Trzecia osoba
W dzisiejszym odcinku Skura wyrusza do mglistego lasu w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: kto był tytułową trzecią osobą w jednej
aczkolwiek jest osadzony w Polsce, w polskich klimatach. I to mnie w ogóle wciągnęło, to mnie w ogóle zaprosiło do tego spotkania z Anną Kańtoch, bo do tej pory słyszałem negatywne opinie, tak gdzieś piąte przez dziesiąte o Annie Kańtoch. Na pewno to nie jest horror, jest tutaj troszkę grozy, jest to kryminał, powtarzam. Z taglinem, czy można tak po prostu zniknąć, zostawić wszystko, także dzieci? Monika i Mirosław Bresiowie pewnego dnia przepadli bez śladu, a Marcin, Milena i Mati nagle stracili rodziców. Każde z dzieci inaczej się z tą stratą uporało.
Piętro niżej w przedsionku narzucił na ramiona kurtkę. i kłopoty. Ścinam, ścinam. Łukasz chciał wzbudzić sobie gniew. Wiem, że należał kiedyś do pana rodziny. Łukasz Dębski przeczytał. I tutaj mamy to spotkanie. I teraz okazuje się, że ten pierwszy człowiek, który wychodzi na ulicę i patrzy na kogoś, to jest znowu Martin Breś. Tutaj kilka akapitów dalej. 300 metrów dalej, w swoim niewielkim, przypominającym domu sześcian, Marcin Breś parzył właśnie kawę w ekspresie. Dochodziła 11 wieczorem, większość ludzi albo już spała, albo szykowała się do snu. ale jego czekała długa noc. Miał do oddania tłumaczenie z niemieckiego.
Nikt nie przeszkadzał mu. Młodzi kowalowie sprawiali wrażenie żywcem z przeniesionych lat dziewięćdziesiątych. Oni tacy są jak my, myślał czasem Marcin, słuchając ich radosnych pokrzykiwań, jak ja, Milena i Mati dawno temu. Nigdy nie był pewny, czy dzięki temu dzieci sąsiadów wydają mu się sympatyczniejsze, czy wręcz przeciwnie. O drugich sąsiadach, czyli o rodzinie Dębskich, wolał w tej chwili nie myśleć. Zresztą i tak mieszkali zbyt daleko, a pomiędzy jednym i drugim domem rozciągał się jeszcze zagajnik. Marcin czasem żałował, że nie może obserwować ich z okien, ale teraz był z tego nawet zadowolony. Zaparzył kawę, a potem dla pewności przetarł jeszcze blat w kuchni, choć dziś wycierał go dobra. Mamy Marcina, Marcina Bresia.
I w tej pierwszej scenie to Breś oddaje jakąś tam kartkę, którą syn tej pierwszej rodziny, Sławek, podrzuca naszemu Marcinowi. Tutaj mamy do czynienia z takim stopniowym, właśnie tak troszkę od tyłu poznawaniem pewnych bohaterów i pewnych faktów. Pierwsze 100 stron, 50-80 mniej więcej, poznajemy właśnie tych Bresiów, potem poznamy Milenę i poznajemy też to sąsiedztwo. Widzicie, marzec, ale jeszcze jest zima, jeszcze są góry. To są takie klimaty, w których moja rodzina gdzieś tam ma działkę i też ja kojarzę takie rejony i dla mnie to było...
bardzo imersywne. Wczuwałem się i podobała mi się ta atmosfera budynków, które są od siebie oddalone. To sąsiedztwo jest, ale nie ma. Jakiś tam czas zajmuje dojście do kogoś, w razie czego. Więc jest to napięcie, jest ta groza, jest ta mgła. jest to odosobnienie, ucieczka od cywilizacji, ale jednak ta mroczna tajemnica cały czas gdzieś nad nami czyha. I teraz, czym jest ta mroczna tajemnica? Otóż ten tłumacz, Marcin Breś, stracił za dzieciaka bardzo wcześnie dwójkę rodziców. I teraz my poznajemy, w jaki sposób oni to stracili.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.