony o dwie i pół godziny, tam coś tam, bo tam jego kalendarz to jest bardzo... To jest czysty freestyle. Nie wiem, czy do tej pory, ale zawsze się tak o nim mówiło. Pamiętam, że jak przyszedł na rozmowę ze mną, to mówił, że tam już był w TVN-ie, tam dwie godziny spóźniony i tak dalej, i tak dalej. Natomiast ja po tych pół godziny powiedziałem dziękuję. On był bardzo zdziwiony. Już? Panie redaktorze? To już w ogóle skończyliśmy rozmawiać. On chciał sobie jeszcze dwie godziny posiedzieć. I jakby ja wtedy jako dziennikarz nie rozumiałem, że Skoro rozmówca ma dla nas tyle czasu, dzisiaj ja tak uważam zdecydowanie, że skoro ma więcej czasu, to posiedźmy dłużej, dojdziemy do czegoś nowego, jak się rozluźni, to padną jeszcze ciekawsze sformułowania i ten wywiad będzie, jakość tego wywiadu, wartość tego wywiadu będzie rosnąć.

Bierzemy na warsztat sprawę mobbingu, czy psychiatrii dziecięcej, czy molestowania seksualnego i jakby takie publikacje gdzieś tam później mocno żyją i rzeczywiście pociągają za sobą jakieś często konkretne zmiany, wypowiedzi polityczne, zainteresowanie opinii publicznej zwłaszcza, bo na przykład w psychiatrii dziecięcej to, co ja widzę najmocniej, to jest to, że W tym roku rząd zdecydował się odebrać całkowicie finansowanie telefonu zaufania i nagle w parę dni Polacy zebrali 2 miliony złotych i sfinansowali sami ten telefon. I to jest dla mnie taki dowód na to, że warto było pisać na temat psychiatrii dziecięcej, ale nie na miejscu dziennikarzy politycznych, którzy właśnie zajmują się takim gałęzią na styku polityki i właśnie tego dziennikarstwa śledczego,

Czy to jest nieopłacalne? Czy to każdy inaczej zarabia tutaj na tym poletku, na tej specjalizacji dziennikarstwa śledczego? Myślę, że w ogóle, wiesz, to sformułowanie dziennikarz śledczy to już jest trochę, nie chcę powiedzieć, że nieaktualne, ale nie ma zbyt wielu takich ludzi. Ja też nie jestem dziennikarzem śledczym. Chodzi mi o to, żeby sobie tak jakoś wygodnie ułożyć w głowie ten zawód, tę specyfikę, którą się zajmujesz, tę niszę. Myślę, że większość osób w ogóle w dziennikarstwie źle zarabia. To nie są jakieś wielkie pieniądze, które się zarabia. Wielu osób w branży odchodzi przez to właśnie, że no dostaje małe pieniądze, a poświęca całe swoje życie, a naraża się jeszcze na to, żeby dostać na przykład, dostać pozew do sądu przez jakiegoś polityka, którego opisał, a dostał za tekst 25 złotych.

Natomiast jeśli ktoś w ogóle lubi dziennikarstwo, lubi ten zawód, lubi pisać, lubi tworzyć, to ja bym zostawił na boku. Pieniądze nie są najważniejsze, to jest według mnie ewidentne. A jeśli komuś nie pasują zarobki, czasem się pojawiają takie głosy dziennikarzy, że czemu dziennikarz czasem zarabia tyle samo, co kasjerka w Biedronce. I ja szczerze, oburza mnie takie stawianie sprawy. Nie widzę takiego naturalnego odruchowego dowodu na to, że powinien zarabiać więcej, bo bez kasierek w Biedronce też byśmy nie pociągnęli długo, tak samo jak bez dziennikarzy. I myślę, że i temu zawodowi i temu się należy szacunek, a każdy ma, dziennikarz ma wybór, to znaczy jeśli

Czy na dzieło, czy na zleceniówkach i często nawet po prostu nie pracują na składki swoje emerytalne, rentowne. To się nie opłaca. To prawda. Wiesz, dzisiaj jest dużo dziennikarzy freelancerów, którzy są niezwykle zdolnymi ludźmi, zdolnymi reporterami, natomiast ciężko jest finansować ich pracę. Ja bardzo, ja bym chciał, żeby oni, bo ja mam ogromne uznanie na przykład do tego, co tworzą, ale też nie widzę takiego prostego sposobu, w jaki sposób im to wynagrodzić. No bo są freelancerami, media mają określone stawki, nie wiem, jakieś medium może za jakiś dobry materiał zapłacić kilka tysięcy złotych dziennikarzowi. No i dobrze, ale ten, nad tym materiałem dziennikarz pracował powiedzmy dwa miesiące czy trzy miesiące, nie?

No i ten dziennikarz chciałby, żeby to było wynagrodzone bardziej, ale stawka jest taka. No i gdzie znaleźć rozwiązanie? Czy wprowadzić jakiś podatek, który będziemy zbierać właśnie i powiemy, że Jesteśmy bardzo ważni, więc chcielibyśmy, żebyście nam za to płacili. Zróbmy sondaż na ten temat, czy Polacy chcieliby taką składkę dla dziennikarzy zrobić. Niestety tak wygląda ten świat, więc na pewno prościej jest dziennikarzom zatrudnionym w dużych mediach, takich jak ja, którzy mają umowę o pracę. Takie też redakcje jak Onet, czy Wirtualna Polska, czy Interia są silne.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.