#12 - Naucz się jeździć wolno, żeby jeździć szybko
W rozmowie z Sylwestrem Szmydem, trenerem i dyrektorem sportowym Red Bull – BORA – hansgrohe, jednym z głównych tematów było podejście do treningu, które dla wielu kolarzy, szczególnie amatorów, może wydawać się nieintuicyjne: żeby jeździć szybko, trzeba najpierw nauczyć się jeździć wolno.Szmyd zwraca uwagę, że wielu zawodników ma problem z jazdą spokojną. Zamiast traktować lekkie treningi jako realny element budowania formy, jadą za mocno, „grillując się” w tempie, które nie jest ani prawdziwą regeneracją, ani jakościową intensywnością. Efekt jest prosty: kiedy przychodzi czas na mocne akcenty, organizm nie jest gotowy, bo wcześniej nie dostał przestrzeni na odpoczynek.W rozmowie mocno wybrzmiewa też temat ekonomii wysiłku. Każda niepotrzebna minuta powyżej progu, każdy zbędny skok i każda dodatkowa seria treningowa mają swój koszt. Szmyd podkreśla, że dobra dyspozycja nie powinna być pretekstem do dokładania kolejnych powtórzeń. Wręcz przeciwnie: kiedy noga jest dobra, trzeba o nią dbać, a nie od razu ją „spalać”.Dużo miejsca poświęcono również różnicy między amatorami a zawodowcami. Amatorzy często trenują za mocno, bo mają mało czasu i chcą z każdej jazdy „coś wycisnąć”. Zawodowcy z doświadczeniem coraz lepiej rozumieją, że forma nie bierze się wyłącznie z cierpienia, ale z właściwego rozłożenia bodźców: spokojnej jazdy, mocnych akcentów wtedy, kiedy są potrzebne, oraz odpoczynku.Ważnym wątkiem była także odporność na zmęczenie, czyli zdolność do generowania wysokiej mocy nie na świeżo, ale po wielu godzinach wysiłku. To właśnie ten element często odróżnia najlepszych kolarzy od tych, którzy dobrze wypadają tylko w krótkich testach. Szmyd pokazuje, że w nowoczesnym kolarstwie liczy się nie tylko maksymalna moc, ale przede wszystkim to, ile zostaje jej na końcu wyścigu.Pod koniec rozmowy pojawia się również temat taktyki. Wyścig kolarski nie polega na tym, żeby udowodnić, że jest się najmocniejszym, ale żeby jak najlepiej wykorzystać swoją energię. Zbyt częste skoki, kasowanie każdej akcji i jazda „na pokaz” mogą sprawić, że ktoś inny wygra wyścig naszymi nogami.Najprostszy wniosek z tej rozmowy? Trening nie polega na tym, żeby cały czas jeździć mocno. Kluczem jest umieć jechać spokojnie wtedy, kiedy trzeba jechać spokojnie, oraz naprawdę mocno wtedy, kiedy trening tego wymaga. Właśnie ta umiejętność oddziela chaotyczne trenowanie od mądrego budowania formy.
Nie, nie, ja też nie, bo tak się rozpędziłem. Chciałem mówić, że gdzieś tam może za dużo. Bardzo dużo. Co tu będziemy o Pogaczarze dyskutować? Jest na razie nadczłowiek. No i co? Zostawmy na razie. Rozmawialiśmy kiedyś dawno, pamiętam, o takim temacie, że Grand Tury nie wygrywa się na tych samych wadach, Co pojedyncze jazdy? Mógłbyś nam zdradzić, powiedzieć jaka to jest mniej więcej różnica powiedzmy podjazd jechany, taka konkretna góra, konkretny podjazd jechany na świeżo i w trzecim tygodniu Grand Touru.
Tak jak patrzyłem jego jakieś tam 20 minutówki czy 10 minutówki jakiś test, kręciliśmy się podobnie. A jeśli chodziło o wyścigi właśnie po tych 3-4 tysiącach kilojoule, to Rafał miał, nie pamiętam teraz nic z głowy, ale to było 2-3% zjazdu, ja miałem 10-12%. I to była różnica pomiędzy kampionem, jakim był Rafał, czy podium na Grand Tourze, zwycięstwa na Grand Tourze, A mną, który później był Gregarią, pracował na tych, co wygrywają. To jest element decydujący o tym, gdzie jesteśmy i co znaczymy. I to tak samo jest w sumie ze sprinterami.
I każdy pytanie, co to będzie? No nie? On też się obawiał, że kurczę... Obawiał. Też się cieszył, że akurat był wtedy Remco i Mistrzem Świata, bo mówił to przynajmniej Remco trochę zabierze ten cały hałas wkoło niego, no bo on to dopiero Tour de France musi wygrać. Pamiętam, że gdzieś tam też, czy jakiś wywiad z nim, czy gdzieś to nie była kwestia w jego głowie, czy on wygra Tour de France, tylko kiedy wygra Tour de France. A teraz nie wydaje mi się, że był na drodze do wygrania jakiegokolwiek Grand Touru. I tak samo Lorenzo. Ciężko powiedzieć. Oczywiście życzę i jemu, i drużynie przede wszystkim też, żeby wygrał i Tour, i Giro, i Vuelta, i wszystko co można.
Chciałem ci przydać radę pod kątem tego, że współpracujemy tutaj z serią bez tytułu Gran Fondo, a dwa, że ostatnio byłem na wyścigu na Cyfrze i meta na Olimpie, ponad 1900 metrów nad poziomem morza, wystartowaliśmy i ja przez pierwsze 10-15 minut, będąc na kole, Zastanawiałem się, czy ja mam strzelić, czy ja mam z tą czołówką jednak mimo wszystko jechać. Miałem ambicje tam powalczyć, ale jadę na kole, patrzę na ten licznik, tu mi się pokazuje grubo ponad 400 W, w plikach gdzieś grubo ponad 500. Mówię, ale o co chodzi?
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Peter Sagana i Sylwester Szmyt przedstawieni przez trenera Red Bull Bora.
Sagana opowiada o swojej karierze jako trenera i jego podejściu do trenowania zawodników.
Sagana omawia znaczenie wolnej jazdy w treningu i jej wpływ na szybką jazdę.
Sagana porównuje podejście do treningu między zawodnikami a amatorami.
Sagana opowiada o badaniach i swojej praktyce w treningu zawodników.
Sagana omawia różnice w podejściu do treningu między amatorami a zawodnikami.
Sagana opowiada o testach siły i endurance u swoich zawodników oraz ich znaczeniu w treningu.
Autor podkreśla konieczność jeżdżenia ekonomicznie i optymalizacji dystrybucji wad.
pracujemy tutaj z serią bez tytułu Gran Fondo
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„pracujemy tutaj z serią bez tytułu Gran Fondo"
W rozmowie z Sylwestrem Szmydem, trenerem i dyrektorem sportowym Red Bull – BORA – hansgrohe, jednym z głównych tematów było podejście do treningu, które dla wielu kolarzy, szczególnie amatorów, może wydawać się nieintuicyjne: żeby jeździć szybko, trzeba najpierw nauczyć się jeździć wolno.Szmyd zwraca uwagę, że wielu zawodników ma problem z jazdą spokojną. Zamiast traktować lekkie treningi jako realny element budowania formy, jadą za mocno, „grillując się” w tempie, które nie jest ani prawdziwą regeneracją, ani jakościową intensywnością. Efekt jest prosty: kiedy przychodzi czas na mocne akcenty, organizm nie jest gotowy, bo wcześniej nie dostał przestrzeni na odpoczynek.W rozmowie mocno wybrzmiewa też temat ekonomii wysiłku. Każda niepotrzebna minuta powyżej progu, każdy zbędny skok i każda dodatkowa seria treningowa mają swój koszt. Szmyd podkreśla, że dobra dyspozycja nie powinna być pretekstem do dokładania kolejnych powtórzeń. Wręcz przeciwnie: kiedy noga jest dobra, trzeba o nią dbać, a nie od razu ją „spalać”.Dużo miejsca poświęcono również różnicy między amatorami a zawodowcami. Amatorzy często trenują za mocno, bo mają mało czasu i chcą z każdej jazdy „coś wycisnąć”. Zawodowcy z doświadczeniem coraz lepiej rozumieją, że forma nie bierze się wyłącznie z cierpienia, ale z właściwego rozłożenia bodźców: spokojnej jazdy, mocnych akcentów wtedy, kiedy są potrzebne, oraz odpoczynku.Ważnym wątkiem była także odporność na zmęczenie, czyli zdolność do generowania wysokiej mocy nie na świeżo, ale po wielu godzinach wysiłku. To właśnie ten element często odróżnia najlepszych kolarzy od tych, którzy dobrze wypadają tylko w krótkich testach. Szmyd pokazuje, że w nowoczesnym kolarstwie liczy się nie tylko maksymalna moc, ale przede wszystkim to, ile zostaje jej na końcu wyścigu.Pod koniec rozmowy pojawia się również temat taktyki. Wyścig kolarski nie polega na tym, żeby udowodnić, że jest się najmocniejszym, ale żeby jak najlepiej wykorzystać swoją energię. Zbyt częste skoki, kasowanie każdej akcji i jazda „na pokaz” mogą sprawić, że ktoś inny wygra wyścig naszymi nogami.Najprostszy wniosek z tej rozmowy? Trening nie polega na tym, żeby cały czas jeździć mocno. Kluczem jest umieć jechać spokojnie wtedy, kiedy trzeba jechać spokojnie, oraz naprawdę mocno wtedy, kiedy trening tego wymaga. Właśnie ta umiejętność oddziela chaotyczne trenowanie od mądrego budowania formy.