Mentionsy Mentionsy
Alfabet Wojtusika
Alfabet Wojtusika

#219 Radka Janowska-Lascar. Z miłości do literatury.

05.09.2025 ·47 min 42 s

Odcinek #219, w którym w czasie Literackiego Sopotu 2025 rozmawiam z Radosławą Janowską-Lascar, tłumaczką literatury rumuńskiej o brzemieniu słów i o tym jak wiele w naszym życiu zmienia miłość do L jak literatury. Siedząc w GOYKI 3 Art Inkubatorze wracamy wspomnieniami do R jak Rumunii lat 90-tych i do S jak studenckich czasów w Krakowie, gdy P jak przypadek zmienił bieg historii. Radka opowiada anegdotę o wielu L jak listach, które posegregowała według J jak języków. Okazuje się, że w jeden z nich był S jak szczególny.  Zdradza też patent na tłumaczenie literatury według Kazimiery Iłłakowiczówny i opowiada, jak sama dokonuje literackich wyborów. Wchodzimy w tłumaczeniowe wszechświaty wielu powieści. I w konstelacje opowieści też wchodzimy.Zaglądamy do wielu książek, między innymi do powieści Dana Lungu, „O dziewczynce, która bawiła się w Boga”, do „Dni króla” Filipa Floriana, czy do „Tajemnic chińskich samochodzików” Florina Irimii. P jak płyniemy przez narracje o S jak samotności, N jak nostalgii, O jak obcości i przyglądamy się Rumunii przez pryzmat kumulacji wielu epok w jednym czasie. Jest też Jest o U jak uwiarygodnianiu powieści, P jak prowincji i wyrabianiu sera w górach. Na koniec sprawdzamy, ilu A jak autorów czeka w szufladce i kto jedzie w dresie na urlop do Transylwanii.

Także to jest dla człowieka z naszego obszaru to jest złoto, no bo już się coś zawsze rozumie. Poza tym to jest taki język niezwykle melodyjny. Kiedyś tam pamiętam na muzykologii jeszcze, bo pierwsze moje studia to muzykologia na UJ w Krakowie. Pamiętam, że roztrząsaliśmy na estetyce bodajże. Problem taki, czy włoski jest bardziej melodyjny, czy francuski, bo ten spór trwał też wśród estetyków europejskich jeszcze w XVIII, XIX wieku. Natomiast nikt nie mówił wtedy o rumuńskim. No wiadomo, że to jest taki język mniej troszkę może chodliwy. ale ta melodyjność jest bardzo w nim wyraźna, bardzo widoczna i za tym idzie niezwykła plastyczność tego języka, a tę plastyczność widać jak się na przykład próbuje tłumaczyć poezję i to jeszcze rymowaną.

Jak to się stało? Jest taki bardzo fajny film Krzysztofa Kieślowskiego, przypadek, tak? Wsiadłaś jednak do tego pociągu. Wsiadłam, tak. To właśnie tak było. Ja nie wiem, czy opowiadałam tobie kiedyś już? Opowiedz. Dobrze. No to jest taka historia dość niesamowita. Do tej pory mam jakieś takie ciarki trochę, jak o tym mówię, czy o tym sobie myślę. No to był marzec dziewięćdziesiątego roku i byłam wtedy na muzykologii właśnie na UJ-cie i szłam po prostu sobie koło Collegium Novum. I jeszcze wtedy różne imprezy się reklamowało za pomocą plakatów, znaczy teraz też tak jest, ale i zauważyłam, coś miałam do załatwienia chyba w Kolegium Nowym i w środku tam na parterze zauważyłam gdzieś powieszony plakat, że niezależne zrzeszenie studentów, to trzeba chyba młodszemu pokoleniu wyjaśnić, co to w ogóle było, organizuje wyjazd do Czechosłowacji, jeszcze wtedy była Czechosłowacja.

Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.