James Vincent McMorrow – True Care
Żarłok powraca z kolejną audycją muzyczną, w której tym razem bierze na warsztat album „True Care” Jamesa Vincenta McMorrowa. Minimalizm,
Witam wszystkich ciepło i serdecznie w kolejnej audycji, tym razem muzycznej, ale recenzji. Dawno nie recenzowałem muzyki, a ponoć w tym jestem najlepszy. To zobaczmy, jak sprawdzi się skóra w krótszej recenzji... Tak, nie w krótkiej, już wolałem ugryźć się w język i powiedzieć krótszej recenzji. bo nie wiem, ile mi z tego wyjdzie. Mianowicie, ostatnio słuchałem pewnego Irlandczyka, którego odkryłem już lata temu. Pierwszą płytę nagrał w roku 2010, Early in the Morning, czyli James Vincent McMurrow.
Dlaczego? No dlatego, że w miesiącu listopad, grudzień, przełom, wgrałem sobie tę płytkę na mój nowy telefon, słuchałem, słuchałem, początkowo nie mogłem wgryźć się w tę muzykę, wiedziałem, że cały czas jest to ten Vincent McMurrow, ale zastanawiałem się, jakie kolejne nowe elementy on nam tutaj wprowadził. Słuchajcie, w początku pierwszego utworu który wprowadza nam jakieś elementy science fiction, bo nazywa się Grudzień roku 2914.
Nadużywane są te efekty modulujące głos. Jest to wszystko zbyt łatwe. Ja wolałbym naprawdę usłyszeć młode głosy, nawet jeżeli one nie będą dokładnie stroiły, że tak powiem. Tak jak to zrobił na przykład zespół The Cooks. Młodzieżowy, bardzo rześki, ale czuć właśnie tę młodość, tę pewną taką jeszcze niedojrzałość i to jest ich atutem. I ja tego chcę słuchać, a ja nie chcę słuchać maszyny, która przerabia. No oczywiście, w tym przypadku James Vincent McMurrow wie jak wyciągnąć ducha z maszyny. I właściwie w tej balladzie takiej, niezwykle rozmarzonej, ale też smutnej właśnie, przesyconej takim żalem.
Te głosiki, jak takie malutkie kocurki. Tak mówią, jak mogłaś mnie zostawić? I to rytmicznie w tle gdzieś podbudowuje główny, tęskny wokal Jamesa McMurrow. I to jest, szanowni państwo, niesamowite. porusza, weźcie sobie to na słuchawki, wyjdźcie na dwór, na pole, gdziekolwiek jesteście, kiedy będzie śnieg, wszystkie drzewa ośnieżone, poczujcie tę pustkę, tę ciszę, bo śnieg tłumi całkowicie głosy i nie rozchodzi się echo tak dobrze. I... Wyjdźcie w nocy. Ja słuchałem tej płyty chyba po godzinie 12 spacerując między 24 a 1 w nocy w takich warunkach.
Prawie, że miałem łzy w oczach, wzruszenie. Oczywiście dopiero wtedy, kiedy za którymś razem tego słuchałem. Za pierwszym razem to mi się to tak wszystkie utwory zmyły. Musiałem przebrnąć i powiedzieć sobie, słuchaj, przecież wiesz, że Vincent McMurrow jest warty kredytu zaufania. Więc tutaj mamy takie kocie chórki, jakichś takich zwierzaczków. Ostatnio widziałem Gwiezdne Wojny i tam były takie ptaszki malutkie na planecie pewnej i te ptaszki robiły takie bardzo smutne oczka i miały takie malutkie głosiki, takie zdziebełka, takie sympatyczne, że jakbyś spotkał tego ptaszka, to byś chciał go tylko przytulić i powiedzieć nigdy cię nie opuszczę.
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? A ten ptaszek śpiewa ci, how could you leave me alone, tak? A czubaka go tam gdzieś podgryzał jeszcze bezlitośnie w innej scenie. I tutaj Vincent McMurrow właściwie z takimi ptaszkami śpiewa na poważnie. On jak śpiewa tym swoim głosem, to jakby cały chór się prawie wtopił w jego gardło i... Tyle emocji potrafi przekazać. Pink Salt Lake, dziewiąty piękny utwór, naprawdę chwytający za serce.
Te syntezatory w tle kojarzą mi się również z projektem Alana Parsona, czyli Alan Parsons Project, który już w latach osiemdziesiątych i siedemdziesiątych przetwarzał te głosy, różne chóry, łączył z elektroniką, potem współpracował z Davidem Gilmorem z Floydów. To była muzyka też popowa, ale jakoś tam intelektualnie, jak na tamte lata, bardziej wymagająca. I tutaj kojarzy mi się to z płytą iRobot, nawiązującą oczywiście do Asimowa. Tutaj śpiewa Vincent i w tle te takie robotyczne kotki. Właściwie tutaj tyle ja mam skojarzeń z tymi barwami dźwiękowymi, z tymi fakturami tego przetworzenia.
chcecie trzymać tego gościa za rękę i po prostu lecimy, lecimy i płyniemy przez ten śnieg z Jamesem Vincentem McMurrow. Świetna, zimowa, świąteczna, wyjątkowa płyta. Polecam każdemu. Nawet jeżeli się w to nie wgryziecie, to myślę, że te wszystkie mięciutkie, pastelowe odcienie muzyczne będą w tle raczej was podbudowywać, a nie irytować. To jest muzyka, która może spokojnie lecieć w tle i nikogo nie urazi. ale kiedy się w nią wsłuchacie, to myślę, że jest szansa, że się zakochacie i poznacie może kogoś, kto będzie dla was takim ptaszkiem, jak dla czubaki ten kurczak, którego chciał zjeść w ostatnim odcinku Sagi Gwiezdnych Wojen.
Tyle dzisiaj ode mnie i zostawiam was z Jamesem Vincentem McMurrow. KONIEC! I do I die, I do I die Somebody here knows
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.